Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Weekendowa Bezsensja: Tercet fantastyczny

Esensja.pl
Esensja.pl
Nieprzemijający topos fasolowej łupiny. Niedługo na arenę wkroczy transhumanizm, a za nim transgombrowiczowość. Głośni pisarze – Jacek Stukaj, Wit Świstak i Łukasz Torbielowski dyskutują zawzięcie w tekście, który jest polemiką (?), a może po prostu parodią pewnego głośnego cyklu literackich dyskusji z łamów „Esensji”.

Piotr Boruch

Weekendowa Bezsensja: Tercet fantastyczny

Nieprzemijający topos fasolowej łupiny. Niedługo na arenę wkroczy transhumanizm, a za nim transgombrowiczowość. Głośni pisarze – Jacek Stukaj, Wit Świstak i Łukasz Torbielowski dyskutują zawzięcie w tekście, który jest polemiką (?), a może po prostu parodią pewnego głośnego cyklu literackich dyskusji z łamów „Esensji”.
Filozofowanie jest tylko jedną z postaci strachu i prowadzi jedynie do tchórzliwych pozorów.
Louis Ferdinand Celine, Podróż do kresu nocy
rys. Michał R. Wiśniewski
rys. Michał R. Wiśniewski
Torbielowski: Pozwolicie, że zacznę. Taki film wczoraj widziałem! Odwołuję wszystko, co mówiłem źle o polskim horrorze. Film nazywa się „Miś” i jest polskim „Wicker Manem”, miażdżącym na dzień dobry wszystko, co kiedykolwiek powiedzieli Carpenter, Craven czy nawet Romero. Wyobraźcie sobie: apoteoza pogaństwa, z kranów płynie szlam reprezentujący mierną kondycję ludzką w judeochrześcijańskim świecie. Rytualny taniec kapłanów-karłów do transowej ludowej muzyki, co się nawet Koblergowi nie śniła. A w finale wielki słomiany niedźwiedź wznosi się w niebo i upada do akompaniamentu kolęd. Lepszej wizji walki Europy przedchrześcijańskiej z Kościołem nie widziałem. A widziałem już dużo.
Stukaj: Miło, Łukaszu, że znowu poleciłeś nam fajny film, ale lepiej, żebyś napisał o tym felieton do Neofantazji. Dyskusje nasze chciałbym poświęcić ważniejszym tematom.
Myślę, iż nadszedł czas, abyśmy poważnie porozmawiali o najważniejszym wydarzeniu ostatnich lat, jakie spotkało polską fantastykę. Chodzi o mi nasze Rozmowy.
Pozwolicie, że wyprowadzę tezę. Mamy wartość mimetyczno-religijną, to jest odtwarzamy na ludzki sposób Trójcę Świętą.
Ja jestem Bóg Ojciec. Mam brodę, jestem poważny i wymyśliłem cały ten kram. Do tego mam zaskakująco mało wad. Tak mało, że wczoraj na próżno myślałem cały dzień, by jakąś znaleźć. Pasuje to jak ulał do Tego-Którego-Imienia-Nie-Wymawiamy.
Łukasz to wykapany Syn Boży. Mówi po ludzku do ludzi i dla ludzi. Trochę z zeń buntownik, ale lubiany przez wszystkich. Robi fajne imprezy i ma tendencje do moralizowania.
Rola Ducha Świętego przypada Witowi Świstakowi. Nikt nie wie, co to jest ani co robi, ale kwestionowanie jego udziału w Dziele grozi wiecznym potępieniem.
Torbielowski: Mam nadzieję, że mnie potem nie ukrzyżujecie. Wspomnę, bo zawsze warto, o portalu internetowym Bezsensja, który nas ugaszcza. Dawno nie widziałem takiego entuzjazmu i dobrej woli ze strony redakcji. Dlatego chciałbym przeprosić za brzydki żart sprzed miesiąca, kiedy to wypiwszy sześć piw, napisałem maila, iż tematem następnego tercetu będzie mało znany szkic Gombrowicza pod tytułem „Pan kaloryfer”. Naprawdę głupio się poczułem, gdy o poranku na Bezsensji wisiał artykuł „10 popkulturowych kaloryferów”.
Bardzo przepraszam.
Świstak: Dobrze, że Łukasz wspomniał o Gombrowiczu. Zaryzykuję twierdzenia, że nasze rozmowy są w duchu wybitnie postgombrowiczowskie. Witold odwalił dużo roboty. Warto by mu podziękować.
