Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Robert Jordan
‹Rozstaje zmierzchu›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRozstaje zmierzchu
Tytuł oryginalnyCrossroads of Twilight
Data wydania19 października 2004
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7298-664-9
Format498s. 115×183mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Raz do Koła: Historia niedokończona
[Robert Jordan „Rozstaje zmierzchu”, Robert Jordan „Wichry cienia”, Robert Jordan „Gilotyna marzeń”, Robert Jordan „Książę Kruków” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Z dwóch ostatnich pisanych przez Jordana tomów „Koła Czasu” X sprawia wrażenie kolejnej gry na zwłokę. W tomie XI akcja szczęśliwie nieco przyspiesza, a wiele pobocznych wątków znajduje swoje rozwiązanie.

Beatrycze Nowicka

Raz do Koła: Historia niedokończona
[Robert Jordan „Rozstaje zmierzchu”, Robert Jordan „Wichry cienia”, Robert Jordan „Gilotyna marzeń”, Robert Jordan „Książę Kruków” - recenzja]

Z dwóch ostatnich pisanych przez Jordana tomów „Koła Czasu” X sprawia wrażenie kolejnej gry na zwłokę. W tomie XI akcja szczęśliwie nieco przyspiesza, a wiele pobocznych wątków znajduje swoje rozwiązanie.

Robert Jordan
‹Rozstaje zmierzchu›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRozstaje zmierzchu
Tytuł oryginalnyCrossroads of Twilight
Data wydania19 października 2004
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7298-664-9
Format498s. 115×183mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Kończąc lekturę części „Koła Czasu” autorstwa Jordana, nie sposób nie zadumać się nad ironią losu i nad tym, jak łatwo rzeczywistość niweczy rozległe plany. Tytuł ostatniego tomu, zwłaszcza w jego polskim tłumaczeniu – „Gilotyna marzeń” – także brzmi znacząco w kontekście śmierci pisarza. Niewątpliwie Robert Jordan miał wizję. Pozwolił jej się jednak nadmiernie rozrosnąć i oto nagle okazało się, że nie zdążył dokończyć jej opisywania.
Tom dziesiąty jest kolejnym przykładem tego, jak autorowi nie spieszyło się z popychaniem akcji do przodu. Pod względem konstrukcyjnym podobny jest do poprzednich: obszerny prolog, po nim bloki rozdziałów poświęconych kolejnym bohaterom i od czasu do czasu napomknienia o działaniach Sprzymierzeńców Ciemności.
Fabuła także nie zaskakuje. Perrin odnalazł miejsce, w którym jest przetrzymywana jego żona i zastanawia się, jak wyciągnąć ją z rąk wroga (zresztą sama Faile również przemyśliwuje o ucieczce). Egwene wraz z armią dotarła do Tar Valon i zastanawia się, jak obalić Elaidę, unikając przy tym otwartej wojny. Rand zastanawia się, co począć z Seanchanami. Elayne siedzi w Caemlyn, zastanawia się, gdzie jest Rand i narzeka na przymusową dietę. Mat oddala się od Ebou Dar, rozmyślając nad perspektywą przepowiedzianego mu ożenku. Czytelnik zaś zastanawia się, czemu jeszcze nie zaprzestał lektury cyklu. O ile nie zasypia. I nawet nie ma tym razem finalnego łubudu z udziałem Randa.
Zarzutów wymienionych już w recenzjach poprzednich nie będę powtarzać, dość rzec, że nadal pozostają w mocy. Z pozytywów – jest parę ładnych opisów zimowego lasu, w miarę klimatycznie prezentuje się nawiedzone miasto (szkoda, że bohaterowie odwiedzają je jedynie na czas krótki przy okazji realizacji innych planów), cieszę się też, iż autor przypomniał sobie o postaci Loiala. Dość sensownie wygląda wątek rozgrywek Egwene z Aes Sedai (o ile pominie się fakt, iż liczące sobie nierzadko po kilkadziesiąt, albo nawet sto i więcej lat kobiety zaczynają słuchać młodziutkiej dziewczyny). Przyjemnie czytało mi się o Macie i Tuon, choć w zasadzie jest to standardowy motyw pt. zawadiaka i księżniczka wzbogacony o typowe już dla cyklu kłopoty z nie chcącymi współpracować kobietami. O Elayne szczęśliwie – jak dla mnie, bo z tomu na tom ta postać coraz bardziej mnie irytuje – było stosunkowo niewiele. Wątek Perrina niestety polegał zasadniczo na powtarzaniu, jak to ów bohater kocha swoją żonę, tęskni i zrobi wszystko, by ją ocalić. Doprawdy, pojawiło się to do tej pory w tylu miejscach, że chwilami czułam się, jakby autor traktował czytelnika jak idiotę, któremu trzeba przypominać średnio trzy razy na tom1).

