Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

China Miéville
‹Kraken›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKraken
Tytuł oryginalnyKraken
Data wydania23 sierpnia 2011
Autor
PrzekładKrystyna Chodorowska
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN978-83-7506-697-5
Format620s. 135×205mm
Cena45,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

A w Londynie znowu dziwne rzeczy się dzieją…
[China Miéville „Kraken” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Co można znaleźć w „Krakenie” Chiny Miéville’a? Ano przede wszystkim tytułową kałamarnicę oraz jej kult, złoczyńcę, który jest tatuażem, nazistów chaosu, żywą broń wykluwającą się z nabojów i przesłuchanie atramentu… A to tylko niewielka część atrakcji.

Anna Kańtoch

A w Londynie znowu dziwne rzeczy się dzieją…
[China Miéville „Kraken” - recenzja]

Co można znaleźć w „Krakenie” Chiny Miéville’a? Ano przede wszystkim tytułową kałamarnicę oraz jej kult, złoczyńcę, który jest tatuażem, nazistów chaosu, żywą broń wykluwającą się z nabojów i przesłuchanie atramentu… A to tylko niewielka część atrakcji.

China Miéville
‹Kraken›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKraken
Tytuł oryginalnyKraken
Data wydania23 sierpnia 2011
Autor
PrzekładKrystyna Chodorowska
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN978-83-7506-697-5
Format620s. 135×205mm
Cena45,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
China Miéville zawsze był autorem o bujnej wyobraźni, tego nie trzeba chyba przypominać. „Kraken” jest doskonałym dowodem, że pod tym względem nic się nie zmieniło. Pomysłów na różne dziwaczne kulty czy nietypową magię jest w książce tyle, że starczyłoby na obdzielenie kilku innych powieści. To jest główna siła „Krakena” – siła i zarazem w jakimś sensie słabość.
Sam pomysł wyjściowy (zwykłe na pozór miasto ma swoją drugą, magiczną i mroczną stronę, na którą w pewnym momencie przechodzi główny bohater) był już wykorzystywany wielokrotnie (np. w „Nigdziebądź” Neila Gaimana), trudno jednak czynić z tego autorowi zarzut. Prostota głównego zrębu fabuły służy tutaj temu, żeby tym bardziej oryginalne były na jej tle pomysły poboczne. I te rzeczywiście potrafią zauroczyć. Jest, jak to u Miéville’a, dziwacznie, groteskowo i surrealistycznie zarazem. Wielbiciele podobnych klimatów mogą być zadowoleni, na poziomie czystych koncepcji jest to bowiem powieść dobra.
Kłopot w tym, że świetne pojedyncze pomysły nie przekładają się na świetną całość. Powodów jest kilka. Po pierwsze, moim przynajmniej zdaniem, czytelnik najlepiej bawi się przy lekturze, gdy może próbować przewidywać, jak dalej potoczy się akcja. Jednak w przypadku świata bez jasnych reguł, kiedy autor w każdej chwili może wyciągnąć z rękawa kolejny osobliwy czar (lub coś innego), który popchnie fabułę we właściwym kierunku, takie przewidywanie nie ma wiele sensu. Czytelnik z aktywnego partnera staje się biernym odbiorcą dostarczanych przez pisarza atrakcji. Jest jak widz, którego zaproszono na pokaz sztuczek magicznych. Siedzi na widowni, a iluzjonista mówi: patrz, o! A tu, proszę, coś jeszcze ciekawszego! A od tego to już na pewno opadnie ci szczęka! Przez pierwszą godzinę jest nawet miło, czytelnik we właściwych momentach mówi „wow” i się zachwyca. Jednak potem przyzwyczaja się do poziomu niezwykłości i zaczyna się robić nudno.
Inna rzecz, że pisane tą metodą książki niekoniecznie muszą być złe. Niektóre bywają bardzo dobre, a nawet genialne – ale one brak zaangażowania w próby przewidzenia fabuły nadrabiają np. zaangażowaniem emocjonalnym. O to jednak w „Krakenie” niełatwo. Momentami aż trudno uwierzyć, że autor, który stworzył tyle wielowymiarowych, przejmujących postaci w „Dworcu Perdido” czy „Bliźnie”, wykreował też tak nijaką osobowość jak Billy. Po sześciuset stronach lektury nie byłam w stanie niczego o tym człowieku powiedzieć – poza tym, że kłamał, jakoby był pierwszym dzieckiem z in vitro, co swoją drogą ma zabawne konsekwencje. Nic więcej, żadnych rysów charakterystycznych, żadnego przywiązania do postaci. To tylko puste imię, człowiek, który istnieje chyba wyłącznie po to, żeby te wszystkie dziwne przygody miały się komu przydarzać. Pozostali bohaterowie są trochę lepsi – z naciskiem na „trochę”. Jedyną osobą, która wzbudziła moją szczerą sympatię, był Wati, przywódca związku zawodowego chowańców (kolejny świetny pomysł, swoją drogą). Porażką natomiast są złowrodzy Goss i Subby – to kalka pary Croup/Vandemar (wspomniane już wcześniej „Nigdziebądź”), ale niestety pozbawiona ich specyficznego psychopatycznego wdzięku.
Brak zaangażowania emocjonalnego przekłada się na brak zainteresowania perypetiami postaci. W powieści dzieją się rzeczy mrożące krew w żyłach: bohaterowie są porywani, ścigani, walczą, umierają i ożywają, mamy też koniec świata (a nawet kilka). Wszystko to jednak czyta się z rosnącym znużeniem. Pytanie: „Co autor jeszcze wymyśli?” nie wystarcza, aby przez sześćset stron podtrzymać ciekawość czytelnika. Zwłaszcza że, szczerze mówiąc, ta książka jest bardzo oryginalna tylko dla tych, którzy nie znają wcześniejszych dzieł Miéville’a – pozostali z rozczarowaniem mogą odkryć, że niektóre motywy zaczynają się w jego twórczości powtarzać.
I taki właśnie jest „Kraken”. Momentami fascynujący (zwłaszcza na początku, dobra jest też końcówka), momentami irytujący (tu prym wiodą wyjątkowo wkurzające, niby-zabawne i niby-twardzielskie dialogi policjantów), momentami męczący. I chyba też po prostu przegadany. Czytelnik brnie przez kolejne strony, zachwyci się jakimś fragmentem, potem znowu brnie… Trudno tę powieść ocenić jednoznacznie. Z jednej strony jest to niewątpliwie coś nietypowego i odmiennego od zalegającej masowo na półkach sztampy. Z drugiej, nie wiadomo, czy ta nietypowość jest wystarczająco duża, by wynagrodzić męczenie się podczas lektury. Powiedzmy więc tak: wielbiciele prozy angielskiego autora powinni przynajmniej spróbować przeczytać (zresztą pewnie i tak przeczytają). Pozostałym polecam zacząć od „Dworca Perdido”.
koniec
14 listopada 2011

