Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Robert Jordan
‹Oko Świata›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOko Świata
Tytuł oryginalnyThe Eye of the World
Data wydania2000
Autor
PrzekładKatarzyna Karłowska
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7150-662-7
Format928s. 115×183mm
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Raz do Koła: Opowieść czas zacząć
[Robert Jordan „Oko Świata”, Robert Jordan „Wielkie polowanie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zapewne każdy szanujący się fan fantasy choćby słyszał o „Kole Czasu” Roberta Jordana. Ja sięgnęłam po cykl dopiero ostatnio i, co tu gadać, wciągnęło mnie nawet mimo uprzedzeń, z jakimi przystępowałam do lektury.

Beatrycze Nowicka

Raz do Koła: Opowieść czas zacząć
[Robert Jordan „Oko Świata”, Robert Jordan „Wielkie polowanie” - recenzja]

Zapewne każdy szanujący się fan fantasy choćby słyszał o „Kole Czasu” Roberta Jordana. Ja sięgnęłam po cykl dopiero ostatnio i, co tu gadać, wciągnęło mnie nawet mimo uprzedzeń, z jakimi przystępowałam do lektury.

Robert Jordan
‹Oko Świata›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOko Świata
Tytuł oryginalnyThe Eye of the World
Data wydania2000
Autor
PrzekładKatarzyna Karłowska
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7150-662-7
Format928s. 115×183mm
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Swego czasu zarzekałam się, iż nie zamierzam czytać kolejnych książek fantasy opiewających przygody magicznie uzdolnionych pastuszków-Wybrańców Przeznaczenia1). Zdarzyło mi się też porzucić lekturę powieści, której pierwszych sześćdziesiąt stron oględnie mówiąc nie obfitowało w wydarzenia (jako osoba wychowana na twórczości Le Guin przywykłam do szlachetnej zwięzłości narracji). „Oko świata” kupiłam z zamiarem podarowania go osobie będącej zagorzałym fanem cyklu „Miecz prawdy”. Zdarzyło mi się jednak otworzyć książkę na chybił trafił w kilku miejscach i przeczytać garść fragmentów… co skończyło się stosem opasłych tomów szybko rozrastającym się na mojej półce. Trudno mi nawet do końca wyjaśnić, co mi się spodobało w tych urywkach. Być może malowniczość opisów, gdzieniegdzie okraszonych frazami w rodzaju „gwiazdy iskrzyły się nad horyzontem”, może naturalność dialogów.
Robert Jordan okazał się znakomitym przykładem tego, że czasem „jak” bywa ważniejsze niż „co”. Bo choć w niektórych przypadkach widać oryginalny wkład autora, trudno uznać „Koło Czasu” za rzecz odkrywczą. Są podnoszące łeb siły zła i ich plugawe armie, są – a jakże – prastare proroctwa oraz dzielni młodzi bohaterowie przeznaczeni do wyższych celów. A jednak wszystko to opisane przez Jordana „zagrało”, w efekcie czego powstał jeden z najdłuższych i najpopularniejszych cykli fantasy. I chociaż wiele zarzutów można „Kołu Czasu” wytoczyć, to nawet uświadomienie ich sobie nie psuje lektury, ba, pisarzowi udało się przekuć niektóre wady na zalety.
Choćby owa powtarzalność schematu fabularnego – w pewien sposób staje się ramą, w którą wplecione zostaje mnóstwo szczegółów i pobocznych historii. Wykorzystanie znanych motywów wywołuje odczucie swego rodzaju swojskości. Czytelnik szybko orientuje się, kto jest kim i jaką rolę przyjdzie mu spełnić. Do tego dochodzi świadomość, że zdecydowana większość głównych bohaterów przeżyje, więc można bez obaw się do nich przywiązać i śledzić ich losy ze spokojną pewnością, iż autor nie przerwie ich w żaden dramatyczny sposób.
Pierwszy tom – „Oko świata” – zaczyna się dosyć tradycyjnie. Jest położona na uboczu wioska, której mieszkańcy wiodą żywot zgoła sielankowy. Generalnie daleko im do obrazu chłopów znanego nam z polskiej literatury (z dziełem Reymonta na czele) – porządek, dostatek i pełna kultura (większość jest zagorzałymi wielbicielami literatury a za największą atrakcję uważają wizytę wędrownego barda)2). Jest wspomniany wyżej pasterz – chłopak imieniem Rand, który pewnego dnia dostrzega obserwującego go czarnego jeźdźca. Jak nietrudno zgadnąć, wkrótce potem siły zła przypuszczą swój pierwszy atak. Szczęśliwie do wioski w czasie odpowiednim przybywa Gandalf płci żeńskiej (o dźwięcznym imieniu Moiraine), celem udaremnienia zamysłów mrocznych sług tudzież zabrania Randa w wielki świat. Poza młodym pasterzem Dwie Rzeki opuszcza także grupka innych osób, które oczywiście również staną się głównymi postaciami cyklu.
Następne kilkaset stron zajmuje ucieczka przed sługami zła, w czasie której bohaterowie przemierzają sporą część mapy, odwiedzają rozmaite przyjazne lub złowrogie miejsca, a także zdobywają nowych przyjaciół i wrogów. W pewnym momencie rozdzielają się, co niestety jest przeprowadzone dosyć na siłę3), ale dzięki czemu akcja może potoczyć się kilkutorowo, a i zmagania z przeciwnościami losu oraz depczącym po piętach pościgiem wydają się bardziej dramatyczne. Mniej więcej po siedmiuset stronach Jordanowi przypomina się, że przydałby się jakiś punkt kulminacyjny, pozwalający „zamknąć” powieść, więc każe bohaterom przestać uciekać i wyruszyć na splugawione tereny w celu wykonania nagle wynikłego zadania.

