Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Cormac McCarthy
‹Strażnik sadu›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStrażnik sadu
Tytuł oryginalnyThe Orchard Keeper
Data wydania7 października 2010
Autor
PrzekładMichał Kłobukowski
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04579-0
Format296s. 125×195mm
Cena29,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

W tym dobrym świecie żyli źli ludzie
[Cormac McCarthy „Strażnik sadu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Debiuty uznanych pisarzy warto czytać choćby po to, żeby zobaczyć, jak się mają do wytworzonego za sprawą późniejszych książek wizerunku autora. Wydany niedawno w Polsce „Strażnik sadu” nosi kilka znamion, które pozwalają podejrzewać, że napisał go Cormac McCarthy, ale… jakby nie on.

Mieszko B. Wandowicz

W tym dobrym świecie żyli źli ludzie
[Cormac McCarthy „Strażnik sadu” - recenzja]

Debiuty uznanych pisarzy warto czytać choćby po to, żeby zobaczyć, jak się mają do wytworzonego za sprawą późniejszych książek wizerunku autora. Wydany niedawno w Polsce „Strażnik sadu” nosi kilka znamion, które pozwalają podejrzewać, że napisał go Cormac McCarthy, ale… jakby nie on.

Cormac McCarthy
‹Strażnik sadu›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStrażnik sadu
Tytuł oryginalnyThe Orchard Keeper
Data wydania7 października 2010
Autor
PrzekładMichał Kłobukowski
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04579-0
Format296s. 125×195mm
Cena29,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Tennessee, międzywojnie. Tytułowy bohater, stary Arthur Ownby, nazywany jest wujem, jednak nastoletniemu półsierocie Johnowi Wesleyowi Rattnerowi zastępuje raczej dziadka: od dawna samotnego i z samotnością obytego, lecz zawsze gotowego podzielić się opowieścią. Funkcję ojca pełni dla chłopaka Marion Sylder – drobny szmugler i gnida, zarazem wszakże istota o niebo bardziej ludzka niż tworzeni potem przez McCarthy’ego odhumanizowani okrutnicy. Takich, pojawiających się już w opublikowanych kilka lat później „Outer Dark” i „Dziecięciu bożym”, w „Strażniku sadu” nie ma wcale – nie brak nikczemników i prymitywów, ale nie stara się w nich autor dokonać syntezy i uwydatnienia całego człowieczego zła, a innych cech pozbawić.
Zarówno Ownby, jak i Sylder, mają z nieobecnym biologicznym ojcem młodzieńca więcej wspólnego niż przejęcie jego roli i wprowadzanie nastolatka w dorosłość: obu, choć w różny sposób, dotyczy śmierć Rattnera seniora. Jednocześnie żaden z trójki bohaterów nie podejrzewa, że między nieboszczykiem a pozostałymi dwoma istnieje związek (starsi mężczyźni zresztą praktycznie się nie znają); gdyby zdawali sobie z tego sprawę, ich losy musiałyby potoczyć się zupełnie inaczej. Bez owej nieświadomości nie mogłaby powstać zażyła relacja Johna Wesleya i Mariona, która przez ponure wydarzenia z przeszłości nabiera ironicznego, paradoksalnego wymiaru.
Tym samym zżyte osoby nie wiedzą o sobie najważniejszego; niejako się mijają. Tak jak, przynajmniej z pozoru, przechodzą obok siebie poszczególne wątki – w powieści nie ma liniowości czy ciągłości, „Strażnik…” wydaje się raczej, choć mniej chaotycznym niż np. „Przeprawa”, bo układającym się w zmyślną strukturę, archipelagiem utrzymanych w podobnej konwencji scen, tworzących portret południowców i ich ziemi. Dzieło z 1994 roku wspomniane zostało nie bez powodu: sporo, jeśli nie większość, poszczególnych wysepek można by wpleść w formie opowiadania przypadkowego wędrowca między paragrafy opartej na dygresjach drugiej części „Trylogii pogranicza”.
Już w „Strażniku…” McCarthy nie wyróżniał dialogów, już tutaj kazał prostym bohaterom mówić slangiem i kaleczyć język, już tutaj przeplatał zwięzłe opisy poetyckimi porównaniami. Już tutaj przegapienie kilku słów grozi zgubieniem tropu. Jednak stylowi debiutu Amerykanina, bez wątpienia kunsztownemu, brak takiego minimalizmu, z jakiego później zasłynął autor. Czytelnik, który zapoznał się wcześniej z innymi dziełami pisarza (co o tyle prawdopodobne, że na polskim rynku debiut ukazuje się jako siódme z nich), może odnieść wrażenie, że na zmianę pojawiają się tu fragmenty pisane przez dobrze znanego McCarthy’ego i te popełnione przez innego, mniej oszczędnego literata.
Jeżeliby spróbować ułożyć utwory pisarza w pewnym porządku, po przeciwnej stronie „Strażnika sadu” należałoby ulokować „Drogę” – nie tylko ze względów chronologicznych. Jak bowiem wieńcząca dorobek autora pozycja najbardziej oderwana jest od konkretnych miejsc i czasów, tak pierwsza mocniej niż inne jego powieści wydaje się osadzona w swojej krainie oraz epoce. W tym punkcie warto przytoczyć ostatnie słowa książki, które, jak to bywa u McCarthy’ego, są raczej ogólną refleksją niż zamknięciem fabuły: „Już odeszli. Uciekli, wygnani w śmierć lub na obczyznę, straceni, zgubieni. (…) Żaden awatar, potomek ni ślad nie pozostał po tym ludzie. Na ustach obcej rasy, która dziś tam mieszka, jego imiona są mitem, legendą, prochem”. Na kartach „Strażnika…” przywrócony zostaje krótkotrwały świat Południa, który zginął bezpowrotnie, zabrawszy ze sobą swój mrok, ale i nieznaną dziś spójność z naturą; „Drogę” zamyka McCarthy, pisząc w końcowym zdaniu o dolinach, gdzie „wszelka rzecz była starsza od człowieka i tchnęła tajemnicą” – jakie znaczenie ma wobec takiej potęgi marginalna kultura czerwonoszyich farmerów?
Zarazem, kreśląc powykrzywiane historie jednostek, nie traktuje ich pisarz jako centrum znikającego uniwersum. Ludzie są niewywyższonym elementem rzeczywistości, w której równorzędny dramat może przeżywać zwierzę lub sam sad. Być może więc powodem odejścia tego świata jest nie tyle zabraknięcie opłakiwanego w zakończeniu ludu, ile fakt, że na jego miejsce przyszedł inny, niepasujący do zastanych realiów, ale potrafiący je zniszczyć.
koniec
28 grudnia 2010