Robert Jordan
‹Wichry cienia›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWichry cienia
Tytuł oryginalnyCrossroads of Twilight
Data wydania14 grudnia 2004
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7298-720-3
Format512s. 115×183mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Ogólnie całość sprawiała wrażenie rozdmuchanych do granic przyzwoitości kilku rozdziałów wyrwanych ze środka większej całości, mających jedynie przygotować grunt pod przyszłe wydarzenia. Jeśli wierzyć rozsianym w Internecie informacjom, sam autor także nie był z niego zbyt zadowolony.
Być może z tego powodu w tomie jedenastym sytuacja wygląda lepiej – bohaterowie wreszcie zaczęli coś robić a akcja wydaje się biec nieco szybciej (jest to pewnie spowodowane większą liczbą wydarzeń). Sporo pobocznych wątków, które ciągnęły się już przez kilka części, wreszcie zostało rozwiązane. Pojawia się także więcej znaków świadczących o nadchodzącej Ostatniej Bitwie (choć nadal tylko dwie osoby zdają się przedsiębrać bardziej bezpośrednie przygotowania). Fragmenty poświęcone poszczególnym bohaterom generalnie są krótsze i przeplatają się częściej, co wprowadza nieco dynamiki.
Tym razem jednym z dominujących akcentów stają się bitwy. Stanowi to miłą odmianę, choć Jordan moim zdaniem przesadza z liczebnością wszelkich oddziałów. Armie liczą tu częstokroć dziesiątki tysięcy i więcej. Autor zapewne chciał wywołać wrażenie ogromu. Tyle że moja wyobraźnia nieszczególnie odróżnia od siebie tysięczno- i dziesięciotysięczną armię, więc jeśli chodzi o efekt emocjonalny nie ma różnicy.
Jest natomiast, kiedy się zastanowić, jak ci wszyscy ludzie, zwykle stacjonujący daleko od swoich rodzimych garnizonów, radzą sobie w kwestiach logistycznych. Ponadto, z któregoś z pierwszych tomów pamiętam opis słabo zaludnionego stepu i towarzyszącą mu refleksję, iż ludzie przegrywają na tym świecie – ich królestwa upadają i zarasta je trawa, liczebność populacji się zmniejsza. Tak samo rodzinna wieś bohaterów – Dwie Rzeki, miała być małą osadą, położoną gdzieś hen, daleko, wśród lasów, sąsiadującą z dwoma podobnymi wioskami. A tu nagle potem okazuje się, że wyruszają z niej setki zbrojnych (no niby mieli tam przybywać uchodźcy, ale aż tylu?). Zresztą napisano, iż oddziały łuczników składały się głównie z „rdzennych” mieszkańców wioski – i znowuż, mieszkańcy Dwu Rzek słyną z władania długim łukiem, do którego opanowania, jak konstatuje narrator w „Księciu Kruków”, trzeba całego życia ćwiczeń, tyle że w pierwszym tomie było wspomniane, iż okolica była spokojna i tylko kilku wieśniaków posiadało broń. Owszem używali łuków ale do polowań – a chyba do polowania w lesie nie używa się długiego łuku?

