Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Robert Jordan
‹Ognie Niebios›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOgnie Niebios
Tytuł oryginalnyThe Fires of Heaven
Data wydania1997
Autor
PrzekładKatarzyna Karłowska
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7150-281-8
Format260s. 115×183mm
Cena25,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Raz do Koła: Bez fajerwerków
[Robert Jordan „Ognie Niebios”, Robert Jordan „Spustoszone ziemie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Tom V „Koła Czasu” niestety zapoczątkowuje tendencję zniżkową cyklu. Jest w nim jeszcze całkiem sporo ciekawych momentów, ale też coraz większy udział w całości zyskują nadmiernie rozbudowane fragmenty, które niewiele wnoszą do fabuły.

Beatrycze Nowicka

Raz do Koła: Bez fajerwerków
[Robert Jordan „Ognie Niebios”, Robert Jordan „Spustoszone ziemie” - recenzja]

Tom V „Koła Czasu” niestety zapoczątkowuje tendencję zniżkową cyklu. Jest w nim jeszcze całkiem sporo ciekawych momentów, ale też coraz większy udział w całości zyskują nadmiernie rozbudowane fragmenty, które niewiele wnoszą do fabuły.

Robert Jordan
‹Ognie Niebios›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOgnie Niebios
Tytuł oryginalnyThe Fires of Heaven
Data wydania1997
Autor
PrzekładKatarzyna Karłowska
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7150-281-8
Format260s. 115×183mm
Cena25,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W moim odbiorze, „Koło Czasu” da się podzielić na dwie części, niestety różniące się jakością, zaś tom piąty lokuje się dokładnie pomiędzy nimi. Zmiana okazuje się stopniowa. Z jednej strony w wielu miejscach powieść trzyma poziom poprzednich części, z drugiej zaś widać symptomy tego, iż fabuła zaczyna wymykać się autorowi z rąk.
Jordan zdecydował się oprzeć na trzech głównych wątkach. Najważniejszy związany jest z Randem i Aielami, kolejne zaś dotyczą perypetii kobiet – w jednym uwaga narratora koncentruje się na Elayne i Nynaeve, w drugim zaś śledzimy losy dwóch byłych Aes Sedai oraz Min. Poza tym od czasu do czasu pojawiają się fragmenty dotyczące niektórych postaci drugoplanowych, całkiem pominięto natomiast wątek Perrina.
Jak to w „Kole Czasu” bywa, akcja rozkręca się powoli. W części pierwszej – „Ogniach niebios” Rand dopiero wyrusza z Rhuidean. Kobiety już wędrują, ale trudno powiedzieć, by towarzyszyły temu jakieś doniosłe wydarzenia. Bohaterki jadą i jadą, nierzadko kłócąc się po drodze i wplątując w kłopoty. Wraz z nimi odwiedzamy kolejne mieściny i oberże, których opisy zaczynają nużyć. Jeśli chodzi o wątek Min, całość sprawia wrażenie – może i nieco zabawnego – ale zapychacza. Natomiast Nynaeve i Elayne… Ciekawam, czy tylko mnie czytanie o tych bohaterkach wprawiało w stan frustracji. Szczególnie, gdy przychodziło mi przedzierać się przez całe akapity wewnętrznych monologów dziewczyn na tematy doniosłe inaczej, albo, co gorsza, kiedy czarodziejki wdawały się w jakiekolwiek interakcje z mężczyznami.
Szczęśliwie druga część – „Spustoszone ziemie” jest ciekawsza. Min oraz jej towarzyszki dotarły, gdzie miały dotrzeć pod koniec „Ogni…”, teraz więc pojawiają się jedynie na krótko. Nynaeve z Elayne nadal podróżują – dzieje się odrobinę więcej, choć niekoniecznie z sensem np. Dziedziczka Tronu nabywa nowych umiejętności w tempie postaci do RPGów. Sporo miejsca poświęcono Randowi i Matowi a tutaj wreszcie ma miejsce sporo istotnych wydarzeń. Opis bitwy zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, potyczka w porcie rzecznym też wypadła przyzwoicie. Ostatnia duża walka – w Caemlyn jest już nieco przeszarżowana, ale ma swój urok zwłaszcza, gdy Rand ściga swojego przeciwnika w Świecie Snów.
Jeśli chodzi o mnie, Jordan mógłby skupić się wyłącznie na Randzie i postaciach wraz z nim wracających z Pustkowia Aiel. To tu dzieją się rzeczy kluczowe dla walki z Cieniem – nowo zdobyta armia Smoka Odrodzonego rozpoczyna swoją kampanię. Wraz z Randem wędruje także Mat, Moiraine, Lan, Egwene i Aviendha – grupka postaci wystarczająco różnorodna, by udźwignąć całą książkę.
Wątek Randa jest przyzwoitą kontynuacją tomów poprzednich, w dwóch pozostałych objawia się natomiast to, co stanie się zmorą części kolejnych – sprawiają one wrażenie sztucznie i niepotrzebnie rozdmuchanych.

