Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Joe Abercrombie
‹Zemsta najlepiej smakuje na zimno›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZemsta najlepiej smakuje na zimno
Tytuł oryginalnyBest Served Cold
Data wydania13 stycznia 2012
Autor
PrzekładRobert Waliś
Wydawca MAG
CyklPierwsze Prawo
ISBN978-83-7480-220-8
Format812s. 135×202mm
Cena49,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Pod krwawym słońcem i ciemną gwiazdą
[Joe Abercrombie „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Zemsta najlepiej smakuje na zimno” Joe Abercrombiego to świetnie napisana, dynamiczna powieść fantasy osadzona w brutalnym świecie i obsadzona równie bezwzględnymi bohaterami.

Beatrycze Nowicka

Pod krwawym słońcem i ciemną gwiazdą
[Joe Abercrombie „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” - recenzja]

„Zemsta najlepiej smakuje na zimno” Joe Abercrombiego to świetnie napisana, dynamiczna powieść fantasy osadzona w brutalnym świecie i obsadzona równie bezwzględnymi bohaterami.

Joe Abercrombie
‹Zemsta najlepiej smakuje na zimno›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZemsta najlepiej smakuje na zimno
Tytuł oryginalnyBest Served Cold
Data wydania13 stycznia 2012
Autor
PrzekładRobert Waliś
Wydawca MAG
CyklPierwsze Prawo
ISBN978-83-7480-220-8
Format812s. 135×202mm
Cena49,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Pierwszy raz o Abercrombiem przeczytałam na pewnym anglojęzycznym blogu, którego autor pomstował na wypaczanie fantasy, które miast traktować o heroicznych czynach i świata ratowaniu, eksponuje ciemną stronę tegoż świata i ludzkiej natury. Później zetknęłam się z twórczością angielskiego autora podczas lektury antologii „Miecze i mroczna magia” – opowiadanie „Parszywa robota” zwracało uwagę dobrym warsztatem, byłam więc ciekawa, jak Abercrombie poradzi sobie w dłuższej formie.
Już po lekturze „Zemsty…” mogę stwierdzić, że poradził sobie bardzo dobrze. Gdy myślę o tej powieści, jawi mi się ona jako przykład świetnie opanowanego pisarskiego rzemiosła. I nie ma to być krytyka – lepsze dobre rzemiosło niż kulawa sztuka. Abercrombie znakomicie panuje nad materią literacką – ma się wrażenie, że wszystko, co znalazło się w powieści brzmi tak, jak autor sobie zamierzył. Zwraca uwagę staranna kompozycja fabuły, kreacja bohaterów i podporządkowanie stylu charakterowi całości. „Zemsta…” nie wygląda na utwór, gdzie niektóre wątki czy postaci zostały „puszczone na żywioł”. Wydaje się raczej, iż autor zaczął od sporządzenia konspektu, a później konsekwentnie go realizował, począwszy od głównego wątku poprzez rozplanowanie kolejnych części, ilości miejsca poświęconego danemu protagoniście aż po zdanie rozpoczynające i zamykające powieść.
Abercrombie precyzyjnie dawkuje też informacje o bohaterach. Potrafi rozbudzić ciekawość czytelnika, skłonić go do snucia własnych przypuszczeń, a potem nierzadko zupełnie zaskoczyć (vide kwestia brata Dreszcza). Szczególnie ciekawy efekt osiąga, gdy kolejne fragmenty układanki diametralnie zmieniają wyobrażenie o danej postaci: ofiara okazuje się katem, kat – niewinnym przypisywanej mu rzezi, a oszukany – zdrajcą. Okrutne czyny w świetle nowych faktów są uzasadnione, a te z pozoru szlachetne wcale nie wynikają z nagłego przypływu wyższych uczuć. Dobrze widać to zwłaszcza w pojawiających się na początku każdej części retrospekcjach, które znakomicie dopełniają portret głównej bohaterki i tłumaczą, co uczyniło ją tym, kim jest. Dotyczy to także wielu drobnych uwag i strzępków informacji, tylko pozornie rozrzuconych, a w rzeczywistości stanowiących elementy przemyślanej całości.
