Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Marta Kisiel
‹Dożywocie›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDożywocie
Data wydania19 listopada 2010
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklDożywocie
ISBN978-83-7574-253-4
Format376s. 125×195mm
Cena31,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Krewni i znajomi różowego królika
[Marta Kisiel „Dożywocie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Dożywocie” Marty Kisiel - zbiór opowiadań poświęconych Lichotce i jej mniej oraz bardziej niezwykłym mieszkańcom stanowi całkiem sympatyczną lekturę. Niestety, niewiele ponad to.

Beatrycze Nowicka

Krewni i znajomi różowego królika
[Marta Kisiel „Dożywocie” - recenzja]

„Dożywocie” Marty Kisiel - zbiór opowiadań poświęconych Lichotce i jej mniej oraz bardziej niezwykłym mieszkańcom stanowi całkiem sympatyczną lekturę. Niestety, niewiele ponad to.

Marta Kisiel
‹Dożywocie›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDożywocie
Data wydania19 listopada 2010
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklDożywocie
ISBN978-83-7574-253-4
Format376s. 125×195mm
Cena31,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Otwierające zbiorek opowiadanie tytułowe pojawiło się po raz pierwszy w antologii „Kochali się, że strach”, gdzie było jednym z lepszych tekstów. Niejako wbrew założeniu, nie traktowało miłości jako tematu głównego, a raczej czyniło zeń jeden z motywów. Lekkie i zabawne, zwracało uwagę stylem, nawiązaniami do Romantyzmu oraz galerią bohaterów. Opowiadanie spotkało się z ciepłym przyjęciem, co pociągnęło za sobą powstanie dalszego ciągu perypetii mieszkańców starego domu na odludziu.
Dom ów, dumnie nazwany Lichotką, został odziedziczony przez Konrada Romańczuka, początkującego pisarza. Uradowany nieoczekiwanym spadkiem, główny bohater nie zwrócił zbytniej uwagi na adnotację w testamencie wspominającą o współlokatorach. Na miejscu przyszło mu się przekonać, jak dalece odbiega ono od ideału – wymarzonej ostoi, w której mógłby w spokoju oddawać się twórczości literackiej. I nie chodziło tu jedynie o stan budynku… mieszkańcy Lichotki okazali się dosyć barwną grupą, w skład której wchodzili: uwielbiający sprzątać, uczulony na pierze anioł o imieniu Licho, zamieszkujący piwnicę Krakers – kucharz z zamiłowania a pociotek Cthulhu z urodzenia, wznoszący się nieustannie na wyżyny poezji przebrzmiałej doszły – i przeszły – samobójca panicz Szczęsny, utopce sztuk cztery oraz kotka zwana Zmorą. W tak niespodziewanych okolicznościach Konrad musiał więc radzić sobie nie tylko z życiem z dala od cywilizacji (jakby to było nie dość dla zawołanego mieszczucha) ale i z całą radosną gromadką.
W opowiadaniu wyglądało to naprawdę ciekawie, jednak rozwinięcie tematu na całą, dość grubą książkę, moim zdaniem niekoniecznie wyszło na dobre. Owszem, mamy kolejne historie, niemniej przez to pomysł został rozwodniony. Dalsze cztery opowiadania nie wnoszą nowej jakości – mijają kolejne miesiące, współlokatorzy dalej sprawiają Konradowi rozmaite kłopoty, choć jednocześnie pisarz coraz bardziej się do nich przywiązuje a od czasu do czasu pojawiają się przybysze z zewnątrz.
Wszystko to opisane jest stylem zasługującym na pochwałę. Widać, że filologiczne wykształcenie Marty Kisiel to nie tylko wiedza, ale i biegłe władanie językiem. To głównie styl decyduje o tym, że „Dożywocie” jest zabawną i przyjemną lekturą. Okraszone zjadliwą ironią opisy1), wywołujące uśmiech na ustach określenia w rodzaju „rozgarnięty jak kupa liści”, „makijaż na wściekłą pandę” czy „mieć przewalone, niczym drzewo w poprzek drogi” i dowcipne dialogi są niewątpliwie największym atutem książki. Warto zauważyć, że autorka zadbała o indywidualizację wypowiedzi bohaterów2). Nie brak też wszelkiej maści nawiązań i parafraz.
Niestety, „Dożywocie” spełnia smutną prawidłowość wielu humorystycznych książek – odwrotność proporcjonalności formy do treści. Bowiem, jeśli przyjrzeć się uważniej, w samych opowiadaniach dzieje się relatywnie niewiele (nie licząc zakończenia, gdzie dla odmiany, dzieje się moim zdaniem zbyt dużo). W zasadzie głównym tematem jest życie codzienne niecodziennych mieszkańców Lichotki – remont, przygotowania do Bożego Narodzenia, czy świętowanie urodzin zakończone popijawą i porannym kacem. Całe strony zajmują opisy – owszem, zgrabnie napisane, lecz często wszystko to zdaje się biciem… anielskiego pierza. Humor sytuacyjny, cóż, zasadniczo niezbyt jest wyszukany – ot Licho prosi Krakersa, by przytrzymał gwóźdź podczas wieszania świątecznych dekoracji, Konrad ustawicznie potyka się o domowy inwentarz w postaci królika3), czy staje się obiektem westchnień pewnej panny drugiej młodości.