Robert Jordan
‹Spustoszone ziemie›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpustoszone ziemie
Tytuł oryginalnyThe Fires of Heaven
Data wydania1998
Autor
PrzekładKatarzyna Karłowska
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN83-7150-336-9
Format559s. 115×183mm
Cena25,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Na koniec pozwolę sobie na dygresję odnośnie kobiet w „Kole Czasu”. Nie mogę powiedzieć, bym przeczytała sporo książek, które można by określić mianem „fantasy feministycznej” – tym niemniej w żadnej z nich świat nie był aż tak matriarchalny. U Jordana większość władzy sprawowana jest przez kobiety – i to na każdym szczeblu: od wszelkiej maści królowych oraz Imperatorowej Seanchan, przez budzące powszechny strach Aes Sedai, Mądre Aielów, czy Mistrzynie Ludu Morza, aż po wioskowe Koła Kobiet, szantażujące mężczyzn brakiem posiłków i spaniem w stodole1).
Również sposób myślenia przedstawicielek płci pięknej odzwierciedla ten system2) – mężczyźni mają być posłuszni, sytuacja odwrotna jest nie do pomyślenia. Ukrywanie czegoś przed towarzyszem podróży to rzecz jak najbardziej uzasadniona, lecz to, że ów towarzysz ma także swoje tajemnice wywołuje święte oburzenie. To mężczyźni są aroganccy i bezczelni (gdy np. próbują wyperswadować jakąś głupotę, lub zwrócić uwagę a niewłaściwe zachowanie), kobieta zaś może okładać znajomego kijem i we własnym mniemaniu ma do tego niezbywalne prawo, więcej – czyni to dla jego dobra. Wypowiedzi bohaterek zazwyczaj pełne są zwrotów w rodzaju „trzeba wziąć go na smycz”, „założyć mu uzdę”, zaś ulubionym zwrotem wykrzyknikowym zdaje się być „ty wełnianogłowy idioto!”3).
Problem główny natomiast jest taki, że ów matriarchat w praktyce nie prezentuje się najlepiej. Miejscami wygląda karykaturalnie: kobiety nader często postępują głupio, a mężczyźni mogą tylko po cichu robić swoje4). Podczas czytania „Koła Czasu” ani razu nie sądziłam, że Sprzymierzeńcy Ciemności odniosą poważny sukces, natomiast często zdarzało mi się myśleć „tylko żeby te głupie, nadgorliwe baby nie zepsuły ratowania świata”.
Wątek braku porozumienia na linii damsko-męskiej przewija się przez cały cykl. Nie ma dialogu, trudno mówić o współpracy. Być może nieprzypadkowo symbol Światłości przypomina yin-yang, tyle że bez elementów oznaczających przenikanie. Jedyna Moc także jest podzielona. Matriarchat zapewne miał zwiększać wrażenie odmienności opisanego w książce świata, ale nie można wykluczyć, iż odzwierciedla on skażenie męskiej połowy stwórczej mocy5). W świecie Koła Czasu równowaga została zachwiana. Byłoby interesujące, gdyby Smok Odrodzony przybył także po to, by przywrócić symetrię. Niemniej, patrząc na zachowanie Randa, który przechyla szalę na swoją stronę, nabieram wątpliwości, by tak się miało stać. Sanderson pisząc kontynuację zapewne będzie się trzymał zaleceń Jordana, dlatego być może kiedyś przyjdzie mi się przekonać, czy to dobry trop, czy tylko nadinterpretacja.
koniec
1 maja 2011
1) Gdybyż to było wszystko – w Far Madding mężczyźni nie pracują i żyją z pieniędzy wypłacanych im przez żony, a w takim np. Ebou Dar kobieta decyduje, kogo jej mąż ma poślubić w razie jej ewentualnej śmierci („żeby trafił w dobre ręce”), poza tym ma specjalny małżeński nóż, którego użyć może w przypadku, gdy uzna, iż małżonek jej nie zadowolił. U Aielów właścicielką domu zawsze jest kobieta, mężczyzna co najwyżej może wprowadzić się do swojej żony/żon. Ba, nawet inna rasa, czyli ogirowie też reprezentują to podejście – małżeństwa są uzgadniane przez matki i jedynie kandydatka na żonę może się sprzeciwić, ponadto tylko jej przysięga małżeńska głosi „będziesz (…) prowadzić jego kroki drogą , którą powinien wędrować”. Nierzadko też Jordan raczy nas scenami w rodzaju żon kłujących nożem swoich mężów, czy bijących ich za to tylko, iż ten i ów zażartował sobie z połowicy, albo zaśmiał się z słów, które ona wygłaszała na poważnie. Zastanawia mnie jedno – grupą docelową „Koła czasu” wydają mi się przede wszystkim nastolatkowie płci męskiej. Skoro mnie się nierzadko włos jeżył na takie pomysły, co myśleli sobie młodzi czytelnicy? Mieli dojść do wniosku, że bohaterowie mają gorzej niż oni? Chyba, że Jordan założył, iż uwagę młodzieńców przyciągną opisy wdzięków niewieścich, zaś kobiety u władzy miały do lektury przyciągnąć dziewczyny.
2) Tu trzeba dodać, iż Jordan jest konsekwentny w kreśleniu światopoglądów warunkowanych wychowaniem. Jeśli ktoś pochodzi z nacji, w której niewolnictwo jest na porządku dziennym, choćby i nie był złym człowiekiem, myśl o wolności, równości i braterstwie nie postanie mu w głowie. Podobnie arystokratki za najbardziej naturalne uważają, iż inni powinni im we wszystkim ustępować, giąć się w ukłonach i najlepiej dziękować za samą możliwość przebywania z jaśnie panią.
3) Jest w tym wszakże jeden zgrzyt – otóż bohaterowie zazwyczaj chcą chronić kobiety, odczuwają opory przed walką z nimi i ogromne wyrzuty sumienia z powodu śmierci sojuszniczek. Sądzę, że w świecie agresywnych i dominujących pań taka postawa raczej by się nie wykształciła.
4) Do tego nieraz postępowanie kobiet można podsumować słynnym „powariowałyście, boście chłopa dawno nie miały”. Motyw poskramiania złośnicy też wydaje się być przez autora lubianym.
5) Mam przynajmniej nadzieję, że nie odzwierciedlał prywatnych doświadczeń autora…

