Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ursula K. Le Guin
‹Malafrena›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMalafrena
Tytuł oryginalnyMalafrena
Data wydania17 sierpnia 2007
Autor
PrzekładAgnieszka Sylwanowicz
Wydawca Książnica
ISBN978-83-245-7509-1
Format416s. 110×175mm
Cena12,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Opowieść sentymentalna bez morału
[Ursula K. Le Guin „Malafrena” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Ni to powieść historyczna, ni romantyczna, ni próba naśladowania dziewiętnastowiecznych klasyków. Po lekturze „Malafreny” Ursuli Le Guin nie pozostają praktycznie żadne wspomnienia, a jedyne, co ją może wyróżniać, to nadzwyczajna, jak na dzieło twórczyni Ziemiomorza, bezbarwność bohaterów.

Miłosz Cybowski

Opowieść sentymentalna bez morału
[Ursula K. Le Guin „Malafrena” - recenzja]

Ni to powieść historyczna, ni romantyczna, ni próba naśladowania dziewiętnastowiecznych klasyków. Po lekturze „Malafreny” Ursuli Le Guin nie pozostają praktycznie żadne wspomnienia, a jedyne, co ją może wyróżniać, to nadzwyczajna, jak na dzieło twórczyni Ziemiomorza, bezbarwność bohaterów.

Ursula K. Le Guin
‹Malafrena›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMalafrena
Tytuł oryginalnyMalafrena
Data wydania17 sierpnia 2007
Autor
PrzekładAgnieszka Sylwanowicz
Wydawca Książnica
ISBN978-83-245-7509-1
Format416s. 110×175mm
Cena12,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Prawdziwym paradoksem książki jest to, że mimo całkowicie banalnej historii nie nudzi, opowiadając o codziennych wydarzeniach w sposób całkiem urokliwy. Jednak jeśli chodzi o pozostałe elementy, to ani bohaterowie, ani świat, ani tym bardziej fabuła nie mają w sobie nic wciągającego, a banał goni w nich banał, poczynając od okładkowego cytatu („Kiedy mówił o wolności, nie wiedział, czym jest więzienie”) na finałowym dialogu kończąc.
Wydawać by się mogło, że stworzenie prze Le Guin nowego, nieistniejącego państewka europejskiego zdominowanego przez austriacki reżim będzie miało jakiś cel. Niestety, zarówno nowy kraj, jak i jego dziewiętnastowieczne perypetie (akcja książki rozgrywa się w drugiej połowie lat 20. dziewiętnastego wieku i kończy się niedługo po rewolucji lipcowej we Francji) nie stały się areną wydarzeń zmieniających oblicze świata, a jednie tłem dla przedstawienia losów paru bohaterów. Tym dziwniejszy wydaje się być blurb autorstwa Joanny Szczęsnej: „fanom twórczości Le Guin pozostaje wiara w jakąś alternatywną wizję historii czy istnienie jakiegoś równoległego świata”. Ciężko to w jakikolwiek sposób odnieść do „Malafreny”, skoro uniwersalność Orsini idzie w parze z jej bezbarwnością.
Choć postaci przedstawione w powieści ciężko nazwać schematycznymi, to ich losem praktycznie nie sposób się przejąć. Główny bohater, Itale Sorde, absolwent historii, młody i niepokorny propagator idei rewolucyjnych, przypomina wielu podobnych bohaterów starających się zmieniać swój świat. Ma on rzekomo silny charakter – rzecz, o której częściej słyszymy z ust innych bohaterów, niż możemy się przekonać na własne oczy. Jest pełen młodzieńczego zapału i wiary w możliwość zmian, a nawet rewolucji, która miałaby doprowadzić do obalenia austriackiego panowania i przywrócenia monarchii parlamentarnej w Orsini. Szlachetne ideały trafiają na podatny grunt, Itale gromadzi sporą grupę zwolenników i pomocników, ale są oni jedynie bezbarwnym tłem, których rola sprowadza się do uwidocznienia zalet Sorde oraz ukazania go jako prawdziwego, gotowego na poświęcenia bohatera.
Wyróżniają się tu kobiety: z jednej strony pewne siebie i dążące do wyzwolenia się z przypisanych im ról (na tyle, na ile pozwalałyby im na to osiemnastowieczne obyczaje), a z drugiej strony przesadnie sentymentalne, chwiejne i szukające nie wiedzieć czego. Odnosi się to w różnym stopniu do całej trójki najważniejszych kobiecych postaci w powieści: siostry Sorde, jego przyjaciółki oraz jego kochanki. Banalne monologi wewnętrzne i dialogi są wyznacznikiem rozdziałów, w których narracja koncentruje się na tych postaciach. Baronówna (kochanka Italego) szuka wolności i wyzwolenia, jednak nie może się zdecydować, czy sypianie z bohaterem stanowi właśnie to wyjście, o którym marzy, czy też jest jego przeciwieństwem. Piera, jego przyjaciółka, atrakcyjna młoda kobieta, rozkochuje w sobie mężczyzn, przyjmuje i odrzuca zaręczyny i nie może się zdecydować na to, co zrobić z własnym życiem. Laura, siostra Sorde, po jego wyjeździe z rodzinnego majątku pragnie przejąć część obowiązków ojca i zająć się opieką nad gospodarstwem.
W powieści, w której wszystko dotyczy właśnie bohaterów, ich perypetii, przeżyć, przemyśleń i zmian w nich zachodzących, są oni najsłabszym elementem. Pierwszoplanowi (jak Itale, baronówna czy Piera) interesują nas równie mało, co rzesza drugo- i trzecioplanowch postaci. Po prostu są, mają do odegrania jakąś rolę, a potem znikają gdzieś w odmętach świata i fabuły. Informacje o ich śmierci czy kłopotach życiowych można zbyć jedynie wzruszeniem ramion, a sentymentalne uniesienia (bo romantycznego zapału próżno w nich szukać) nie wywołują żadnych emocji.
Banały, którymi wypełniona jest książka, potrafiłyby zniechęcić do niej bardzo szybko, gdyby nie styl. Jak zwykle u Le Guin mamy do czynienia z bogatym, pełnym niezwykłych krajobrazów światem: górskimi przełęczami, winnicami, jeziorami czy miastami pełnymi pięknych katedr i kamienic. Pozwala to na chwilę zagłębić się w lekturze bez zwracania uwagi na kiepską fabułę i bohaterów, ale trwa to tylko do przerwania opisu scenerii przez kolejny dialog na temat niczego. Ale nawet w przypadku narracji autorka nie uniknęła olbrzymich uproszczeń: kiedy Itale przyjeżdża do przemysłowego miasta pełnego ciasnych uliczek i wielkich fabryk, od razu widać, że stanie się tam coś złego. Austriacy, występujący najczęściej w postaci żołnierzy broniących dawnego porządku, są przedstawieni bardzo jednostronnie jako ci „źli najeźdźcy”, konflikt między starym ładem a rewolucyjnymi ideałami kończy się zaś dokładnie tak, jak można było to przewidzieć na początku.
Co ciekawe, powieść nie kończy się happy endem ani radosnym powrotem do stron rodzinnych, gdzie po kilku latach ciężkich doświadczeń rewolucjonisty Itale mógłby podjąć się gospodarskich obowiązków i umrzeć otoczony gromadą dzieci i wnuków. Jednak nie oznacza to wcale, że otrzymujemy interesujące czy warte uwagi podsumowanie, o jakimkolwiek morale nie wspominając. Finał jest równie bezbarwny jak cała reszta. Jeśli dziewiętnastowieczna literatura rosyjska była dla Le Guin inspiracją do napisania „Malafreny”, to wolę jednak Tołstoja, Dostojewskiego i Czechowa.
koniec
18 września 2011

