Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Wit Szostak
‹Chochoły›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułChochoły
Data wydania8 września 2010
Autor
Wydawca Lampa i Iskra Boża
CyklTrylogia krakowska
ISBN978-83-89603-83-8
Format440s. oprawa twarda
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nastroje Chocholego Domu
[Wit Szostak „Chochoły” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Przy lekturze „Chochołów” nie warto dać się zwieść pobieżnym skojarzeniom, bo powieść Szostaka sięga znacznie głębiej. Napisana charakterystycznym, wciągającym stylem jest trafną historią obyczajową, ale i interesującym eksperymentem na polu fantastyki.

Teresa Reśniewska

Nastroje Chocholego Domu
[Wit Szostak „Chochoły” - recenzja]

Przy lekturze „Chochołów” nie warto dać się zwieść pobieżnym skojarzeniom, bo powieść Szostaka sięga znacznie głębiej. Napisana charakterystycznym, wciągającym stylem jest trafną historią obyczajową, ale i interesującym eksperymentem na polu fantastyki.

Wit Szostak
‹Chochoły›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułChochoły
Data wydania8 września 2010
Autor
Wydawca Lampa i Iskra Boża
CyklTrylogia krakowska
ISBN978-83-89603-83-8
Format440s. oprawa twarda
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Po pierwsze: „Chochoły” – a więc co z tym Wyspiańskim? Chochoł to u Szostaka z pozoru tylko nazwisko krakowskiej rodziny. Już tutaj jednak widać, jak zgrabnie potrafi się on bawić nawiązaniami i do polskiej klasyki, i do własnej twórczości. „Wesele” – a więc wiejskie wesele, muzyka, taniec, polskość. Jak więc inaczej mogłaby nazywać się rodzina, w którą wżenili się weselni muzykanci z „Oberków do końca świata"?
Ale Szostak wydaje się sięgać po „Wesele” nie tylko w celu zabawy aluzją. W obu dziełach ważną rolę odgrywa muzyka: Chochołowie wykonują własny chocholi taniec. W sensie dosłownym – są opętani muzyką: główny bohater, bezimienny „brat mniejszy”, uzależnia się od oberków, które były pasją jego zaginionego starszego brata; miłość ich ojca do koptyjskiej muzyki kończy się jego nieszczęśliwym wypadkiem i śpiączką; wreszcie klub muzyczny staje się główną kwaterą wojennego ruchu.
Jednak Chochołowie spętani są też tym metaforycznym chocholim tańcem: brat mniejszy nie czuje się panem własnego losu, a cała rodzina żyje w psychicznym oddaleniu od siebie, z którego nie umie i nie chce się wyzwolić. Chochołowie zamieszkują Dom – na poły magiczną konstrukcję w kamienicy, której właścicielem był ich pradziad: plątaninę pokojów, korytarzy, schodów. Ich Dom – podobnie jak Kościół w opozycji do kościoła – to z pozoru wspólnota bliskich sobie ludzi, złączonych więzami krwi, swoista rodzinna komuna. Jednak w rzeczywistości nie rozmawiają ze sobą, nie współdzielą problemów, nie ufają sobie – tylko tańczą tak, jak gra im tradycja, przyzwyczajenie czy choćby rzucona kiedyś idea, że „rodzina powinna mieszkać razem”. Wspólne nazwisko zastępuje im bliskość, a nastrój wydaje się decydujący o ich zachowaniach do tego stopnia, że ukuwają sobie psychologiczną „teorię nastrojów”.
Podobieństw do „Wesela” można szukać też na innych płaszczyznach. Podobna wydaje się konstrukcja obu utworów: z biegiem fabuły przechodzą one od realizmu i historii obyczajowej w kręgi coraz bardziej fantastyczne. Oba właściwie pozbawione są akcji w jej ścisłym sensie. Ponadto tak jak u Wyspiańskiego, tak i u Szostaka mity tworzą substancję świata. W „Weselu” urzeczywistnione mity narodowe wkraczały do realnego świata, przebudowując go: to Wernyhora, postać-legenda, dał Gospodarzowi złoty róg, aby ten zwołał jak najbardziej rzeczywiste powstanie. W „Chochołach” mity w sposób dosłowny tworzą i żywią Kraków; brat mniejszy, jako przewodnik, ma z nimi bezpośredni kontakt, a jak się okazuje później, i moc tworzenia nowych miast. To, co z pozoru może wydawać się jego zaburzeniem psychicznym – opowiada on zagranicznym grupom różne wersje nieistniejącej historii polskiego śpiącego króla, legendy, która w tym momencie powieści zdaje się raczej odzwierciedleniem problemów z tożsamością bohatera – z późniejszej perspektywy magicznej koncepcji miasta wydaje się raczej dostarczaniem miastu pożywienia. Brat mniejszy karmi Kraków mitami, a gdy miasto jest ich pozbawione, w sposób dosłowny umiera – rozpada się administracyjnie, giną mieszkańcy, a budynki rozpadają się.
