Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Najlepsze polskie opowiadania fantastyczne – suplement

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak się okazuje, setka to zbyt mało. Przynajmniej jeśli chodzi o najlepsze polskie opowiadania. Dlatego też pięć osób z naszej redakcji postanowiło zaprezentować teksty, których – z różnych powodów – zabrakło im w naszym wielkim rankingu najlepszych polskich opowiadań wszech czasów.

Artur Chruściel, Jakub Gałka, Michał Kubalski, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Najlepsze polskie opowiadania fantastyczne – suplement

Jak się okazuje, setka to zbyt mało. Przynajmniej jeśli chodzi o najlepsze polskie opowiadania. Dlatego też pięć osób z naszej redakcji postanowiło zaprezentować teksty, których – z różnych powodów – zabrakło im w naszym wielkim rankingu najlepszych polskich opowiadań wszech czasów.
Największym nieobecnym naszego rankingu jest dla mnie „W leju po bombie” Andrzeja Sapkowskiego. Mamy w setce – i to wysoko – najważniejsze teksty wiedźmińskie („Mniejsze zło” i „Granicę możliwości”) przeplecione z kunsztownymi w wykonaniu wyprawami autora „Wiedźmina” na zupełnie inne literackie terytoria („Maladie”, „Złote popołudnie”). Do kompletu brakuje tylko tej osamotnionej w bibliografii Sapkowskiego próby czystej groteski, będącej przy tym jego jedynym poza setką tekstem nagrodzonym Zajdlem. Jednak nie w wyjątkowości bibliograficznej i nagrodach rzecz. Temperament literacki autora „Leja” wydaje się idealnie pasować do takiej właśnie estetyki: lekkie, lecz piekielnie ostre pióro, zjadliwa ironia, poczucie humoru, ale i pojawiające się w tle sugestie tematów jak najbardziej poważnych – wszystko to łączy się w opowiadaniu Sapkowskiego w proporcjach zupełnie innych niż w pozostałych jego tekstach, jednak wciąż daje znakomity efekt. „W leju po bombie” jest napisane brawurowo i na krawędzi efekciarstwa, ale w mojej opinii tej krawędzi nie przekracza. Czemu więc przepadło? Zapewne z powodu jego najpoważniejszej wady: urodziło się ono z obaw i diagnoz, które od dawna są już – odpowiednio – martwe i nieaktualne. Powiedzmy jednak szczerze: spośród tekstów, które biorą się za bary ze swoimi czasami, większość zachowuje swą wartość głównie dlatego, że staje się świadectwem tych czasów.
Zupełnie inaczej jest z drugim tekstem, który chętnie widziałbym wysoko w naszym zestawieniu – „Szlakiem cudów” Wojciecha Szydy. Można by powiedzieć, że był to jeden z najlepszych tekstów antologii „PL+50”, gdyby nie fakt, że w tomie redagowanym przez Jacka Dukaja wcale się nie znalazł. Jednak, choć czasem publikacji i tematyką „Szlak cudów” idealnie do tego zbioru pasuje, to nie za diagnozę ani prognozę (w których nie wybija się Szyda ponad przeciętną zbiorowej świadomości) warto go zapamiętać, lecz za literacką klasę przewyższającą znacznie poziom innych tekstów tego autora. Narracyjna mozaika, którą konstruuje Szyda w „Szlaku”, miesza czasy, postacie i gatunki literackie tak mocno, że nie byłoby ujmą nawet dla bardziej doświadczonego autora, gdyby się w tym zaplątał. Tymczasem Szydzie od początku do końca udaje się zachować klarowność (choć nie jednoznaczność) opowieści i stworzyć tekst, który pozostawia czytelnika z rękami składającymi się do oklasków.
Artur Chruściel
• • •
Chciałem zacząć swoją notkę od tego, że nie podoba mi się nadreprezentacja Lema w zestawieniu, ale Naczelny kazali pisać o rankingu tylko pozytywnie. No i właściwie to sam głosując dałem większości tekstów Lema bardzo wysokie noty… Więcej nawet, uważam, że kilku tekstów tutaj zabrakło. Choć z Lemem to jest tak, że albo kupujesz jego poszczególną twórczość w całości – czyli uwielbiasz każde opowiadanie z „Cyberiady” – albo nie lubisz w ogóle, a ciężko byłoby wrzucać do rankingu 50 opowiadań Lema. Tak czy inaczej do dziś nie wiem, czemu właściwie odrzuciliśmy „Jak ocalał świat” – przecież maszyna robiąca „nic” (i inne rzeczy na literę N) to klasyka nie mniejsza niż sepulki!