Komentarze

18 IX 2011   20:46:59

Zgodzę się w kwestii oceny. Jak Le Guin jest jedną z moich ulubionych (o ile nie ulubioną autorką), tak "Malafreny" za dobrą książkę nie uważam. Mnie ona znudziła setnie.
Do obyczajowych powieści dziewiętnastowiecznych jej daleko.

A i do świata owego - jak czytałam te fragmenty wiejsko-sielankowe, gdzie chłopi sobie spokojnie żyją to przed oczami stawała mi twórczość polskich pozytywistów i zgrzytało solidnie.
Przyznajmy, jako Polacy naczytaliśmy się sporo literatury naszej ojczystej o tematyce narodowowyzwoleńczej i w świetle owej "Malafrena" po prostu nie przekonuje, czegoś brak po prostu.

Do tego - uwaga spoiler - wątek starań baronówny o uwolnienie Itale z więzienia - potencjalnie ciekawy, został całkowicie pominięty.
Poza tym nie rozumiem - tak się kobieta nastarała a potem...
Emocjonalnie ta książka jest chłodna.
A - i wątek romantycznego poety też mało wyrazisty.
Ogólnie wszystko jest dosyć bezbarwne i oderwane.

27 IX 2011   07:50:49

Mnie się ta książka kojarzyła z Dziadami - tj. jak mogłyby wyglądać Dziady, gdyby napisał je od niechcenia amerykański pisarz bez porządnego redaktora.
Szczególnie porażająca była naiwna wizja "jak się robi rewolucję".

27 IX 2011   14:10:44

Ursuli LeGuin zazwyczaj udawało się przekonująco "wczuwać" w postaci dorastające w odmiennych od nas środowiskach, w tym jednak przypadku nie udało się to.

Choć nasuwa się niepokojąca refleksja - że może też dlatego, iż zazwyczaj owo "wczuwanie się" dotyczyło mieszkańców innych planet i była to gra wyobraźni a tutaj jednak porównać to można z dziełami z epoki pisanymi przez ludzi żyjących w okupowanym kraju i po takim porównaniu "Malafrena" wypada bardzo niekorzystnie, jak fantazja na temat Europy, lekka i pozbawiona dramatyzmu.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Na rozkaz premiera!
Sebastian Chosiński

8 V 2021

Wszystkie wznowione przez Wydawnictwo CM książki Adama Nasielskiego, których głównym bohaterem jest inspektor Bernard Żbik, ukazały się w serii „Kryminały przedwojennej Warszawy” (również ta, która pojawiła się jako siódma – „Puama E”). Co w tym dziwnego? Choćby to, że tym razem sensacyjna akcja powieści rozgrywa się, owszem – w stolicy, ale polskich Tatr, czyli Zakopanem.

więcej »

PRL w kryminale: Niewesołe jest życie staruszka
Sebastian Chosiński

7 V 2021

Piszę te słowa z prawdziwym bólem, ale to – prawdopodobnie – nasze ostatnie spotkanie w tej rubryce z twórczością mistrza polskiej „powieści milicyjnej” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Jeśli bowiem nie pojawi się w sprzedaży kolejna niepublikowana wcześniej książka słynnego autora kryminałów (pozostająca w maszynopisie), „Proszę nikogo nie winić” zamknie wielomiesięczny trud przybliżania czytelnikom jego dokonań.

więcej »

Mikrokosmos
Dominika Cirocka

6 V 2021

„Światło innych gwiazd” Eriki Swyler stanowi udany mariaż znanych motywów s-f i wątków obyczajowych. Przede wszystkim to jednak opowieść o sile pasji i więziach międzyludzkich, a także cenie, którą czasem przychodzi nam za ich pielęgnowanie zapłacić.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.