Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Przy herbacie: Poznaj piszącego po stylu jego

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Od czasu słynnej dyskusji Dukaj-Szostak-Orbitowski o książkach „Fabryki Słów” karierę zrobiło określenie „przezroczysty styl pisania”. Okazało się zresztą, że niemal każdy czytelnik ma odmienną definicję tego określenia. Ale co to właściwie jest styl pisania – przezroczysty czy nieprzezroczysty – i po czym poznać, że ktoś go ma? Z linijką i kalkulatorem w garści sprawdzimy, czy Jacek Dukaj pisze jak Stanisław Lem i po czym odróżnić Andrzeja Sapkowskiego od Małgorzaty Musierowicz.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przy herbacie: Poznaj piszącego po stylu jego

Od czasu słynnej dyskusji Dukaj-Szostak-Orbitowski o książkach „Fabryki Słów” karierę zrobiło określenie „przezroczysty styl pisania”. Okazało się zresztą, że niemal każdy czytelnik ma odmienną definicję tego określenia. Ale co to właściwie jest styl pisania – przezroczysty czy nieprzezroczysty – i po czym poznać, że ktoś go ma? Z linijką i kalkulatorem w garści sprawdzimy, czy Jacek Dukaj pisze jak Stanisław Lem i po czym odróżnić Andrzeja Sapkowskiego od Małgorzaty Musierowicz.
W wypowiedziach dotyczących wszelkiego rodzaju tekstów – nie tylko beletrystycznych – często przewijają się stwierdzenia dotyczące stylu: że jakieś opowiadanie jest napisane bogatym, barokowym stylem, a znów recenzja – szkolnym, że styl pisarza X przypomina styl pisarza Y. Niby wszystko jest jasne, dopóki mówimy o tekstach pisanych w sposób naprawdę bardzo charakterystyczny – na przykład tak jak Dorota Masłowska naśladująca w narracji „Pawia królowej” rytm piosenek rapowych (Jedzie MC Doris trawiona przez gorycz: po to się przeprowadzałaś na tę Pragę, żeby składać spojrzeń obojętnych kwiaty na te żałosne ołtarze, patologii ruchome krajobrazy, jak lampa przedstawiająca wodospady, wszędzie tylko parodie ludzkich marzeń, jadę i myślę w pizdu i jak na złość widzi ona pod kamienicą z numerem piątym jak alkoholiczny wiatr zwiewa z ulicy sąsiada jej pana Wojtka, który tasiemca przypomina z wyglądu, na nogach żołądek, odbierają mu pion alkoholu zwodnicze prądy (…)) Ale co sprawia, że miłośnicy pewnych autorów są w stanie po krótkim fragmencie rozpoznać, czy napisała go, powiedzmy, Chmielewska, Musierowicz czy może Sapkowski albo Ziemiański? (oczywiście mowa o fragmentach, w których nie występują nazwy własne ani inne informacje mogące ułatwić rozpoznanie tytułu powieści).
O rozpoznawalności stylu czasami decydują drobne, niemal niezauważalne szczegóły: jeden autor zamiast „i” woli przecinki, drugi szafuje półpauzami, jeszcze inny ma specyficzne manieryzmy w konstruowaniu przydawek, nie mówiąc już o ulubionych słowach czy frazach – bohaterka Chmielewskiej zawsze biega kurcgalopkiem, a wiedźmin uśmiecha się paskudnie. Andrzeja Ziemiańskiego rozpoznamy po słynnych „Aaaaaaaaaa” i innych rozciągniętych samogłoskach („poszli do jego piwnicy z duuuużym toporem”), Małgorzatę Musierowicz zaś po starannym wymienianiu nazw produktów spożywczych i kosmetyków, których używają jej bohaterowie.
Niektórych pisarzy łatwo rozpoznać po dialogach. Sienkiewicz, Kossak-Szczucka i Bunsch tworzyli powieści, których akcja rozgrywała się w średniowieczu, wszyscy troje stylizację językową opierali na tych samych lub podobnych źródłach historycznych – a mimo to rozmowy ich bohaterów wyglądają zupełnie inaczej. Małgorzatę Musierowicz można bez pudła poznać po niebanalnych wyrażeniach informujących, kto i w jaki sposób wypowiedział daną kwestię: zamiast zwykłych „powiedział, krzyknął, mruknął, stwierdził” itp., stosuje ona na przykład „wsłuchała się w siebie, ubawiła się, chciała wiedzieć, podsumował”. (– Widzę, że z makao nici – dotarło do Pyzy.; – Mamo, ona mnie kopie – naskarżyła Ida.; – Dziewczęta, spokój – zaapelował ojciec).
Dość dobrym przykładem jest fragment powieści „Pulpecja”, w którym rodzina tytułowej bohaterki zauważa jej smętny wygląd (na tle uczuciowym, o czym jednak nikt z obecnych nie wie):
– Jak się czujesz?
– Bardzo dobrze – odparła Patrycja głosem nieszczęśliwym i wywołała na twarz uśmiech. Wypadło to rozpaczliwie.
– Wyglądasz, jakby ci coś było.
– Ale nic mi nie jest.
– Już wiem! – odkryła mama. – Ty możesz mieć po prostu tremę przed maturą.
– Ależ, Milu – wtrącił ojciec pobłażliwie. – O czym ty mówisz, na Jowisza. Żadna z naszych dziewczynek nigdy nie miała śladu tremy przed maturą!
– O, przepraszam, ślady to ja miałam! – sprzeciwiła się Natalia.