Jeśli mowa o nadreprezentacji, to drugim z kolei dominatorem w naszym rankingu jest Andrzej Sapkowski… i tu też brakuje mi kilku tekstów! Przede wszystkim „Drogi, z której się nie wraca” – zapewne ten tekst nie dorównuje najlepszym okazom z cyklu wiedźmińskiego, ale od najsłabszych z nich nie jest wcale gorszy. Zaryzykowałbym nawet tezę, że prezentuje się nieco lepiej (więcej wątków, lepsze sceny grozy) od „Wiedźmina” – ale tu zapewne zdecydował sentyment (sam oceniłem debiut Sapkowskiego bardzo wysoko) i pierwszeństwo. Dużo bardziej doskwiera mi brak „Muzykantów” – kolejnego doskonałego przykładu, że nie tylko wiedźminem Sapkowski stoi (stał?). Owszem, na pewno takie perełki intertekstualnej zabawy z klasyką w rodzaju „Maladie” i „Złotego popołudnia” są lepsze, ale „Muzykanci” to nieco odrębny nurt: niewiedźmińskie opowiadanie we współczesnej scenerii. Z magiczno-bajkowymi elementami, ale zupełnie na serio, miejscami wręcz przerażające opisem okrucieństwa.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Wreszcie, z autorów, których uwzględnialiśmy, też chciałoby się wrzucić nieco więcej Rafała Ziemkiewicza. Mam tu na myśli zwłaszcza „Całą kupę wielkich braci” i „Pobożne życzenie” teksty w jakiś sposób ocierające się o jeden z ulubionych tematów Ziemkiewicza, religię (vide „Jawnogrzesznica”), a z drugiej będą pomostem między fantastyką a publicystyką (czy też publicystyką ukrywaną pod płaszczykiem literatury). Choć odbiór tego drugiego tekstu zależy już dość istotnie od poglądów politycznych, bo i nawiązań do współczesnej Rzeczpospolitej tu sporo.
Miałem też nadzieję na znalezienie się w ostatecznym rankingu kilku mniej oczywistych nazwisk. Na pierwszym miejscu wymieniłbym Grażynę Lasoń ze „Suongiem” – krótką bajką-niebajką zamieszczoną w „Małej Fantastyce”. Historia niewidzialnej księżniczki, zakochanego księcia, który oddałby dla niej wszystko, i obrzydliwego czarownika-zdrajcy bardzo ładnie nawiązywała do klasycznych, wcale nie cukierkowych i łagodnych bajek i pokazywała, że „Mała” nie była wcale dla takich małych. Dalej idzie „Pasterz upiorów” Rafała Dębskiego, jeden z pierwszych kroków pisarza do kariery (12 książek w ostatnich czterech latach!), a także zaczyn bardzo dobrej powieści „Kiedy Bóg zasypia” (być może właśnie pewna niesamodzielność fabularna, niedomknięcie historii spowodowało, że pozostali jurorzy nie docenili aż tak tego tekstu). Realia piastowskiej Polski są równie nośne i ładnie rozrysowane co Rzeczpospolita szlachecka u Komudy, a i wątek fantastyczny zgrabnie wykorzystuje słowiańskie legendy. I na koniec dwa opowiadania rozrywkowe, nieźle przedstawiające „politykę programową” „Science Fiction”. Mam tu na myśli „Ciemną stronę Księżyca” Roberta J. Szmidta i „Polineę” Ryszarda Dziewulskiego. Ten pierwszy tekst to jeden z najlepszych w dorobku byłego naczelnego „SF”, ciekawe i stosunkowo dojrzałe oraz pesymistyczne (bliższe powieściom z cyklu „Wild Cards” niż pierwszym zeszytom o przygodach X-Menów) spojrzenie na problem mutantów władających cudownymi mocami. „Polinea” natomiast to rasowy kryminał osadzony w niedalekiej przyszłości – fabuła jest zgrabnie poprowadzona, ale to sceneria, sztuczna wyspa na wodach Bałtyku, cud polskiej myśli technicznej, jest tutaj najciekawsza. Ta wiara w możliwości swoich ziomków zbliża Dziewulskiego do Ziemiańskiego – a i warsztat „Polinea” prezentuje nie gorszy.
Jakub Gałka
• • •
