Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

George R.R. Martin
‹Nawałnica mieczy. Stal i śnieg›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNawałnica mieczy. Stal i śnieg
Tytuł oryginalnyA Storm of Swords. Steel and Snow
Data wydania18 lipca 2002
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklPieśń Lodu i Ognia
ISBN83-7298-227-9
Format608s. 125×183mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Mniej intryg, więcej nudy
[George R.R. Martin „Nawałnica mieczy. Stal i śnieg”, George R.R. Martin „Nawałnica mieczy. Krew i złoto” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dwutomowa „Nawałnica mieczy” jest, niestety, jeszcze gorsza od „Starcia królów”: nie tylko dłuższa, ale też dłużąca się niemiłosiernie. Jednocześnie to właśnie w tej części sagi zawarto jedne z bardziej wciągających wątków i sytuacji. Jak zatem ocenić ten tom Martinowskiego cyklu?

Miłosz Cybowski

Mniej intryg, więcej nudy
[George R.R. Martin „Nawałnica mieczy. Stal i śnieg”, George R.R. Martin „Nawałnica mieczy. Krew i złoto” - recenzja]

Dwutomowa „Nawałnica mieczy” jest, niestety, jeszcze gorsza od „Starcia królów”: nie tylko dłuższa, ale też dłużąca się niemiłosiernie. Jednocześnie to właśnie w tej części sagi zawarto jedne z bardziej wciągających wątków i sytuacji. Jak zatem ocenić ten tom Martinowskiego cyklu?

George R.R. Martin
‹Nawałnica mieczy. Stal i śnieg›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNawałnica mieczy. Stal i śnieg
Tytuł oryginalnyA Storm of Swords. Steel and Snow
Data wydania18 lipca 2002
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklPieśń Lodu i Ognia
ISBN83-7298-227-9
Format608s. 125×183mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Westeros rozdarte wojną domową toczoną między Stannisem, Joffereyem i Robbem daje bardzo wiele możliwości: znajdzie się miejsce zarówno na wojnę, jak i intrygi i spiski, tak uwielbiane przez Martina. Niestety, ten tom, obok zaskoczeń i zwrotów akcji, niesie za sobą wiele rozczarowań i dłuży się niemiłosiernie. Zdolność przemyślanego spowalniania akcji, za którą chwaliłem autora jeszcze w pierwszym tomie, gdzieś zniknęła i można „Nawałnicę” odłożyć na bok na długie dni czy tygodnie bez bólu. Zarywania nocy przy tej części sobie nie wyobrażam.
Jednym z większych zaskoczeń, jakie niesie ze sobą powieść, jest wprowadzenie na scenę Jamiego Lannistera jako jednej z wiodących postaci. Oczywiście mieliśmy już do czynienia z Tyrionem oraz Theonem Greyjoyem, których ciężko zaliczyć do pozytywnych charakterów, jednak sam przywódca Królewskiej Gwardii wydaje się z początku olbrzymią przesadą. Oczywiście tylko do czasu, kiedy Martin postanawia uczynić z niego jeszcze jednego pechowego bohatera, starając się tym samym wzbudzić w czytelniku litość nad jego losem. Wszystko to oczywiście pretekst, by pokazać świat z jeszcze jednej perspektywy, a także zabawić się w opis przemian wewnętrznych pozbawionego honoru królobójcy. W tym wypadku Jamie widziany w ostatnich rozdziałach, nie jest tym samym człowiekiem, którego poznaliśmy na początku. Druga postać, która zaczyna wieść prym to Sam Tarly; jego wątek pozwala nam śledzić losy Straży Nocnej poza murem i ich ciężki powrót z niebezpiecznej wyprawy. Kolejny istotny element, ale ze względu na samą postać jeszcze nudniejszy niż Jamie. Rozdziały z Samem należą do tych, które miałem ochotę ominąć szerokim łukiem.

