Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja czyta: Marzec 2012
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W marcu jak w garncu – obok kryminałów z mroźnej Skandynawii autobiografia romskiego muzyka, opowieść o bibliotecznym kocie z małego miasteczka, historia zycia hiszpańskiego muzyka z przełomu wieków (tego poprzedniego)… Jednym słowem – oto, co czytaliśmy w tym miesiącu.

Joanna Kapica-Curzytek, Michał Kubalski, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Marzec 2012
[ - recenzja]

W marcu jak w garncu – obok kryminałów z mroźnej Skandynawii autobiografia romskiego muzyka, opowieść o bibliotecznym kocie z małego miasteczka, historia zycia hiszpańskiego muzyka z przełomu wieków (tego poprzedniego)… Jednym słowem – oto, co czytaliśmy w tym miesiącu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Joanna Kapica-Curzytek [80%]
Edward Dębicki jest romskim muzykiem i poetą, założycielem cygańskiego teatru muzycznego „Terno” i twórcą międzynarodowego festiwalu muzycznego „Romane Dyvesa”, popularyzującego cygańską kulturę. Sam o sobie mówi, że nie przeszkadza mu słowo „Cygan”. „Ptak umarłych” to pierwszy tom jego autobiografii. Urodzony na wschodnich kresach w cygańskim taborze, jako kilkuletnie dziecko widział grozę II wojny światowej, ze swoją rodziną przeżył – szeroko opisywane w książce – biedę, głód i prześladowania. Po wojnie osiedlił się w Gorzowie i ukończył szkołę muzyczną. Wspomnienia Edwarda Dębickiego, napisane pięknym językiem, są podzielone na przystępne, krótkie rozdziały-epizody, którym nie brak walorów epickich. Przybliżają nam cygańską kulturę, która pomimo przeciwności (także w powojennej Polsce) zdołała przetrwać, a mimo to zupełnie nie znamy. Możemy się zatem przekonać, jak wyglądało prawdziwe życie w taborze i świat, którego już nie ma. Narzędzia robiło się „z niczego”, a (skuteczne!) lekarstwa nawet na poważne choroby znajdywano w lesie. Edward Dębicki przekonuje, że ta wiedza, dzisiaj już ginąca, zasługuje na ocalenie i utrwalenie. Książka może przyczynić się do obalania stereotypów o Romach i stanowi swoiste zaproszenie do lepszego poznania ich kultury.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski [50%]
Odnoszę nieraz wrażenie, że pewne książki powstają tylko po to, by zostać zekranizowane. I nawet nie chodzi tu o jakieś wysokobudżetowe produkcje, ale bardziej o skromniejsze, sztampowe filmiki z przeznaczeniem na DVD i do sieci kablowych. Nie wiem jeszcze jaki będzie los zapowiadanej ekranizacji „13 godziny” Richarda Doetscha, ale sama powieść napisana jest ewidentnie pod przyszły scenariusz filmowy. Cóż, widocznie odsprzedaż praw jest bardzo istotną pozycją w budżecie pisarza thrillerów.
Zabawne, że najprawdopodobniej ekranizacja będzie tu lepsza od samej książki (a przynajmniej ma duże szanse, o ile nie weźmie się za nią jakiś pozbawiony grama talentu wyrobnik). Zagra w niej z pewnością chwytliwy pomysł wyjściowy. Głównemu bohaterowi zamordowano żonę. Jakiś dziwny człowiek daje mu pewien przyrząd, dzięki któremu będzie mógł cofać się w czasie 12 razy i ponownie przeżywać każdą godzinę z tego okresu (inaczej mówiąc – przez 12 godzin, co godzinę, będzie cofał się o dwie godziny). Przez ten czas bohater będzie musiał rozwiązać zagadkę, odnaleźć winnych i zapobiec morderstwu. Takie podejście z pewnością daje szanse na w miarę emocjonujący thriller z motywem fanatastycznonaukowym.