Stukaj: Być może jesteśmy ostatnim pokoleniem inteligencji, która może w pełni wyrazić swoją postgombrowiczowość... Niedługo na arenę wkroczy transhumanizm, a za nim transgombrowiczowość. To się może wydarzyć za lat pięć albo i pięć tysięcy, ale w kategoriach socjobiologicznych jest nieuniknione. Artystę żyjącego pod wpływem Gombrowicza zastąpi artysta przekraczający granice przez Gombrowicza nakreślone. Wyobraźcie sobie, że trans-Stukaj będzie przy pomocy neurowszczepki zapisywał w czasie rzeczywistym pracę swego mózgu, a potem wypączkuje na bionanowym sofcie Stukaja-bis, który dokona na tym strumieniu świadomości automatycznej redakcji. „Dzienniki” się chowają!
Torbielowski: Chowają się wszyscy artyści. Jaki jest sens w nieudolnym przelewaniu myśli na papier, krzem czy celuloid, skoro można wziąć mózg, wymazać dane poufne, po czym wrzucić go na torrenty? Dokonuje się całkowite wyrwanie z okowów formy, o jakim Gombrowicz mógł tylko pomarzyć. Tylko literackiego Nobla i Oscary trzeba zamienić na Nagrodę Za Myśl Roku.
Świstak: Transhumanizm to piękny przykład tryumfu filozofii nad materią. Ludzie nie potrafią jeszcze wyleczyć kataru, a na eBayu można nabyć poradnik o toksycznych związkach ze zmultiplikowanymi osobowościami klonów swoich rodziców. Filozofia, panowie, to pisanie instrukcji do technologii przyszłości!
Torbielowski: Skróć to, a wyjdzie piękny bon mot. „Ludzie nie potrafią jeszcze wyleczyć kataru, a omawiają praktyczne skutki nieśmiertelności”.
Stukaj: Technologia to fantastyka, a fantastami jesteśmy my. Co możemy powiedzieć o polskiej fantastyce w kontekście naszych rozmów? Jak się zmienia, co się dzieje?
Torbielowski: Zrzędowicz nas nie lubi.
Świstak: Bo napisałeś, że odpala cygaro od rewolweru w autobusie pełnym kobiet w ciąży.
Torbielowski: Bzdura. Wścieka się, bo ktoś łamie zasady wypracowane w pocie czoła przez Klub Rezerwistuf tylko dlatego, że do Klubu nigdy nie należał, a tak w ogóle to minęło już dwadzieścia lat.
Świstak: Przesadzasz...
Torbielowski: Tam przesadzam. Zasady Kubu Rezerwistuf są głupie jak sam klub. Papa Zrzędowicz mówi: nie recenzuj polskich autorów. Papa Hemingway mówi: skreśl wszystkie przymiotniki. Rechoczą nad piwem, że główny nurt babra się w eksperymentach formalnych à la Joyce albo Proust, kiedy oni tkwią po szyje ubabrani w Chandlerze! Wielka mi różnica, czy ktoś zatrzymał się w 1920, czy w 1940. Taka sama prehistoria.
Stukaj: Pax, Łukaszu, pax! Nie wylewajmy własnych żali, bo niczego to nie da. Zresztą są ważniejsze tendencje w polskiej fantastyce. Pamiętacie pewnie antologię „Młodzi jadą”, tak pięknie wydaną przez Kozików? To nieświadome poczucie katastrofy przewijające się przez cały tom. Albo nasza rozmowa o Kombinacie Wyrazów i tym, jak nieświadomie wpasował się w filozofię tak nielubianego przez Łukasza Klubu Rezerwistuf? A jeżeli wejdziemy w Sieć i spostrzeżemy, że nieświadomą grupę programową stworzyli autorzy z forum Silentio Fantastica, to rodzi się we mnie dziwne przeświadczenie, że albo to jest to zbiorowa aluzja do "Ślepowidzenia", albo cała fantastyka polska jest nieświadoma.
Poza mną, oczywiście.
Świstak: Twoja, Jacku, obserwacja powszechnej nieświadomości wpisuje się w ogólną teorię filozofii francuskiej. Twórca jej, Jean Zathapatique, sformułował w 1905 r. dwie tezy:
1. Wszystko już było
