Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2020
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja czyta: Sierpień 2011
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Krótko: druga porcja tegorocznych lektur wakacyjnych naszych redaktorów.

Jędrzej Burszta, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Sierpień 2011
[ - recenzja]

Krótko: druga porcja tegorocznych lektur wakacyjnych naszych redaktorów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
J.G. Ballard
‹Królestwo nadchodzi›
Jędrzej Burszta [80%]
Wydana w 2006 roku, ostatnia powieść wybitnego brytyjskiego pisarza, przynosi jak zwykle ostrą i ponurą wizję możliwej przyszłości zachodniej cywilizacji. W swojej bogatej twórczości Ballard często portretował nowoczesne społeczeństwo w stanie agonii, sukcesywnie dezintegrowane na każdym poziomie przez plagi i nieszczęścia, których źródła leżą w mrocznej stronie ludzkiej natury. W „Królestwie nadchodzi” spokojna, leżąca przy autostradzie miejscowość Brooklands okazuje się gniazdem rodzącego się faszyzmu: tłumy rozszalałych kibiców dewastują sklepy imigrantów, szerzą się zbrodnie na tle rasistowskim, ujawniają fascynacje hitlerowskie zmieszane z zsekularyzowaną formą religijnego fanatyzmu, policja przymyka oko na jawne gwałcenie społecznego porządku. W centrum nowopowstającego ruchu stoi Metro-Centre – olbrzymi mega market, konsumpcyjna świątynia organizująca czas wolny mieszkańców miasteczka, samonapędzająca się luksusowa maszyna. Konsumpcjonizm, mówi Ballard ustami swoich bohaterów, to robak toczący cywilizację, nowa, nieuświadomiona wersja reżimu faszystowskiego, zagarniającego nasze pragnienia i przemieniającego je w opakowane błyszczącym papierem, sformatowane produkty. Ponura to książka, utrzymana w charakterystycznym dla pisarza, lekko surrealistycznym nastroju, przepełnionym poczuciem osaczenia i przelewającego się pod powierzchnią codzienności bezmyślnego szaleństwa, które nie ma wytłumaczenia, powodu ani celu. Jeśli chcieć odczytać „Królestwo nadchodzi” jako ideologiczny testament zmarłego dwa lata temu autora, to jawi się on jako bezkompromisowa, przygnębiająco prawdziwa (mimo przerysowania) krytyka współczesnej kultury, w której materia ostatecznie zwyciężyła z duchem. A do tego solidna, zapadająca w pamięć powieść z nurtu fantastyki dystopijnej.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Cyril Bouyeure
‹Adam Michnik. Biografia. Wymyślić to, co polityczne›
Joanna Kapica-Curzytek [70%]
Tę książkę bardzo dobrze się czyta. Jest świetnie napisana, bardzo dokładnie i trafnie opisuje powojenną historię naszego kraju, zawiłości i realia minionego systemu, jego paradoksy i grozę. Wiele można się dowiedzieć o tworzeniu się i intelektualnym życiu opozycji przed 1989 rokiem, której jedną z głównych postaci był Adam Michnik. Jest przejrzyście przybliżony przebieg transformacji politycznej w Polsce, którego kulminacją był słynny apel Adama Michnika: „Wasz prezydent, nasz premier”. Jest ciekawie opisana afera Rywina. Całość daje panoramiczny i spójny obraz politycznej historii Polski i myśli opozycyjnej. Autor przytacza cytaty z pism Adama Michnika, dokonując ich interpretacji. Jest tu także (chwilami być może nader drobiazgowa) analiza