– Nutria, o czym ty mówisz, zdałaś z wyróżnieniem! – zaśmiała się Ida.
– Nie o tym mowa. Tylko o tym, czy miałam tremę. No, więc miałam.
– Pulpecja też ma – zadecydowała mama.
Dla Niziurskiego – szczególnie w późniejszych powieściach, jak „Szkolny lud, Okulla i ja” – typowe były dialogi zbudowane na zasadzie czegoś w rodzaju chóru greckiego, gdzie grupa uczniów dodaje kolejne synonimy lub doprecyzowania do pierwszej wypowiedzi.
– Niezupełnie nauka – chrząknąłem. – Raczej wprost przeciwnie. Chodziło nam o Sposób.
– Sposób, czyli modus – powtórzył z roztargnieniem Alcybiades – ale jaki sposób?
– Sposób, czyli SPONAA.
– SPONAA, czyli Dryf.
– Dryf, czyli swobodne unoszenie się po głębinach historii.
– I zboczenie z kursu.
– Wydawało to nam się korzystne.
– Zajmujące.
– Owocne.
– Lecz, niestety, mamy pewne obawy, że nasze wiadomości nie są, to znaczy…
– To znaczy raczej nie…
– Nie uporządkowane.
– Tak, to właśnie chciałem powiedzieć, panie profesorze. Nie uporządkowane i niewystarczające.
— „Sposób na Alcybiadesa”
Oprócz tego Niziurski z upodobaniem wkłada w usta nastoletnich bohaterów wyszukane i górnolotne wyrażenia („O, szubrawcy!”, „Obnażyłeś dziś rano zanik uczuć ludzkich i całkowitą ohydę moralną”), co w zestawieniu z uczniowską gwarą daje – niewątpliwie zgodnie z zamierzeniami autora – efekt dość humorystyczny.
Rzadko się zdarza, by autor opisywał całe fragmenty akcji samym dialogiem, bez jakichkolwiek „didaskaliów”, tak jak robi to Andrzej Sapkowski na przykład w „Krwi elfów”, gdzie kilka kolejnych epizodów nauki Ciri w wiedźmińskiej warowni przedstawionych jest wyłącznie poprzez rozmowy, z których czytelnik odtwarza sobie, co robią postaci. Popatrzmy na scenę z udziałem Triss Merigold:
– Umaluję sobie oczy, dobrze? Z czego się śmiejesz? Ty zawsze malujesz sobie oczy. Ja też chcę!
– Dobrze. Masz, pocieniuj tym powieki. Ciri, nie zamykaj obojga oczu, nic nie widzisz, mażesz się po całej buzi. Weź odrobinkę i tylko muśnij powieki. Muśnij, mówiłam! Pozwól, trochę rozetrę. Zamknij oczy. A teraz otwórz.
– Ooooo!
– Jest różnica? […] Teraz weź kredkę, obrysuj cieniutko górną powiekę, przy samych rzęsach. Ciri, co ty robisz?
– Nie śmiej się! Powieka mi drży! To dlatego!
– Rozchyl lekko usta, przestanie drgać. Widzisz? Gotowe.
Poza dialogami bardzo charakterystyczne jest używanie przez niektórych pisarzy narracji personalnej, przy czym, rzecz jasna, każdy robi to we własny sposób. Andrzej Sapkowski w „Sadze o wiedźminie” zazwyczaj po prostu wplata w narrację myśli bohaterów: Dalej, jeszcze dalej! Koń, który zbyt długo dreptał niemrawo za wozem, niesie radośnie i szybko, szczęśliwym pędem, biegnie płynnie, mięśnie grają między udami, wilgotna grzywa chlaszcze po twarzy. Dalej, koniku, nie czuj wędzidła ni munsztuka, dalej, w cwał, w cwał, ostro, ostro! Wiosna! – przy czym wcale nie stosuje tego zabiegu do wszystkich z nich po równo: więcej dowiadujemy się o myślach i uczuciach Ciri czy Triss, a nawet epizodycznych postaci trzecioplanowych, niż Yennefer lub samego Geralta. Czasami stosuje bardziej subtelne chwyty: opis widziany oczami jakiejś postaci jest pozornie neutralny, jednak padają w nim słowa, których ta konkretna postać mogłaby w tej sytuacji użyć („ranek był słoneczny, ale diablo chłodny”, „Triss zwalczyła w sobie chęć, by zerwać śmierdzące paskudztwo i wyrzucić je przez okno”, „potylica bolała go wściekle”).
Andrzej Ziemiański w „Achai” idzie jeszcze dalej: niektóre opisy to praktycznie dokładny zapis myśli tytułowej bohaterki, z całym typowym dla myśli chaosem i wewnętrznymi wtrąceniami. Na przykład w jednym z początkowych fragmentów książki, gdzie Achaja trafia do wojska:
Barak nie był pusty. Kręciło się w nim kilku żołnierzy, jacyś ludzie, sądząc po strojach, służący. Nikt jednak nie zamierzał jej szykanować. Wskazano jej pomieszczenie za przepierzeniem gdzie mogła, cała czerwona ze wstydu, ale sama, zdjąć wreszcie bogato zdobioną suknię i włożyć… O Bogowie! Krótką tunikę ze zgrzebnego płótna, króciutką spódniczkę ze źle wyprawionej skóry, która (co za poniżenie…) nie sięgała jej nawet do połowy ud, sandały i coś w rodzaju pancerza (czy oni w tym wojsku naprawdę nie wiedzą co to pancerz?) zrobionego ze zszytych nierówno kawałków… skóry!!! No może nabijanej spiżowymi ćwiekami, ale skóry! Przecież to nawet… A, mniejsza z tym! Gorzej, że cały ten strój był najwyraźniej przewidziany dla chłopca.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W podziemnym kręgu: Seksapokalipsa
Marcin Knyszyński