2. Wszystko jest bez sensu
Później, po niemal dwudziestoletnim pobycie w zakładzie dla nerwowo chorych weteranów, dopisał jeszcze tezę trzecią, najsłynniejszą:
3. Nie postrzegamy
Ja zaś, w przypływie nieskromności, dodam od siebie:
4. Ale zawsze można fikać oberasy na polepie.
Stukaj: Właśnie, Wicie, miłość do folku miała wielki wpływ na twoją twórczość. Jak to wygląda teraz?
Świstak: Fatalnie. Prasa psioczy, że tegoroczne Judenalia na krakowskim Kazimierzu nie wypaliły, bo młodzież woli kujawiaki. To bzdura, ale na mieście zaczynają gadać.
Ludzie w ogóle mają jakiś feler. To widać przy odbiorze mojej prozy. Pamiętacie, jakie herezje wypisywali na forum Neofantazji o „Dziedzińcu”? Nawet nominacja do Zajdla nie złagodziła żalu. Tak to jest, gdy jesteś artystą w świecie profanów i próbujesz wyjść z epistemologią i Bergsonem do zjadaczy popkulturowej papki spod znaku komedii Jacques′a Tati i bijatyk Kurosawy.
Stukaj: Bije z was gorycz, Łukaszu i Wicie. Nie ma już niczego pięknego w świecie?
Torbielowski: Pewnie, że jest, ale i tak tego nie czuję. Jestem w dołku, urobiony po pachy w tuzinach projektów, które zaczynają mi się już mieszać...
Stukaj: Permutować, nie mieszać. Wyrażajmy się jak ludzie.
Torbielowski: No permutuję te projekty, a kasa leci cienką strużką i do tego niechętnie. Potem, wymęczony, zwlekam się do domu, gdzie na klatce czeka sąsiadka z ostrzeżeniem, żebym uważał na Nowakową spod trójki, bo ona żadnemu chłopu nie popuści i na dodatek ma niezaleczonego trypra. Co ta sąsiadka sobie wyobraża? Plotki...
Stukaj: Memy, Łukaszu. Znowuż apeluję o czystość języka.
Torbielowski: No to memy. Ale najgorsze jest to, że człowiek wali łbem w mur, chałturzy jak opętany i tłucze się po świecie za kawałkiem grosza.
Świstak: A potem nie może już patrzeć na steranego życiem gościa, który odbija się w lustrze.
Stukaj: Mirroruje w lustrze! Wiem, że to nieładnie tak bez przerwy poprawiać kolegów, ale na tym polegają obowiązki Boga Ojca. To jest: moderatora. Korzystając z przysługującej mocy, zadam kolejne pytanie: kogo obiecującego widzimy w nowym pokoleniu fantastów? Ja czekam na beznadziejnie na renesans polskiego hard SF. Żeby Jakub Starzyk więcej pisał. Ale nie żadne ćmoje-boje o komiksach i gwiazdach Woodstock. Ani nic o Obcych w XIX wieku, bo to mój patent i jak jeszcze raz ktoś z nim wyskoczy, pójdę do sądu, nie ma zmiłuj. Dobre było to opowiadanie o pogańskich bóstwach w kosmosie. Tekst ze znakomitym pomysłem, ale zmarnowanym potencjałem. Szkoda, że Kuba nie poszedł na całość i nie wywalił najpierw kosmosu, a potem bóstw. Wtedy by zatrząsł fandomem.
Torbielowski: Ja twardo obstawiam Rożogę. Widzę w nim siebie w wieku dwudziestu lat. I ze zdrowsza wątrobą. Zdrowa wątroba to drugi największy dar, jaki może spotkać artystę. Zaraz po karcie stałego klienta w monopolowym.
Świstak: Hardziocha nie zalicza się do młodych? Szkoda, bo fajnie pisze. Pamiętacie, jak gadaliśmy o jego „Objawieniach prałata Masztalskiego”. To były czasy. Cięte riposty, śmiałe myśli, to uczucie, że współtworzymy polską kulturę.
Czy to się nam udało? Czy ktoś będzie pamiętał o kilku tekstach w Bezsensji?
Stukaj: No ba! A niby po co się tak męczymy?
Torbielowski: Mnie by wystarczyła sześciogwiazdkowa recenzja u rednacza Neofantazji.
