Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Oscar Wilde
‹Upiór rodu Canterville’ów›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUpiór rodu Canterville’ów
Data wydanialipiec 2003
Autor
PrzekładMaria Przymanowska
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN83-08-03428-4
Format106s. 123×197mm
Cena19,99
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Morderca – nieudacznik i zakompleksiony duch
[Oscar Wilde „Upiór rodu Canterville’ów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwsze opowiadanie – „Zbrodnia lorda Artura Savile” – stanowi zaledwie skromne preludium przed koncertową groteską tytułowego „Upiora rodu Canterville’ów”. W nim uroczy, krnąbrny, nieco egotyczny umarlak dzielnie walczy z upartym sceptycyzmem postępowej amerykańskiej rodziny. Lecz na nic upiorne odgłosy, wymyślnie zastawione zasadzki – bezlitosny racjonalizm nowych mieszkańców kruszy godność i autorytet upiora zamczyska.

Krzysztof Więckowski

Morderca – nieudacznik i zakompleksiony duch
[Oscar Wilde „Upiór rodu Canterville’ów” - recenzja]

Pierwsze opowiadanie – „Zbrodnia lorda Artura Savile” – stanowi zaledwie skromne preludium przed koncertową groteską tytułowego „Upiora rodu Canterville’ów”. W nim uroczy, krnąbrny, nieco egotyczny umarlak dzielnie walczy z upartym sceptycyzmem postępowej amerykańskiej rodziny. Lecz na nic upiorne odgłosy, wymyślnie zastawione zasadzki – bezlitosny racjonalizm nowych mieszkańców kruszy godność i autorytet upiora zamczyska.

Oscar Wilde
‹Upiór rodu Canterville’ów›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUpiór rodu Canterville’ów
Data wydanialipiec 2003
Autor
PrzekładMaria Przymanowska
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN83-08-03428-4
Format106s. 123×197mm
Cena19,99
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wilde’a znamy z setek aforyzmów i paradoksów, którymi nasycał swoje dzieła, a które dziś jawią się w prasie jako intelektualne ozdobniki wysokiego lotu1). Pędził dość ekscentryczny żywot: znany był z błyskotliwego, cierpkiego dowcipu i szargania wszelkimi świętościami. Żył tak, jak gdyby życie było kolejnym utworem do napisania; zmarł w osamotnieniu i kompletnej niemal nędzy.
Zgoła niereprezentatywną dlań etykietkę stanowi „Upiór rodu Canterville’ów” oraz „Zbrodnia lorda Artura Savile” – tandem opowiadań znanych i lubianych, wielokroć wydawanych na polskim rynku. Wnikliwego czytelnika mierzi w nich przede wszystkim prosty, a nawet prymitywny warsztat. I całkiem słusznie, bowiem styl Wilde’a w czasie pisania tychże historyjek dopiero nabierał kształtów. Znać jeszcze kompozycyjne szwy, narracyjną niezgrabność, wreszcie niedostatki fabuły, którą traktuje miejscami nieco „po macoszemu”. Nadto wielkiemu aforyście przyszło niefortunnie na myśl, iż wypada napisać coś sposobem jakim się zwykle opowiada. Gawędziarski rodowód nie jest przecież wcale tajemnicą: wiemy, że „Upiór rodu Canterville’ów” znany był w londyńskich salonach dużo wcześniej zanim pojawił się drukiem w popularnych magazynach. Dlatego też niedostatki treści należy odbierać raczej z wyrozumiałym dystansem. W przeciwnym razie całość może się wydać „ździebko” pokraczna.
Schemat fabularny „Zbrodni…” osnuty został wokół perypetii cwaniaczkowatego lorda, który prowadzić musi zawziętą batalię z Losem aby osiągnąć sercowy błogostan w ramionach pięknolicej ukochanej. Droga do zbrodni staje się nieoczekiwanie pretekstem do przewrotnej wariacji na temat ludzkiego sumienia. Główny bohater odznacza się mianowicie permanentnym, dziwacznym stanem moralnego znieczulenia – kac moralny po prostu go nie dotyczy. Potrafi jednak jakimś cudem kochać, w dodatku całkiem szczerze. W ten sposób Wilde brawurowo łamie literacką konwencję klecąc groteskową fantazję fatalistyczną w klimacie znanym dzisiaj choćby z filmików „Monty Pythona”.
Niemniej pierwsze opowiadanie („Zbrodnia lorda…”) stanowi zaledwie skromne preludium przed koncertową groteską tytułowego „Upiora…”. W nim uroczy, krnąbrny, nieco egotyczny umarlak dzielnie walczy z upartym sceptycyzmem postępowej amerykańskiej rodziny. Lecz na nic upiorne odgłosy, wymyślnie zastawione zasadzki – bezlitosny racjonalizm nowych mieszkańców kruszy godność i autorytet upiora zamczyska. Na uwagę zasługuje tutaj zwłaszcza zakończenie – wyjątkowo czerstwe, zaskakująco sprośne.
Oto mamy przyzwoity popis inteligentnej, przekornej zabawy z oklepanymi schematami gotyckiej opowieści. Wilde traktuje treść z wielkim przymrużeniem oka. Świadomie prowokując czytelnika łamie skostniałe dotąd stereotypy i wstawia w ich miejsce dowcipne, nieprawdopodobne poniekąd zdarzenia. Najmocniejszą stroną opowiadań jest więc sprawna mieszanka grozy i czarnego humoru. Na uwagę zasługuje też nader trafnie oddany klimat epoki, kreślony z duża dawką autoironicznych, sarkastycznych uwag. Autor pisze barwnie, nie nudząc czytelnika wydumanym, napuszonym pomysłem. Co tu dużo gadać – ma po prostu klasę.
Ech, gdyby tylko wydawca nie wyłożył się w trzech istotnych miejscach. Bo po pierwsze: brakuje jakiejkolwiek wzmianki o autorze, wskutek czego kiepsko kojarzący czytelnik gotów pomyśleć, że czyta dzieło jednego z autorów współczesnych. Rzecz druga: nie mówi się nic o regułach czarnego romansu, którego opowiadania są wytrawnym pastiszem (a bez tego trudno pojąć szermierkę konwencjami!!!). Po trzecie zaś: okładka jest dobitnie nieadekwatna do treści. Oprócz tego wydawca nie raczył na niej zaznaczyć, iż w środku znajdują się dwa opowiadania, nie jedno.
Pomijając owe kosmetyczne poniekąd wady, uzyskujemy produkt całkowicie strawny, smakowity, acz nie wybitny. Przeczytać można. Trzeba tylko wiedzieć po co, no i jak…
koniec
25 maja 2004
1) Ot, dla przykładu: „Idealny mężczyzna powinien zawsze mówić więcej, niż myśli i zawsze więcej myśleć, niż mówi”; „Nie ma niedyskretnych pytań, są niedyskretne odpowiedzi”; „Doświadczenie to nazwa, którą każdy nadaje swoim błędom”.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Tolkien katolicki
— Krzysztof Więckowski

Szacowny kąsek dobrej SF
— Krzysztof Więckowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.