Robert Jordan
‹Gilotyna marzeń›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGilotyna marzeń
Tytuł oryginalnyKnife of Dreams
Data wydania14 grudnia 2006
Autor
PrzekładJan Karłowski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7506-043-7
Format534s. 115×183mm
Cena35,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W ten sposób, im bardziej analizuje się owe fragmenty batalistyczne, tym więcej pojawia się wątpliwości. Poza tym w sytuacji, w której np. pojawia się „trolloków (…) może i sto tysięcy” po to, by zaatakować jeden dworek, a następnie na paru stronach bohaterowie rozprawiają się z nimi zaklęciami, wygląda to cokolwiek śmiesznie. Zresztą powyższa uwaga dotyczy większości wątków – najpierw setki stron, chciałoby się rzec o niczym, potem nagle raz dwa i po sprawie. Mam wrażenie, że stopniowanie napięcia w ogóle autorowi nie wychodzi – np. potrafi regularnie przypominać, iż w otoczeniu danej postaci był zdrajca, by nagle został on wykryty i to nawet zanim podejmie mniej lub bardziej udaną próbę zaszkodzenia głównemu bohaterowi. Czasem myślę, że może to i lepiej, iż Jordan nie zdążył napisać o Ostatniej Bitwie, bo mogłoby to wyglądać podobnie, a po tych tysiącach stron czytelnicy raczej oczekują godnego finału.
Z innych kwestii – szkoda mi trochę wątku Egwene – pomysł, że trafi w ręce przeciwnika i będzie się tam starała być twarda jest w porządku, ale realizacja – cóż, jeśli łamanie zwierzchniczki zbuntowanych Aes Sedai polega na sprawianiu jej regularnego lania na goły tyłek… Dosyć podobał mi się natomiast wątek Mata oraz krótki fragment związany z Lanem.
Kończąc lekturę tomu nie ma się wrażenia zamkniętej całości, raczej tego, że może wszystko zaczyna wreszcie ruszać ku czemuś konkretnemu. Tyle że Jordan zmarł a pisana przez Briana Sandersona kontynuacja na razie nie ukazała się w języku polskim (zresztą, Sanderson planuje ponoć trzy tomy, co nie wróży dobrze rychłemu rozwiązaniu akcji).
Jeśli zaś podsumować cały cykl – moim zdaniem miał ogromny potencjał, który niestety został w znacznym stopniu zaprzepaszczony, głównie przez żółwie tempo akcji i niepotrzebne grzęźnięcie w detalach. Przez to „Koło Czasu” częstokroć nudzi a to już grzech niewybaczalny dla literatury rozrywkowej.

