Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Alice Munro
‹Zbyt wiele szczęścia›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbyt wiele szczęścia
Tytuł oryginalnyToo Much Happiness
Data wydaniastyczeń 2011
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04549-7
Format280s.
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Chociaż nie brzmi to zbyt oryginalnie
[Alice Munro „Zbyt wiele szczęścia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zdaję sobie sprawę, że „Zbyt wiele szczęścia” to literatura wybijająca się ponad ogólny poziom, momentami nawet wybitna. Cóż z tego, skoro w żaden sposób mnie nie porusza? Ani emocjonalnie, ani intelektualnie. Lektura zbioru opowiadań Alice Munro była więc trochę jak lizanie cukierków przez szybę.

Michał Foerster

Chociaż nie brzmi to zbyt oryginalnie
[Alice Munro „Zbyt wiele szczęścia” - recenzja]

Zdaję sobie sprawę, że „Zbyt wiele szczęścia” to literatura wybijająca się ponad ogólny poziom, momentami nawet wybitna. Cóż z tego, skoro w żaden sposób mnie nie porusza? Ani emocjonalnie, ani intelektualnie. Lektura zbioru opowiadań Alice Munro była więc trochę jak lizanie cukierków przez szybę.

Alice Munro
‹Zbyt wiele szczęścia›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbyt wiele szczęścia
Tytuł oryginalnyToo Much Happiness
Data wydaniastyczeń 2011
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04549-7
Format280s.
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Tego typu twórczość, mam wrażenie, wymaga od czytelnika odpowiedniej wrażliwości, specyficznej empatii, której niżej podpisany za grosz niestety nie posiada. Dlatego też czytanie „Zbyt wiele szczęścia” było dla mnie, no może nie drogą przez mękę, w każdym razie sporym wysiłkiem. Skupiał się on przede wszystkim na znalezieniu jakiejś relacji z tekstem, który – choć dotyka często spraw fundamentalnych (choroba, zbrodnia, zdrada itp.) – prawdę mówiąc ani mnie grzał, ani ziębił.
Dziesięć opowiadań zamieszczonych w tomie to w większości zapis tragedii – zaprzeczenie tytułu zbioru. Munro pisze głównie o „Nieszczęściu, które przytrafia się wielu”. Mianowicie? A to ktoś (kobieta) choruje na raka, zostaje zakładniczką bandyty, ktoś ma męża w więzieniu lub nie ma wcale, bo ten uciekł do młodszej. Cechą charakterystyczną tekstów kanadyjskiej pisarki jest zwykłe nieszczęście, albo jeszcze inaczej – odarcie nieszczęścia z jego niesamowitości. Ilekroć zdarza się nam w życiu coś tragicznego, pytamy naturalnie: Dlaczego? Dlaczego zachorowałem, dlaczego bliska mi osoba zmarła lub miała wypadek? Bohaterowie Munro zdają się nie pytać, przeżywają swoje cierpienia trochę jak zwierzęta. Niemo.
Jest jeszcze inna sprawa, a mianowicie zmiana perspektywy. Doświadczając trudnych wydarzeń, często zaczynamy inaczej patrzeć na życie. Nie chodzi mi o zmianę priorytetów (śmiertelnie chora kobieta spokojniej podchodzi do groźby ze strony rabusia), tylko o większą dawkę metafizyki. Popularne przysłowie mówi, że „gdy trwoga to do Boga” i jest w tym wiele prawdy. Kiedy przeżywamy trudne sytuacje, łatwiej nam uwierzyć w działanie Opatrzności, medycyny orientalnej czy zwrócić się do wróżki. A bohaterowie Munro jak wzorowi ateusze – nic.
Nie chcę tutaj krytykować kanadyjskiej pisarki, że nie uwzględniła ważnego elementu w życiu opisywanych postaci, bo uwzględniła. Jej bohaterowie pochodzą już z ery post-religijnej, gdzie nie tylko nie ma się do kogo zwrócić „gdy trwoga”, ale też świadomość religijna po prostu obumarła. Z jednej strony to ciekawy rys współczesnych, z drugiej zaś – mam wrażenie – mocne okaleczenie. Bo obraz człowieka sprowadzony jedynie do przeżyć psychiczno-fizycznych zdaje się bardzo ubogi, wykastrowany. I przypuszczam, że to jest jeden z powodów, dla których „Zbyt wiele szczęścia” rozminęło się z moją wrażliwością czytelniczą.
Munro najlepiej sprawdza się w opisie zwykłego życia, drobnych elementach pokazujących uczucia i przeżycia bohaterów lub będących krótką ich charakterystyką. Na przykład opis drwala amatora, człowieka zamkniętego w sobie, którego obserwujemy przez pryzmat wybieranych przezeń drzew do wycinki. Albo przedstawienie nietypowej studentki, Niny, lubującej „przemierzać budynek wydziału nauk humanistycznych w tłumie studentów, szukać sobie miejsca, otwierać podręcznik na wskazanej stronie i wyciągać pióro. Tylko że notatki Niny pozostawały puste.”
Na ogół podczas lektury robię notatki na marginesach. Im więcej, tym żywsze są moje emocje. W „Zbyt wiele szczęścia” dopisków znalazło się ledwie kilka; podobał mi się wspomniany motyw ze studentką nie umiejącą pisać, opis drzew i parę zdań wyrwanych z kontekstu. Ot chociażby charakterystyka mężczyzn z punktu widzenia zdradzonych kobiet: „Mówią, że to wszystko jest całkiem nieprawdopodobne. Mężczyźni. Co też oni wyrabiają. Jakie to chore i głupie – nie do uwierzenia. I właśnie dlatego prawdziwe.” Z opowiadaniami Munro jest na odwrót. Opisywane wydarzenia są jak najbardziej prawdopodobne przez co chwilami zupełnie nieprawdziwe. Chciałoby się powtórzyć za bohaterką tytułowego opowiadania: „Chociaż nie brzmi to może zbyt oryginalnie…”
koniec
3 października 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pan Samochodzik po latach: Niezwykle udany połów
Marcin Mroziuk

