Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Marek S. Huberath
‹Vatran Auraio›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVatran Auraio
Data wydania10 lutego 2011
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-0804-569-5
Format500s. 123×197mm
Cena44,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Człowiek składa jaja tylko raz
[Marek S. Huberath „Vatran Auraio” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wypisane na końcach książek daty sugerują, że „Vatran Auraio” zaczął powstawać mniej więcej w tym samym czasie, co ostatnia dotąd powieść Marka Huberatha – „Miasta pod Skałą”. Skoro jednak tworzenie drugiego z wymienionych dzieł zajęło „tylko” dziewięć lat, nad nowym tomiszczem pracował autor przez trzynaście. Mimo to nie należy spodziewać się prozy jeszcze bardziej monumentalnej i gęstej: premierowy utwór jest na tle poprzedniej pozycji skromną, kameralną opowieścią.

Mieszko B. Wandowicz

Człowiek składa jaja tylko raz
[Marek S. Huberath „Vatran Auraio” - recenzja]

Wypisane na końcach książek daty sugerują, że „Vatran Auraio” zaczął powstawać mniej więcej w tym samym czasie, co ostatnia dotąd powieść Marka Huberatha – „Miasta pod Skałą”. Skoro jednak tworzenie drugiego z wymienionych dzieł zajęło „tylko” dziewięć lat, nad nowym tomiszczem pracował autor przez trzynaście. Mimo to nie należy spodziewać się prozy jeszcze bardziej monumentalnej i gęstej: premierowy utwór jest na tle poprzedniej pozycji skromną, kameralną opowieścią.

Marek S. Huberath
‹Vatran Auraio›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVatran Auraio
Data wydania10 lutego 2011
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-0804-569-5
Format500s. 123×197mm
Cena44,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Vatran Auraio” nie wymaga od czytelnika takiej erudycji jak „Miasta…”, nie ma właściwego owej książce czy „Gniazdu światów” rozmachu ani oryginalnej konstrukcji drugiego z wymienionych, akcja toczy się nie w różnych uniwersach lub krainach, ale na niewielkim skrawku ziemi. W Matcinaj Dolane mieszka prosta społeczność, której rytmem życia włada mniej więcej czterokrotnie dłuższy od ziemskiego rok; niczym „Chłopi” w kosmosie, jest nowe dzieło pisarza barwnym opisem jednego takiego cyklu wraz z jego stałymi rytuałami i wydarzeniami przygodnymi.
Osadnicy, których przodkowie pochodzili z naszej planety, mają swój konsekwentnie wykreowany przez Huberatha język (słowiański, więc łatwy do zrozumienia, choć w pierwszych rozdziałach pada w nim kilkadziesiąt terminów), szkołę z nauczycielem, wodza zwanego vedanem oraz żmudną, ale nieskomplikowaną i zwyczajną codzienność: chłopcy się biją, dziewczyny plotkują, wszyscy zaś pracują i unikają dzikich zwierząt, tylko trochę przypominających ziemskie drapieżniki. Ciężkie warunki nie pozwalają żyć długo – w przeliczeniu na nasze: dwadzieścia kilka lat, które w dodatku mało kto wieńczy śmiercią naturalną – zwyczajem jest zgon podczas pewnego ostatecznego dla uczestników, ale koniecznego do przetrwania wspólnoty obrzędu. Zresztą rezygnacja z niego prawie nie przeciąga bytowania, a nieprzyśpieszone zejście wiąże się z męczarnią – w dolinie wszystko się rozpada, także ludzie, nawet „papier wytrzyma dłużej tylko przechowywany wysoko w górach”.
Właśnie tam mieszka Vatran Auraio, Płomienisty Orzeł, niegdyś zwykły osadnik o imieniu Ajfrid. Studiuje pradawne zapiski pozostawione przez minione pokolenia. Dzięki symbiozie z przypominającymi pióra organizmami, które wszczepione człowiekowi pozwalają mu dłużej przetrwać, może stać na straży wiedzy i gromadzić nową, a jako najstarszy z ludzi, obdarzony ponadto zachwycającą prezencją, cieszy się wśród wieśniaków niezachwianym autorytetem. Rozkazuje przywódcy i nauczycielowi, prowadzi lokalne ceremonie, teatralnie potrząsając opierzeniem; jest swego rodzaju kapłanem.
Mimo to wydaje się, że brak „Vatran Auraio” teologicznej podbudowy. To o tyle ciekawe, że opowiadanie o realiach mocno kojarzących się z premierowym tekstem, „Maika Ivanna” (dołączona do książki obok „Spokojnego, słonecznego miejsca lęgowego”), jest jednym z utworów autora, w których zawsze przecież dlań ważne religijne wątki odgrywają największą rolę – nie, choć to częste u Huberatha, eschatologiczne spekulacje, ale pobożność bohaterów. Tutaj wprawdzie wypada niekiedy podążyć biblijnym tropem, lecz to raczej przyprawa niż klucz do powieści. Świat „Maiki Ivanny” też jest światem kolonistów, kolonistów z tej samej Ziemi, ale jest jej bliższy – w Matcinaj Dolane próżno szukać dobrze zachowanego śladu po znanej nam cywilizacji, a te, które są, są niezrozumiałe – jak zupełnie niejasne dla Ajfrida nawiązanie do dziejów Kaina i Abla.
Wciąż jednak to bardzo huberathowska książka. Napisana językiem starannym i urokliwym, a zarazem na tyle codziennym, by prezentowana obcość wydawała się czymś naturalnym. Imponująca kunsztem i ścisłością w budowaniu egzotycznej rzeczywistości. Powracająca do ulubionych motywów pisarza: autor z pasją deformuje ciała (żywe i martwe), wiesza czaszki na hakach, wreszcie: daje upust fascynacji perspektywą zrastania się ludzkich tkanek z tymi należącymi do innych, zmyślnie zaprojektowanych przez twórcę organizmów. I tak, jak „Miasta pod Skałą” kazały się zastanawiać, czy człowiek w skórze bestii nadal jest człowiekiem, tak podczas lektury nowej powieści krakowskiego profesora trudno uciec od pytania, czy istotą w pełni ludzką jest opierzony odmieniec, który odżywia się przy pomocy procesu przypominającego fotosyntezę.
Zwłaszcza że owa wątpliwość ma co najmniej dwa poziomy. Ajfrid różni się przecież od mieszkańców kolonii; był kiedyś jednym z nich, lecz po wszczepieniu piór został kimś innym nie tylko ze względu na pełnioną funkcję i jej symbolikę – zmienił się fizycznie. Rozważa jednak nie swoje więzy z osadnikami, ale to, co ich – i jego – jeszcze łączy z poznawanymi z rycin i tekstów Homo sapiens. Wszak w Matcinaj Dolane zapada się w zimowy letarg, kobiece biodra nie są szersze od męskich, a każda wydzielina ciała ma czerwoną barwę. W Matcinaj Dolane „wszystkie zwierzęta składają jajka. Człowiek nie jest tu wyjątkiem”.
Ja jednak chciałbym czytać „Vatran Auraio” skromniej – jako powieść o otusze. O tym, że może być gorzej, ale w tym gorzej można trwać. Chciałbym widzieć tę książkę jako historię o samotności – zarówno tej z wyboru, jak i z braku wyjścia. Chciałbym odczytywać ów tom jako rzecz o chwiejności nauki i bezradności wobec natury, o obsesjach i szaleństwie, do których doprowadzić może nieumiejętność pogodzenia się z rzeczywistością, o podłości i głupocie, i naiwności, i sile; o ludziach po prostu – małych, dużych, lecz przede wszystkim średniej wielkości. I chciałbym czytać „Vatran Auraio” jako powieść o wygasaniu – wygasaniu żyć, czasów i myśli, ale nie wszystkich i wbrew naszym wyborom, bo „myśli nie da się zabić. Co najwyżej same umierają”.
A Marek Huberath może budować różne uniwersa, wciąż jednak pisze z grubsza o tym samym – i robi to mądrze, bez fasadowości i nadęcia.
koniec
24 stycznia 2011