George R.R. Martin
‹Nawałnica mieczy. Krew i złoto›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNawałnica mieczy. Krew i złoto
Tytuł oryginalnyA Storm of Swords. Blood and Gold
Data wydania31 lipca 2002
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklPieśń Lodu i Ognia
ISBN83-7298-228-7
Format574s. 125×183mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Po raz pierwszy na scenę wchodzą w tym tomie Martellowie, ród z południa Westeros, których przedstawiciele zjawiają się w Królewskiej Przystani w poszukiwaniu sprawiedliwości. Choć zostali przedstawieni bardzo pobieżnie i tylko w wątku Tyriona, stanowią kolorowy, choć bardzo przejściowy motyw. Jest to jeden z podstawowych kłopotów „Nawałnicy mieczy”: poszczególne elementy potrafią być fascynujące, lecz całość przedstawia się mało wciągająco. Konieczność przedzierania się przez wędrówki Brana, dylematy Catelyn czy zmagania Sama stanowi dość męczące zadanie. Wątki Danerys i Tyriona są nadal najciekawsze, głównie za sprawą działań podejmowanych przez tych bohaterów na odrobinę większą skalę. Jon stracił dość znacząco na znaczeniu i kontynuacja jego wyprawy za mur wiąże się z poznawaniem świata z zupełnie innej perspektywy, ale… wszystko sprowadza się i tak do kolejnej odmiany dość monotonnego motywu drogi.
Niestety, fabularnie ten tom „Sagi Lodu i Ognia” nie zachwyca. Widać jeszcze wyraźniej niż w „Starciu królów”, że misternie stworzone intrygi nie dorównują tym z początku cyklu. Nawet konstrukcja rozdziałów kuleje. W „Grze o tron” prawie każdy z nich kończył się interesującym zwrotem akcji, który zachęcał nas do dalszej lektury. Podobnie, choć na zdecydowanie mniejszą skalę, było w tomie poprzednim. Tutaj natomiast takie zabiegi są prawdziwą rzadkością. Owszem, kiedy już się pojawiają (krwawe wesele, podboje Danerys, proces Tyriona) są jednymi z mocniejszych elementów powieści; jednocześnie nie brak rozdziałów nie tylko niewiele wnoszących do fabuły czy zagadkowych (spotkanie Brana i Sama), ale też po prostu zbędnych (miłosne schadzki Tyriona i Shae, podróż i ciągłe spory Jamiego i Brienne).
Raz jeszcze Martin pokazuje, że brutalność świata nie oszczędza nikogo, nawet królów, o bohaterach towarzyszących nam przez ostatnie kilka tomów nie wspominając. Pod tym względem jest to najbrutalniejsza i najkrwawsza z dotychczasowych odsłon cyklu. Gdyby nie końcowe kilkanaście rozdziałów pokazujące, że Martin wcale nie zapomniał o tym, jak tworzyć fascynujące i wciągające intrygi (misterny plan Littlefingera z pewnością zaskoczyłby samą Cersei… gdyby tylko o nim się dowiedziała), powieść nie zasługiwałaby na pozytywną ocenę. Z drugiej strony, czy dla tych kilku wątków warto męczyć się przez kilkaset drobno zapisanych stronic? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.
koniec
12 stycznia 2012

Komentarze

« 1 2
12 I 2012   22:17:13

Strata czasu czytać te głupoty. Chciałbym sie dowiedzieć jakie to książki fantasy autorowi w ogóle sie podobały, skoro tak nisko ocenia Nawałnice.

13 I 2012   13:13:11

"No i taka uwaga - w recenzji pojawiają się, a nie powinny, spoilery dotyczące kluczowych dla fabuły wydarzeń" - hm, ale ta powieść ukazała się w 2002 roku. Po 10 latach od wydania chyba można rozmawiać o książce w sposób nieco mniej zawoalowany.

13 I 2012   13:17:50

"Bo tak jak jest teraz to jest błędnie ortograficznie" - nieprawda. Cykl autorstwa Martina jest cyklem Martinowskim. Cykl podobny w stylu do cyklu Martina jest cyklem martinowskim (albo w martinowskim stylu).

http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629387

13 I 2012   14:34:48

@nosiwoda

Ależ argument względem spoilerów. Wydawało mi się, że recenzje są przede wszystkim skierowane do osób, które z danymi pozycjami jeszcze nie miały styczności.

13 I 2012   16:18:07

@nosiwoda, zatem:
Ojciec Bóg wie gdzie Martinowską sagę kładł, mnie paznokieć z palca zszedł ;-)

@crd
Użycie w recenzji wyrażenia "Krwawe wesele" moim zdaniem nie jest spoilerem.