Jest oczywiście kilka opowiadań, które chętnie widziałbym w rankingu („Bomba Heisenberga” Ziemiańskiego, coś z cyklu „Pies i klecha” Orbitowskiego i Urbaniuka, „Wycieczka” Górskiego, „Pieśń Szywanga” Jastrzębskiego), jednak przede wszystkim żałuję braku trzech tekstów. Pierwszym z nich jest „Moje pierwsze dzieło” Grzegorza Janusza – krótkie, lecz przejmujące opowiadanko o cierpieniu jako niezbędnym pokarmie dla Sztuki. Takie „Battle Royale”, tylko że z uczniów wygra najbardziej uzdolniony artystycznie, a nie najsprytniejszy czy najwredniejszy. W suchych, prostych zdaniach autorowi udało się przekazać klimat beznadziei i absurdu, a zawieszone zakończenie dodaje tylko emocji.
Drugim niedocenionym w naszym rankingu tekstem są „Dziwne dni” Jakuba Nowaka. Tekst zderzający alternatywną rzeczywistość (Polska po tej lepszej stronie żelaznej kurtyny) z komiksowymi realiami kapitana Żbika, a kluczem do niego jest muzyka The Doors. Tekst dobrze skonstruowany, interesujący, niejednoznaczny.
„Rondo na maszynę do pisania, papier i ołówek” Twardocha to kolejny dobry tekst, który gdzieś u nas się zawieruszył. Kojarzyć się może z prozą Huberatha: „Karą większą” czy „Gniazdem światów”. Eksperymenty z narracją, spojrzenie z perspektywy twórcy – dzięki świetnemu warsztatowi Twardocha długie, rozbudowane opisy i dygresje nie nużą, lecz fascynują.
Michał Kubalski
• • •
Bogusław Wolniewicz nazwał niedawno Brunona Schulza „drugorzędnym pisarzem awangardowych dziwadeł” i wygląda na to, że większość moich redakcyjnych koleżanek i kolegów ten akurat pogląd profesora podziela. Jaki związek ma ów fakt z naszym rankingiem? Ano taki, że pierwiastka fantastycznego niektórym tekstom autora „Sklepów cynamonowych” odmówić nie sposób, więc braliśmy drohobyckiego pisarza pod uwagę. I przepadł. Na liście – w czołówce! – brakuje mi krótkich, powiązanych ze sobą, ale na tyle autonomicznych, aby określić je mianem opowiadań, dziełek z wyżej wymienionego zbioru. Na przykład, by element niesamowity nie budził kontrowersji, „Nocy Wielkiego Sezonu”, której akcja toczy się podczas pojawiającego się czasem niespodzianie trzynastego miesiąca w roku, albo „Karakonów”, gdzie ojciec małoletniego narratora podlega całkiem fantastycznej metamorfozie. Kiedy zaś kwestia adekwatności do naszego zestawienia została już wyjaśniona, pora na naświetlenie mojego afektu do autora: przemawia do mnie ten dziwaczny, bogaty język, oryginalność metaforyki, somnambuliczny klimat, wreszcie – gra mitem.
Drugim nie najlepiej potraktowanym przez nas luminarzem jest ojciec polskiego horroru. Nie ma się co oszukiwać, że Stefan Grabiński był twórcą na miarę Poego czy Lovecrafta, ale nie da się też ukryć, iż jego proza to kawał historii polskiej fantastyki i to tej zasługującej na uwagę. Mamy na liście świetną „Kochankę Szamoty”, czyli reprezentantkę opowiadań, w których źródłem grozy są złowieszcze femme fatale, lecz brak choć jednego z równie ważnych w twórczości Grabińskiego horrorów kolejowych. Postawiłbym na „Ślepy tor” – historię osnutą wokół przypadków tajemniczych, obdarzonych nietypowymi właściwościami wagonów, w której oryginalny styl pisarza, w tym niezwykle staranny język, ukazują się z największą chyba siłą.
Jeżeli chodzi o następne pokolenie fantastów – żal, ale tylko trochę, klasycznego „Elektronowego misia” Fiałkowskiego; bardziej szkoda „Toccaty” Borunia – świetnego, tradycyjnego science fiction o trudnym powrocie na Ziemię po długotrwałej wyprawie kosmicznej. To opowiadanie przepadło przez dosyć pretensjonalne dialogi – cóż, moim zdaniem te dodają mu tylko klimatu. O Lemie pisać nie chcę, bo że był największy doskonale w naszym rankingu widać, ale „Rozprawa” to dla mnie jedna z najlepszych krótkich form mistrza…