Robert Jordan
‹Książę Kruków›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKsiążę Kruków
Tytuł oryginalnyKnife of Dreams
Data wydania18 grudnia 2007
Autor
PrzekładJan Karłowski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN978-83-7506-176-5
Format568s. 115×183mm
Cena35,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Pozwolę sobie jeszcze na dygresję końcową już poza „właściwym” tekstem recenzji. Nieraz zastanawiałam się, czym „Koło Czasu” mogło być, opierając się na samych pomysłach. Jest tu barwny świat, odmienny jeśli chodzi o zwyczaje (szczególnie zwraca uwagę wszechobecny matriarchat), nad którym wisi widmo rychłej zagłady. Jest dziwna mieszanka motywów z mitologii nordyckiej i zaczerpniętych z chrześcijaństwa – co widać choćby w owej Ostatniej Bitwie – Tar’mon Gaidon w której mają wziąć udział dawni bohaterowie wezwani przez dźwięk rogu, ale którą zapowiada pękanie kolejnych z siedmiu pieczęci i pojawienie się Przeklętego o imieniu Śmierć2). Od czasu do czasu pobrzmiewają także echa mitu arturiańskiego. Dodajmy do tego wszystkiego kwestię cykliczności historii i reinkarnacji większości dusz, kojarzące się raczej z kulturą wschodu. Ciekawą jest też koncepcja Wzoru. Czasami zdaje się on mieć cechy bytu żywego – wspomina się, że splata on losy bohaterów i obdarza ich możliwościami, by zapobiegli wyzwoleniu się Shai’tana, bo ten ostatni może zniszczyć całą strukturę świata ze Wzorem włącznie.
Wreszcie – bohaterowie. Mat, który w pewnym momencie otrzymuje wspomnienia i umiejętności swoich poprzednich wcieleń. Z jednej strony jest więc chłopakiem wchodzącym dopiero w dorosłość, z drugiej zaś pamięta zamierzchłą historię a także dziesiątki własnych/nie-własnych śmierci. Perrin, potrafiący rozmawiać z wilkami i przemierzać świat snów, posiadający wyostrzone zmysły, który boi się, iż ów dar pozbawi go człowieczeństwa. Rand, słyszący głos jednej ze swoich poprzednich inkarnacji3), czasami zmuszony walczyć o utrzymanie kontroli z panoszącą się w jego umyśle osobowością. Birgitte – bohaterka z legend przypadkiem i przedwcześnie powracająca pomiędzy żywych, borykająca się z postępującą utratą wspomnień.
Naprawdę jest tego aż nadto, by stworzyć coś o zdecydowanie większej sile wyrazu. Z bardziej „realistyczną” polityką, a przy tym z większym naciskiem na mit. Gdyby tak pokazać, jak Wzór zagarnia i mieli żywoty bohaterów, zwykłych wieśniaków przekształca w figury z proroctw – Smoka Odrodzonego, Wilczego Króla i Księcia Kruków. Opisać, jak oni ulegają tym zmianom – walczą, czy może się poddają, co tracą, co zyskują. Czy gdzieś po drodze gubią siebie? Położyć nacisk na kurczący się czas i zbliżające rozstrzygnięcie.
Naprawdę mi szkoda tych niewykorzystanych możliwości. Po raz pierwszy zdarzyło mi się pomyśleć, że przeczytałabym chętnie remake tej historii.
koniec
22 maja 2011
1) Zresztą powtarzanie rozmaitych rzeczy jest dość typowe dla cyklu – od opisów głównych postaci, które pojawiają się niemal w każdym tomie, choć trudno mi uwierzyć, by ktoś zaczynał lekturę od środka, po wypowiadane regularnie przez Mata, Perrina i Randa na przemian słowa, że to pozostali umieją radzić sobie z kobietami, co śmieszne przestało być już dawno.
2) O nawiązaniach do Odyna w postaci Mata już wspominałam nieco wcześniej – walczy on włócznią, ozdobioną dwoma krukami i inskrypcją w której padają słowa pamięć i myśl, ciemny kapelusz z szerokim rondem jest także odwołaniem, niektóre przydomki, którymi określano boga pasują do bohatera np. „zręczny sztukmistrz”, czy „ojciec zwycięstwa”, wreszcie zawisnął on na drzewie w zamian za wiedzę. Perrin dla odmiany jest kowalem i ostatecznie używa młota jako broni, choć nie wiem, czy z tego już należałoby wysnuwać wnioski o podobieństwie do Thora. Jeśli chodzi o Randa – ów dla odmiany zyskuje dwa piętna we wnętrzach dłoni i ranę w boku (do której po pewnym czasie dołącza następna), poza tym przepowiedziano mu, że „by żyć, musi umrzeć” (na tym wszelkie aluzje się kończą).
3) Szkoda, że ów głos zazwyczaj ogranicza się do powtarzania „zabij ich” albo „chcę umrzeć” i rzadko tylko rzuca coś ciekawszego.

Komentarze

22 V 2011   11:32:10

Sanderson planuje trzy tomy, dwa już się po angielsku ukazały (z czego Zysk już ma w zapowiedziach pierwszy "Pomruki burzy") a ostatni prawdopodobnie wyjdzie pod koniec tego roku.
Jeszcze tego nie czytałem, ale opinie fanów wydają się entuzjastyczne - wiele się dzieje i wyraźnie czuć już nadchodzący koniec.