Spore zastrzeżenia mam też do bohaterów. Tutaj muszę przedstawić własne oczekiwania – otóż wydawało mi się, że tego rodzaju książka powinna zostać zbudowana na kontraście pomiędzy normalnością zewnętrznego świata i przybywającego zeń nowego mieszkańca a niezwykłością Lichotki. Tymczasem, jakimś dziwnym trafem, bardziej realnymi z postaci wydają się wszelakie byty nadprzyrodzone z Lichem na czele. To właśnie zasmarkany i nieporadny anioł budzi w czytelniku sympatię. Z kolei Szczęsny zazwyczaj oznacza komiczne sytuacje, choć moim zdaniem autorka przeszarżowała w kilku momentach – śmieszna jest już sama „romantyczna” maniera, kolejne zmiany image’u panicza prowadzą do przerysowania tej postaci. Co za dużo to niezdrowo. Krakersowi oraz utopcom poświęcono mniej uwagi, ale też zarysowują się w pamięci.
Natomiast tak zwani „zwykli ludzie” – nie licząc Szymona Kusego (w charakterze przyjaciela domu oraz kolorytu lokalnego) – nie zdają egzaminu. Przede wszystkim sam Konrad – młody, zdolny pisarz, który, choć wydał do tej pory jedynie zbiór opowiadań, posiada nieustająco wydzwaniającą do niego, ba, przyjeżdżającą specjalnie w odwiedziny, by go zmotywować do pracy agentkę oraz tłum fanek wręczający mu liściki wraz z koronkową bielizną. Jakoś mi to niezbyt pasuje do polskiej rzeczywistości, przypomina raczej powszechne wyobrażenie na temat poczytnego pisarza (najlepiej amerykańskiego). Tym samym Konrad jest kolejną figurą, tyle że zaczerpniętą ze współczesnej popkultury, co czyni go strasznie papierowym4). Przydanie mu smętnych rozważań na temat nie do końca przebrzmiałej miłości do niejakiej Majki niestety nie czyni go wiarygodniejszym. W porównaniu do Paula Carpentera – bohatera recenzowanego przede mnie niedawno „Śniło ci się” – wydaje się płytki. Pozostali – owa agentka w obcisłym kostiumiku, butach na niebotycznym obcasie i z pieskiem pod pachą, a także trzej niepożądani goście sprawiają wrażenie ustawianych tam, gdzie trzeba kukiełek. Ponadto reakcje wszelkich zjawiających się w Lichotce obcych są delikatnie mówiąc dziwne – niemal wszyscy nie wykazują szczególnego zdziwienia zastaną sytuacją, jak gdyby nigdy nic wdają się w konwersację z nadprzyrodzonymi istotami i chętnie częstują posiłkiem serwowanym przez wystające z piwnicznego okienka macki.
Taki sposób ich przedstawiania sprawia, że podczas lektury cały czas pozostaje się na poziomie tekstu. Czytając fantastykę chciałabym, by świat i bohaterowie ożywali na płaszczyźnie moich wyobrażeń. Tutaj umowność jest na to zbyt duża. Poza tym – dla mnie przynajmniej dobra humorystyczna fantastyka powinna zawierać celne obserwacje i od czasu do czasu ukazywać prawdę. Czegoś takiego nie znalazłam w „Dożywociu”. Owszem, dobrze napisane, owszem kolorowe… ale pod tym miłym dla oka opakowaniem niczego nie znalazłam. Choć oczywiście, jeśli oceniać książkę wedle jej „potencjału rozrywkowego” to trzeba powiedzieć, że zadanie swoje spełnia.
koniec
4 grudnia 2010
1) „Dodatkowy efekt złowrogiej mroczności osiągnął dzięki smoliście czarnym smugom, które spływały mu z zewnętrznych kącików oczu przez policzki aż na brodę. Był to efekt niezwykle dramatyczny i wstrząsający, lecz całkowicie niezamierzony, gdyż powstał na wskutek niespodziewanego uczulenia na tusz do rzęs, które ustawicznie dręczyło panicza i nosiło znamiona jego osobistej tragedii” (str. 310-311).
2) Oczywiście najbardziej w oczy rzuca się styl Szczęsnego, obfitujący w wyrażenia w rodzaju: „Azaliż panna drzewna hałas ów poczyniła?”
3) Pojawiający się w Lichotce różowy królik wywołał we mnie skojarzenia z „Kłopotami w Hamdirholm”, gdzie owo zwierzątko okazało się zaklętą smoczycą. „Topos różowego królika w twórczości autorów związanych z Fahrenheitem”? Zresztą, królika w „Dożywociu” jest zdecydowanie za dużo.
4) Co ciekawe, jeśli spojrzeć na listę autorów „Kochali się, że strach”, okazuje się, że figuruje na niej Konrad Romańczuk, a w krótkiej notce o nim można przeczytać: „obecnie (…) osiadły na jakimś lichym zadupiu”.