„Chochoły” są jednak utworem zupełnie samodzielnym, o innym wydźwięku i klimacie niż „Wesele”. Pozostawiają po sobie trwały ślad, choć autor wybrał inną metodę niż konfrontowanie czytelnika ze sprawami ostatecznymi. Jest to powieść „miękka”, skoncentrowana na ludziach, napisana z ogromną wrażliwością. Szostak stawia nas w niej przed drobnymi „niefajnościami”, na jakie wszyscy godzimy się na co dzień w zwykłym, przeciętnym życiu: a więc jest kuzyn-nieudacznik, z którym nie mamy ochoty rozmawiać, jest pogrążony w śpiączce ojciec, którego trzeba pielęgnować, ale się nie chce, są ci wszyscy członkowie rodziny, z którymi nie mamy najmniejszej potrzeby dzielić naszego najbardziej intymnego życia, ale do bliskości z którymi się zmuszamy, starannie lawirując między tym, co powiedzieć chcemy, a tym, co powiedzieć należałoby. Drobne uniki, wykręty, niezadane pytania, ucieczki, niechciane przysługi. Nie ma w powieści nikogo, kto byłby od tego wolny – tak jak nie ma chyba nikogo, kto nie rozpoznałby w zachowaniach bohaterów części własnych myśli i emocji.
A gdzie tu jest fantastyka? Kluczem do „Chochołów” wydaje się wspomniana wyżej teoria nastrojów, przewijająca się na przestrzeni całej książki. Nawet same postaci w rozmowach zdają sobie sprawę, jak bardzo jest trafna w opisie ich zachowań. Dla czytelnika jest ona z początku jedynie jednym z elementów tworzących świat: spuścizną po genialnym starszym bracie, swoją celnością przytłaczającą narratora, sprawiającą, że nie może on przestać myśleć o zaginionym bliskim. W swojej konstrukcji teoria nastrojów przypomina nieco arystotelesowskie myślenie o świecie: tak jak tam dominowała forma, określała istnienie, tak tutaj jej rolę pełni nastrój – to nastrój określa, jaką „formę” chwilowo przyjmiemy, w jaką stronę pójdzie konwersacja, jaką drogę obierzemy.
Z biegiem książki jednak okazuje się, że teoria nastrojów to coś więcej niż tylko element świata przedstawionego. Nastrój wycieka bowiem z przestrzeni treści, jaka ograniczana jest przez narrację: pochłania nie tylko bohaterów, ale i nią samą, zatem język, styl, a wreszcie i nastrój czytelnika. Wydaje się więc, że to nastrój jest zasadą budującą świat „Chochołów”, świat na początku bliźniaczy naszemu, ale w rzeczywistości odmienny.
W pierwszej części mamy więc nastrój leniwej, rodzinnej powieści obyczajowej. Główny bohater zanurza się w ciepłej magmie świąt spędzanych z bliskimi, razem z nim w szczególikach, rytuałach, odach do przysmaków tonie i czytelnik, w słodko-gorzkim życiu niemal pozbawionym fabuły, pięknie opisanym i z pozoru pełnym. W dalszych częściach sytuacja się zmienia. W rodzinie pojawiają się rozłamy, nastrój ten infekuje życie bohatera i jego psychikę – brat młodszy zaczyna wszystkich podejrzewać o spiski i złe intencje; fraza książki staje się równocześnie mniej spokojna i senna. Tu widać, jak świat przedmiotów, a więc to, co wydaje się z pozoru scenografią, staje się aktywnym uczestnikiem fabuły, reagując na zmianę nastroju: Dom staje się nieprzyjazny, przedmioty same migrują w inne miejsca, zasklepiają się korytarze; wreszcie rodzina decyduje o rozstaniu i jego podziale. A kruche więzy, łączące Chochołów ze sobą, wydają się pękać. W ostatniej części nastrój rozpadu podporządkowuje sobie całe miasto. Dotyka wszystkiego, od budynków po relacje międzyludzkie i rodzinne mity – tak jak w głowie narratora upada najsilniejszy mit wszechmogącego starszego brata, gdy dowiaduje się on, że prawdziwym autorem teorii nastrojów jest nie brat, a ojciec. Fabularnie, nastrój wojny i rozstrzygnięć sprzyja postawieniu bohatera twarzą w twarz z konfliktami, jakich starał się unikać przez cały poprzedni czas. A w stylu pisania książki nie ma już pierwotnej leniwości, płynności, afirmacji życia; narracja staje się skoncentrowana bardziej na czynnościach niż rzeczach, przypominając raczej wojenne reportaże.
