Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

‹Pieśni Umierającej Ziemi›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPieśni Umierającej Ziemi
Tytuł oryginalnySongs of the Dying Earth
Data wydania26 maja 2011
PrzekładJolanta Pers, Anna Klimasara
RedakcjaGeorge R.R. Martin, Gardner Dozois
Wydawca Solaris
CyklUmierająca Ziemia
ISBN978-83-7590-062-0
Format608s.
Cena59,85
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Świat niebezpieczeństw, cudów i zachwytu
[„Pieśni Umierającej Ziemi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Okładkowe wyrazy zachwytu zazwyczaj bywają mocno przesadzone, jednak w przypadku „Pieśni Umierącej Ziemi” są one uzasadnione – dostajemy do rąk bardzo udaną antologię, która powinna szczególnie przypaść do gustu fanom tradycyjnego fantasy.

Beatrycze Nowicka

Świat niebezpieczeństw, cudów i zachwytu
[„Pieśni Umierającej Ziemi” - recenzja]

Okładkowe wyrazy zachwytu zazwyczaj bywają mocno przesadzone, jednak w przypadku „Pieśni Umierącej Ziemi” są one uzasadnione – dostajemy do rąk bardzo udaną antologię, która powinna szczególnie przypaść do gustu fanom tradycyjnego fantasy.