Komentarze

« 1 2
06 XII 2010   16:50:05

OK. Czyli o co chodzi panu/pani N. Skoro, jak sam -/a pisze, recenzentka zauważyła co miała zauważyć. Wystawiła ocenę 50% - co oznacza - można przeczytać (ale nie trzeba). Ja, po przeczytaniu, oceniam tą książkę niżej - ale to tylko moje zdanie.

Więc czego tak naprawde pan/pani N. oczekuje? Peanów?

06 XII 2010   19:42:49

@N. -- ja jednak będę bardzo zobowiązany za choćby krótkie, powierzchowne, zwięzłe i skrótowe wyjaśnienie, dlaczego 257 defibrylowanych stron dziełem literackim być nie może. Oczywiście mówimy tu o sytuacji -- to bardzo ważne -- w której autor owe stronice za dzieło literackie uważa.

07 XII 2010   11:39:17

"Tyle, że niech wywnętrza się ze swojego gustu, gdzieś w osobnym artykule zatytułowanym np. \"Miałkość literatury humorystycznej\", a nie miesza w swój własny gust do, było nie było, w miarę obiektywnej recenzji."
Hmmm. Napisać recenzję bez własnego gustu? To jakiś oksymoron jest. Zresztą podobnie jak "obiektywna recenzja". Obiektywne to może być streszczenie.

