Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Joe Hill
‹Rogi›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRogi
Tytuł oryginalnyHorns
Data wydania10 czerwca 2010
Autor
PrzekładMaciejka Mazan
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN978-83-7648-408-2
Format376s. 142×202mm
Cena39,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nie taki diabeł ciekawy, jak go malują
[Joe Hill „Rogi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Chyba już jestem za stary na tego typu opowieści. „Rogi” Joe Hilla mimo intrygującego pomysłu i dobrego zawiązania akcji wynudziły mnie jak mało która lektura. I sam już nie wiem, czyja to wina - autora, który zmarnował temat, czy moja?

Michał Foerster

Nie taki diabeł ciekawy, jak go malują
[Joe Hill „Rogi” - recenzja]

Chyba już jestem za stary na tego typu opowieści. „Rogi” Joe Hilla mimo intrygującego pomysłu i dobrego zawiązania akcji wynudziły mnie jak mało która lektura. I sam już nie wiem, czyja to wina - autora, który zmarnował temat, czy moja?

Joe Hill
‹Rogi›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRogi
Tytuł oryginalnyHorns
Data wydania10 czerwca 2010
Autor
PrzekładMaciejka Mazan
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN978-83-7648-408-2
Format376s. 142×202mm
Cena39,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Książkami o diable piekło jest wybrukowane. Na szczęście Hill nie zamierzał odkrywać Ameryki, ale wykorzystać na współczesną modłę oklepany literacko motyw. Dlatego też jego diabeł jest spokrewniony raczej z pseudowampirami królującymi ostatnio na kartach powieści dla nastolatek niż z Wolandem Bułhakowa czy Mefistem Goethego. To znaczy obdarzamy bohatera nadprzyrodzonymi mocami, ale bez większych konsekwencji dla jego psychiki czy w ogóle kondycji życiowej. Tak też jest z Ignatiusem Perrishem, który pewnego dnia po ostrym piciu budzi się z rogami na głowie. Kto mu to zrobił? Niech czytelnik nie liczy na odpowiedź. Zamiast tego – fajerwerki.
Powieść zaczyna się ciekawie – razem z bohaterem odkrywamy kolejne „bonusy” wynikające z noszenia rogów. Jednym z ciekawszych motywów jest możliwość odczytywania najskrytszych pragnień (zwykle tych złych), które noszą w sobie spotkani ludzie. Perrish odkrywa w ten sposób, jacy naprawdę są jego bliscy – i pośrednio jakim jest człowiekiem – a przy okazji pomaga mu to w odnalezieniu zabójcy jego dziewczyny, która zginęła przed rokiem. Gorzej, że paskudnego mordercę odkrywa gdzieś w okolicach setnej strony, przez co potem jest już tylko coraz nudniej.
Retrospekcje. Jeśli istnieje jakiś dekalog literacki, to retrospekcja powinna być jednym z grzechów ciężkich. Hill popełnia go nieustannie. Mniej więcej od jednej trzeciej „Rogów” jesteśmy zasypywani historyjkami o dzieciństwie głównego bohatera, które mają się tak do śledztwa jak Lucyfer do prawdomówności. Można domniemywać, że autorowi chodziło o zarysowanie postaci, pokazanie prawdziwych przyczyn późniejszej tragedii itp. Można, ale po co? Moim zdaniem Hill po prostu chciał zapchać jakoś kolejne kilkaset stron, więc zamieścił tam dzieciństwo i młodość Perrisha.
Przedzieranie się do finału – który odkąd wiemy, kto jest szwarccharakterem, jest łatwy do przewidzenia – to prawdziwa mordęga. Hill nie skąpi nam cukierkowatego romansu między bohaterami, całej masy niepotrzebnych wydarzeń (przewożenie szafy, wizyty w kościele, zjazd z górki na pazurki), a także czegoś na kształt pseudoduchowości. No bo jednak coś tam trzeba powiedzieć o przyklejonych bohaterowi rogach. Jest więc parę naiwnych wypowiedzi o Bogu (którego, jak powszechnie wiadomo, nie ma), diable (który, jak powszechnie wiadomo, bardziej lubi ludzi niż ich Stwórca) czy miłości, co jest silniejsza od śmierci.
Stąd też moja lektura „Rogów” przypominała owe marki, co się tłuką po piekle. Ja też się tłukłem – od zainteresowania historią Perrisha, który ma niebywałą szansę dowiedzieć się tego, jak go ludzie naprawdę widzą, po do znudzenia niepotrzebne retrospekcje. I jeszcze te pełne goryczy teologiczne rozważania („uważam Boga za nieutalentowanego twórcę literatury klasy B”), happy end czy domykanie wątków na siłę. Ale wiadomo – krytykowi to nawet diabeł nie dogodzi.
koniec
23 sierpnia 2010

Komentarze

23 VIII 2010   06:58:45

Ja "odpadłem" już na drugiej stronie, a muszę powiedzieć, że cieszyłem się na lekturę tej książki. Chciałem dać powieści szansę, przekartkowałem trochę, ale dalej było jeszcze gorzej. Hill bez wątpienia jest pisarzem utalentowanym, niezwykle zdolnym, ma ciekawe pomysły, ale sposób, w jaki je realizuje... Obawiam się, że nie sięgnę już po żadną z jego książek.

23 VIII 2010   07:59:57

Genialne, Paszczaczek - oceniać całą książkę i autora po dwóch pierwszych stronach i pobieżnym przekartkowaniu kilku następnych. Może następnym razem ogranicz się do okładki, wyjdzie na to samo.

23 VIII 2010   09:01:38

Nie neguję umiejętności pisarskich Hilla, który pisze świetnie, lekko, a czyta się go zaiste przyjemnie, bo pomysły ma ciekawe. Nie pociąga mnie jednak lektura powieści pełnej wulgaryzmów i scen seksu rodem z Mastertona, bo nie tego szukam w dobrej powieści. Myślę, że istnieją wartości, o których wychowani na popkulturowej sieczce Amerykanie nie mają pojęcia. W tym miejscu temat nieuchronnie zmierza ku rozważaniom religijnym, ale to chyba nie miejsce i czas ku temu. Podejście do wiary, które Hill serwuje w powieści nie pokrywa się z moim, ot, i wszystko. Ale zostawmy moją osobę w spokoju, bo oceniamy książkę, nieprawdaż? Powieść bez wątpienia spodoba się wielu czytelnikom, gdyż pomysł jest naprawdę ciekawy, ja jednak pozostanę przy starym dobrym Kingu.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każdy ma swoje demony
Marcin Mroziuk

5 XII 2021

Dla młodych czytelników lektura „Chuligani” jest okazją do poznania problemów rówieśników, którym życie nie rozpieszcza. Katarzyna Ryrych kreśli tutaj z dużą empatią intrygujący portret nastolatki muszącej stawić czoło światu po śmierci rodziców.

więcej »

Krótko o książkach: Wzloty i (głównie) upadki
Miłosz Cybowski

4 XII 2021

Pomysł na „Miasto Archipelag” Filip Springer miał całkiem niezły – wyruszyć w Polskę i odwiedzić niegdysiejsze miasta wojewódzkie, które straciły swoją pozycję w wyniku reformy administracyjnej z 1999 roku. Gorzej z wykonaniem.

więcej »

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Cztery twarze Hilla
— Joanna Kapica-Curzytek

Znakomity pomysł i tylko tyle
— Joanna Kapica-Curzytek

Groza osłodzona
— Anna Kańtoch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.