‹Pieśni Umierającej Ziemi›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPieśni Umierającej Ziemi
Tytuł oryginalnySongs of the Dying Earth
Data wydania26 maja 2011
PrzekładJolanta Pers, Anna Klimasara
RedakcjaGeorge R.R. Martin, Gardner Dozois
Wydawca Solaris
CyklUmierająca Ziemia
ISBN978-83-7590-062-0
Format608s.
Cena59,85
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Nieczęsto zdarza się, by do książki przyciągnęła mnie piękna okładka, jednak w tym przypadku tak właśnie było. Zapoznanie się z listą autorów, którzy napisali opowiadania osadzone w stworzonym przez Jacka Vance’a świecie Umierającej Ziemi, tym bardziej zachęcało do zakupu antologii. Dodać do tego należy, że „Pieśni Umierającej Ziemi” mieszczą aż dwadzieścia dwa teksty. Jedyną rzeczą, która mnie powstrzymywała, był fakt, iż nie znałam pierwowzoru. Niemniej postanowiłam spróbować, wychodząc z założenia, że dobre opowiadania powinny robić wrażenie nawet pozbawione kontekstu. Zostałam bardzo przyjemnie zaskoczona – zdecydowana większość zaprezentowanych utworów jest naprawdę udana.
Wedle słów redaktorów „Pieśni Umierającej Ziemi” mają być swego rodzaju hołdem złożonym Jackowi Vance’owi. Poza opowiadaniami każdy z autorów napisał także krótkie posłowie, w którym zazwyczaj wyjaśniał, w jakich okolicznościach zetknął się z twórczością Vance’a i jakie ona miała znaczenie dla niego. Warto zauważyć, że niemal wszyscy pisarze twierdzili tam, iż „Umierająca Ziemia” była jedną z najważniejszych książek ich dzieciństwa oraz w znacznym stopniu wpłynęła na ich własną twórczość. Niezależnie od tego, na ile było to szczere, teksty antologii wyglądają na pisane z wielkim entuzjazmem i radością. Czytając je, istotnie ma się wrażenie, iż dla ich autorów „przyjemnością było zanurzenie się w tym świecie choćby na chwilę"1) – szczęśliwie dla nas owa przyjemność udziela się także czytelnikowi.
Wielkim i niezaprzeczalnym atutem, będącym oczywiście zasługą samego Vance’a, jest świat przedstawiony – bajecznie kolorowy, pełen magii, bogaty i pojemny. Już od piewszej strony porywa – jest miejscem o tysiącu odcieni, gdzie wszystko może się zdarzyć, prawdziwym fajerwerkiem cudów. Rozległe krainy pod gasnącym słońcem, z których można dostawać się na inne płaszczyzny, stanowią nie tylko tło kolejnych opowieści, ale stają się jednym z ich głównych bohaterów. Co więcej – odniosłam wrażenie, że stworzony przez Vance’a świat uskrzydlił wyobraźnię autorów. Efektem są utwory barwne2) i różnorodne. W żadnym z przypadków nie miałam wrażenia „wyrobnictwa” (które to wrażenie towarzyszyło mi np. podczas lektury „Czarnoksiężników” – wspominam o tym także dlatego, że obie antologie łączy osoba jednego z redaktorów, Gardnera Dozois, oraz kilku autorów3)) i pisania „na siłę”.
Sięgając po antologię, obawiałam się, że spora część opowiadań będzie po prostu epizodami osadzonymi w świecie Umierającej Ziemi albo tekstami na zasadzie „ten oto miły staruszek, hodujący z róże w ogródku okazuje się jednym z najlepszych skrytobójców na emeryturze”. Jednak nie – choć kilka utworów miało istotnie charakter epizodyczny (nawet one zazwyczaj broniły się klimatem), większość autorów zdecydowała się stworzyć bardziej skomplikowane, zgrabne i przemyślane fabuły.
Pisarze zgodnie chwalili styl Vance’a i najwyraźniej czuli się zobligowani, by samemu dołożyć w tej kwestii wszelkich starań. W posłowiach wielokrotnie wspominane były specyficzne kurtuazyjne rozmowy, prowadzone przez bohaterów oryginału – tutaj tego rodzaju dialogi zwracają uwagę w ośmiu tekstach. Owszem, wyszukane konwersacje pomiędzy potworem a jego ofiarą, panem a sługą itp. brzmią nieco sztucznie, zwłaszcza na początku, gdzie nieco „wybijają” ze świata, wymuszając pewien ironiczny dystans4). Jednak gdy się już do nich przywyknie, nie sposób odmówić im uroku i humoru.
Nawiązaniem do Vance’a jest także częstokroć konstrukcja bohaterów (w posłowiach powtarzało się określenie „amoralni”), kierujących się wyłącznie własnym interesem lub kaprysem – choć nie wszyscy szli tym tropem i nie braknie kilku „porządnych” postaci. Wiele fabuł opisywało wyczyny osób, radzących sobie w tarapatach za pomocą sprytu. Wszechobecna była też magia, niejednokrotnie będąca katalizatorem zaskakujących zwrotów akcji.
Co ponadto – oczywiście wszystkie teksty mają ze sobą wiele wspólnego, jednak prezentują one własny odbiór, a zarazem wkład poszczególnych autorów w uniwersum Umierającej Ziemi. Są więc opowiadania ponure, przesycone aurą upadku i zepsucia moralnego, są ciepłe teksty z pozytywnym przesłaniem, czy wreszcie lekkie i pełne humoru. Są utwory opisujące losy bohaterów stworzonych przez Vance’a, jak też i postaci zupełnie nowych – od potężnych, długowiecznych czarnoksiężników po dzieci. W siedmiu tekstach nacisk położony jest na zbliżający się koniec Ziemi (ba, w jednym faktycznie do niego dochodzi a w dwóch innych niewiele brakuje), w innych zaś mało kto martwi się gasnącym słońcem. Mam wrażenie, że niektórzy starali się możliwie zbliżać do oryginału5), inni z kolei odciskali swoje piętno (do tych zaliczyłabym Roberta Silverberga, Jeffa Vandermeera, Luciusa Sheparda, Elizabeth Hand i Dana Simmonsa).