"Pieśń Lodu i Ognia" nie jest dla mnie opowieścią o spiskach, chociaż oczywiście występują tu intrygi i zdrady. Jest to przyczyna, dla której już przeczytawszy tytuł recenzji pierwszego tomu baj Miłosz C. spodziewałem się, że autor nie jest wielkim fanem sagi Martina. Odczuwanie i opiniowanie tej sagi głównie jako cyklu o spiskach jest prawem autora recenzji. Truizmem jest, że każdy ma prawo do subiektywnej oceny. Dlatego ja wcale się na Miłosza nie gniewam, mimo że mam na temat "Pieśni lodu i ognia" w ogólności, a "Nawałnicy mieczy" w szczególności inne zdanie.

Czuję się zbyt leniwy, by pisać recenzję i opisywać w drobiazgach, jak to się stało, że drugi i trzeci tom sagi pochłonęły mnie bez reszty (dodatkowo wplatając w wywód obiektywne zalety powieści). Nie znałem wtedy pierwszego tomu, który później, na tle "Starcia" i "Nawałnicy", wydał mi się tylko świetny. Chciałbym jednakże zwrócić uwagę na jedną rzecz. Miłosz jej nie zauważa, nie odczuwa, a w każdym razie całkowicie pomija. Mianowicie szczegółowy, wieloaspektowy i realistyczny obraz świata oraz stosunków społecznych przedstawiony w sadze Martina jest po prostu wspaniały. "Pieśń lodu i ognia" wyróżnia się tym pośród innych epopei fantastyki, o których pisano to samo, a które pod tym względem nie dorastają sadze Martina do pięt. Uprzedzam, że wypunktowanie drobnych uchybień w konstrukcji świata Martina (nie zdziwię się, jeżeli znajdzie się ktoś złośliwy, kto znalazł pojedyncze błędy i zechce się tym podzielić) nie zmieni mojego zdania.

Według skali "Esensji" dałbym drugiemu i trzeciemu tomowi "Pieśni lodu i ognia" co najmniej 90%, a pierwszemu - 80%.

13 I 2012   17:39:23

@ Też Adam
Wesela w tej części są, o ile pamiętam, aż trzy, nie wydaje mi się więc, by określenie 'krwawe wesele' było spojlerem.

@ Snow
crd nie podał żadnych powodów, dla których się ze mną nie zgadza.

@ Cezary
Autorowi podobała się pierwsza część cyklu, jak również "Czarnoksiężnik z Archipelagu" i pozostałe części "Ziemiomorza".

@ Jerzy W.
O interesującym świecie przestawionym pisałem przy okazji poprzedniej recenzji. Niestety, w tym tomie nie urzekał on tak bardzo (może z wyjątkiem podbojów Daenerys). Ponadto, patrząc na konstrukcję, jaką posługuje się Martin (czyli poświęcając kolejne rozdziały poszczególnym bohaterom), można oczekiwać o wiele większego nacisku na wydarzenia z nimi związane. Od początku sagi koncentruje się na bohaterach, traktując świat jako ciekawe i realistyczne tło, ale wciąż tylko tło. To nie jest opowieść o świecie, choć do pewnego stopnia przekształca się w taką w kolejnych tomach, kiedy pojawia się coraz więcej postaci z różnych zakątków świata (Dorn, Wolne Miasta). Pod tym względem jednak forma obrana przez Martina na początku sagi jest niewystarczająca (co doskonale widać w najnowszym tomie).

14 I 2012   18:29:53

50% to jakaś kpina, ocena z pogranicza szkolnych 2 i 3, autor recenzji powinien się puknąć w głowę, albo odpuścić sobie recenzowanie jeśli nie stać go na obiektywizm.
Zarzut, że jest nudno, to już jakiś dramat, dzieje się dużo, zwłaszcza na północy.
Jeśli Martin dostaje tu 50%, to żaden z polskich autorów fantasy nie powinien wyjść z 10%.

16 I 2012   09:43:05

"autor recenzji powinien się puknąć w głowę, albo odpuścić sobie recenzowanie jeśli nie stać go na obiektywizm" - naprawdę chciałeś napisać o obiektywizmie? W recenzji? Serio serio?