Robert Jordan
‹Wielkie polowanie›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielkie polowanie
Tytuł oryginalnyThe Great Hunt
Data wydania2002
Autor
PrzekładKatarzyna Karłowska
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7298-181-7
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
I choć zarys fabuły raczej nie wyda się intrygujący, sposób jej realizacji zasługuje na uznanie. Jordanowi udało się tchnąć życie w stworzony przez siebie świat; sprawić, by traktowało się go jako miejsce, do którego można się przenieść przy pomocy książki, a nie jako kolorowy sztafaż. Spory udział ma w tym zapewne dokładność jego przedstawiania, choć ta ostatnia nie każdemu się spodoba. Szczegółowość opisu będzie zaletą dla tych, którzy lubią wizualizować sobie pojawiające się w książkach miejsca i postaci. Z drugiej strony osoby preferujące szybką akcję, albo zwolennicy opisów krótkich acz treściwych, mających na celu uchwycenie najbardziej istotnych cech, zanudzą się śmiertelnie, czytając o tym, jakich kształtów i kolorów wzór zdobił dywanik w pomieszczeniu, do którego akurat weszli bohaterowie. Trzeba przy tym wspomnieć, że niektóre odmalowywane przez Jordana wizje naprawdę zapadają w pamięć, jak choćby ogromne miasta, ozdobione setkami wież. Do tego dochodzą drobne smaczki w rodzaju nękających głównych bohaterów snów, za pomocą których zło usiłuje ich skorumpować a będących okazją do kreślenia surrealistycznych pejzaży.
Inną niewątpliwą zaletą powieści są postaci. Jordan zasadniczo nie wgłębia się nadmiernie w ich psychologię a w przypadku niektórych bohaterów udzielane informacje są nader skąpe. A jednak czytelnik tworzy sobie ich obraz, co więcej, zaczyna żywić do nich uczucia. Ponadto spora ilość pojawiających się na kartach książek protagonistów sprawia, iż jest w czym wybierać. Myślę, że jest to drugi (obok udanej kreacji świata) klucz do sukcesu „Koła Czasu”. Ostatecznie nic tak nie przykuwa do wielotomowego cyklu, jak zaciekawienie dalszymi losami lubianych bohaterów.
Warto także wspomnieć, że Jordan miał też bardzo dobry pomysł na ta’veren – osoby mogące odkształcać Wzór: naginać ku sobie wydarzenia, zmieniać koleje losów pojedynczych osób i narodów. Dzięki tej prostej i eleganckiej koncepcji, w myśl której niezwykłe zbiegi okoliczności, czy zadziwiające decyzje drugoplanowych bohaterów zostają wpisane w konstrukcję świata, autor uniemożliwił krytykowanie go za mało „realistyczny” przebieg fabuły.
Drugi tom cyklu w pewien sposób powiela początkowy schemat. Bohaterom nie jest dane długo odpoczywać w bezpiecznym miejscu i cieszyć się zwycięstwem. Zło przypuszcza kolejny atak. Dla odmiany tym razem Rand wraz z dwojgiem przyjaciół, Matem i Perrinem wyruszają w pościg, chcąc odzyskać skradziony przez sługi ciemności artefakt. Ich nad wyraz uzdolnione magicznie przyjaciółki udają się do Tar Valon, stolicy Aes Sedai (tak nazywają się w tym świecie władający Mocą) rozwijać swe umiejętności. Tam czekają je próby (Jordan dość trafnie zakłada, że ich największą słabością są mężczyźni), nowe przyjaźnie i wyzwania. Znowu jest sporo opisów podróży, bohaterowie po drodze wpadają w rozliczne tarapaty, zaś na sam koniec zafundowana zostaje czytelnikowi bitwa, która mnie przynajmniej wydała się dość słabo podbudowana. Owszem, raz na jakiś czas Jordan w krótkich rozdziałach przedstawia migawki dotyczące intryg i planów, mogących zaszkodzić głównym bohaterom, jednak jest to dla mnie nazbyt fragmentaryczne i nie zdołałam sobie na tej podstawie stworzyć jakiegoś spójnego obrazu4) (poza tym oczywiście, iż większość czarnych charakterów za cel ostateczny stawia sobie zdobycie władzy nad światem).
„Wielkie polowanie” upływa pod hasłem niezgody bohaterów na pisane im przeznaczenie. Dotyczy to przede wszystkim Randa, który nie ma szczególnej ochoty być zapowiadanym w proroctwach wybrańcem i ze zwrotu „jestem tylko zwykłym pasterzem”, czyni prywatną mantrę. Również Perrin zmaga się ze swoimi niedawno odkrytymi szczególnymi umiejętnościami a Mat, gdyby tylko mógł, trzymałby się jak najdalej od Aes Sedai. To akurat jest niezłym pomysłem, choć sądzę, że dałoby się owe rozterki opisać w sposób bardziej dramatyczny. O ile „Oko świata” można było uznać za pewną całość „Wielkie polowanie” sprawia wrażenie książki usytuowanej „pomiędzy” – jest w zasadzie tylko pewnym rozwinięciem, posuwa akcję do przodu, lecz niewiele rozwiązuje i pozostawia czytelnika w poczuciu zawieszenia – a także oczekiwania na kolejne tomy.
Choć często się nad tym zastanawiam, nie potrafię wyjaśnić na czym polega „to coś” co sprawia, że niektóre książki potrafią zawładnąć naszą wyobraźnią. „Koło Czasu” kojarzy mi się przede wszystkim z opowieścią, snutą leniwie przy kominku, podczas gdy za oknami hula zamieć. Ma w sobie swoistą nieśpieszność długich, zimowych wieczorów i egzotykę dalekich krain.
koniec
17 kwietnia 2011
PS. Gwoli ścisłości warto wspomnieć, że z racji sporej objętości w pierwszym wydaniu zarówno „Oka świata”, jak i „Wielkiego polowania” tomy te były podzielone na dwie części każdy („Wielkie polowanie” zostało podzielone na „Wielkie polowanie” i „Róg Valere”), natomiast ich wznowienia były już jednotomowe.

