Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Robert M. Wegner
‹Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNiebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Data wydania7 marca 2012
Autor
Wydawca Powergraph
CyklOpowieści z meekhańskiego pogranicza
SeriaFantastyka
ISBN978-83-61187-41-7
Format688s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena47,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nihil novi
[Robert M. Wegner „Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Niebo ze stali”, trzeci tom cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” a przy tym powieściowy debiut Roberta M. Wegnera są solidnie napisaną kontynuacją, choć przy tym niestety niczym nie zaskakują.

Beatrycze Nowicka

Nihil novi
[Robert M. Wegner „Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” - recenzja]

„Niebo ze stali”, trzeci tom cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” a przy tym powieściowy debiut Roberta M. Wegnera są solidnie napisaną kontynuacją, choć przy tym niestety niczym nie zaskakują.

Robert M. Wegner
‹Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNiebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Data wydania7 marca 2012
Autor
Wydawca Powergraph
CyklOpowieści z meekhańskiego pogranicza
SeriaFantastyka
ISBN978-83-61187-41-7
Format688s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena47,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Dwa tomy opowiadań z meekhańskiego pogranicza uczyniły Roberta M. Wegnera jednym z najpopularniejszych młodych autorów rodzimej fantasy. Nic dziwnego, że „Niebo ze stali” było książką oczekiwaną – nie tylko kolejnym tomem cyklu, ale też pierwszą powieścią ze świata Meekhanu. Nasuwały się pytania, jak autor poradzi sobie w dłuższej formie i czy będzie potrafił utrzymać poziom.
Odpowiedź na nie, przynajmniej w moim odczuciu, jest niejednoznaczna, podobnie jak ocena książki. Owszem Wegnerowi udało się poprawnie poprowadzić kilkuwątkową narrację a całość dobrze koresponduje z poprzednimi tomami. Właśnie – rzekłabym, że nawet zbyt dobrze. Albowiem „Niebo ze stali” nie oferuje czytelnikowi niczego nowego, sprawia wrażenie, jakby ktoś przetasował dobrze znane elementy. Co więc znajdziemy w powieści: wędrówkę przez dzikie, surowe góry, walkę na stepach, porucznika Kennetha usiłującego zyskać szacunek nowych żołnierzy i wyjść na swoje w kwestiach spornych z dowództwem, katowane dziecko, istotę, która pomimo dziecięcego wyglądu jest maszynką do zabijania, przybyszów z innego planu, cierpiącego więźnia (tym razem nie przykutego do miecza a zawieszonego na hakach) i oczywiście wielkie bitwy. Na chwilę pojawia się obcy świat, pod tytułowym stalowoszarym niebem, lecz nie jest on szczególnie wyrazisty. Pewien powiew świeżości wnosi wątek Kalilean i Dagheny wysłanych na przeszpiegi do zamku pewnego hrabiego, szkoda tylko, że kończy się on szybko i dyplomatyczne podchody ustępują miejsca kolejnej przeprawie przez góry1).
