Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zbigniew Nienacki
‹Dagome Iudex›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDagome Iudex
Data wydania24 marca 2009
Autor
Wydawca Warmia
CyklDagome Iudex
Format668s. 145×210mm
Cena95,—
Gatunekfantastyka, historyczna
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

Przeczytaj to jeszcze raz: Pan Samochodzik, krew i sperma, czyli między Kossak-Szczucką a Conanem Barbarzyńcą
[Zbigniew Nienacki „Dagome Iudex” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Powieść „Dagome iudex” powinna mieć status kultowej – i można to bez obaw stwierdzić, pamiętając o częstym nadużywaniu tego określenia. Ostatnie, praktycznie nieznane dzieło Zbigniewa Nienackiego, przez samego pisarza uznawane za jego opus magnum, to trzy tomy, w których autor „Samochodzików” przedstawia swoją wizję początków państwa polskiego, a krew i sperma leją się strumieniami.

Mieszko B. Wandowicz

Przeczytaj to jeszcze raz: Pan Samochodzik, krew i sperma, czyli między Kossak-Szczucką a Conanem Barbarzyńcą
[Zbigniew Nienacki „Dagome Iudex” - recenzja]

Powieść „Dagome iudex” powinna mieć status kultowej – i można to bez obaw stwierdzić, pamiętając o częstym nadużywaniu tego określenia. Ostatnie, praktycznie nieznane dzieło Zbigniewa Nienackiego, przez samego pisarza uznawane za jego opus magnum, to trzy tomy, w których autor „Samochodzików” przedstawia swoją wizję początków państwa polskiego, a krew i sperma leją się strumieniami.

Zbigniew Nienacki
‹Dagome Iudex›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDagome Iudex
Data wydania24 marca 2009
Autor
Wydawca Warmia
CyklDagome Iudex
Format668s. 145×210mm
Cena95,—
Gatunekfantastyka, historyczna
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
„Pomyślał tylko, że (…) kobiety (…) są zapewne różne, jak różne bywają kwiaty na łące. Ale chyba wszystkie jeden tylko sposób znają na mężczyznę – gdy kochają i nienawidzą, gdy odczuwają wdzięczność lub ogromny strach. W każdej trudnej sytuacji wypinają mężczyźnie swój obnażony zad”. Jeżeli takie postawienie sprawy przez głównego bohatera odrzuca kogoś z czytelników na tyle, że rzecz zawierająca więcej podobnych fragmentów wywołać w nim może jedynie odrazę, to „Dagome iudex” nie jest powieścią dla niego. Ale wtedy najpewniej i tak nie przebrnąłby przez otwierające ją strony. Nienacki jedzie po bandzie od samego początku – po lekturze pierwszych rozdziałów trudno nie posądzić go o seksualną obsesję, momentami zaś książka ociera się wręcz o dziecięcą pornografię. Potem autor spuszcza z tonu i rzecz przemienia się w powieść „historyczną” (dlaczego w cudzysłowie – o tym za chwilę), której atmosfera jest jednak bliższa dziełom Roberta E. Howarda niż Zofii Kossak-Szczuckiej.
Zaczyna się bowiem niczym mroczne heroic fantasy: mniej więcej w IX wieku na terenach dzisiejszej Polski siedmioletni chłopiec, na chwilę przed postrzyżynami, podczas sprzeczki rzuca bez wysiłku o ziemię prawie dwa razy starszym krewniakiem. Zamiast jednak wzbudzić podziw dla swojej siły lub otrzymać łagodne upomnienie, spotyka się z nienawiścią rodziny i zostaje skazany na samotne życie w dziczy, a postrzyżyny nie mają miejsca. Dlaczego? Pokaz nadludzkiej krzepy zostaje uznany za dowód, że dziecko jest bękartem – synem olbrzyma Bozy, który zgwałcił jego zmarłą później przy porodzie matkę. Porzuconego przygarnia siostra nieżyjącego już giganta i wychowuje aż do momentu, gdy chłopak zapada na chorobę zwaną Żądzą Czynów, by wyruszyć w świat szeroki. Kończąc, co jasne jest od samego początku, jako twórca i władca państwa Polan.
Jego wędrówka jest długa: Dago (takie imię nadaje mu napotkany mnich) odwiedza nie tylko germańskie zamki, ale i Bizancjum, a z bardziej fantastycznych miejsc – lokujące się gdzieś na Mazowszu miasto wojowniczek. Po drodze zaś zabija, zdobywa kobiety i… daje ludziom wolność. Tak bowiem nazywa czynienie ich wpierw swoimi kompanami, później poddanymi.
„Nazywa” zresztą jest jednym ze słów-kluczy do powieści. Jak uczy fikcyjna „Księga Grzmotów i Błyskawic”, swoisty podręcznik dla rządzących, którego wskazówkami kieruje się Dago, ważne może być tylko to, co zostało nazwane, i owo nazywanie jak nic innego wpływa na losy oraz postrzeganie danej rzeczy, osoby, czynności. Dlatego powoli tworzący potęgę władca przyjmuje tytuł Piastuna, a nie księcia czy króla – tego, który piastuje, a nie panuje – dzięki czemu wolnymi czują się ludzie traktowani nie lepiej niż niewoleni mieszkańcy innych stron świata. Dlatego kłamstwa określa mianem prawdy, a prawdę – blagą, skoro tak jest po jego myśli, i ma to większe znaczenie dla dziejów niż faktyczność.
Zgodnie z tą regułą czyny Dagona opisuje Herim – sługa Piastuna i jego przyjaciel (o ile w ogóle można mówić o przyjaźni w tak skonstruowanych realiach). Część wspólna wydarzeń zanotowanych przez kronikarza i tych pojawiających się w uniwersum powieści obejmuje zazwyczaj niewiele poza miejscem akcji. Podobna zdaje się zależność między „Dagome iudex” a historią – książka ta jest ponurą, ledwie łączącą się z rzeczywistym światem legendą, w której obok osób autentycznych znalazło się miejsce dla Popiela albo klanu Nibelungów.
Wyłania się z niej przygnębiający pogląd na człowieczeństwo – jedyne, czym kierują się u Nienackiego ludzie to chuć i żądza dominacji. Dago nie jest wielki, bo je odrzuca, ale dlatego ewentualnie, że dla potrzeb drugiego potrafi wstrzymać pierwsze; w zasadzie nie ma tutaj bohaterów postępujących etycznie. Z kolejnymi stronami i tomami, kiedy potęga Piastuna się zwiększa, bezpośrednia przemoc częściej ustępuje intrygom i oszustwom – w końcu jednym z najważniejszych atutów rządzącego winna być umiejętność niedotrzymywania obietnic. Z czasem też kluczową rolę zaczynają odgrywać synowie władcy, oczywiście spiskujący przeciw sobie i ojcu. Dobrze wiedzą, że panujący nie ma być sprawiedliwy lub uczciwy – ma dobrze manipulować innymi.
Język powieści jest lekko stylizowany na modłę legend czy mitów. Nie zawsze udanie – niekiedy prowadzi to do drażniących powtórzeń. Autor bawi się też etymologią, pokazując bardziej lub mniej prawdopodobne korzenie wielu współczesnych wyrazów. Zwięźlejsze i bardziej suche są liczne fragmenty, gdy narrator opuszcza poszczególnych bohaterów, przyśpiesza i po kronikarsku streszcza losy bitew bądź personalnych przetasowań na jednym albo drugim dworze. Zasadniczo wszak Nienacki operuje słowem w sposób barwny i wciągający, chociaż wydaje się, że trochę brak w tej warstwie równości, jakby książka nie została dokładnie sprawdzona.
Nie ma także jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy „Dagome iudex” to fantastyka. Czy olbrzymy i karły różnią się od zwykłych ludzi czymś poza mentalnością? Czy klątwy naprawdę działają, czy jedynie wydaje się tak bohaterom? Prawdopodobnie wszelkie motywy nadprzyrodzone to tylko kłamstwo – ono przecież jest jednym z najważniejszych tematów powieści – ale nie można stwierdzić tego z całą pewnością.
Niezależnie od rozstrzygnięcia tej kwestii, „Dagome iudex” jest pozycją interesującą. Żadna to wielka literatura, ale mroczna atmosfera, główne motywy: władza, intrygi, seks i przemoc oraz fakt, że o książce mało kto słyszał, czynią z niej idealny materiał na posiadaczkę grona kultystów. Na serial również.
koniec
5 sierpnia 2010