26 VI 2022

W roku 2014, podczas słynnego San Diego Comic Con, kiedy to „Pełnia piękna” miała swą amerykańską premierę, autor powiedział na jej temat kilka ciekawych rzeczy. Podobno oryginalny tytuł tej „absolutnie pornograficznej książki” miał brzmieć „Fifty Shades of the Twilight Cave Bear Wears Prada” i jest to rzecz, którą chciałby napisać sam markiz de Sade. Zapowiada się ostro.

więcej »

Do księgarni marsz: Czerwiec 2022
Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

9 VI 2022

Literackim wydarzeniem czerwca powinna być nowa powieść polskiej noblistki, ale naszą uwagę przyciągnęły też inne interesujące tytuły.

więcej »

Nie przegap: Maj 2022
Esensja

31 V 2022

Jak co miesiąc zapraszamy do sprawdzenia czy nie przegapiliście jakiejś ciekawej recenzji.

więcej »

Polecamy

Seksapokalipsa

W podziemnym kręgu:

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Oko podarowane przez wilka
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dżungla w browarze i burza w bramie…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Malarka na walizkach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 naj… : 10 roztańczonych kadrów
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o filmach: Kieślowszczyzna w pelerynce
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Stawka większa niż qilin
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

„Patrzcie! On ma głowę pana Mifune!”
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Piękna-chan i Bestia-kun
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o komiksach: Raz na koniu, raz pod koniem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Hej ho, przez dżunglę by się szło
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.