Z opowiadań, które spodobały mi się bardziej, powinnam wymienić aż kilkanaście tekstów. Antologię otwiera opowiadanie Silverberga o pewnym koneserze win i poecie, obdarzonym nader melancholijnym usposobieniem – tekst może i mniej skomplikowany fabularnie od innych, ale znakomicie wprowadzający w świat. Po nim trafiamy do domu na odludziu, niegdyś należącego do maga opętanego wizją stworzenia portalu do jednego z nadświatów, gdzie przypadkiem trafia drobny złodziej i oszust – „Grolion z Almerii” spodobał mi się ze względu na pomysły od mandali usypywanej z łusek strzepywanych z motylich skrzydeł przez mięsożerną roślinkę po „nóż na jaloryba”. Kolejne opowiadanie opisuje perypetie maga, cierpiącego z powodu klątwy wypaczającej jego zaklęcia – „Młodnikowe drzwi” mnie przynajmniej urzekły lekkością, humorem i bogactwem wyobraźni. Do dalszych tekstów, które mi się podobały, zaliczyć mogę „Abrizonde”, w którym młody architekt dysponujący pewną znajomością magii oraz własnym dżinnem trafia w środek konfliktu zbrojnego. W „Tradycjach Karzhu” z kolei inny młodzian zmuszony jest do nader szybkiej nauki magii i na swojej drodze spotyka lekko szalonego maga pustelnika.
„Ostatnia wyprawa czarnoksiężnika Sarnoda” Vandermeera jest dziwne, nawet jak na standardy Umierającej Ziemi. Może aż za bardzo – trochę odstaje od całości, ale też pozostaje w pamięci. „Zielony ptak” bawi, natomiast „Ostatnia złota nić” ze swoim pozytywnym wydźwiękiem stanowi miły przerywnik – są tutaj bohaterowie, których można polubić w przeciwieństwie do królujących w wielu opowiadaniach poprzednich bezwzględnych cwaniaczków. „Proklamacja Sylgarma” Sheparda bywa nieco surrealistyczna, ale robi wrażenie klimatem, ponadto autorowi udało się stworzyć ciekawe postaci i zarysować relacje pomiędzy nimi. Tad Williams serwuje smakowitą stylistycznie historię wędrownego kuglarza obdarzonego nadmierną ambicją, który zostaje związany zaklęciem z potworem ludojadem. Dan Simmons pozostaje sobą – jego tekst, najdłuższy w całej antologii, nie tylko urzeka malowniczością scenerii, ale też przedstawia losy sympatycznych i porządnych bohaterów, którym przyjdzie odkryć, iż „każdy dzień jest dobry na życie” (podobnie jak Shepard, Simmmons postanowił „zaopiekować się” Derwe Coreme,niegdyś wykorzystaną niecnie i skrzywdzoną przez Cugela Sprytnego). Niestety, Martin niespecjalnie się popisał – jego ponury i ciężki tekst ze szczątkową fabułą6) nie zrobił na mnie dobrego wrażenia.
Na koniec warto pochwalić bardzo ładne wydanie, choć już z kolei tłumaczenie, moim zdaniem, mogłoby być lepsze (vide błędy w: „Las (…) wyglądał jak (…) katedra. Gigantyczne drzewa piętrzyły się w cieniu rzucanym przez kopułę liści, przypominającą unoszącą się w powietrzu przyporę”7), zwracają też uwagę powtórzenia, których można by uniknąć, albo pisanie raz „twk-ludzie” a raz „twk-człeki”). Niemniej praca tłumaczek z pewnością nie była łatwa, choćby z uwagi na liczne neologizmy.
„Pieśni Umierającej Ziemi” są bardzo udaną antologią, jedną z najlepszych, jakie dane mi było czytać, i którą mogę szczerze polecić.
PS. Za tytuł posłużyły mi w tym przypadku słowa Phyllis Eisenstein, odnoszące się do uniwersum Umierającej Ziemi.
koniec
8 sierpnia 2011
1) Z posłowia Roberta Silverberga.
2) Także dosłownie – wszelkie opisy obfitują w nazwy dziesiątek odcieni kolorów od leśnej zieleni po „ostry róż chłodnego poranka”. Co za tym idzie, „Pieśni Umierającej Ziemi” powinny spodobać się osobom, które lubią sobie wizualizować opisywane obiekty. Z drugiej strony tym, dla których „śliwka to owoc, nie kolor”, opisy mogą wydać się dosyć męczące.
3) I tak np. teksty Kage Baker i Tanith Lee z „Czarnoksiężników” były moim zdaniem kiepskie, w „Pieśniach Umierającej Ziemi” obie panie spisały się natomiast bardzo przyzwoicie. Podobnie opowiadanie Terrego Dowlinga osadzone w świecie Umierającej Ziemi, moim zdaniem jest wielokrotnie lepsze od „Magyków”.
4) Trudno np. traktować serio monolog wygłaszany przez złodzieja do sparaliżowanego właściciela właśnie rabowanych dóbr.
5) Choć, jak już wspomniałam nie czytałam opowiadań i powieści Vance’a na podstawie samych porównań pomiędzy tekstami antologii oraz wypowiedzi autorów, ośmielę się wytypować jako najbardziej udane pod tym względem utwory Mathew Hughesa, Terry’ego Dowlinga, Waltera Jona Williamsa, Paulę Volsky i Tada Williamsa.
6) Niemniej Martinowi należą się brawa za redakcję całości – choć zastanawiam się jak w takim razie ma się ta antologia do deklarowanej przez pisarza niechęci, ba – wręcz nienawiści do fanfików…
7) Nie trzeba znać oryginału, by je dostrzec, ale że tekst Sheparda jest dostępny online: „The forest known as the Great Erm had the feeling and aspect of an immense cathedral in ruins. Enormous trees swept up into the darkness of the canopy like flying buttresses”

