Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Wit Szostak
‹Chochoły›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułChochoły
Data wydania8 września 2010
Autor
Wydawca Lampa i Iskra Boża
CyklTrylogia krakowska
ISBN978-83-89603-83-8
Format440s. oprawa twarda
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Miasto osobiste
[Wit Szostak „Chochoły” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wit Szostak kontynuuje pisanie prozy osobnej, „własnej”. Fantastyka? Tak, ale… Realizm? Owszem, lecz mocno magiczny. „Chochoły” to powieść miejska i wielopoziomowa – a przy tym świetnie napisana.

Michał Kubalski

Miasto osobiste
[Wit Szostak „Chochoły” - recenzja]

Wit Szostak kontynuuje pisanie prozy osobnej, „własnej”. Fantastyka? Tak, ale… Realizm? Owszem, lecz mocno magiczny. „Chochoły” to powieść miejska i wielopoziomowa – a przy tym świetnie napisana.

Wit Szostak
‹Chochoły›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułChochoły
Data wydania8 września 2010
Autor
Wydawca Lampa i Iskra Boża
CyklTrylogia krakowska
ISBN978-83-89603-83-8
Format440s. oprawa twarda
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wymaga na wstępie podkreślenia, że „Chochoły” to powieść bardzo „gęsta”, rodząca wiele możliwości odczytania i interpretacji – moja wypowiedź jest tylko jedną, wycinkową propozycją, związaną raczej z moimi doświadczeniami czytelniczymi i – zapewne – więcej mówiąca o mnie niż o samym tekście. Ślepe punkty w polu widzenia (bądź sfery niewiedzy) mają to do siebie, że dotknięty nimi nie jest ich świadom, aż do momentu, w którym ktoś inny ukaże mu ten brak, podzieli się inną perspektywą. Możliwe także, że właśnie o tym są „Chochoły” – o indywidualizacji spojrzenia, o subiektywności, a co najwyżej intersubiektywności widzenia świata, o porozumieniu możliwym na płytkim poziomie, a w dodatku opartym na iluzji istnienia wspólnych podstaw poznania. Może.
„Chochoły” to powieść przede wszystkim o rodzinie Chochołów oraz projekcie, który ród ten podjął: projekcie budowy Domu, wielopokoleniowej kamienicznej arki, zamieszkałej docelowo tylko przez Chochołów i przez wszystkich Chochołów. To także powieść o bohaterze bez właściwości (a może właśnie z wszechwłaściwością?) i o Krakowie – mieście oglądanym/stwarzanym/wyśnionym w ośmiu odsłonach/rozdziałach/częściach, zatytułowanych w znaczący sposób. Wzięte z greki terminy odnoszą się do treści i do idei w niej przedstawianych, odnoszą się także do właściwości postaci i miasta. Część pierwsza – Arche – to czas początku, praprzyczyna. W niej pokazany zostaje Dom, zarysowani członkowie rodziny, ukazana jedna z możliwości interpretacyjnych całego tekstu. To także noc, z której dopiero powstać ma świat – czyli Kraków. Ostatnia zaś część – Eschaton – odnosi się do czasów końca – końca będącego jednak także nowym początkiem. Podobne powiązania mają tytuły rozdziałów pośrednich: w Ethosie istotną rolę odgrywa zwyczaj, tradycja wigilijna, w Prosoponie karnawałowe i codzienne maski, w Kenosis – pustka, rezygnacja z własnej woli, w Krisis – kryzys rodziny, w Agonie – konflikt, wyzwanie, w Daimonie – demoniczny, demiurgiczny charakter bohatera, a może ducha rodu? W tej perspektywie „Chochoły” to powieść na wskroś filozoficzna: w strukturze dotyka nauki o bycie, w podstawie zajmuje się kwestią poznania, a w szczegółach wartościami i etyką, a nawet teologią. Bezimienny bohater może bowiem być demiurgiem, prawdziwym architektem Domu i Krakowów, śniącym stwórcą – choć inaczej niż George Orr ostatecznie kontrolującym swoją moc. Może być także daimonem – istotą nadnaturalną nawiedzającą sny prawdziwych ludzi i składających z tych skrawków patchwork życia. Znowu – może. Wszak czasem nie sposób oddzielić osoby autora od jego dzieła, zwłaszcza w sferze jego pasji i zainteresowań.
Właśnie narrator sprawia problem. Nie poznajemy jego imienia, w całej powieści dookreślany jest raczej przez właściwości, których nie posiada bądź związek z innymi, posiadającymi miana postaciami. Jest przede wszystkim bratem Bartłomieja, w znacznie mniejszym zakresie kuzynem Ani, chłopakiem Zosi, synem Barbary i Wojciecha, wnukiem Marii i Józefa Wichrów (znanych czytelnikom „Oberków do końca świata”). Jego kłamstwa, marazm, apatia odstręczają. Jest człowiekiem bez właściwości, podglądającym sny i życie innych w ich najbardziej intymnych momentach, imitującym sposób ubierania i zajęcia Bartka, podążającym raczej za wydarzeniami niż będącym ich kreatorem (chociaż możliwe, że jest architektem snów, niepotrafiącym dokonać prawdziwej incepcji, prawdziwego zaszczepienia idei). Utrata ojca, a następnie brata sprawia, że bezimienny poczyna szukać elementów łączących go z nimi, odkurza wspomnienia, szuka „Ty w Ja”, zastanawia się nad swą podmiotowością: „- Kim jesteś? – pyta. To pytanie zawsze mnie paraliżuje”. Nawet w ostatnich zdaniach powieści rozmyśla: „Do kogo ja mogę być podobny?”.