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Przed lodem i ogniem
Dawid Kantor

26 VI 2019

Nowa powieść Georga R.R. Martina dla fanów jego prozy okaże się zapewne cennym uzupełnieniem historii stworzonego przez niego świata oraz przyjemnym powrotem do Westeros w oczekiwaniu na premierę „Wichrów zimy”.

więcej »

Absolutnie uroczy dżentelmen
Anna Nieznaj

25 VI 2019

W znajomej konwencji wiktoriańskiego Londynu, doprawionej wątkiem fantastycznym w postaci oficjalnie praktykowanej magii, Anna Lange prezentuje czytelnikom świetnie nakreślonych bohaterów: z tytułowym Clovisem LaFay na czele.

więcej »

Jak przegrał głupi malarz
Marcin Mroziuk

24 VI 2019

Nie da się ukryć, że „Ta potworna wojna” to zdecydowanie najsmutniejsza część cyklu o uczniach pana Cebuli, którzy na lekcjach historii za pomocą specjalnych ławek naprawdę przenoszą się w przeszłość. Taki odbiór tej powieści oczywiście nie jest niczym dziwnym, skoro wraz z bohaterami obserwujemy tutaj przebieg II wojny światowej. Najważniejsze jest jednak to, że książka Grażyny Bąkiewicz to naprawdę interesująca lektura dla młodych czytelników.

więcej »

Polecamy

„Normalni” szaleńcy

Na rubieżach rzeczywistości:

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

To czego nie można odtworzyć
— Dawid Kantor

O świecie, gdzie na co dzień gwałci się arbuzy
— Mieszko B. Wandowicz

Cudzego nie znacie: Świat na żywo jest nie do przyjęcia
— Mieszko B. Wandowicz

Nie ma takich na świecie, ale bywają w nas
— Mieszko B. Wandowicz

Cudzego nie znacie: Sowy płaczą nad okrutnym światem
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Marzec-kwiecień 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Fotografia zbrodni
— Michał Foerster

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Tegoż autora

O nienawiści; oraz o tym, szczo treba robyty z Lachamy
— Mieszko B. Wandowicz

O niedoskonałościach perfekcji
— Mieszko B. Wandowicz

Powieść o uciekaniu
— Mieszko B. Wandowicz

Dziwne owoce we wrocławskiej synagodze
— Mieszko B. Wandowicz

Mizantropia i makolągwy
— Mieszko B. Wandowicz

Byk kształtuje świadomość
— Mieszko B. Wandowicz

W Geisterwelcie wilki łypią inaczej
— Mieszko B. Wandowicz

Boga najlepiej żuć powoli
— Mieszko B. Wandowicz

O świecie, gdzie na co dzień gwałci się arbuzy
— Mieszko B. Wandowicz

Ostatnie słowo zimy
— Mieszko B. Wandowicz

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.