Komentarze

08 VIII 2011   21:13:21

Okładka może i miała być w zamierzeniu piękna, tylko dlaczego 3/4 jej powierzchni zajmują napisy. Strasznie oszpecili.

31 VIII 2011   16:32:37

Akurat horrorowate opowiadanie Martina mnie osobiście bardzo się podobało, w przeciwieństwie chocby do doskonale przewidywalnego opowiadania Elisabeth Moon. No ale de gustibus... Natomiast co do fanfików. No koleżanka wybaczy, ale czym innym jest fanfik, czym innym antologia pisana za wiedzą i zgodą Vance'a i pod czujnym okiem redaktorów baczących, by opowieści nie stały w sprzeczności z cyklem ani pod względem formy jak treści.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gorzka czekolada
Beatrycze Nowicka

22 I 2022

„Piekarnia czarodzieja” Gu Byeong Mo okazała się książką ciekawą i skłaniającą do przemyśleń.

więcej »

PRL w kryminale: Pamflet na środowisko filmowe
Sebastian Chosiński

21 I 2022

Barbara Gordon – jedna z najlepszych autorek peerelowskich „powieści milicyjnych” – była doskonałą obserwatorką. Jak mało które z jej koleżanek bądź kolegów po fachu potrafiła podglądać rzeczywistość. Dlatego jej książki mają tak dobrą podbudowę obyczajową. Nie inaczej jest w „Ćmach”, których bohaterami są artyści z różnych dziedzin: reżyserzy, aktorzy, pisarze, tancerka i scenografka. Obstawiajcie, kto zginie!

więcej »

Perły ze skazą: „Najpiękniejsza historia miłosna świata”
Sebastian Chosiński

20 I 2022

Jak po latach patrzymy na literaturę powstającą w Związku Radzieckim, która zalewała księgarnie w czasach Polski Ludowej? Jak na coś, co przeminęło i nie powinno już wrócić. Niesłusznie! Wśród wielu propagandowych, mało wartościowych dzieł publikowano bowiem również prawdziwe perły – nowele, opowiadania i powieści, które do dzisiaj lśnią nadzwyczajnym blaskiem. Jak „Dżamila”, wczesne dzieło Czingiza Ajtmatowa, klasyka prozy kirgiskiej.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Czerwiec 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Agnieszka Szady

Tegoż autora

Gorzka czekolada
— Beatrycze Nowicka

Kosiarz wyłącznie na okładce
— Beatrycze Nowicka

Bitwy nieoczywiste
— Beatrycze Nowicka

Morderstwa z tego i nie z tego świata
— Beatrycze Nowicka

Z tarczą
— Beatrycze Nowicka

Rodzinna sielanka
— Beatrycze Nowicka

Wiła wianki i to by było na tyle
— Beatrycze Nowicka

Supernowej nie zaobserwowano
— Beatrycze Nowicka

Sen o słodkiej Francji
— Beatrycze Nowicka

Spektaklu akt drugi
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.