Pisząc o Abercrombiem nie sposób nie wspomnieć o przyjętej przez niego konwencji i ogólnym obrazie świata, będącego miejscem parszywym, gdzie „racja jest po stronie ludzi najbardziej bezwzględnych, zdradzieckich i krwawych”, a za dobre czyny szybko się płaci. Główni bohaterowie „Zemsty…” to cyniczni, egoistyczni łajdacy, psychopaci, albo jedno i drugie, a drugoplanowi niewiele im pod tym względem ustępują. Owszem, są ciekawi, lecz – jak to ujął jeden z protagonistów: „To zawsze przykre, gdy zdrada dotyka uczciwych ludzi. Jednakże, kiedy dotyka zdrajców, nie można się pozbyć uczucia… kosmicznej sprawiedliwości”. Z tego względu samą fabułę śledzi się z zainteresowaniem, ale właśnie „na zimno”. Można rozumieć motywację Monzy, ba, czeka się nawet na każdy kolejny akt jej prywatnej wendetty, ale trudno jej współczuć.
Jednym z największych atutów „Zemsty…” są dialogi – cięte, inteligentne, pełne czarnego humoru i gorzkich refleksji, czasami wręcz aforystyczne, znakomicie współtworzące klimat świata i oddające napięcia pomiędzy postaciami. Już dawno nie czytałam książki, w której wzajemne relacje bohaterów były tak wyraziste, gdzie nie tyle służyły one dookreślaniu postaci, ale stanowiły osobną jakość. Abercrombie ma talent do trafnych – choć oczywiście adekwatnie cynicznych i pozbawionych złudzeń, a w najlepszym razie niewesołych spostrzeżeń: „[Bohater -] tak się nazywa człowieka, który zabił tak wielu ludzi, że słowo «morderca» przestaje wystarczać”, „Ludzie wolą przywódcę, który sprawia wrażenie wielkiego, od tego, który jest taki w istocie”, „Zachowanie nadziei nie jest łatwe. To wysiłek, który nie przynosi zysków”, „Strach i gniew to dwie strony tej samej monety”, „Ludzie wszędzie są tak samo zmienni (…) Mają wiele kategorycznych poglądów, które okazują się bardzo niewygodne, gdy muszą je zastosować w życiu. Niewielu ludzi pozwala, by moralność krzyżowała ich plany. Albo nawet ograniczała wygodę”, „To jest wojna. Tutaj nie ma właściwej strony”, „To dziwne, że niezależnie od tego, jak twarda staje się nasza skóra w późniejszym życiu, rany młodości nigdy się nie zabliźniają”, „A niby co po sobie pozostawiamy poza niedokończonymi sprawami i niewypowiedzianymi słowami? Puste ubrania, puste pokoje, pustkę w ludziach, którzy nas znali? Nie popełnione błędy i nadzieje obrócone w pył”, „Nasza chwała blednie (…) i zmienia się w nudne anegdoty, równie nieprzekonujące jak kłamstwa innych drani. Natomiast porażki, rozczarowania i wyrzuty sumienia cały czas pozostają świeże. (…) Takie paskudne chwile czynią nas tym, kim jesteśmy”, „[Idee] to tylko wymówki. Nikt nie postępuje tak bezmyślnie, brutalnie i z takim bezinteresownym okrucieństwem jak ludzie inspirowani sprawiedliwymi ideami”.
W odniesieniu do prozy Abercrombiego często używa się terminu „realistyczne fantasy”, jednak nie zgadzam się z tym. Główne postaci są przerysowane, sceny spektakularnych rzezi (zwłaszcza w wykonaniu Shenkta) wypadają filmowo – zresztą cała „Zemsta…” jest niemal gotowym scenariuszem. Może nie pod film hollywoodzki, ale taki miniserial HBO na pewno prezentowałby się nieźle.
Akcja powieści biegnie szybko i pomimo znacznej ilości stron lektura nie nuży. Odbywa się to niestety kosztem przedstawiania świata, który zostaje zarysowany pobieżnie, często też czytelnik musi się zadowolić ledwie strzępkami informacji. Wprawdzie „Zemsta…” dzieje się w tym samym uniwersum, co trylogia „Pierwsze prawo”, niemniej chodzi nie tylko o wiadomości polityczno-historyczno-geograficzne, ale o samą wyrazistość scenerii. Opisy miejsc są dosyć skąpe i możliwie skondensowane. Zdania w rodzaju „połamane wzory słonecznego blasku tańczyły na opadłych liściach wraz z zapadaniem wieczoru” zdarzają się niezmiernie rzadko – zdecydowanie częściej autor raczy czytelnika starannie odmierzoną brzydotą, stanowiącą jeden z elementów, dzięki któremu „Zemsta…” uzyskuje spójność.
Powieść Abercrombiego zapewne nie przypadnie do gustu każdemu z uwagi na obraną estetykę i ponury wydźwięk, jednak zasługuje na uwagę i uznanie, jako dzieło pisarza przemawiającego własnym, osobnym głosem. Na tle fali wtórnej „produkcji literackiej” angielski pisarz zdecydowanie wnosi powiew świeżości.
koniec
25 kwietnia 2012