1) Swoją drogą ciekawe, dlaczego w tak wielu tekstach fantasy akurat pasterze są predestynowani do wyższych celów. Zastanawiam się, czy mniej lub bardziej uświadomione konotacje sięgają aż do Biblii (Mojżesz, Dawid), czy też po prostu pasterz kojarzy się z osobą mniej przywiązaną do ziemi i bardziej otwartą na zmiany, zatem mogącą bez większych przeszkód porzucić wszystko i wyruszyć na Wyprawę. Chociaż w niektórych przypadkach możliwe jest też znacznie prostsze wytłumaczenie, mianowicie – każdemu wydaje się, że wie, jak wygląda praca pasterza, więc jej opisanie nie nastręcza kłopotów, a ponadto wypasanie zwierząt zapewne często było zajęciem wiejskich dzieci.
2) W oczach czytelnika wychowanego na „Janku muzykancie” i „Antku” wygląda to dość pociesznie.
3) Sądzę, że pilnowanie, aby podczas jazdy przez bardzo niebezpieczne miejsce wszyscy trzymali się blisko siebie nie jest pomysłem, na który trudno wpaść.
4) Na przykład nie do końca rozumiem, jakie były wytyczne oddziałów Białych Płaszczy, które udały się na zachód w „Wielkim polowaniu”.

Komentarze

20 IV 2011   10:49:50

Dobra recenzja! Jednak patrząc na całą serię, jestem sceptyczny.

Swojego czasu przeczytałem dziesięć pierwszych tomów WoT-a (mam na myśli oryginalną numerację). Pierwszy tom czytałem z wypiekami na twarzy, drugi był odrobinę słabszy, trzeci wrócił do pionu, czwarty był niezły, ale z dłużyznami. Natomiast od piątego jakość zaczęła spadać na łeb na szyję -- światełkami w ciemności nudy były tylko zakończenie tomu szóstego i ostatnia ćwiartka dziewiątego, kiedy to wreszcie coś się DZIAŁO.

Być może kiedyś sięgnę po ostatnie tomy, ale najpierw poczekam, aż Sanderson dokończy całość.