Co więc – skoro twierdzę, że ekranizacja byłaby lepsza – nie zagrało w książce? Tło. Pomysł wyjściowy może mieć wiele ciekawych rozwinięć, z którymi autor nie do końca daje sobie radę, a na poziomie efektów podróży w czasie wręcz się wykłada. Bohaterowie są kartonowi, a dialogi (zwłaszcza te, w których wyznają sobie miłość) wypadają źle. Nielogiczności można wyliczać długo. Parę rzeczy działa – Doetsch postarał się, by rzeczywiście chciało się odkrywać kolejne godziny, by zagadka kryminalna była wystarczająco skomplikowana, ale na poziomie czystego rzemiosła pisarskiego jest tu dużo, dużo gorzej. Na taśmie filmowej pisarskiej nieporadności nie powinno być widać. Może być za to dużo innej nieporadności, ale to już zupełnie inna historia…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski [70%]
Modne jest mówienie, że King skończył się po „Kill’em All”… to znaczy, bo ja wiem, po „Bastionie”? „Misery”? Jakoś w tych czasach. Tymczasem prawdą jest, że King prezentuje cały czas naprawdę całkiem przyzwoity poziom. Oczywiście, zdarzają mu się słabsze książki, a nawet słabsze okresy (jak choćby czas po wypadku), ale przecież bardzo dobre recenzje miała ostatnio „Ręka mistrza”, niezłe „Pod kopułą”, a znakomite wręcz ostatni zbiór opowiadań „Ciemna, bezgwiezdna noc”. Dlatego też warto czekać na kolejne powieści – zwłaszcza, że King nie spoczywa na laurach i ewoluuje. Już „Pod kopułą” było odejściem od grozy w kierunku science fiction (no dobra – z tym science raczej wątłym, ale zawsze), także na obszarze fantastyki naukowej trzeba lokować mówiące o podróży w czasie „Dallas ‘63”. Co ciekawsze – najnowszy King jest jednak w największym stopniu melodramatem i okazuje się, że król horroru potrafi naprawdę przejmująco opowiadać o miłości. W sumie dostajemy powieść z solidnym tłem politycznym, z w miarę dobrze przemyślanym tematem podróży w czasie (owszem, są miejsca, w których można się do czegoś przyczepić), z wiarygodnymi, ciekawymi, pełnokrwistymi bohaterami (ale z tym u Kinga nigdy nie było problemu) i świetnie odrobionym tłem Ameryki przełomu lat 50. i 60. ze wszystkimi jej blaskami (boom gospodarczy) i cieniami (rasizm). Po stronie minusów należy wymienić momentami przesadne rozdmuchanie objętości powieści i – co zaskakujące – najsłabszy wątek, powiązany z osobą Lee Harveya Oswalda. Dla fanów twórczości Kinga mamy krótką wizytę u bohaterów „To!” i nieoczywiste odniesienie do „Smętarza dla zwierząt”, gdy bohater musi podjąć zbliżoną decyzję, ale decyduje się pójść w inną stronę. Trzeba jednak przyznać, że wszystkich elementów książki najlepiej wypada sam romans – zaciekawia, wzrusza i pozostawia na końcu czytelnika z łezką w oku. Niejedną.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Michał Kubalski [70%]
Henning Mankell w niewallanderowskim kryminale „Powrót nauczyciela tańca”, podobnie jak Larsson w „Millenium”, opisuje mroczną przeszłość i wojenne przewiny szwedzkiego społeczeństwa. Pozostający na zwolnieniu lekarskim Stefan Lindman prowadzi półprywatne dochodzenie w sprawie tajemniczego i okrutnego morderstwa starszego kolegi po fachu, Herberta Molina. Na miejscu zbrodni pozostawiono odciski przypominające ślady kroków tanga. Śledztwo komplikuje się, gdy w podobnie bezwzględny sposób zamordowany zostaje sąsiad Molina. Targany rozterkami osobistymi i zdrowotnymi i działający na granicy prawa Lindman odkrywa kolejne warstwy spisku.
