Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Orson Scott Card
‹Statki Ziemi›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStatki Ziemi
Tytuł oryginalnyThe Ships of Earth
Data wydania6 października 2011
Autor
PrzekładKamil Lesiew
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklPowrót do domu
ISBN978-83-7648-944-5
Format352s. 142×202mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nadduszo, zlituj się!
[Orson Scott Card „Statki Ziemi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W „Statkach Ziemi”, trzecim tomie „mormońskiego” cyklu Orsona Scotta Carda, rodzina Wetchika wyrusza na pustynię, aby zgodnie z proroctwem przekazanym przez Nadduszę odnaleźć kosmodrom, który zabierze ich na ojczystą planetę. Zanim to jednak nastąpi, czytelnik musi przebić się przez niemal trzysta stron niekończących się spisków, profetycznych snów i skrajnej nudy.

Jędrzej Burszta

Nadduszo, zlituj się!
[Orson Scott Card „Statki Ziemi” - recenzja]

W „Statkach Ziemi”, trzecim tomie „mormońskiego” cyklu Orsona Scotta Carda, rodzina Wetchika wyrusza na pustynię, aby zgodnie z proroctwem przekazanym przez Nadduszę odnaleźć kosmodrom, który zabierze ich na ojczystą planetę. Zanim to jednak nastąpi, czytelnik musi przebić się przez niemal trzysta stron niekończących się spisków, profetycznych snów i skrajnej nudy.

Orson Scott Card
‹Statki Ziemi›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStatki Ziemi
Tytuł oryginalnyThe Ships of Earth
Data wydania6 października 2011
Autor
PrzekładKamil Lesiew
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklPowrót do domu
ISBN978-83-7648-944-5
Format352s. 142×202mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Czytelnicy, którym udało się przebrnąć przez poprzednie dwa tomy – „Pamięć Ziemi” oraz „Wezwanie Ziemi” – zdążyli się już zapewne przyzwyczaić do niespiesznego tempa, w jakim rozgrywa się opowieść o wybrańcach Nadduszy. W świecie bohaterów stworzonych przez Carda wykonanie najprostszej nawet czynności nierzadko prowadzi do wielostronicowych rozważań o wzajemnych relacjach rodziny Wetchika; z pozoru niewinna, rzucona półgębkiem uwaga okazuje się mieć olbrzymie konsekwencje, a zwyczajna wyprawa myśliwska przemienia się w otwartą rywalizację o władzę nad grupą. Wędrówka przez pustynne pustkowia, która zajmuje większość powieści, to niekończący się spektakl rywalizacji – pomiędzy wszystkimi uczestnikami wyprawy, od najstarszych po najmłodszych, racja zawsze jest jednak po stronie tych oświeconych, najwierniejszych wykonawców woli Nadduszy. Jednym słowem, intryga dworska w dusznych wnętrzach namiotów: piętrzące się spiski i knowania, zdrady udaremnione i ciągłe przetasowania misternej hierarchii grupy to w zasadzie narracyjny fundament „Statków Ziemi”, niestety, wraz z każdym przeczytanym rozdziałem coraz mniej frapujący. Obsesyjna samoświadomość postaci, która prowadzi do ciągłych, irytująco rozwlekłych wiwisekcji w efekcie wywołuje jedynie poczucie zniecierpliwienia, szczególnie że fabuła rozwijająca się podług schematu „samospełniające się proroctwo” nie pozostawia wiele miejsca na jakąkolwiek dramaturgię. Z góry wiadomo, komu się powiedzie.
Niewielka wspólnota zgromadzona wokół Wetchika i Lady Rasy musi ustanowić na nowo prawa rządzące codziennym życiem w warunkach dalece odmiennych od rodzimej Basiliki. Tam rozległa władza leżała w rękach kobiet, tu, na pustyni, przewodnictwo obejmują samce alfa, dwaj skonfliktowani ze sobą bracia: Nafai i Elemak. Wielość postaci, które angażują się w ciągłe próby sił nie idzie niestety w parze z ich złożonością. Od początku wiadomo, kto reprezentuje dobro (uczciwość, posłuszeństwo, odwagę itd.), a kto należy do przedstawicieli „ciemnej strony”, odznaczającej się gwałtownością, egoizmem, a co gorsza bezbożnością (choć pomysł dwoistej natury Nadduszy – będącej przecież komputerem – jest akurat dość ciekawy). Na upartego można to naturalnie tłumaczyć taką a nie inną konstrukcją świata oraz religijnym charakterem opowieści, z punktu widzenia czytelnika jednakże(sceptycznego bądź nie) poczynania bohaterów grzeszą sztampą i irytująco moralizatorskim puentowaniem każdego wątku.
Na marginesie wypada jeszcze wspomnieć o jednym dość kuriozalnym wątku, jakim jest aranżowane małżeństwo Shedemei i Zdoraba. Z jednej strony wydaje się ono w pełni zgodne z moralnym porządkiem rządzącym we wspólnocie relacjami pomiędzy płciami (silne nastawienie na prokreację), ale z drugiej sprawia wrażenie zbyt natarczywego i, koniec końców, stereotypowego wyłożenia doktryny mormońskiej. Pełniący rolę służącego Zdorab ukrywa przed pozostałymi swoją odmienną orientację; odsłaniając się przed Shedemei, jedyną niezamężną kobietą we wspólnocie, wykazuje się niezwykle samoświadomym poczuciem własnej niższości, faktem odseparowania od „drzewa życia”, który przyjmuje z akceptacją. Jego towarzyszka natomiast okazuje się równie ułomna w tej sferze – poświęcając życie nauce, dobrowolnie zrzeka się uświęconej roli matki i żony, co gorsza, nie wykazuje nawet krztyny zainteresowania ani chęci, by cokolwiek zmienić. Ich związek, oparty w pierwszym rzędzie na przyjaźni i szacunku, symbolizuje podporządkowanie wobec oficjalnych norm, zaakceptowanie sytuacji, w której każdy mężczyzna musi mieć żonę, a więc zapewnia dwójce bohaterów spokój i poczucie bezpieczeństwa. Niemniej w oczach pozostałych uczestników wyprawy Zdorab i Shedemei pozostają dziwakami, wyłączonymi poza ramy tradycyjnych układów rodzinnych (postrzeganych jednak jako naturalne); pozostałe bohaterki co rusz wyrażają ubolewanie nad smutnym losem bezdzietnej genetyczki, która nawet pomimo olbrzymiej wiedzy nie może – co gorsza, nawet sobie tego nie uświadamia! – być szczęśliwa. Sytuację zmieniają dopiero narodziny syna, poczętego w wielkim poświęceniu. Ten specyficznie ujęty związek homoseksualisty i feministki (w uproszczeniu) w efekcie sprawia wrażenie roszczeniowego uporządkowania tego typu „spraw” w układzie, który pozornie uszczęśliwia wszystkich, podany jednak w stylu, który rzuca nieco światła na osobiste poglądy samego autora1); pod płaszczykiem zrozumienia i akceptacji (ale wyłącznie na warunkach określonych przez większość) kryje się dość czarno-biały obraz świata takiego, jakim powinien w założeniu być.
Karawana pielgrzymów dociera wreszcie na wyznaczone miejsce i zakłada osadę w opuszczonej dolinie. Mijają lata, grupka powiększa się o liczne potomstwo, a zlecona im przez Nadduszę misja coraz mocniej zaciera się w pamięci większości. Nie zdradzając zbyt wiele (swoją drogą tytuł „Statki Ziemi” zawiera dość jednoznaczną podpowiedź co do kierunku, w którym zmierzać będzie fabuła), wspomnę tylko, że ostatnie rozdziały powieści wprowadzają do akcji typowo cardowskie rekwizyty science fiction, wraz z sugestią, że być może kolejny tom przyniesie nieco zmian w nużącej strukturze opowieści. Póki co, jeśli chodzi o jakość – tendencja spadkowa.
koniec
12 kwietnia 2012
1) Bardziej rozbudowany wątek homoseksualny wprowadza Card w powieści „Mistrz Pieśni”, komponując fabułę niejako pod dyktando maksymy: „Kochaj grzesznika, nienawidź grzechu”.