Komentarze

02 V 2011   10:08:06

Jeżeli chodzi o wybitnie matriarchalny świat, to cykl Korona gwiazd Kate Elliott wydaje mi się pod tym względem nie do przebicia. Np. okazuje się, że Ptolemeusz (jak i wiele innych postaci historycznych) również była kobietą (Ptolemeą dokładnie rzecz ujmując ;).

03 V 2011   20:15:30

właśnie na tym tomie Koła Czasu wymiękłem. Jeśli kolejne są jeszcze gorsze, to współczuję tym, którzy przez nie przebrnęli.

23 V 2011   11:53:39

Świetne recenzje! :)
Dawno temu przebrnęłam przez kilka pierwszych tomów "Koła czasu", następnych już nie zmęczyłam - pokonało mnie wrażenie rozwodnienia, przytłoczenia nieważnymi szczegółami i fabuły ciągnącej się jak guma do żucia przyklejona do podeszwy. Co ciekawe, kompletnie nie zapamiętałam kuriozalnych relacji damsko-męskich, moja świadomość chyba odmówiła ich przyswojenia :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Laurka na jubileusz
Joanna Kapica-Curzytek

24 I 2021

„Muzeum luster” to mocny thriller rozgrywający się w madryckim muzeum Prado. Sporo tutaj akcji i sensacji, ale też mnóstwo ciekawostek związanych ze sztuką. Autorem książki jest hiszpański pisarz Luis Montero Manglano, na co dzień zajmujący się ikonografią.

więcej »

Kiedy budzą się demony
Marcin Mroziuk

23 I 2021

Po filmie Wojciecha Smarzowskiego większości dorosłych nie trzeba już uświadamiać, jak straszne rzeczy działy się na Wołyniu w trakcie II wojny światowej. Tym trudniejszym zadaniem wydaje się więc przybliżenie tych wydarzeń dzieciom i młodzieży. Nie ulega jednak wątpliwości, że Dorota Combrzyńska-Nogala w „Niedokończonej opowieści Pepe” doskonale sobie z nim poradziła.

więcej »

PRL w kryminale: Perypetie killera za „żelazną kurtyną”
Sebastian Chosiński

22 I 2021

To wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że tak popularny pisarz, jak Zygmunt Zeydler-Zborowski, autor kilkudziesięciu powieści i mikropowieści kryminalnych, doczekał się w czasach Polski Ludowej jedynie dwóch inscenizacji teatralnych (w Teatrze Telewizji) oraz jednej ekranizacji filmowej. To szczęście spotkało wydaną w 1976 roku książkę „Bardzo dobry fachowiec”. Krzysztof Szmagier przerobił ją na „Przerwany urlop” – i uczynił z niej ostatni odcinek serialu „07 zgłoś się”.

więcej »

Polecamy

Las oblany słonecznym blaskiem

Na rubieżach rzeczywistości:

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Daleko jeszcze?
— Beatrycze Nowicka

Całkiem elegancki splot Ducha
— Beatrycze Nowicka

Koło toczy się dalej
— Beatrycze Nowicka

Historia niedokończona
— Beatrycze Nowicka

Jak pisać, żeby nie napisać
— Beatrycze Nowicka

Nad rozlewiskiem fabuły
— Beatrycze Nowicka

Dwuznaczny mesjasz
— Beatrycze Nowicka

Opowieść czas zacząć
— Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Męczmy się więc
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Stara miłość i najnowsze odkrycia
— Beatrycze Nowicka

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Z kamerą wśród idiotów
— Beatrycze Nowicka

Pieśń ucichła
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.