W meekhańskich opowiadaniach wątkiem łączącym większość tekstów były interwencje istot z innego świata. Wydawało się, że Wegner próbuje w ten sposób stworzyć podwaliny pod cykl powieści – oto ręce obcych wyciągają się po świat ludzi, budzą się dawne moce etc. Tymczasem w „Niebie ze stali” ów wątek oczywiście ma znaczenie, ale posuwa się do przodu ledwie odrobinkę i nie daje praktycznie żadnych odpowiedzi – ot, pojawiają się kolejni goście, dowiadujemy się jednej rzeczy na temat niecnych planów pewnej ich frakcji oraz poznajemy miejsce zwane Mrokiem. Takie tempo każe się nastawić na, lekko licząc, co najmniej dziesięć tomów, nim wreszcie dojdzie do jakiejś konfrontacji2). Jeśli zaś o tempie mowa – „Niebu…” nie zaszkodziłoby odchudzenie o jakieś dwieście stron, bo niektóre kwestie zostały nazbyt rozwleczone. Raz – owe ciągnące się w nieskończoność bitwy (choć, jak widać chociażby z innych recenzji, fani militariów są zachwyceni), dwa – pewna postać dogorywa przez jedną piątą książki3), co zamiast wzbudzić w czytelniku wzruszenie jej losem, raczej znieczula.
Zresztą, bohaterowie stanowią kolejną istotną kwestię – niestety Wegnerowi częstokroć lepiej wychodzą postaci drugoplanowe niż główne. O ile w opowiadaniach nie stanowiło to jeszcze aż takiej przeszkody, gdyż i świat był nowy i sporo się działo, wielotomowy cykl potrzebuje protagonistów, którzy wzbudzą w czytelniku sympatię, albo przynajmniej zainteresowanie. Osoby wysuwające się na czoło jednak do takich się nie zaliczają. Ot, choćby pułkownik Kenneth, szlachetny, niezłomny i dzielny rudy strażnik Tek… pogranicza. W ramach niewielkiej retrospekcji pozwolę sobie przypomnieć opowiadanie Rafała Dębskiego „Serce Żywych Gór” z tomiku „Pasterz upiorów”. Pojawia się tam mianowicie młody i dzielny oficer Vallery d’Orenburg, patrolujący wraz z podkomendnymi dzikie góry. Vallery, świeżo mianowany na dowódcę oddziału, stara się przekonać do siebie swoich podwładnych, walczy wraz z nimi w pierwszej linii, dzieli obowiązki obozowe i słucha rad starego sierżanta Viriesa. Teraz konia z rzędem temu, kto wskaże pięć różnic pomiędzy pułkownikiem d’Orenburgiem a porucznikiem lyw-Darawytem, wyjąwszy kolor włosów, imię, stopień i pochodzenie. No, może jest jedna – Vallery wydaje się bardziej poczciwy, podczas gdy Kenneth w czasie wolnym od bohaterskich czynów zajmuje się głównie umacnianiem swojej pozycji samca alfa oraz oswajaniem niepokornych żołnierzy (przede wszystkim jednego, który przy końcu książki oczywiście uznaje autorytet dowódcy). Pomysł, jak pomysł, może się powtórzyć, ale w momencie, kiedy Darawyt z bohatera czterech opowiadań staje się jedną z ważniejszych postaci powieści, przydałoby się jego wizerunek pogłębić4).
Jeszcze więcej miejsca niż młodemu porucznikowi poświęcono Key’li, najmłodszej córce jednego z ważniejszych Wozaków. Problem polega na tym, że nie sprawia ona wrażenia dziewięcioletniej dziewczynki. Jej sposób wypowiedzi praktycznie nie różni się od stylu dorosłych. W istotnych kwestiach Key’la rozumuje też jak osoba znacznie starsza – w co wlicza się pojmowanie i planowanie taktyki. Mała okazuje się też twarda niczym bohaterowie filmów złotej ery VHS. Z jednej strony wiadomo, że w przeszłości dzieciństwo trwało znacznie krócej – dzieci musiały ciężko pracować, w niektórych społeczeństwach czekały je także bolesne rytuały inicjacyjne. Tyle że Key’la, będąc córką zamożnego kowala, prowadziła względnie wygodne życie, stąd dziwi fakt jej ogromnej psychicznej i fizycznej wytrzymałości5). Jakby chcąc to zrównoważyć, autor średnio co kilkadziesiąt stron przypomina czytelnikowi, iż bohaterka jest przekonana o własnym braku odwagi. Tego rodzaju zabieg sprawdzałby się w sytuacji, gdzie dana postać uważa się za tchórza, a potem nagle w krytycznym momencie znajduje w sobie siłę. Tymczasem Key’la regularnie dokonuje heroicznych czynów, po których nadal ma o sobie niskie mniemanie, co odbiera tej postaci wiarygodność (nie jest wszak ani fałszywie skromna, ani głupia) i od pewnego momentu drażni.