18 I 2012   12:29:28

Co do Ziemiomorza. Zaczytywałem się trylogią (bo wtedy jeszcze kolejne tomy nie powstały) będąc dzieckiem. Byłem zachwycony. Po latach niestety Ziemiomorze to tom pierwszy, kolejne straciły sporo.
Z Martinem jest inaczej, kolejne lektury tylko podnoszą ocenę sagi. To co jest istotne, to przeniesienie ciężaru książki z postaci na świat - wspomniał o tym Jerzy. Obecnie ponownie czytam wszystkie tomy, żeby przypomnieć sobie całość przed najnowszym tomem. Co ciekawe, pierwszy czytało mi się bardzo dobrze, drugi według mnie jest słabszy. Trzecie jest świetny, czwarty - który przy pierwszej lekturze wydawał mi się bardzo nudny - wnosi powiew świeżości. Szczególnie rozbudowana postać królobójcy i świat... który mocno się rozrasta. Oczywiście autorowi recenzji może tom się nie podobać, recenzja jest subiektywna, ale wystawiając ocenę trzeba do czegoś ją odnieść, musi być jakiś wzorzec. Jeśli Martin otrzymał 50% to naprawdę niewiele jest książek które mogą otrzymać 60%, a więcej to już chyba nie ma ;-)

18 I 2012   15:22:00

@Adam
Ciekawe, że "Uczta" po drugim przeczytaniu (właśnie skończyłem) też wydaje mi się lepsza niż wcześniej. Specjalnie zaskakujące jest, że dałem się wciągnąć książce bardziej niż poprzednio. Na pewno stało się tak w jakiejś mierze dlatego, że kiedy ma się za sobą tom piąty sagi Martina, wtedy podczas lektury czwartego zauważa się elementy, które wcześniej umykały uwadze. To przyjemne "rozszerzenie percepcji" ma związek z tym, że wątki z "Uczty dla wron" i "Tańca ze smokami" do pewnego momentu rozwijają się równolegle.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Poszukiwacze przygód łatwo nie rezygnują
Marcin Mroziuk

30 XI 2020

W „Sekretach starej szkoły” przekonamy się, że bohaterowie cyklu Anieli Cholewińskiej-Szkolik mimo dotychczasowych niepowodzeń wciąż pragną odnaleźć cenny naszyjnik, który należał niegdyś do rodu von Borgów. Dowiadujemy się też, że niezwykle interesujący trop w tej sprawie uczniowie mieli cały czas tuż pod nosem!

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: Chcąc nie chcąc
Wojciech Gołąbowski

29 XI 2020

Drugi tytuł cyklu o krzyżowcach, „Król trędowaty”, nie jest bezpośrednią kontynuacją czterotomowej historii zdobycia Ziemi Świętej i utworzenia Królestwa Jerozolimskiego. Od tamtych wydarzeń minęło niecałe sto lat…

więcej »

O wewnętrznej wolności
Joanna Kapica-Curzytek

28 XI 2020

Z dystansem, humorem, ale bez nadmiernego odsłaniania swojej prywatności – taki jest legendarny dziennikarz, autor kultowych radiowych audycji, w książce „Głos. Wojciech Mann w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską”.

więcej »

Polecamy

Dick jak Dickens

Na rubieżach rzeczywistości:

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Pieśń nad pieśniami
— Kamil Armacki

To nie Tolkien, na szczęście
— Tomasz Kujawski

Tegoż twórcy

Po Westeros i okolicach
— Dawid Kantor

Przed lodem i ogniem
— Dawid Kantor

Na ubitej ziemi
— Kamil Armacki

Pieśń nad pieśniami
— Kamil Armacki

O rycerzu twardogłowym
— Miłosz Cybowski

Na skrzydłach innego wiatru
— Beatrycze Nowicka

Nim zawieją wichry zimy
— Kamil Armacki

Smoki tańczą dość niemrawo
— Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: W sieci intryg, spisków i nudy
— Miłosz Cybowski

Zdrady, zabójstwa i inne przyjemności
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Karty superbohaterów
— Miłosz Cybowski

Układ Słoneczny to za mało
— Miłosz Cybowski

Historia kontynentu z brytyjskiego punktu widzenia
— Miłosz Cybowski

Na starożytnych polach bitewnych
— Miłosz Cybowski

Liczy się mechanika, nie klimat
— Miłosz Cybowski

Czyja wojna?
— Miłosz Cybowski

Thriller nadprzyrodzony
— Miłosz Cybowski

Dwóch panów w kosmosie (nie licząc innych bohaterów)
— Miłosz Cybowski

Depresja robota
— Miłosz Cybowski

Wzlot i upadek Republiki
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.