jego światopoglądu. Szkoda jednak, że w tytule zabrakło jednoznacznej informacji, że jest to biografia wyłącznie polityczna Adama Michnika. Samo słowo „biografia” może wprowadzić czytelnika w błąd, zaś podtytuł „Wymyślić to, co polityczne” w odniesieniu do literatury faktu być może nie stanowi fortunnego uzupełnienia. Jak zaznacza autor, Adam Michnik nie życzył sobie ingerencji w swoją prywatność, dlatego całą resztę pominięto. Cóż, biografie mają różny poziom: są plotkarskie i wulgarnie wścibskie. Ale mogą też być eleganckie i wysmakowane, które uchylając rąbka tajemnicy – nie niszczą wizerunku opisywanej osoby, a wręcz przeciwnie, nadają mu swoistej głębi i ciepła. Jeśli Adam Michnik nie zgodził się nawet na taką – to może należało z jej napisaniem poczekać 50 lat?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Robert Goolrick
‹Żona godna zaufania›
Joanna Kapica-Curzytek [80%]
Akcja tej dosyć niezwykłej i trzymającej w napięciu powieści toczy się nieco ponad sto lat temu. Ralph Truitt daje ogłoszenie do prasy, że poszukuje „godnej zaufania” żony. Odpowiada mu Catherine Land, deklarując, że jest prostą i uczciwą kobietą. Wydaje się, że bez kłopotu będą mogli ułożyć sobie wspólne życie i spokojnie oczekiwać tego, co nadejdzie. Nic bardziej mylnego. Ani jedno z nich nie myśli o przyszłości, a zamiast tego – o swoich niezapłaconych rachunkach z przeszłości. I to właśnie do ich wyrównania próbują siebie nawzajem wykorzystać. Powieść – pełna zaskakujących zwrotów akcji – stopniowo przeradza się w iście szekspirowski dramat. Pomiędzy Ralphem a Catherine toczy się świetnie opisana, wyrafinowana psychologiczna gra i cyniczna parada masek. Wkrótce na scenę tragedii wkracza trzeci bohater, jednak w tym wypadku ten zawikłany trójkąt ma nieco inny charakter, niż na ogół ma to miejsce w powieściach. Cienie przeszłości są coraz bardziej mroczne, aż prowadzą do tragicznego finału. „Żona godna zaufania” przywodzi na myśl „Wichrowe wzgórza”. Choć może nie jest w emocjach aż tak „totalna” jak wielka romantyczna powieść, broni się swoją świetną konstrukcją i sprawnym pisarskim warsztatem autora. Goolrick znakomicie obrazuje eskalację dramatycznych wydarzeń, a wśród nich – dramat natury ludzkiej, uwikłanej pomiędzy siłami dobra i zła. Daje też nadzieję na to, że niezależnie od tego, jak daleko zabrnęliśmy w stronę zła – jest szansa na ocalenie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Joseph Delaney
‹Koszmar Stracharza›
Anna Kańtoch [60%]
W siódmym tomie młodemu stracharzowi przyjdzie zmierzyć się z wiedźmą Kościstą Lizzie, łowcami czarownic i tradycyjnymi już dla cyklu potworami. Akcja toczy się szybko – może nawet zbyt szybko. Siłę poprzednich części stanowiło stopniowo narastające napięcie – początek zazwyczaj był spokojny, a dopiero pod koniec Tom musiał stawić czoła głównemu przeciwnikowi. W „Koszmarze stracharza” natomiast niemal od pierwszego rozdziału mamy dramatyczne ucieczki, pościgi czy walki na śmierć i życie. Nie wychodzi to książce na dobre, na tempie cierpi bowiem nastrój. Niemniej kolejny tom nadal czyta się z dużą ciekawością, zwłaszcza że autor coraz bardziej rozmywa granice pomiędzy dobrem a złem – pod koniec „Koszmaru…” nawet bezkompromisowy