Świstak: To nie jest łatwa rzecz zasłużyć u redaktora Tatuszka. Ja też myślałem, że starczy robić za intelektualistę, ale jak się myliłem, uświadomiło mi pięć gwiazdek za „Obierki do końca świata” oraz komentarz, że obierki (jako zabieg estetyczny) są wtórne wobec nieprzemijającego toposu fasolowej łupiny, jaka wypłynęła spod mistrzowskiego pióra Myśliwskiego. Topos, fasolowe łupiny, nieprzemijające – pretensjonalne!
Torbielowski: Masz rację. Kiedyś wprost zapytałem redaktora Tatuszka, czy jest ziomem, czy menem. Niby nic, chciałem tylko rozeznać teren, ale facet patrzy na mnie dziwnie i mruczy na odchodne, że Olaf Rumquist to islandzki Pynchon, ale ja na pewno nie znam takich oczywistych faktów.
Stukaj: Moim zdaniem Tatuszek odegrał wiekopomną rolę. To człowiek spoza fandomu, harcownik z rubieży, taki Clint Eastwood fantastyki. I z piekielną intuicją. Pierwszy zadzwonił z ofertą publikacji, gdym ogłosił, że skończyłem „Landszaft, kędy przewalił się front”. Tą jedną decyzją, tym jednym tekstem Neofantazja wróciła do gry.
To wielkie osiągnięcie widać lepiej, gdy porówna się tatuszkową Neofantazję z numerami sprzed kilku lat. Taka ekipa redaktora Niekoniecznika: na wskroś nietscheańska: stojąca poza dobrem i złem. Albo, jak mówią nieprzychylni, mocno słabująca na umyśle.
Torbielowski: Nasuwa mi się inny trop. Te aluzje wplecione do wypowiedzi, że fantastyka jest banalną i schematyczną rozrywką, prawdziwie jarmarczną tandetą, to gnoza. Świat jest zły, fantastyka jest złą, musimy się stąd wyrwać – Tatuszek jest zakonspirowanym gnostykiem.
Jeszcze się przyczepię się do wizji fantastyki, jaką propaguje. Książki, którym redaktor Tatuszek daje sześć gwiazdek albo rekomenduje we wstępniakach, może odstają od przeciętnej produkcji Kombinatu, ale już porównywane same ze sobą, okazują się strasznie wtórne. Wybaczcie, że polecę Zrzędowiczem, ale ile razy można czytać, że w człowieku tkwi bestia, a życie Francuza to postmodernistyczna gra, bez sensu i końca?
Stukaj: Nie sztuka przeskoczyć Kombinat Wyrazów, sztuką jest przeskoczyć samego siebie.
Torbielowski: Lepiej bym tego nie ujął. Czyżby to było podsumowanie?
Stukaj: I to doskonałe. Dyskutujmy, bo się lubimy, tematów sporo i ludzie chcą nas czytać. Zdefiniujmy niedefiniowalne, przekroczmy nieprzekraczalne. Przejdźmy z Bezsensji do historii literatury.
Świstak: Już widzę oczyma wyobraźni, jak poloniści XXII wieku spierają się: jak myśmy to robili, wysyłali maile czy siedzieli na Gadu-Gadu?
koniec
29 sierpnia 2009

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na rubieżach rzeczywistości: „Osacza nas zewsząd wug!”
Marcin Knyszyński

24 III 2019

Philip K. Dick, w roku publikacji „Człowieka z wysokiego zamku”, napisał tylko dwie powieści, które wydane zostały odpowiednio po dwóch i dziesięciu latach. Za to zaraz po wydaniu wspomnianego wyżej arcydzieła rozpoczęły się dwadzieścia cztery miesiące niesamowitego twórczego urodzaju i wręcz nadprodukcji treści. Powstało wówczas jedenaście powieści, jedne lepsze, inne gorsze – wszystkie jednak warte uwagi. Dziś czytamy „Tytańskich graczy”.

więcej »

Do księgarni marsz: Marzec 2019
Esensja

19 III 2019

Zapraszamy na spóźnione, ale szczere zapowiedzi książkowe na marzec 2019.

więcej »

Nie przegap: Luty 2019
Esensja

28 II 2019

Przerywamy na chwilę błogie trawienie pączków i przypominamy co zrecenzowaliśmy w lutym.

więcej »

Polecamy

„Osacza nas zewsząd wug!”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.