Jeśli już o emocjach mowa – Wegner potrafi wzbudzać w czytelniku silne uczucia. Lecz, gdy się nad tym zastanowić, okazuje się, że używa do tego równie mocnych środków. Tworzy sceny, które przemawiają do wielu czytelników, odwołując się do podstawowych kwestii – by wspomnieć z opowiadań – choćby opis pobicia na śmierć upośledzonego chłopca, czy moment, w którym jedna z bohaterek prosi o truciznę dla swojej matki, skazanej na powolne konanie w lochach i utratę duszy. Tego rodzaju fragmenty potrafią wywołać łzy w oczach (w „Niebie ze stali” też się pojawiają – dla mnie były nimi scena z bukiecikiem kwiatów i druga ze starą kobietą z nożem), lecz przecież nie można używać ich zbyt często i tu nagle się okazuje, że Wegnerowi brakuje subtelności, nie potrafi wygrywać pośrednich emocji. Kiedy więc nie dochodzi do dramatycznych wydarzeń, pozostaje jedynie śledzić akcję przedstawianą dosyć suchym stylem, podporządkowanym relacjonowaniu wydarzeń.
Zapytać ktoś może, skąd w takim razie ocena. Odpowiem zawczasu, że to nadal jest Wegner – „Niebo ze stali” pozostaje porządną powieścią fantasy, która potrafi wciągnąć i w której nie braknie tego, co wielu czytelników ceni u tego autora, czyli bitew, rozlicznych epickich czynów i nakreślonego z rozmachem tła. Jest więc wszystko to, do czego autor przyzwyczaił odbiorców i nie można powiedzieć, by książka była rozczarowaniem. Od najlepszych zwykle jednak oczekuje się więcej.
koniec
2 kwietnia 2012
1) Do tego pojawiają się tam pewne niespójności, które wymieniam w przypisie, by nie zdradzać zbyt wiele z fabuły w tekście recenzji: mianowicie na stronie 158 hrabia Cywras mówi do Kalilean „Mroczne siły zawisły nad górami, a wszystko zaczęło się tuż przed tym, nim przyszły rozkazy z Meekhanu” a na stronie 180 napisano – „Wozacy się ruszyli, więc Cywras-der-Maleg postanowił, że będzie jeszcze przez jakiś czas »gościł« ich księżniczkę” (to drugie jest interpretacją zachowania szlachcica z punktu widzenia bohaterek, więc jeszcze da się jakoś wybronić) a potem czytelnik dowiaduje się, iż hrabia wcale nie wiedział, że na jego ziemiach w tajemniczych okolicznościach giną ludzie, ani, że Verdanno wyruszyli z doliny. I kolejna rzecz – właściwie czemu Laiwa i jej służka sądziły, że mury zamku będą stanowić jakąkolwiek barierę dla pościgu oraz, że ukrywanie się w jednym miejscu, dookoła którego zacieśnia się pętla jest doskonałym pomysłem?
2) Choć sam autor, przynajmniej na razie, mówi o zdecydowanie mniejszej ilości części.
3) Ściślej mówiąc, wątek ciągnie się przez 130 stron, przeplatany oczywiście podrozdziałami dotyczącymi innych bohaterów.
4) Z pewnością odezwą się głosy, że w „Niebie ze stali” ważniejsi są Wozacy w charakterze bohatera zbiorowego. Odpowiadam, że dla mnie to jednak za mało. Niektórzy Verdanno są ciekawi i za to należy się plus; ponadto jako grupa wypadają nieźle, ale w cyklu powieści powinny znaleźć się postaci, których losami czytelnik się przejmie.
5) Ta ostatnia przekracza już granice prawdopodobieństwa, chyba, że założyć, iż to duchy były w stanie utrzymać dziewczynkę przy życiu.