dotąd stracharz rozumie, że czasem aby zwalczyć zło, trzeba zawrzeć pakt z mniejszym złem. Ta niejednoznaczność moralna jest jednym z ciekawszych elementów całego cyklu, wątpliwości budzi natomiast okrucieństwo niektórych scen. Dorosłym raczej przeszkadzać nie będzie, ale zastanawiam się, czy np. scena toczenia czarownic w nabijanych gwoździami beczkach i późniejszego wyciągania z tychże beczek martwych, zakrwawionych ciał, rzeczywiście jest stosowna dla dziesięciolatków. O tym jednak niech ewentualnie decydują rodzice – zresztą cykl i wcześniej niewiele miał wspólnego z dziecięcą łagodnością.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Marek Krajewski
‹Liczby Charona›
Anna Kańtoch [30%]
W „Liczbach Charona” Edward Popielski, lwowski Mock, podobny do swego wrocławkiego odpowiednika jak zaginiony bliźniak, wyjaśnia sprawę – jakżeby inaczej – seryjnego mordercy, a przy okazji zakochuje się na zabój w pewnej zielonookiej ślicznotce. Prawdę mówiąc, o tym zakochaniu przeczytałam w blurbie – z lektury książki w życiu bym tego nie wywnioskowała, bowiem do tej pory naiwnie mi się zdawało, że miłość to jednak coś więcej niż obsesja na punkcie seksu (ze szczególnym uwzględnieniem ménage à trois) oraz zachowywanie się jak pijany sztubak. Zresztą obiekt gorących uczuć Popielskiego wart jest swego wielbiciela. Panna Sterling to znika, to znów się pojawia, powołując się na zagrożoną cnotę prosi o pomoc, obraża się, protestuje przeciwko wkładaniu łap pod spódnicę, ale dziki seks w mieszkaniu nieznajomego homoseksualisty uprawia z radością, potem znów znika, potem deklaruje chęć natychmiastowego oddania się bohaterowi… Ach, i ma także osobliwą skłonność do starszych brzuchatych panów. Jeśli ktoś usiłuje się dopatrzyć w tym jakiegoś sensu, to informuję, że sensu (prawdopodobnie) nie ma: autor nie potrafił się nawet zdecydować, czy panna Sterling to tzw. „porządna dziewczyna”, czy może latawica o wybujałych potrzebach erotycznych (w latach 20. było to, zdaje się, jednak rozgraniczone…). Poza tym książka składa się z tego, co już znamy, czyli intelektualnych pretensji (tu w postaci długaśnych i nudnych wywodów matematyczno-filologicznych) oraz ohydy życia (dziś na deser m.in. sikanie w otwarte usta i spuszczanie się na zamknięte drzwi, smacznego!). A intryga kryminalna? Eee, kto by się takimi detalami przejmował… Plus jak zawsze tylko za precyzyjnie odtworzony przedwojenny Lwów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jean-Pierre Luminet
‹Tajemnica Kopernika›
Joanna Kapica-Curzytek [50%]
Życie Mikołaja Kopernika wydaje się być tematem nośnym i niezbyt jeszcze wyeksploatowanym. Dlatego „Tajemnica Kopernika” niosła ze sobą obietnicę poszerzającej horyzonty lektury, podczas której można byłoby się dowiedzieć więcej o genialnym astronomie i jego czasach. Tym bardziej, że francuski pisarz, J. P. Luminet ma wszelkie przesłanki, aby wywiązać się z tego zadania doskonale: jest z wykształcenia astrofizykiem, czynnym naukowcem, ale także pisarzem i poetą. O ile warstwa faktograficzna nie budzi wątpliwości, mamy tutaj dość poprawnie odtworzoną mroczną atmosferę tamtych czasów, kiedy to o Ziemi obracającej się wokół Słońca w ogóle nie można było mówić. Wraz z Kopernikiem