Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

José Rodrigues dos Santos
‹Kodeks 632›

EKSTRAKT:10%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKodeks 632
Tytuł oryginalnyO Codex 632
Data wydania20 sierpnia 2010
Autor
Wydawca Albatros
ISBN978-83-7359-926-0
Format512s. 140×205mm
Cena33,10
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Najgorsza książka roku
[José Rodrigues dos Santos „Kodeks 632” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
José Rodrigues dos Santos deklaruje, że wszystkie detalicznie opisane w „Kodeksie 632” dokumenty i materiały źródłowe istnieją w rzeczywistości oraz zapewnia o faktograficznej dokładności danych historycznych. Jeżeli tak jest w rzeczywistości, to można to uznać za zaletę tej powieści. Zaletę, dodajmy, jedyną.

Wojciech Woźniak

Najgorsza książka roku
[José Rodrigues dos Santos „Kodeks 632” - recenzja]

José Rodrigues dos Santos deklaruje, że wszystkie detalicznie opisane w „Kodeksie 632” dokumenty i materiały źródłowe istnieją w rzeczywistości oraz zapewnia o faktograficznej dokładności danych historycznych. Jeżeli tak jest w rzeczywistości, to można to uznać za zaletę tej powieści. Zaletę, dodajmy, jedyną.

José Rodrigues dos Santos
‹Kodeks 632›

EKSTRAKT:10%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKodeks 632
Tytuł oryginalnyO Codex 632
Data wydania20 sierpnia 2010
Autor
Wydawca Albatros
ISBN978-83-7359-926-0
Format512s. 140×205mm
Cena33,10
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
José Rodrigues dos Santos był popularnym portugalskim dziennikarzem, który m.in. dzięki tej powieści stał się jednym z najpopularniejszych pisarzy w tym kraju. „Kodeks 632” powstał ponoć jeszcze przed bestsellerami Dana Browna, jednak wydany został dopiero w 2005 roku. Na lokalnym rynku portugalskim zrobił furorę, mile łechcąc dumę narodową rodaków autora.
Jeżeli bohaterem jest akademicki wykładowca, historyk i kryptolog tropiący tajemnice sprzed wieków, to porównania z książkami Dana Browna i podobnymi wydanymi na fali popularności „Aniołów i demonów” oraz „Kodu Leonarda da Vinci” nasuwają się automatycznie. Podstawowa różnica to tempo akcji. Robert Langdon, ratując świat w kilkadziesiąt godzin, jest w nieustannym ruchu, ucieka, goni, walczy, strzelają do niego, pływa, skacze z samolotu, etc. Bohater „Kodeksu 632”, profesor lizbońskiego uniwersytetu Tomás Noronha, siedzi zaś w bibliotekach, studiuje kilkuwieczne manuskrypty lub ich kopie, martwi się zdrowiem swojej córki oraz niszczy swoje małżeństwo nawiązując płomienny romans ze szwedzką studentką, oczywiście podsuniętą mu przez wrogie siły. Żadne to spojlery, bo to, że będzie romans, wiemy od pierwszej chwili, gdy Szwedka pojawia się na kartach powieści „promieniejąc ekstrawaganckim pięknem, tym szczególnie podziwianym przez mężczyzn i znienawidzonym przez kobiety”, a bohater „poczuł dreszcz podniecenia na samą myśl, że ją pozna”, by już wkrótce „miętosić jej dorodny biust jakby chciał wycisnąć soczysty owoc”. Podobnie oczywistym jest od początku, że amerykańska naukowa fundacja okaże się przybudówką zbrodniczej korporacji, romans jest „ustawiony”, a ostatecznych rezultatów trwającego 500 stron śledztwa, zaczynamy się domyślać gdzieś w jednej trzeciej tomu.
Dan Brown umiejętnie żonglował w swojej powieści fikcją i faktami, tworząc piętrowe intrygi, a jego bohaterowie, chociaż papierowi, dodawali opowieści życia, dawaliśmy się wciągać w fabułę, z pełną świadomością czysto rozrywkowego jej charakteru. Czytając o Robercie Langdonie zastanawialiśmy się najczęściej, jak profesor uniwersytetu może być takim supermanem, czytając o perypetiach jakie przeżywa Tomás Noronha zastanawiamy się głównie, jak profesor uniwersytetu może być takim skończonym kretynem, a zagadki historyczne i spiski sprzed wieków, chociaż ponoć odwzorowane z naukową precyzją obchodzą nas tyle, co zeszłoroczny śnieg.
By udowodnić staranność swojego researchu, autor prezentuje nam treść każdego z dokumentów w niezwykle rozwlekły i nudny sposób, podobnie jak historyczne tło tak skądinąd fascynującego okresu jak epoka wielkich odkryć geograficznych. Jako dobrowolny czytelnik wielu książek stricte historycznych, który również dobrowolnie zaczął kiedyś studiować historię, nie przypominam sobie by jakakolwiek praca, nawet dotycząca archeologicznych pozostałości po kulturze pucharów dzwonowatych, znużyła mnie tak bardzo. A historyczne nawiązania należą i tak do najlepszych fragmentów powieści, bo gdy zaczynają się dialogi lub rekonstrukcja wewnętrznego życia głównego bohatera, czy wątek obyczajowy, jest jeszcze gorzej, dużo gorzej.
Profesor portugalskiego uniwersytetu nie wiedzący kim są „native Americans”, profesor uniwersytetu z Brazylii, który nie wie co to takiego anagram, szwedzka studentka historii zainteresowana lingwistyką, nie znająca trudnego pojęcia „cyrylica”, to tylko niektórzy z bohaterów tej opowieści. Łatwo sobie wyobrazić, jaką ucztą intelektualną są ich rozmowy, równie wstrząsające jak rozważania głównego bohatera, gdy dostrzegł na księgarskiej półce dzieło innego historyka, „Imię róży”: „Wielka powieść, trudna, lecz interesująca. Nigdy nikt inny w tak dogłębny sposób nie spenetrował średniowiecznej mentalności”. Wątek romansowy i kryminalny ulepione są zaś z najbanalniejszych klisz i stereotypów opisanych nieznośnie napuszonym stylem z najwyższego diapazonu tandetnej egzaltacji, jaki można sobie wyobrazić. Stylem, który jednak skutecznie utrudnia kampowe odebranie tej książki jako niezamierzonej parodii, co najmniej równie skutecznie ośmieszającej gatunek jak „Kod Edy Vinci”. Próby przypomnienia sobie gorszej książki przeczytanej w 2010 roku okazały się próżne, trudno sobie zresztą gorszą pozycję nawet wyobrazić.
koniec
12 stycznia 2011