Nie wiem, na ile faktycznie w Szwecji nie dokonano denazyfikacji i publicznej ekspiacji, ale teorie spiskowe o wszechobecnych tajnych związkach nazistów przypominają tezy PRLowskiej propagandy o pogrobowcach z Bonn (którym oczywiście mówimy won). Tym bardziej, że zdają się traktowane przez autora raczej serio. Tym razem Mankell zbytnio odszedł od tego, na czym się zna, czyli od opisywania żmudnej pracy policji w kierunku thrillera politycznego. Powieści z cyklu o Wallanderze są jednak bardziej wiarygodne. Co nie znaczy, że „Powrót nauczyciela tańca” nie jest zajmującą lekturą – Mankell to na tyle sprawny pisarz, że udaje mu się przyciągnąć uwagę czytelnika nawet do niezbyt prawdopodobnej fabuły.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski [90%]
Zabawne – Miłoszewski stał się ulubieńcem środowisk prawicowych po „Uwikłaniu” (a jeszcze bardziej po filmie na jego podstawie), które opierało swą fabułę na fakcie istnienia esbeckiego układu, ale zapewne owo uwielbienie zmieni się po „Ziarnie prawdy”, które z kolei w dużej mierze czerpie pomysł z publikacji Jana Tomasza Grossa. Oba te fakty świadczą zapewne przede wszystkim o tym, że Zygmunt Miłoszewski idzie własną drogą, nie oglądając się na akurat oficjalnie obowiązujące poglądy. I za to duży szacunek.
Ale poza tym „Ziarno prawdy” to znakomity kryminał – bardzo dobrze poprowadzony, z ciekawą intrygą, dawkowanymi faktami, solidną liczbą podejrzanych, zwrotami akcji i mrocznymi tajemnicami z przeszłości. Miłoszewski już przy okazji „Uwikłania” stworzył sobie ciekawego bohatera, prokuratora Teodora Szackiego, w „Ziarnie prawdy” udało mu się jeszcze tę postać rozwinąć (jak wynika z sukcesów skandynawskiego kryminału – nie ma jak problemy rodzinno-osobiste) i otoczyć bardzo ciekawym towarzystwem prowincjonalnych charakterów (od stróżów prawa po lokalnych filantropów). Widać w tym bardzo dobrze odrobioną pracę domową i solidne przygotowanie autora.
Sandomierz natomiast nie jest tu miejscem akcji, jest raczej kolejnym bohaterem powieści. Miłoszewski jednocześnie pokazuje swą fascynację tym miastem i potrafi punktować jego wady i zmarnowane szanse. Nie ma w tym nic ze słodyczy „Ojca Mateusza” (notabene bezwzględnie wyśmiewanego w niektórych momentach powieści), ale i tak wydaje się, że tak szczery obraz, ukazujący zalety i wady miasta, będzie jego jeszcze lepszą promocją.
Wady? Jeden trochę naciągany zbieg okoliczności (w grupie dzieciaków zwiedzających podziemia jest zupełnie przypadkowo syn przyjaciela Szackiego) i chyba niewiele więcej. Bo poza tym „Ziarno prawdy” to świetna książka, wciągająca, momentami zabawna, a w dodatku przepełniona bardzo celnymi spojrzeniami o życiu i całej reszcie we współczesnej Polsce.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Joanna Kapica-Curzytek [80%]
Pewnego dnia do biblioteki w Spencer w stanie Iowa trafił zabłąkany kotek. Otrzymał imię Dewey i zadomowił się tam na stałe. Tym sposobem zmienił życie nie tylko opiekujących się nim bibliotekarek, ale i całej lokalnej społeczności. Co więcej, stał się nawet celebrytą na skalę kraju! Miłośnikom kotów właściwie niczego więcej nie trzeba dodawać. Wszystkim pozostałym czytelnikom warto polecić tę świetnie napisaną opowieść, pełną ciepła i mądrości. Poznajemy wiele skomplikowanych ludzkich losów i dróg dochodzenia do życiowej dojrzałości. Autorka dzieli się swoimi przemyśleniami o siłach życia, nadziei i o tym, że życiowe problemy dają się rozwiązać. Do tego może przyczynić się czasem coś, czego się na swojej drodze zupełnie nie spodziewamy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Joanna Kapica-Curzytek [80%]