Wreszcie, skrzywdziliśmy trochę Marka Oramusa – co prawda wysoko znalazły się „Hieny cmentarne”, ale ich autor napisał jeszcze co najmniej dwa teksty, które umieściłbym w zestawieniu. Po pierwsze – „Król antylop”, czyli czarna wizja przyszłości sportu. Oczywiście przerysowana, ale nadal bardzo ciekawa i dająca do myślenia. Przyznam się szczerze, że prawie zawsze, gdy widzę relację z zawodów lekkoatletycznych lub czytam o kolejnej aferze dopingowej, właśnie to opowiadanie przychodzi mi do głowy. Druga pominięta pozycja, nieco mniejszego kalibru, to „Zima w trójkącie bermudzkim” – humorystyczny tekst, w którym średniowieczny świat fantasy spotyka się ze współczesną Polską, a który jest celną kpiną z literatury magii i miecza.
Mieszko B. Wandowicz
• • •
Jako że wszyscy zaczynają od tego, że w naszym rankingu jest za dużo Lema i w ogóle jego opowiadania są zbyt wysoko, zacznę od tego… jakich tekstów Lema mi brakuje. Oczywiście przede wszystkim „Rozprawy”, czyli tego opowiadania, które stało się podstawą znanego (i niezbyt udanego) filmu Marka Piestraka. Przyznajmy jednak, że nie pierwowzór literacki był przyczyną słabości filmu, lecz brak funduszy na dobre efekty specjalne, słabe aktorstwo, scenografia. Bo opowiadania samo w sobie jest bardzo ciekawym głosem w dyskusji o relacjach człowiek-maszyna, a przy tym ma bardzo ciekawą konstrukcję.
Z mej kochanej „Cyberiady” z kolei brak mi „Wyprawy drugiej, czyli oferty króla Okrucysza”, tej, w której Trurl i Klapaucjusz mieli stworzyć wymagającą zwierzynę łowną dla opętanego polowaniami króla. Błyskotliwe i szalenie zabawne. Nie powinno też zabraknąć „Bajki o trzech maszynach opowiadających króla Genialona”, a to ze względu na słynne niebieskie śrubki, o których należy pamiętać, zwłaszcza gdy się jest automatycznym Doradcą. I może już wystarczy Lema.
Z sentymentów młodości z kolei dorzuciłbym teksty Andrzeja Augustynka i Andrzeja Drzewińskiego. Ten pierwszy napisał świetny „Atak”, dynamiczny, efektowny, ale też rozwijający się we wcale nieoczywistym kierunku. Ten drugi to taki Ziemiański tamtych czasów, autor świetnie napisanych pozycji z fantastyki czysto rozrywkowej. Z szerokiej rzeszy sympatycznych tekstów wybieram dwa: „Zabawę w strzelanego”, w interesujący sposób poruszająca temat podróży w czasie, oraz „Człowiekiem jestem” kapitalną sensację science fiction, napisaną w MacLeanowskim stylu, dowcipną, ale i fabularnie ciekawą.
A skoro już wspomniałem o Andrzeju Ziemiańskim, to zaznaczę, że jednego tekstu tego autora mi brak. Z reguły nie przepadam za jego opowiadaniami. Teksty o wielkich Murzynkach, które jadą na czołgu topless z karabinem w ręku i przekleństwem na ustach jakoś słabo przemawiają do mej wyobraźni. Ale „Autobahn nach Poznań” to na szczęście nie tylko to – to bardzo ciekawa wizja nie tyle postapokaliptycznej rzeczywistości, co sposobu na to, by Polska odegrała należne jej miejsce w świecie… A poza tym tekst jak zwykle świetnie napisany.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jak już jesteśmy przy fantastyce rozrywkowej, to brak mi jeszcze Marcina Wolskiego. To prawda, ten autor od lat pisze tę samą powieść, w której jakaś biblijna tajemnica staje się celem knowań dwóch grup – tej szlachetnej i tej paskudnej. Ale kiedyś Wolski tworzył fantastykę bez żadnych podtekstów, a ja do dziś pamiętam napięcie, z jakim jeszcze w „Przeglądzie Technicznym” czytałem „Tragedię Nimfy 8”. Szkoda też, że zabrakło tekstów z cyklu Antybaśni – być może nawet najlepszej prozy, jaką kiedykolwiek tworzył Wolski. Tu wyróżniłbym „Zarazę” – tekst autentycznie zabawny, oparty na dobrym pomyśle. Ale może być też wiele innych opowiadań z tego cyklu.
Na koniec Marek Oramus. Mamy jego świetne „Hieny cmentarne”, brakuje bardzo „Kwadrofonicznego delirium tremens”. To opowiadanie o zwątpieniu w realność świata i wodzie brzozowej w roli Ubika jest nie tylko przejmujące, nie tylko niebanalne, ale też pokazujące, jak twórczo można podchodzić do twórczości Philipa K. Dicka.
Konrad Wągrowski
koniec
23 października 2009