Z perspektywy czasu oceniam WoT-a kiepsko. Mówiąc bez ogródek -- cykl zbyt często ociera się o grafomanię. Autor przedkłada niekończące się opisy strojów i miejsc nad akcję; wprowadza tuziny nowych postaci zamiast pochylić się nad starymi. Infantylnie ukazano związki męsko-damskie, razi też Jordanowski feminizm (nie dlatego, że to feminizm, tylko dlatego, że Jordan nie radzi sobie ze sprawnym wkomponowaniem go w powieść i w strukturę świata przedstawionego). Styl autora również pozostawia wiele do życzenia (chociaż bardzo zły nie jest).

WoT byłby niezły jako setting do gry RPG (podstawkę w gruncie rzeczo wydano, szkoda tylko że dedekową), ale jako literatura stanowi ostrzeżenie przed rozdętymi ponad miarę, wlekącymi się jak flaki z olejem cyklami fantasy. Ostrzeżenie skierowane zarówno do czytelników jak i autorów -- Jordan umarł przecież przed dokończeniem swojego opus magnum.

Beatrycze: Nadtytuł "Raz do Koła" sugeruje, że masz zamiar zrecenzować wszystkie tomy, tak? :)

20 IV 2011   11:08:30

Odpowiem za autorkę: recenzje wszystkich wydanych w Polsce tomów cyklu właściwego (czyli poza „Nową wiosną”) są już gotowe, będą ukazywały się sukcesywnie co niedzielę.

20 IV 2011   11:47:19

@ Borys

Dziękuję. Opisy strojów zwłaszcza zaczynają nużyć w pewnym momencie ponad miarę. Co do innych rzeczy, zapraszam do dalszych recenzji :)

Mhm, jako setting na pewno może być ciekawy. Tylko, żeby to naprawdę grało trzeba by przysiąść bardzo porządnie nad mechaniką magii - w książce bohaterowie mogą to, co akurat pasuje narratorowi, natomiast w grze trzeba jakieś granice postawić - maksymalne ilości przenoszonej mocy, umiejętność pracy z poszczególnymi żywiołami a w dodatku jakoś to połączyć z talentami i obarczyć ryzykiem w przypadku przenoszenia ilości bliskim maksymalnym możliwościom. No i sploty zapewne trzeba by było jakoś określić. Nie wiem, jak to jest rozwiązane w tej edycji, która wyszła, ale osobiście nie jestem wielką fanką D20.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

O wewnętrznej wolności
Joanna Kapica-Curzytek

28 XI 2020

Z dystansem, humorem, ale bez nadmiernego odsłaniania swojej prywatności – taki jest legendarny dziennikarz, autor kultowych radiowych audycji, w książce „Głos. Wojciech Mann w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską”.

więcej »

Krótko o książkach: Dzieciom należą się piękne książki
Joanna Kapica-Curzytek

27 XI 2020

Książka Barbary Gawryluk przybliża nam i ocala od zapomnienia fenomen polskiej szkoły ilustracji książkowej dla dzieci sprzed kilkudziesięciu lat. „Ilustratorki i ilustratorzy” będzie dla niejednego czytelnika sentymentalnym powrotem do książek z okresu dzieciństwa.

więcej »

PRL w kryminale: Do sześciu razy sztuka
Sebastian Chosiński

26 XI 2020

Połowa lat 70. XX wieku nie była najlepszym okresem dla Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Jego powieści stawały się coraz bardziej schematyczne, a fabuła łatwa do przewidzenia. Od czasu do czasu trafiała się jednak perełka. Jak chociażby „Inspektor ze Scotland Yardu”, którego można zaliczyć do ścisłego grona najlepszych „powieści milicyjnych” warszawskiego prozaika.

więcej »

Polecamy

Kochać to nie znaczy zawsze to samo

Na rubieżach rzeczywistości:

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Daleko jeszcze?
— Beatrycze Nowicka

Całkiem elegancki splot Ducha
— Beatrycze Nowicka

Koło toczy się dalej
— Beatrycze Nowicka

Historia niedokończona
— Beatrycze Nowicka

Jak pisać, żeby nie napisać
— Beatrycze Nowicka

Nad rozlewiskiem fabuły
— Beatrycze Nowicka

Bez fajerwerków
— Beatrycze Nowicka

Dwuznaczny mesjasz
— Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Męczmy się więc
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Z kamerą wśród idiotów
— Beatrycze Nowicka

Pieśń ucichła
— Beatrycze Nowicka

Demony i magowie albo jeźdźcy smoków z Furii
— Beatrycze Nowicka

Dozwolone do lat osiemnastu
— Beatrycze Nowicka

Miejsca, które warto odwiedzić: Wieś, która odpływa w przeszłość
— Beatrycze Nowicka

Ku pognębieniu serc
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Weź głęboki oddech
— Beatrycze Nowicka

Pożądanie do znudzenia
— Beatrycze Nowicka

Krótko o komiksach: Gdy tatusia masz ambitnego
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.