Komentarze

25 IV 2012   23:34:41

Witam!

Zwracam uwagę, że autor książki nazywa się Abercrombie, nie zaś - jak Pani w tej skądinąd dobrej recenzji stale powtarza - Abercombie.

Pozdrawiam.

26 IV 2012   12:23:50

Kiedy Isa wyda ostatni tom trylogii "Pierwsze Prawo" i czy dalej bedzie to to samo wykastrowane pod nastolatkow tlumaczenie?

26 IV 2012   15:49:13

@ Kobold

Dziękuję za uwagę!

04 VIII 2012   13:07:14

"Zemsta" jest lepsza od niezłych "Bohaterów", ale to w debiutanckiej trylogii, tj. we wspominanym "Pierwszym prawie", Abercrombie wzniósł się na wyżyny. Ta trylogia naprawdę mu się udała - od początku do końca.

27 V 2013   12:54:23

Jak dla mnie to jest słabizna w porównaniu z "Pierwszy prawem". Trylogia ma iskrę, której tutaj zabrakło.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wolność i odpowiedzialność
Marcin Mroziuk

5 V 2021

Oczywiste jest, że Rafał Witek nie chce zachęcać młodych czytelników do naśladowania postępowania głównej bohaterki książki, ale zarazem „Ja, Majka” w przekonujący sposób ukazuje, że prawdziwym problemem często nie jest sama ucieczka dziecka, lecz powody, które skłaniają je do tego.

więcej »

Ostateczny kres jest ułudą
Joanna Kapica-Curzytek

4 V 2021

„Koniec historii”, powieść Luisa Sepúlvedy nawiązująca do trudnej przeszłości Chile, przekonuje nas, że ostateczny kres politycznych zdarzeń, w tym rewolucji, jest ułudą.

więcej »

Sałatka grecka (zawiera GMO)
Beatrycze Nowicka

3 V 2021

„Zodiaki. Genokracja”, czyli książkowy debiut Magdaleny Kucenty, niestety, rozczarowuje.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Grudzień 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Garść monet
— Beatrycze Nowicka

Yarvi, królewicz gettlandzki
— Beatrycze Nowicka

Nim Abercrombie włączył przester
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Stare mleko kwaśnieje, stara zemsta staje się coraz słodsza
— Kamil Armacki

Zakończenie najlepiej smakuje na zimno
— Michał Kubalski

Bohaterowie żyją w pieśniach, ale leżą w zbiorowych mogiłach
— Kamil Armacki

Esensja czyta: Styczeń 2012
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Sałatka grecka (zawiera GMO)
— Beatrycze Nowicka

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
— Beatrycze Nowicka

Poczytajmy o ogrodach
— Beatrycze Nowicka

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.