22 V 2011   18:15:42

Przede wszystkim, dzięki za wytrwałość i zrecenzowanie całości! Przyjemnie czytało się o Twoich wrażeniach. Co prawda gdzieniegdzie troszkę się powtarzasz, ale absolutnie nie jest to Twoja wina; odpowiedzialność ponosi sam cykl. ;)

Ad. przypis 1: Sądzę, iż można to tłumaczyć tym, że pierwotnie kolejne tomy ukazywały się w odstępie roku-półtora (a z czasem i dwóch). Należało więc przypomnieć czytelnikowi o pewnych faktach, na zasadzie "Previously on LOST". Ta reguła tyczy się zapewne większości cykli. A że owe przypominajki przeszkadzają komuś czytającemu ciurkiem, to już inna sprawa.

Ad. Twoja dygresja końcowa: Piszesz: "Naprawdę jest tego aż nadto, by stworzyć coś o zdecydowanie większej sile wyrazu". Niby tak, ale IMO mówienie o zaprzepaszczonej szansie byłoby przesadą (nie twierdzę bynajmniej, że Ty sugerujesz "zaprzepaszczoną szansę"). Nie sztuką jest stworzyć -- na przestrzeni 15 lat i 9000 stron -- fantastyczny misz-masz czerpiący i z kultury chrześcijańskiej, i ze wschodniej mistyki, i z mitologii nordyckiej, i z mitów arturiańskich. Wyzwanie polega na dokonaniu atrakcyjnej dla czytelnika syntezy tego wszystkiego oraz na uzupełnieniu jej wciągającą, trzymającą w napięciu fabułą. Tutaj Jordan poległ na całej linii. W moich oczach cykl staje się więc świadectwem jego pisarskiej nieudolności, a nie literackiego pecha (że facet miał dobry pomysł, ale mu nie wyszło).

Ad. ostatnie zdanie: Mnie od wielu lat zastanawia, dlaczego nagminnie powstają remake'i filmowe, ale nikt nie przetwarza na nowo pomysłów literackich. "Władca Pierścieni" spod pióra Sapkowskiego, "2001: Odyseja kosmiczna" spod pióra Dukaja -- to byłoby coś. :)

22 V 2011   18:51:32

Podejrzewam że z książkami jest trudniej ze względu na prawa autorskie. Do scenariusza filmu prawa najczęściej ma jakaś wytwórnia, zgody na remake książki musiałby udzielić autor/jego spadkobierca. Ale i tak czasem powstają, ostatnio „Fuzzy Nation” czyli „Little Fuzzy” (u nas: „Kudłaczek”) H. Beama Pipera w wersji Johna Scalziego http://www.goodreads.com/book/show/9647532-fuzzy-nation

23 V 2011   10:56:00

Na początek, chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytali i komentowali :)
@Borys
Starałam się w miarę możności ograniczyć powtórki ale nie wszędzie mi się udało.

Z tym powtarzaniem w książkach to niby tak, choć jednak wolę, gdy autor liczy na dobrą wolę czytelnika, który w razie czego po prostu zajrzy do tomów poprzednich. Zresztą - rozumiem przypominać jakieś kluczowe wątki fabularne - ale po raz dziesiąty opisywać wygląd postaci, czy to, że Perrin bardzo kocha Faile - to czytelnik raczej pamięta.

Co do potencjału - nie chodziło mi o brak szczęścia, raczej o to - jak piszesz - że autor nie udźwignął całości. Jednak uważam, że stworzenie owego miszmaszu wyjściowego osiągnięciem było, gdyż zarys początkowy prezentował się całkiem nieźle i naprawdę miał potencjał.