22 IV 2021

Kiedy główny bohater cyklu Zbigniewa Nienackiego jedzie nad Jeziorak, to oczywiste jest, że nie chodzi mu jedynie o wakacyjny wypoczynek na łonie natury. W „Nowych przygodach Pana Samochodzika” obserwujemy jednak z zainteresowaniem nie tylko poszukiwania zaginionego w czasie wojny skarbu, ale również zmagania pana Tomasza z grupką młodzieży, która zeszła na złą drogę.

więcej »

Krótko o książkach: Interpretacja interpretacji
Miłosz Cybowski

21 IV 2021

W ten sam sposób, w jaki – nie znając języka chińskiego – Ursula Le Guin podjęła się przed laty przekładu (czy też interpretacji) „Tao Te King”, tak polscy „spolszczacze”, jak sami siebie określają, zabrali się za udostępnienie tej książki rodzimemu czytelnikowi.

więcej »

Teoria wszystkiego po trochu
Sławomir Grabowski

20 IV 2021

Mark Brake w „Teorii Teorii wielkiego podrywu” zasypuje czytelnika lawiną fascynujących ciekawostek związanych z nauką i science fiction. Jeśli jednak ktoś oczekuje przewodnika do popularnym sitcomie, mocno się zawiedzie, ponieważ związek treści książki z serialem jest wybitnie pretekstowy.

więcej »

Polecamy

„Sen bowiem jest istnością też…”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Kobiety, które nie spadły z Księżyca
— Daniel Markiewicz

Anonimowe historie z kanadyjskiej prowincji
— Paweł Micnas

Obca
— Joanna Kapica-Curzytek

Tegoż autora

Steve Jobs wielkim poetą był
— Michał Foerster

Notatki na marginesie „Mapy i terytorium”
— Michał Foerster

„Ludzie tu w ogóle nie żyją, a jedynie umierają”
— Michał Foerster

Ifigenia, czyli Albania
— Michał Foerster

Miłosz, czyli sensacje XX wieku
— Michał Foerster

Szaleństwo, którego już nie ma
— Michał Foerster

Lovecraft tkwi w szczegółach
— Michał Foerster

Jezus Chrystus jako gatunek literacki
— Michał Foerster

W co dzisiaj wierzymy?
— Michał Foerster

James Bond jest Hiszpanem
— Michał Foerster

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.