Teoria nastrojów jest w końcu także kolejnym elementem koncepcji, która przewija się w różnych aspektach przez całą powieść: życie to gra, teatr, ale taki, który wymusza pewne zachowania; teatr, który podporządkowuje. W pierwszej części bohaterowie jedynie bawią się w granie – najpierw, nieświadomie, w teatr uroczystości rodzinnych, udając ludzi, którzy są sobie bliscy i ze sobą zżyci; potem, świadomie, przystępują do wypełniania tradycyjnych zabaw w przybieranie ról. Jedną z nich jest – jakże znacząca – gra Chochołów w naśladowanie innego członka rodziny, drugą jest krakowski karnawał w glinianych maskach. Ale żarty kończą się wraz z narastaniem coraz mniej sielskiej atmosfery: brat mniejszy stopniowo wciela się w skórę brata większego, i to do tego stopnia, że nie jest w stanie zasnąć gdzie indziej niż w jego pokoju, ubiera jego ubrania, żyje jego muzyką. Nie panuje nad tym. Za to w kulminacyjnym przeobrażeniu Krakowa bohaterowie przeistaczają się na trwałe, jak Kozioł czy wuj Łukasz: muzyk staje się rewolucjonistą, malarz – obłąkanym prorokiem. Co istotne, tak jak w pierwszej części bohaterowie mieli jako taki wybór postaci, którą chcą grać – tak w drugiej nie mają na to wpływu. Gra nimi nastrój. Chocholi taniec.
Ale dotyczy to nie tylko bohaterów. Gra także całe miasto, Kraków, w którym osadzona jest akcja, ale równocześnie Kraków nie do końca nasz. To nastrój każe mu być raz stolicą karnawału, raz miastem tonącym w mrozie, raz polem bitwy. Emocje, wypływające spomiędzy ludzi, mają wpływ na świat fizyczny: budynki, ulice, geografię. Teoria nastrojów wydaje się przenikać wszystko i stanowić prawo, według którego działa cały świat przedstawiony. W tym kontekście trudno oprzeć się skojarzeniu, że „Chochoły” balansują na bardzo dziwnej granicy między gatunkami: stoją gdzieś pomiędzy głównonurtową powieścią obyczajową a dukajowskim new weird, opierającym konstrukcję świata na innej zasadzie niż znana nam fizyka.
„Chochoły” to jednak przede wszystkim powieść o ludziach. Nie tylko dlatego, że tak wielki akcent został położony na ich emocje, które tworzą nastrój. Szostak jest doskonałym obserwatorem i udało mu się tak wykreować stosunki między bohaterami, że uchwycił w nich coś bardzo prawdziwego, w krótkich rozmowach, gestach, odruchach.
Na pierwszy plan wysuwa się zwłaszcza postać narratora, bezwładnego nadwrażliwca, cierpiącego na kompleks względem brata i ojca, obu nieobecnych; ojciec jest pogrążony w śpiączce, brat, i tak dziesięć lat starszy, wybiera ucieczkę i zniknięcie. Brat mniejszy wydaje się wyzuty z siebie – pod tym względem przypomina nieco Benedykta Gierosławskiego z „Lodu” Dukaja, ale tak jak Gierosławski ucieka w nieistnienie w sposób dosłowny, rezygnując z osobowej narracji na rzecz bezosobowej formy siebie, tak brat mniejszy stara się budować siebie w opozycji do ludzi, choć nadal nie znajdując w sobie treści.
Brat mniejszy jest też obserwatorem doskonałym: pozbawiony swoistości, może, jak się wydaje, dobrze analizować to, co widzi. Jednak nie podejmuje przy tym własnej aktywności: swoje opinie na temat innych buduje nie na podstawie rozmów czy działań, a tylko obserwacji właśnie. Taka postawa prowadzi do sytuacji, w której na dobrą sprawę nie zna on swoich najbliższych – tak jak Zosi, którą niby kocha, ale nigdy nie zadał sobie trudu zapytania o jej rodzinę. Jest za to sprzęgnięty z Krakowem: jako przewodnik jest potrzebny, aby dostarczać mu mitów, współtworzyć to, co stanowi podstawę istnienia miasta. Gdy Dom i miasto ostatecznie się rozpadają, bohater traci przytomność i budzi się na Rynku, odciętym przepaścią od reszty Krakowa. Aby wrócić do życia, brat mniejszy musi wcielić się po kolei w każdego domownika, w każdą osobę, do której przedtem nie chciał się zbliżyć, zadowalając się obserwacją, ale też w opozycji do której się określał. Dopiero kiedy staje się nimi wszystkimi, odzyskuje możliwość tworzenia Krakowów. Ostatni Kraków jest więc zupełnie inny: rozprasza się na wyspy, a bohatera, w jego własnym mieście, otaczają życzliwi znajomi-nieznajomi, nie tworzący już jednak jego rodziny. Na niego – i na Zosię – czekają nowe wyspy, nowe miasta.
Podczas lektury czuje się, że Wit Szostak włożył w swoją powieść mnóstwo z siebie, że to powieść przemyślana i szczera. I to nieprawda, że „Chochoły” mówią tylko o tym, co powyżej – ilość wątków i celność międzyludzkich obserwacji sprawia, że dla każdego czytającego ułożą się w inną pieśń. Bronią się jako powieść obyczajowa, bronią jako fantastyka; opowieść o Krakowie, o muzyce, o ludziach. Warto zmierzyć się z nimi samemu.
Recenzja nadesłana na konkurs „Esensji”.
koniec
28 września 2010