podróżujemy do Krakowa, do Włoch i Watykanu, a z jego uczniem Retykiem – do rozdartych reformacją Niemiec. Owo panoramiczne historyczne tło to jednak zbyt mało, aby książkę uznać za udaną. Powieść oparta na biografii znanej osoby rządzi się swoimi prawami, osnuta wokół faktów akcja musi być wartka, a z tym już nie jest tak dobrze. Książka chwilami jest ciężka i zawiła, a dialogi mało potoczyste. Można odnieść wrażenie, że autor chciał tu osiągnąć zbyt dużo – opisy fikcyjnych spotkań Kopernika ze współczesnymi mu Dürerem czy Leonardem da Vinci (z pewnością po to, aby bardziej wiarygodnie odtworzyć atmosferę tamtych czasów) naprawdę można było sobie darować. Trudno też zaakceptować w powieści Kopernika mówiącego… po polsku, gdy źródła na ogół wskazują, że astronom jednak naszego języka nie znał. Autor co prawda wyjaśnia w posłowiu, co w książce jest faktem, a co fikcją, ale jednak sądzę, że najlepiej byłoby, gdyby po prostu napisał fabularyzowaną biografię, nie zawracając sobie głowy „beletryzowaniem” życia Kopernika. Szkoda, że tak świetnie zapowiadająca się książka nie spełniła moich oczekiwań.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Dan Simmons
‹Wydrążony człowiek. Muza Ognia›
Beatrycze Nowicka [50%]
Sam pomysł – wydanie w jednym tomie dwóch utworów Dana Simmonsa: powieści „Wydrążony człowiek” i mikropowieści „Muza ognia” należy pochwalić, niestety, jeśli chodzi o mnie, żaden z tekstów nie przypadł mi szczególnie do gustu. Gdy myślę o „Wydrążonym człowieku” korci mnie, aby podsumować go frazą „zamiast wybuchu skowyt”. Być może jest to nazbyt złośliwe, niemniej mam wrażenie, że pomiędzy ambitnymi założeniami a ich realizacją cień pada długi, jakby Simmons chciał powiedzieć zbyt wiele, pokazać za dużo i w efekcie powstał utwór niespójny i przerysowany. Osobiście wyróżniłabym trzy główne wątki: najobszerniejszy dotyczy losów Jeremiego Bremena, matematyka obdarzonego zdolnościami telepatycznymi, po śmierci żony Gail, drugi – przedstawiany w retrospekcjach – odwołuje się do szczęśliwej przeszłości bohatera, trzeci zaś „naukowy” związany jest ze współtworzoną przez niego teorią struktury ludzkiego umysłu. Pierwszy ze wspomnianych jest swoistą podróżą Bremena przez piekło, jakim staje się dla niego świat pozbawiony ukochanej kobiety. W swoim obecnym stanie ducha Jeremy dostrzega w ludziach niemal wyłącznie ciemną stronę, ponadto na bohatera zwalają się kolejne nieszczęścia. I tutaj niestety Simmons przesadził z ilością prezentowanego zła, lub też przedstawił je w zbyt jaskrawy sposób. W efekcie dość szybko czytelnik zostaje znieczulony – po kilkudziesięciu stronach lektura bardziej mnie męczyła, niż poruszała. I chociaż w szczególe wiele osób i wydarzeń jest prawdopodobne, całość razi sztucznością. W pewnym momencie pojawia się też wątek rodem z taniego horroru, który tylko sprawia, że powieść traktuje się z jeszcze większym dystansem. Dziwnym wydaje się również, że bohater, zdolny odczytywać myśli ludzi z odległości wielu kilometrów raz za razem daje się zaskakiwać wszelkiej maści oprychom. Retrospekcje zapewne miały stanowić kontrast, niestety szczęśliwe chwile z Gail są częstokroć przedstawiane boleśnie kiczowato: „nad ich głowami coraz mocniej jaśnieją