23 V 2011   15:53:22

@Beatrycze

"Zresztą - rozumiem przypominać jakieś kluczowe wątki fabularne - ale po raz dziesiąty opisywać wygląd postaci, czy to, że Perrin bardzo kocha Faile - to czytelnik raczej pamięta"

Jeżeli jest to ten sam czytelnik, którego poklask dla Jordana wpycha kolejne tomy na szczyty list bestsellerów, i jeżeli jego pamięć jest równie słaba co gust literacki -- to wtedy pamiętać tych rzeczy bynajmniej nie będzie i przypominać mu je należy. :P


"stworzenie owego miszmaszu wyjściowego osiągnięciem było"

Tutaj bym polemizował. Jedynym dobrym i oryginalnym pomysłem wyjściowym było według mnie stworzenie "osobnych" magii dla kobiet i mężczyzn. Cała reszta to już zapożyczenia i dorzucanie nowych elementów do WoT-owego settingu bez ładu i składu, według własnego widzimisię: "A z Perrina zrobimy wilkołaka, a z Mata inkarnację generała, a z Randa Króla Rybaka...".

23 V 2011   16:54:57

@Borys

To zapewne kwestia gustu. Bywały książki (choć tytułów nie pomnę), w czasie lektury których miałam wrażenie, iż autor nawrzucał wszystkiego, co mu do głowy przyszło i zrobiła się z tego radosna sieka bez ładu i składu.

Wbrew pozorom nagromadzenie elementów, pomysłów i nawiązań jest sprawą bardzo grząską - może rozbić świat albo obnażyć miałkość wizji. Bo wszystko to, co autor umieścił musi się na którymś głębszym poziomie łączyć, co nie każdemu się udaje. Na mnie świat Jordana sprawiał wrażenie spójnego pomimo tych rozmaitych elementów zewsząd i to uważam za zaletę.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Laurka na jubileusz
Joanna Kapica-Curzytek

24 I 2021

„Muzeum luster” to mocny thriller rozgrywający się w madryckim muzeum Prado. Sporo tutaj akcji i sensacji, ale też mnóstwo ciekawostek związanych ze sztuką. Autorem książki jest hiszpański pisarz Luis Montero Manglano, na co dzień zajmujący się ikonografią.

więcej »

Kiedy budzą się demony
Marcin Mroziuk

23 I 2021

Po filmie Wojciecha Smarzowskiego większości dorosłych nie trzeba już uświadamiać, jak straszne rzeczy działy się na Wołyniu w trakcie II wojny światowej. Tym trudniejszym zadaniem wydaje się więc przybliżenie tych wydarzeń dzieciom i młodzieży. Nie ulega jednak wątpliwości, że Dorota Combrzyńska-Nogala w „Niedokończonej opowieści Pepe” doskonale sobie z nim poradziła.

więcej »

PRL w kryminale: Perypetie killera za „żelazną kurtyną”
Sebastian Chosiński

22 I 2021

To wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że tak popularny pisarz, jak Zygmunt Zeydler-Zborowski, autor kilkudziesięciu powieści i mikropowieści kryminalnych, doczekał się w czasach Polski Ludowej jedynie dwóch inscenizacji teatralnych (w Teatrze Telewizji) oraz jednej ekranizacji filmowej. To szczęście spotkało wydaną w 1976 roku książkę „Bardzo dobry fachowiec”. Krzysztof Szmagier przerobił ją na „Przerwany urlop” – i uczynił z niej ostatni odcinek serialu „07 zgłoś się”.

więcej »

Polecamy

Las oblany słonecznym blaskiem

Na rubieżach rzeczywistości:

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Daleko jeszcze?
— Beatrycze Nowicka

Całkiem elegancki splot Ducha
— Beatrycze Nowicka

Koło toczy się dalej
— Beatrycze Nowicka

Jak pisać, żeby nie napisać
— Beatrycze Nowicka

Nad rozlewiskiem fabuły
— Beatrycze Nowicka

Bez fajerwerków
— Beatrycze Nowicka

Dwuznaczny mesjasz
— Beatrycze Nowicka

Opowieść czas zacząć
— Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Męczmy się więc
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Stara miłość i najnowsze odkrycia
— Beatrycze Nowicka

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Z kamerą wśród idiotów
— Beatrycze Nowicka

Pieśń ucichła
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.