Klucz „krakowski” jest równie obecny, a z pewnością bardziej konkretny niż wskazany powyżej klucz „filozoficzny”. Przynajmniej niektórzy członkowie rodu Chochołów powiązani są imionami ze świętymi, pod których wezwaniem sytuowane są krakowskie kościoły, także lokalizacja Domu i spacerów bezimiennego narratora nie są dla krakowiaków zapewne żadną tajemnicą. Przy tym Kraków zmienia się w każdej części – raz jest prawdziwą Wenecją Północy, z kanałami (Planty jako Canalasso), karnawałem i wodnymi tramwajami, raz pustynnym, orientalnym miastem… Autor wprowadza tę „alternatywność” Krakowów w sposób konsekwentny, jednocześnie ukazując związane z odmiennym charakterem miasta przemiany Domu i jego domowników jako bardziej subtelne i mniej jednoznaczne. Nie można jednak nie dostrzec powiązania między konfliktem i rozłamem w Domu z walkami ulicznymi w Krakowie-Sarajewie, a także opowiadanych przez narratora – przewodnika wycieczek po Krakowie – legend z sytuacją braci czy śpiączką ojca, Wojciecha. Dom zmienia się – na ile jest to jednak zmiana faktyczna, a na ile zmiana perspektywy wywołana nieobecnością, wyjściem z Domu? Na ile narrator dostrzega metamorfozy domu w wyniku przemian samego siebie, a na ile rzeczywiście wraca do innego miejsca niż to, które opuścił?
Gdy zaglądam do „Chochołów” ponownie, dostrzegam coraz więcej śladów, możliwych interpretacji i odczytań. Czy przemiany miasta nie mają związku z kunsztem kulinarnym Piotra? Czy odkrywane tajemnice z życia rodziny czy Zosi to faktycznie odkrycia, czy może także fragment re-kreacji przeszłości, zmiany historii przez zmianę wspomnień? Jak rozumieć odmienną genealogię Wichrów „oberkowych” i Wichrów „chocholskich"? Czy można postrzegać poszczególnych członków rodu jako uczestników „chocholego tańca”, a ich interakcje jako skomplikowany układ taneczny, oberka chochołów? Na ile wreszcie uprawnione są skojarzenia z dawnymi i nowszymi lekturami: np. „Miastem i Miastem” Mieville’a? Chyba jedynie na poziomie skojarzenia właśnie. Lecz inne wątki, na przykład teoria nastrojów kojarząca się z Wstydem Dukajowego „Lodu” czy gombrowiczowsko-dukajowo-arystotelesowską forma/gęba Kozła Ostrowskiego – te elementy miały swe znaczenie w mej lekturze. Najmocniej jednak Dom, Kraków kojarzył mi się z Amberem Rogera Zelazny’ego – ród o skomplikowanej genealogii, oddziałujący na światy-Cienie, królewskie miasto, liczne sekrety, koalicje i koterie (mam jednak świadomość, że akurat to powiązanie może być najdalsze od zamysłu autora). Przy tym są to tylko kolejne kawałki układanki, żaden z nich samodzielnie nie pozwala na całościowe odczytanie powieści Szostaka, która – jak widać – raczej budzi pytania niż daje odpowiedzi.
Sam autor podsuwa w wypowiedziach pozapowieściowych trop prywatności miasta, odrębnych topografii tworzonych na bazie jednej przestrzeni. Każdy z nas wykreśla na tkance miasta swoje trasy, miejsca dla siebie istotne, zupełnie obojętne dla naszego sąsiada czy przybysza z innej dzielnicy – miasto jest zatem i wspólne, i osobiste; miasto bezrobotnego, artystki, księdza, ministra nakładają się na siebie jedynie w drobnych fragmentach. I to widać w „Chochołach” – najbardziej wyraziście w „Agonie”, gdy miasto faktycznie dzieli się na enklawy „swojskości”, otoczone obcością, gdy podziały znajdują swe odzwierciedlenie na ulicach poszatkowanych barykadami, na klatkach schodowych kończących się murem, w mieszkaniach i rodzinach, których członkowie wybierają odmienne przynależności.
Dla mnie jednak „Chochoły” to przede wszystkim obyczajowa opowieść o rodzinie – o małych i dużych ustępstwach, o trudnej czasem tolerancji dla najbliższych. Szostak opisuje rodzinę w chyba wszystkich jej przejawach – w życiu codziennym i świętowaniu, w czasie radości i smutku; zajmuje się także rolami, jakie są nam w rodzinie przypisywane i jakie sami mniej lub bardziej dobrowolnie przyjmujemy. U Chochołów role te są jasno rozdzielone: nestorką rodu jest babcia Maria, szarą eminencją ciotka Magda, złotą rączką – Andrzej. Bezimienny narrator takiej roli nie posiada, co wiąże się z jego brakiem właściwości. Wspomniane wcześniej negatywne cechy narratora nie pozwalają na polubienie go – jednocześnie dostrzegłem w nim część swoich, niezbyt pozytywnych przymiotów. Ta sama bliskość dotyczy Szostakowych opisów – wigilijnego bez-czasu, przechodzących w rodzinny mit miejsc i zdarzeń z dzieciństwa, piętrowych wymówek, wyrastających z błahych i w sumie niepotrzebnych kłamstewek – to wszystko sprawiało, że odbierałem „Chochoły” na głębszym, osobistym poziomie, jako „swoją” opowieść.
„Kim jestem, zaczynam się zastanawiać i nie znajduję odpowiedzi na to najprostsze pytanie”.
koniec
8 września 2010