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Maj 2021
Miłosz Cybowski, Sławomir Grabowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk

7 V 2021

Zapraszamy do przeglądu najciekawszych zapowiedzi wydawniczych na maj 2021 r.

więcej »

Sześć światów Hain: Świat czwarty – Powrót na Zimę
Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka

2 V 2021

W ramach wędrówki po „Sześciu światach Hain” Ursuli K. Le Guin tym razem zapraszamy na dyskusję o „Lewej ręce ciemności”. Powrót do jednej z najbardziej znanych powieści autorki przynosi sporo nowych spostrzeżeń… i równie wiele rozczarowań!

więcej »

Nie przegap: Kwiecień 2021
Esensja

30 IV 2021

Dla tych, którzy w majówkę chcą nadrobić zaległości, podręczny spis naszych recenzji opublikowanych w kwietniu.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Ruszyć z posad bryłę Amirandy
— Wojciech Gołąbowski

Literackie porażki i sukcesy 2002
— Esensja

Cała kupa cytatów
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Esej o realizmie
— Miłosz Cybowski

Esensja czyta: Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Listopad 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Smoleńsk Fiction, czyli jestem w kropce
— Konrad Wągrowski

Dyzma i postępujący regres
— Konrad Wągrowski

Smoleńsk alternatywny
— Konrad Wągrowski

Wielka Druga Rzeczpospolita
— Miłosz Cybowski

Proszę już bez nimfetek
— Konrad Wągrowski

Seks, Smoleńsk i kryzys wieku średniego
— Mieszko B. Wandowicz

Powiedzmy diabłu dobranoc
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.