Opowieść o życiu i karierze hiszpańskiego wiolonczelisty, którego losy zostały osnute wokół ważnych i burzliwych wydarzeń w Hiszpanii i w Europie na przełomie XIX i XX wieku. Z muzyką splata się tu miłość i wielka polityka, na które mają wpływ w takim samym stopniu wielkość człowieka, jak i jego słabości. Autorka zawarła w książce przejmujące refleksje o roli artysty w społeczeństwie, a także o powiązaniach sztuki z władzą i ideologią. Zadaje rzadko stawiane dzisiaj głębokie pytania: czy w trudnych czasach sztuka jest koniecznością, czy też kaprysem i czy musi się poświęcić własne szczęście w imię czegoś, co dzieje się wokół? Przenikliwa, wciągająca i inspirująca opowieść o wzniosłości muzyki przenikającej się z grozą życia, a także kronika upadku starego porządku świata u schyłku XIX wieku napisana z hizpańskiej perspektywy.
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Mieszko B. Wandowicz [80%]
„Smok Griaule” ukazuje, ile myśli, daleko wykraczających poza sferę estetyczną, potrafi kryć się w języku opowieści. Shepard najpewniej nigdy nie korzysta z takich pojęć jak „możliwość” czy „zło” przypadkiem, nie trwoni ich na efektowne zabawy stylem – choć ten bywa klasycznie piękny – ani nie zużywa, gdy wystarczy słabsze słowo. Ową staranność widać tym lepiej, im starszy jest tekst, bo im bliżej pierwszej z sześciu historii, tym mocniej rysuje się główny temat „Smoka Griaule’a”: nieuchronność, która jak mało co wymaga w opisie ścisłości. Tytułowy gad, nikczemny, wielki na milę, lecz uśpiony i praktycznie nieruchomy, oddziałuje na mieszkańców okolicy samymi rozumem i wolą, zmuszając ich do spełniania jego zachcianek. Niekiedy, jak w „Pięknej córce poszukiwacza łusek”, wielką rolę ogrywa smocza fizjologia, ale zdarza się również, iż granica między prawdopodobnym wpływem bestii a zwykłą ludzką plugawością nie pozwala się uchwycić – wtedy jest najciekawiej, wówczas bowiem Shepard najwięcej mówi o człowieku. A nawet jeśli przytrafia mu się zawiesić realizm także na poziomie psychologii, to i tak potrafi pisać o naszej naturze, od początku – sednie literatury, logicznie, a zarazem z wyobraźnią i bez popadania w nijakość.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Michał Kubalski [90%]
Poznałem twórczość Mankella, poznałem Larssona, Indriðasona i Nesbø, pora poznać pierwowzór skandynawskiej szkoły kryminału. I co się okazuje? Sjöwall i Wahlöö są lepsi od swoich następców. Stosują mniej nachalną „edukację” społeczną niż Larsson, sprawniej opisują istotne cechy policjantów prowadzących śledztwo niż Mankell, a przy – co za odmiana – w sposób niewymuszony i dyskretny wprowadzają do fabuły humor, co jest bardzo odświeżające. Mankell i Indriðason mają u Sjöwall i Wahlöö niewątpliwy dług przede wszystkim w tym, jak uwypukleniu ulegają ludzkie właściwości i życiowe problemy, w tym zdrowotne i rodzinne, stróżów prawa. Nic dziwnego, że powieści literackiej spółki określano także jako „opowieści z życia policji”.
Fabuła powieści to zapis jednego śledztwa, wyłącznie z punktu widzenia policjantów – nie ma tu spojrzenia od wewnątrz, czyli z perspektywy sprawcy. Żmudne i skomplikowane dochodzenie w sprawie zabójstwa kilku pasażerów i kierowcy sztokholmskiego autobusu odsłania mroczne strony jednostek i społeczeństwa jako całości, na przestrzeni wielu lat. Chociaż wspomniałem, że Sjöwall i Wahlöö są dyskretniejsi w prezentowaniu swoich poglądów, nie oznacza to, że są one w powieści niedostrzegalne. Wręcz przeciwnie, krytyka szwedzkiego społeczeństwa jest oczywista. Alkohol, narkotyki, półświatek, przekręty i prostytucja – a z drugiej strony zniechęcenie i apatia detektywów. A rozwiązanie zagadka kryminalna zyskuje dzięki niezdrowej ambicji jednego ze śledczych. Aż dziw, że w tak dołującej scenerii Martin Beck i jego towarzysze nie porzucili pracy w policji i stali się bohaterami 10 powieści. Może to zasługa właśnie dyskretnego i nieco czarnego humoru autorów.
koniec
31 marca 2012