gwiazdy, przesyłając im przyzwolenie z kosmosu”, „suną na narastającej bryzie i przyboju, ku jakiemuś szybko cofającemu się jądru wszechrzeczy”, co pogłębia wrażenie sztuczności. Wreszcie – teoria umysłu. Simmons wrzuca tu większość „modnych” haseł SF: równanie falowe Schrödingera, mechanika kwantowa, wszechświaty równoległe, teoria chaosu, wraz z nią fraktale, atraktory i równania nieliniowe itp. (brakuje chyba tylko podróży w czasie), co wzbudza moją podejrzliwość. Ponadto nie wydaje mi się, jakoby naukowcy lubowali się w zwrotach w rodzaju „wewnątrz chaotycznego morza walących się fal prawdopodobieństwa” (nieco dalej owe fale tłuką „o suchą plażę wieczności”). Efekt końcowy określiłabym jako skrajny antropocentryzm połączony z myśleniem magicznym (moje prywatne poglądy stanowią jego przeciwieństwo – może też dlatego ta wizja do mnie nie przemówiła). Na sam koniec zaś autor funduje czytelnikowi istny gejzer patosu. Parę gorzkich słów należy się też tłumaczom za błędy gramatyczne: „dendrytów i synapsów”, „szukał pasiastą szkocką krowę”; sądzę też, że raczej „zespół jelita drażliwego” a nie „syndrom podrażnionego jelita”, nie ma też sensu pisanie „jesteśmy mutantami genetycznymi”.
„Muza ognia” jest utworem krótszym i lżejszym. Perypetie trupy wędrujących po kosmosie aktorów stanowią miłą odskocznię po „Wydrążonym człowieku”. Tyle że całość sprawia wrażenie, jakby autor użył fabuły wyłącznie jako pretekstu, by przedstawić ulubione sztuki „Szekspira”, ich fragmenty oraz wybrane sceny. Kwestie tego, jak inne gatunki inteligentne miałyby postrzegać ludzką sztukę zostały ledwo poruszone (sąd autora, iż dramaty Szekspira są na tyle uniwersalne, że powinny dotrzeć do każdej świadomej istoty wydaje mi się cokolwiek naiwny), wszystko zaś kończy się peanem na cześć poezji i miłości. Uważam, że utwór w pisany hołdzie innym dziełom powinien posiadać własną głębię. W „Hyperionie” się to Simmonsowi udało – tutaj treść własna jest tylko kolorową otoczką, zaś całość jawi się jako postmodernistyczna zabawa.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Michael White
‹Sztuka morderstwa›
Anna Kańtoch [40%]
W powieściowych i filmowych thrillerach prawie nikt już nie morduje normalnie, bo czytelnicy się uodpornili i by wzbudzić w nich dreszcz strachu, autorzy prześcigać się muszą w wymyślaniu coraz to dziwniejszych opisów śmierci. O tym, że tendencja ta prowadzi prosto do absurdu, przekonać się można, czytając „Sztukę morderstwa” Michaela White’a, w której to książce zbrodniarz „komponuje” martwe ofiary na wzór obrazów słynnych surrealistów. Mamy więc człowieka z jabłkiem w wydrążonej głowie czy mężczyznę przerobionego za pomocą walca na przewieszony przez gałąź naleśnik. Jest to pomysł tak cudaczny, że zamiast planowanej, jak mniemam, przez autora grozy, budzi wyłącznie śmiech. W dodatku rozwiązanie zagadki jest – zwłaszcza w porównaniu ze skomplikowaniem koncepcji wyjściowej – banalnie proste, ostatnia zaś scena, w której morderca, chichocząc złowrogo, opowiada policjantom, dlaczego i w jaki sposób zabijał, to żenujące pójście na łatwiznę. A na deser dostajemy listy, rzekomo pisane przez Kubę Rozpruwacza, które niespecjalnie łączą się z czymkolwiek. Nie polecam.
koniec
31 sierpnia 2011