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
Beatrycze Nowicka

19 IX 2021

„Powiernik mieczy” Kel Kade czyli dlaczego raczej nie jest to książka której szukacie.

więcej »

Gdy z łańcucha zrywajom się wsyskie okropności…
Joanna Kapica-Curzytek

18 IX 2021

Brawurowy miks gatunków i konwencji, podszyty absurdem i humorem, daje w powieści fińskiego pisarza „Polowanie na małego szczupaka” efekt wprost znakomity!

więcej »

PRL w kryminale: A gdyby Witkacy lub Mrożek napisali kryminał?
Sebastian Chosiński

17 IX 2021

Co ciekawe, pierwsza opublikowana pod własnym nazwiskiem „powieść milicyjna” Andrzeja Wydrzyńskiego w niczym nie przypominała słynnego „Czas zatrzymuje się dla umarłych”. Było dokładnie na odwrót: „Plama ciemności” mogła jawić się jako całkowite przeciwieństwo tamtej. Autor zabawił się bowiem konwencją, a swoją prozę mocno „udramatyzował”. I przedstawił Artura Morenę jako przyjaciela głównego bohatera książki.

więcej »

Polecamy

Jezus na miarę naszych czasów

W podziemnym kręgu:

Jezus na miarę naszych czasów
— Marcin Knyszyński

Imitacje
— Marcin Knyszyński

„Wolność”
— Marcin Knyszyński

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Nastroje Chocholego Domu
— Teresa Reśniewska

Tegoż twórcy

Zanikanie, czyli rzecz o „Cudzych słowach”
— Mieszko B. Wandowicz

O sześćdziesiąt dni za długo
— Beatrycze Nowicka

Wracać wciąż do domu
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Grudzień 2015
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Tomasz Kujawski, Konrad Wągrowski

Powieść o uciekaniu
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Luty 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Wszystkie opowieści życia ostatniego króla Polski
— Paweł Micnas

Esensja czyta: Grudzień 2011
— Artur Chruściel, Joanna Kapica-Curzytek, Monika Twardowska-Wągrowska, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zelig z Krakowa
— Michał Kubalski

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Tegoż autora

To nie jest straszne
— Michał Kubalski

W krzywym zwierciadle: Europejskie wakacje Pająka
— Michał Kubalski

Film, który poszedł naprzód
— Michał Kubalski

Good comic gone bad, czyli space opera rom-com
— Michał Kubalski

Więcej wszystkiego co błyszczy, buczy i wybucha?
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Nie taki dobry dinozaur
— Michał Kubalski

O tych, co z kosmosu
— Paweł Ciołkiewicz, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po rozum do głowy
— Michał Kubalski

Poszerzenie pola walki
— Michał Kubalski

Czego oczy nie widziały
— Michał Kubalski

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.