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Wejść, ukraść, wyjść i… przeżyć
Sebastian Chosiński

27 I 2022

To nie jest najbardziej udana powieść Adama Nasielskiego, który w połowie lat 30. XX wieku stał się pisarzem rozchwytywanym do tego stopnia, że stać go było na to, aby zamieszkać w naddniestrzańskim kurorcie Zaleszczyki. Chcąc jednak osiągnąć mistrzostwo, trzeba najpierw być zdolnym czeladnikiem. „Fort grozy” – druga powieść przyszłego twórcy postaci Bernarda Żbika – jest właśnie dziełem prozaika, który dopiero poznaje arkana zawodu.

więcej »

Dwadzieścia jeden ról
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2022

Czy „Rewolucja niebieska. Powieść o Mikołaju Koperniku” jest rzeczywiście powieścią? Ten bez wątpienia pięknie napisany utwór sprawdziłby się o wiele lepiej jako esej biograficzny lub historyczny.

więcej »

Perły ze skazą: Sąd – sądem, ale sprawiedliwość…
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Gdy odchodzi stary świat i rodzi się nowy, zawsze dochodzi do konfliktów – niekiedy politycznych, niekiedy etycznych. W „Sądzie” Władimira Tiendriakowa – niewielkiej powieści, którą można uznać za majstersztyk prozy psychologicznej – oba te aspekty wzajemnie się przenikają. I z tego powodu ze zdwojoną siłą uderzają w kręgosłup moralny starego myśliwego Siemiona Tietierina.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Literacki test Rorschacha
— Beatrycze Nowicka

Zapytaj o Polskę
— Marek Olszewski

Save the president, save the world
— Artur Chruściel

Nieuregulowane rachunki z przeszłością
— Sebastian Chosiński

Nikomu nie jest do śmiechu
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Upływ czasu
— Joanna Kapica-Curzytek

Wybawca lekki jak piórko
— Dominika Cirocka

Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął
— Katarzyna Piekarz

Pudełko nie czarno-białe
— Dominika Cirocka

Tym razem bez koszmarów
— Dominika Cirocka

Historia niesie pisarza
— Tomasz Kujawski

Król nie jest nagi
— Artur Chruściel

Raczej fiat niż mercedes
— Jacek Jaciubek

Dom na kościach
— Sebastian Chosiński

Wyklęty powstań, ludu ziemi…
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Dwadzieścia jeden ról
— Joanna Kapica-Curzytek

ABBA w studio, cz. 1: Dlaczego nie dzwonisz?
— Wojciech Gołąbowski, Joanna Kapica-Curzytek

Coś się dzieje
— Joanna Kapica-Curzytek

ABBA przed zaćmieniem Słońca, cz. 3
— Joanna Kapica-Curzytek

Łowcy, zbieracze, wędrowcy
— Joanna Kapica-Curzytek

Krótko o książkach: Nie da się uciec
— Joanna Kapica-Curzytek

ABBA przed zaćmieniem Słońca, cz. 2
— Joanna Kapica-Curzytek

Ludzka natura, pieniądze i władza
— Joanna Kapica-Curzytek

ABBA przed zaćmieniem Słońca, cz. 1
— Joanna Kapica-Curzytek

Grupa wsparcia
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.