Komentarze

24 I 2011   15:31:51

Musthave

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Perły ze skazą: „Najpiękniejsza historia miłosna świata”
Sebastian Chosiński

20 I 2022

Jak po latach patrzymy na literaturę powstającą w Związku Radzieckim, która zalewała księgarnie w czasach Polski Ludowej? Jak na coś, co przeminęło i nie powinno już wrócić. Niesłusznie! Wśród wielu propagandowych, mało wartościowych dzieł publikowano bowiem również prawdziwe perły – nowele, opowiadania i powieści, które do dzisiaj lśnią nadzwyczajnym blaskiem. Jak „Dżamila”, wczesne dzieło Czingiza Ajtmatowa, klasyka prozy kirgiskiej.

więcej »

Mała Esensja: Puste postumenty
Marcin Mroziuk

18 I 2022

W Warszawie jest wprawdzie mnóstwo okazałych monumentów i skromniejszych rzeźb, ale na co dzień mieszkańcy mijają je obojętnie, a co gorsza niewiele wiedzą nawet o tych będących turystycznymi atrakcjami. W „Śledztwie inspektora Mątwy” Małgorzata Strękowska-Zaremba przedstawia zupełnie zwariowaną historię, która uświadamia młodym czytelnikom, ile stolica straciłaby bez pomników Syreny czy Szczęśliwego Psa.

więcej »

Łowcy, zbieracze, wędrowcy
Joanna Kapica-Curzytek

16 I 2022

Koczownicy? W Stanach Zjednoczonych? W dzisiejszych czasach? Jest ich więcej niż sądzimy. I wędrują po kraju z powodów zupełnie innych, niż byśmy sobie wyobrażali. Reportaż „Nomadland” opisuje ich losy, przynosząc także gorzką refleksję o tym, że przewidywalny, bezpieczny świat to miraż.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Czerwiec 2015
— Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek

Tegoż twórcy

Sympozjum ostateczne
— Konrad Wągrowski

Balsam dojrzałej lektury
— Marcin Zwierzchowski

Sekretarz Diabła
— Magdalena Sperzyńska

Łamigłówki Marka S. Huberatha
— Magdalena Śniedziewska

Pierwszy czytelnik
— Artur Długosz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.