Komentarze

31 VIII 2011   13:31:04

Ja pierdzielę, co za hipokryzja. Promujecie zakłamaną hagiografię Michnika - zamieszczacie jej minirecenzję, a nowej książki Lecha Jęczmyka nawet nie uwzględniliście w polecankach na sierpień. Kiedy zwróciłem na to uwagę, mbw napisał: "Co do Jęczmyka: to znakomita publicystyka, ale tematycznie na tyle nieleżąca w granicach działalności "Esensji", że nie wydaje się, by akurat tutaj był to brak godny potępienia.".
http://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=11606

31 VIII 2011   14:23:07

Zluzuj trochę chłopaku, to nie forum Gazety Polskiej.

31 VIII 2011   14:40:21

R.F.: wpieniam się, bo nie lubię hipokryzji. Skoro piszecie, że nie będzie informacji o jakiejś książce, bo jest "polityczna", to po ch.. promujecie biografię Michnika?

31 VIII 2011   15:09:44

Wszystkie moje słowa, które tam padły, podtrzymuję. Co do biografii Michnika, sam wolałbym, żeby jej tu nie było, ale nie uważam, by coś strasznego się stało; widać nie chciałeś zrozumieć, co tam napisałem; takie książki MOGĄ się tutaj od czasu do czasu znaleźć, ale nie leżą w granicach podstawowych zainteresowań "Esensji", więc nie ma co się dziwić czy narzekać, jeśli ich nie będzie. Wyjątkiem jest pojawienie się, a nie niepojawienie się. Widocznie autorka tej minirecenzji uznała, że warto o książce tutaj napisać, ja bym tak nie uznał, nawet gdyby szło o biografię polityka (bo za takiego mam Michnika), o którym mam lepsze zdanie. Niemniej ów tekst świadczy raczej o braku cenzury niż o cenzurze, którą sugerowałeś pod zalinkowanym przez Ciebie tekstem, wykazując się kompletnym niezrozumieniem tego, co do Ciebie napisałem. Poza tym "Esensja" nie ma określonej linii politycznej, są tu lewacy, prawacy i centracy, jedni wolą Michnika, jedni Jęczmyka czy Ziemkiewicza. W piśmie o kulturze ma to marginalne znaczenie.

31 VIII 2011   15:23:21

Tak zupełnie na marginesie – minirecenzja na jakieś półtora tysiąca znaków książki wydanej dwa i pół roku temu to „promocja”? Wydawnictwa zazwyczaj mają inne definicje tego słowa… :->

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Milicjant, który chciał być księdzem
Sebastian Chosiński

22 X 2020

„Brat Mikołaja” to dość przewrotny kryminał Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, w którym tytułowy bohater pojawia się jedynie w opowieściach retrospektywnych. Choć praktycznie wszystko – od pierwszej do ostatniej strony – kręci się wokół niego. Jednocześnie też autor wskazuje na to, jak bardzo krzywdzące mogą być niesprawdzone plotki, zwłaszcza kiedy powielają je osoby uchodzące za szanowane.

więcej »

Nieoczekiwane skutki walki z blokadą twórczą
Joanna Kapica-Curzytek

21 X 2020

„Co powiesz na spotkanie?” to rzeczywiście zwariowana komedia romantyczna, jak czytamy na okładce. Lektura wnosi wiele pozytywnej energii i pozwala spojrzeć na życie z optymizmem.

więcej »

To, co najsmutniejsze
Joanna Kapica-Curzytek

20 X 2020

„Podróż życia sióstr Shergill” to powieść o sile i przekleństwie tradycji.

więcej »

Polecamy

Chorzy na życie

Na rubieżach rzeczywistości:

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Październik 2011
— Jędrzej Burszta, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Najlepszy „pies” to… napalony „pies”
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Tegoż twórcy

Thriller nadprzyrodzony
— Miłosz Cybowski

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

W alkoholowo-hipnotycznym transie
— Sebastian Chosiński

Szpiegowska afera w wielkim stylu
— Sebastian Chosiński

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
— Sebastian Chosiński

Przygody Eberharda na Czarnym Lądzie
— Sebastian Chosiński

Popielski is dead, long live Mock!
— Sebastian Chosiński

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Czytając (dobre) science fiction
— Daniel Markiewicz

Śmierć na lodach Arktyki
— Tomasz Kujawski

Tegoż autora

Nieoczekiwane skutki walki z blokadą twórczą
— Joanna Kapica-Curzytek

To, co najsmutniejsze
— Joanna Kapica-Curzytek

Krótko o książkach: Pozostać człowiekiem
— Joanna Kapica-Curzytek

Powieść na serial!
— Joanna Kapica-Curzytek

Polski Manchester
— Joanna Kapica-Curzytek

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Z kamerą wśród idiotów
— Beatrycze Nowicka

Krótko o książkach: Jazda bez trzymanki
— Joanna Kapica-Curzytek

Pieśń ucichła
— Beatrycze Nowicka

Zjawisko osobne
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.