Komentarze

13 I 2011   12:45:44

\"Kod Leonarda da Vinci\" to według mnie jedna z najgorszych książek świata, mogąca służyć za wzór \"jak nie należy tworzyć bohaterów\", \"jak nie należy pisać o historii\", \"jak podać oczywiste rzeczy jako niewiarygodne sensacje\", oraz \"jak należy prowadzić promocję beznadziejnej książki, by sprzedać miliard egzemplarzy\" :) Robert Langdon to najbardziej mdła postać literacka, jaką znam, więc skoro ten profesor jest jeszcze nudniejszy od niego, a książka gorsza (chociaż widzę, że autor recenzji raczej tę powieść lubi :)), to chyba po nią nie sięgnę...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Perły ze skazą: Sąd – sądem, ale sprawiedliwość…
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Gdy odchodzi stary świat i rodzi się nowy, zawsze dochodzi do konfliktów – niekiedy politycznych, niekiedy etycznych. W „Sądzie” Władimira Tiendriakowa – niewielkiej powieści, którą można uznać za majstersztyk prozy psychologicznej – oba te aspekty wzajemnie się przenikają. I z tego powodu ze zdwojoną siłą uderzają w kręgosłup moralny starego myśliwego Siemiona Tietierina.

więcej »

Mała Esensja: Wszystkie bziki Julka
Marcin Mroziuk

24 I 2022

W „Moim bracie czarodzieju” młodzi czytelnicy mogą poznać Juliana Tuwima od dość nietypowej strony. Nie dość bowiem, że Anna Czerwińska-Rydel skupiła się tutaj na przedstawieniu dzieciństwa przyszłego poety, to na dodatek narratorką uczyniła jego młodszą siostrę Irenę.

więcej »

Coś się dzieje
Joanna Kapica-Curzytek

23 I 2022

„Zostaw świat za sobą” amerykańskiego pisarza to kameralna proza psychologiczna z motywami postapo. Co się wydarzy, gdy konieczność zaufania obcym ludziom to ostatnia rzecz, która pozostała?

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.