Komentarze

02 IV 2012   12:38:17

To Kenneth jest porucznikiem czy pułkownikiem?

02 IV 2012   15:09:34

Porucznikiem.
Przepraszam, rzeczywiście mi się pomyliło, myślałam o obydwu bohaterach pisząc ten akapit i stąd zamiana.

31 VIII 2012   20:27:15

Bardzo dobra recenzja i konstruktywna krytyka. Bardzo podoba mi się twórczość Wegnera - przeczytałem wszystko z zapartym tchem - ale bardzo dobrze by było, gdyby wziął sobie do serca te uwagi, szczególnie o samych mocnych akordach emocjonalnych. Postacie też są trochę papierowe. Czyni to z tych książek lekturę, która wielu samców łyknie bez mrugnięcia okiem.

Ostatni akapit uzupełniłbym o trochę więcej superlatyw. Bo te bitwy, epickie czyny i rozmach są u niego po prostu za...iście zrobione, jak rzadko. Śmiem twierdzić, że nikomu przed nim w polskiej fantasy się to tak nie udało.

11 XI 2012   16:08:30

Niedawno przeczytałem i trudno się nie zgodzić z panią Beatrycze. Spędziłem przy tej książce kilka pasjonujących godzin ale jednak coś między zębami skrzypiało.

********** Spojlery **********

Miałem wrażenie lekkiego dejavu i to nie chodzi mi o powieści innych autorów ale o opowiadania samego Wegnera (motyw z opieką nad dziwnym dzieckiem, bitwa przy rampie z jednym z Synów Wojny).

Wątek Górskiej Straży mi podpasował, być może tak jak zaznaczył iwan jako samiec łyknąłem go bez popitki, nawet dosyć jednowymiarowa postać porucznika mi nie przeszkadzała. Prawdę mówiąc bardziej mi podszedł niż wątek szpiegowski który na początku mnie trochę nudził, a kiedy zaczął być naprawdę interesujacy to został szybko zakończony rzezią.

To, że Sanhrendey pomogą Verdano było do przewidzenia, być może na zasadzie opozycji, Wegner chyba za bardzo chciał przedstawić jak bardzo te narody się nienawidziły przez co czytelnik mógł się spodziewać, że tutaj nastąpi jakieś "Zaskoczenie".

Motyw z Key'ly od pewnego momentu był już męczący, za każdym razem jak określała się mianem tchórza zębi mi zgrzytały chociaż ciągle jestem ciekawy jak ten wątek zostanie rozwinięty w przyszłości.

No i naturalnie coś czego bardzo mi brakowało w powieści to brak rozwinięcia mitologii świata tak dobrze zakreślonej w dwóch poprzednich książkach. Pewnie wiąże się to również z brakiem rozwinięcia głównego(?) wątku zwiazanego z WielkimNieokreślonymZagrożeniem.

Mówiąc krótko, warto było przeczytać, czekam na więcej i oby pan Robert napisał coś lepszego bo na pewno go na to stać.

13 XII 2013   19:36:36

Baby... Beatrycze są z Wenus.(męscy) przytakiwacze sux.Zajebiste fantasy o Cyganach ! 10/10

10 VII 2015   07:17:14

Pewną regułą staje się fakt, że gdy p. Beatrycze narzeka i marudzi książka musi być świetna.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Kanarki nie lubią cyjanku
Sebastian Chosiński

9 IV 2020

Ustaliliśmy już, że opublikowana w 1958 roku powieść „Czarny mercedes” otworzyła nowy rozdział w karierze literackiej Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Od tamtej pory głównym bohaterem jego „powieści milicyjnych” stał się porucznik – a potem kapitan, a nawet i major – Stefan Downar. W „Siedmiu kanarkach Maurycego” ten sympatyczny i inteligentny funkcjonariusz MO również się pojawia. Choć każe na siebie bardzo długo czekać.

więcej »

Niech żyją kapoanizmy!
Joanna Kapica-Curzytek

8 IV 2020

W „Nowym Kapoanie” autorka opisuje liczne podobieństwa i „niepodobieństwa” pomiędzy językiem czeskim i polskim. To niezły wstęp do poznawania języka naszych południowych sąsiadów, ale co nieco autorce tutaj umknęło.

więcej »

Wygrać nie tylko w sporcie
Joanna Kapica-Curzytek

7 IV 2020

Otylia Jędrzejczak jest najbardziej utytułowaną polską pływaczką w historii. „Moja historia” to opowieść o przeżyciach towarzyszących jej podczas największych sukcesów sportowych i wielkim życiowym dramacie, który był jej udziałem.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nie ma łatwych dróg
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Wrzesień 2016
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2015
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Poszerzenie pola walki
— Michał Kubalski

Meekhańska księga walecznych
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Tegoż autora

Sęp miłości i pożądliwa kapłanka
— Beatrycze Nowicka

Odcina go połyka wypluwa i ginie
— Beatrycze Nowicka

Niezniszczalne
— Beatrycze Nowicka

Historie rozmaite
— Beatrycze Nowicka

Brulion podróżny
— Beatrycze Nowicka

Dom duszy
— Beatrycze Nowicka

Moje 10 lat z Esensją
— Beatrycze Nowicka

Stale płynne
— Beatrycze Nowicka

Wiedźmin – podróż sentymentalna
— Beatrycze Nowicka

Fabuła poszła wychędożyć się sama
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.