Gorzej byłoby, gdyby faktycznie recenzentka pisała coś w stylu "Powieść głęboka być powinna niczym Rów Mariański, inaczej nie ma prawa zaistnieć." Ale jednak w tekście pojawia się kilkukrotnie zastrzeżenie (które powinno być w sumie zbędne, bo każdy wiedzieć powinien, że recenzja zawsze prezentuje zdanie recenzenta): "moim zdaniem", "Tutaj muszę przedstawić własne oczekiwania", "dla mnie przynajmniej". Recenzja nie przedstawia prawdy objawionej i ta na szczęście tego nawet nie udaje.
Żeby nie było, że ukrywam - też jestem recenzentem, też Esensji. Można zatem z góry odrzucić wszystko, co napisałem :)

07 XII 2010   11:42:16

Natomiast recenzentka faktycznie popełniła jeden straszliwy błąd. Nie "różowy królik", tylko "łurzowy kłulik" jest toposem fahrenheitowo-kisielowym!

04 VII 2011   03:02:01

A ja mam taką drobną uwagę, iż wielce szanowna Pani recenzentka niezbyt uważnie przeczytała książkę bo Konrad Romańczuk nie dlatego miał fanki z figami z powodu swojej sławy. Nie doczytała szanowna recenzentka, że sprawcą tego było Licho które stworzyło rzeczonemu profil na portalu randkowym misie-pysie.pl i szukało w ten sposób dla niego żony...

04 VII 2011   07:36:33

257, dokładnie w założeniu - 257 defibrylatorów toż to sztuka konceptualna. Odmawiacie wielkości takiemu np. Romanowi Opałce?! Te defibrylatory mogą mieć rewolucyjne znaczenie dla sztuki!

30 VII 2012   11:21:38

Kolejna recenzentka, ktora pisze jak pisac fantastyke, a sama pisze tylko recenzje. Przykre jest to, ze jedzie po ksiazkach, ktore sa bardzo dobre, tylko dlatego, bo samej sie nie udalo nic wydac. Nie lubie esencji od dzisiaj.

30 VII 2012   11:35:24

Weź daj spokój, poważnie myślisz, że tylko pisarze mają prawo oceniać innych pisarzy? A co z recenzjami filmowymi w takim razie? Nie wolno skrytykować/pochwalić filmu, jesli się nie jest reżyserem? A co z komentowaniem jakości zupy w restauracji?...

30 VII 2012   13:02:18

Droga Achiko, odpowiedź na ostatnie z zadanych przez Ciebie pytań jest banalnie prosta. Prawo do komentowania jakości zupy w restauracji ma wyłącznie Magda Gessler ;-P

30 VII 2012   13:19:45

no tak, na to nie wpadłam.
:-)))))

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Z kociej perspektywy
Marcin Mroziuk

25 X 2021

W „Mruczandzie na trzy rodziny i jedną kamienicę” Grzegorz Kasdepke z poczuciem humoru sportretował mieszkańców pewnego dwupiętrowego budynku na warszawskiej Saskiej Kępie, których zachowania niejednokrotnie wprawiają w zdumienie pewnego szarego dachowca. Obserwując ich perypetie, młodzi czytelnicy będą z pewnością doskonale się bawić.

więcej »

Chopin – globalny fenomen
Joanna Kapica-Curzytek

24 X 2021

Osiemnasty Konkurs Chopinowski właśnie przechodzi do historii, liczącej sobie już prawie sto lat. W „Wielkiej grze” przeżyjemy jeszcze raz wszystkie poprzednie edycje tej wielkiej imprezy. Ciekawostek, anegdot, emocji nie zabraknie!

więcej »

Duch czy Demiurg?
Sławomir Grabowski

23 X 2021

„Gnoza” Michała Cetnarowskiego nie rozczarowuje jako pełnoprawna powieść SF z trochę wyższej półki – może trochę epigońska, ale nadrabiająca ciekawym konceptem, choć dalekim od naukowej ortodoksji.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Żarty żartami, a Breslau płonie
— Anna Nieznaj

Mam tę moc, czyli o prawdziwych skarbach
— Zofia Marduła

Tegoż autora

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Przekraczając granice lecz nie limit znaków
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.