Komentarze

12 IV 2012   15:22:25

Właściwie nie była to recenzja, tylko wypowiedzenie się na temat kilku wątków powieści. Nadal nie wiem, co jest w tej książce nie tak (oprócz dłużyzn i spisków)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Polecamy

Lęk i odraza w Kalifornii

Na rubieżach rzeczywistości:

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zaprogramowany chłopiec
— Agata Rugor

Skoki czasowe i puszczanie bąków
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Bliski krewny Endera
— Konrad Wągrowski

Żony i mężowie
— Jędrzej Burszta

Napisane ręką apologety
— Jędrzej Burszta

Kosmiczna sielanka
— Beatrycze Nowicka

Cudzego nie znacie: Jadą, jadą Mleczną Drogą siostrzyczka i brat…
— Michał Kubalski

Cień…izna
— Jakub Gałka

Ach ten Card!
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Dym/nie-dym i polarne niedźwiedzie na tropikalnej wyspie
— Konrad Wągrowski, Jędrzej Burszta, Marcin T.P. Łuczyński, Karol Kućmierz

O malarstwie i rewolucji
— Jędrzej Burszta

Cień dawnej świetności
— Jędrzej Burszta

Polska inna, a jednak ta sama
— Jędrzej Burszta

Szaleństwo na zamku Gormenghast
— Jędrzej Burszta

Czarownica jaka jest, każdy widzi…
— Jędrzej Burszta

Michel Houellebecq, pisarz
— Jędrzej Burszta

W tym szaleństwie nie ma metody
— Jędrzej Burszta

Żony i mężowie
— Jędrzej Burszta

California Dreamin’
— Jędrzej Burszta

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.