Komentarze

10 X 2012   11:44:38

Pani recenzent za ostro pojechała tym razem z Mievillem. Brak zaangażowania emocjonalnego? Totalna bzdura. Podczas lektury siedziałem jak na szpilkach, a trochę książek w życiu przeczytałem, byle sensacyjniak mną nie wstrząśnie. Para Gossi i Subby to jedna z najbardziej przerażających kwintesencji zła przedstawianych w literaturze, nie mówiąc o Tatuażu, czy innych pomysłach. W "Krakenie" Mieville odstawia cuda ekwilibrystycznej wyobraźni. Posądzanie Mieville'a o kalkę z Gaimana pozwala wnioskować, że recenzentka siedziała z autorem podczas pracy nad książką. Zgodzę się tylko z jednym - że irytująca była nie tyle policja, co precyzyjniej agenci FTBS, z agentką Collingswood na czele.
Aha no i postać Watiego jednym słowem - genialna!
"Kraken" jest fascynujący właśnie przez to, że jest chyba najbardziej Mieville'owy ze wszystkich jego powieści.

PS Jeszcze jedna uwaga - z tego, co wiem pani Kańtoch sama pisze powieści. Nie miałem przyjemności (ale z pewnością przyjdzie czas), ale biorąc pod uwagę jakie założenia pani bierze, przy pisaniu książek, to mam wątpliwości, czy mi się spodobają. Chodzi mi o ten fragment recenzji "moim przynajmniej zdaniem, czytelnik najlepiej bawi się przy lekturze, gdy może próbować przewidywać, jak dalej potoczy się akcja. Jednak w przypadku świata bez jasnych reguł, kiedy autor w każdej chwili może wyciągnąć z rękawa kolejny osobliwy czar (lub coś innego), który popchnie fabułę we właściwym kierunku, takie przewidywanie nie ma wiele sensu."
Błąd i ignorancja w jednym. Błąd, bo jako czytelnik lubię być non stop zaskakiwany, nawet z pozycji biernego obserwatora (i mniemam, że nie jestem pod tym względem wyjątkiem), ignorancja, bo "Kraken" jest powieścią, której świat ma jak najbardziej jasne reguły i w ich ramach Mieville ekstrapoluje swoje fantazje. Proponuję następnym razem czytać uważnie.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pięć razy Strugaccy
Miłosz Cybowski

17 IV 2021

„Piknik na skraju drogi i inne utwory” zawiera, poza tytułową powieścią, dokładnie cztery inne historie autorstwa Arkadija i Borisa Strugackich. Nie wszystkie przetrwały próbę czasu, nie wszystkie ukryte w nich znaczenia łatwo dziś odczytać, ale nie powinno nas to powstrzymywać przed lekturą.

więcej »

PRL w kryminale: Dziki Zachód w Bagniskach
Sebastian Chosiński

16 IV 2021

Obecność Józefa Hena w rubryce „PRL w kryminale” może być pewnym zaskoczeniem. Wszak nie jest to autor kojarzony z „powieścią milicyjną”. A jednak zdarzyło mu się wydać przynajmniej jedną powieść, w której wątek detektywistyczny odgrywa niebagatelną rolę. To opublikowana pierwotnie w 1972 roku, a wznowiona przed kilkoma tygodniami „Twarz pokerzysty”.

więcej »

Kaplica w Berezie
Sebastian Chosiński

15 IV 2021

W „Królu” nic nie jest proste ani nic nie jest oczywiste. Nawet to, kto jest narratorem powieści i jakie są jego prawdziwe losy. Snując swoją opowieść o międzywojennej polsko-żydowskiej Warszawie, Szczepan Twardoch wykorzystał postaci historyczne (wprost bądź nieco je przerobiwszy), lecz jednocześnie stworzył dzieło dalekie od stricte historycznego. Czy z tego powodu mniej wartościowe? Nic z tych rzeczy!

więcej »

Polecamy

„Sen bowiem jest istnością też…”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Cudzego nie znacie: Miasto kultów
— Jędrzej Burszta

Tegoż twórcy

O zaletach i wadach dużej wyobraźni
— Anna Kańtoch

Dar tworzenia światów
— Anna Kańtoch

Tylko smoki umieją kłamać w Dawnej Mowie
— Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Wyobraźnia zurbanizowana
— Beatrycze Nowicka

Cudzego nie znacie: Miasto kultów
— Jędrzej Burszta

Miasto czyli tabu
— Michał Foerster

Razem, ale osobno
— Anna Kańtoch

Dziwne Londyny
— Anna Kańtoch

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Esensja czyta: Lato 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.