Komentarze

05 VIII 2010   13:27:30

Pamiętam jak przeczytałem tę książkę jako nastolatek. Wywarła na mnie OGROMNE wrażenie - pewnie głównie właśnie poprzez bardzo sugestywne opisy seksu. Nienacki nie trafił trochę w czas - kilka lat później a powieść o Dago mogłaby zostać kanonem polskiej literatury. Miło, że przypominacie nomen omen takie pozycje :D

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Coś więcej niż dźwięki
Marcin Mroziuk

27 X 2021

W „Projekcie Bitoven” Joanna Wachowiak pokazuje młodym czytelnikom, że czasem warto zrezygnować z odgradzania się od rówieśników szczelnymi barierami ochronnymi. Wtedy pojawia się bowiem okazja, by znaleźć wspólny język nawet z kimś o zupełnie odmiennych zainteresowaniach i razem zrobić coś naprawdę wyjątkowego.

więcej »

Krótko o książkach: Kolejna hagiografia
Miłosz Cybowski

26 X 2021

Abraham Lincoln jest jedną z tych postaci historycznych, o których pisze się na dwa sposoby: albo w sposób bardzo krytyczny, albo przesadnie pozytywny. „Lincoln”, powieść Emila Ludwiga, zalicza się do tej drugiej kategorii.

więcej »

Mała Esensja: Z kociej perspektywy
Marcin Mroziuk

25 X 2021

W „Mruczandzie na trzy rodziny i jedną kamienicę” Grzegorz Kasdepke z poczuciem humoru sportretował mieszkańców pewnego dwupiętrowego budynku na warszawskiej Saskiej Kępie, których zachowania niejednokrotnie wprawiają w zdumienie pewnego szarego dachowca. Obserwując ich perypetie, młodzi czytelnicy będą z pewnością doskonale się bawić.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Dlaczego trolle boją się nieba?
— Mieszko B. Wandowicz

Ociężały komisarz myśli dwa razy szybciej
— Sebastian Chosiński

Gdy starsza pani prosi o pomoc…
— Sebastian Chosiński

W małych miasteczkach nie lubi się obcych i bogatych
— Sebastian Chosiński

Manifestacja dumy
— Sebastian Chosiński

Gorzej być nie może – i to jest najlepsze!
— Sebastian Chosiński

Policjant w trakcie przejść
— Sebastian Chosiński

„Mroczny erotyzm, faszyzm, zbrodnie”
— Sebastian Chosiński

Różnymi drogami
— Wojciech Gołąbowski

Chcąc nie chcąc
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.