Komentarze

15 VII 2011   14:34:41

Kapitalna recenzja, jedna z najlepszych jakie kiedykolwiek czytałem.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Zbrodnia bez trupa
Sebastian Chosiński

3 VII 2022

„Drugie wydanie powieści”, czyli środkowa część kryminalnej trylogii Romana Orwid-Bulicza o sprawach prowadzonych przez komisarza Śliwińskiego, jest lepsza od swojej poprzedniczki, ale słabsza od kończącej cały cykl. I to chyba najlepsze rozwiązanie dla czytelnika, który dotarłszy do finału całej historii, nie będzie czuł rozczarowania.

więcej »

PRL w kryminale: Skazany na śmierć
Sebastian Chosiński

1 VII 2022

Dzisiaj takie zjawisko już nie istnieje. Prasa codzienna nie drukuje powieści w odcinkach. Ale jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku były one czymś najzupełniej naturalnym. Dla wielu gazet stawały się niemalże gwarancją sukcesu. Czasami nawet na łamy regionalnych tytułów trafiały interesujące teksty. Przykładem tego „Nie chcę umierać!” Krzysztofa T. Rosy z 1959 roku.

więcej »

Ziemia obca, lecz swoja
Sebastian Chosiński

30 VI 2022

W momencie kiedy zostały już przetłumaczone na język polski wszystkie wydane w postaci książek teksty beletrystyczne Izraela Joszuy Singera, warto zapoznać się z nimi właśnie zgodnie z chronologią publikacji. A więc po „Perłach” – debiutanckim tomie opowiadań – sięgnąć po pochodzący z 1925 roku zbiór „Na obcej ziemi”. A dopiero potem po jego wyśmienite powieści. W ten sposób łatwiej będzie nam dostrzec i docenić eksplozję talentu żydowskiego pisarza.

więcej »

Polecamy

Seksapokalipsa

W podziemnym kręgu:

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Miasto osobiste
— Michał Kubalski

Tegoż twórcy

Zanikanie, czyli rzecz o „Cudzych słowach”
— Mieszko B. Wandowicz

O sześćdziesiąt dni za długo
— Beatrycze Nowicka

Wracać wciąż do domu
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Grudzień 2015
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Tomasz Kujawski, Konrad Wągrowski

Powieść o uciekaniu
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Luty 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Wszystkie opowieści życia ostatniego króla Polski
— Paweł Micnas

Esensja czyta: Grudzień 2011
— Artur Chruściel, Joanna Kapica-Curzytek, Monika Twardowska-Wągrowska, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zelig z Krakowa
— Michał Kubalski

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Tegoż autora

Mit szlachetnego amatora
— Teresa Reśniewska

Tunele i stacje, ludzie i mutanty
— Teresa Reśniewska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.