Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 lipca 2018
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja czyta: Grudzień 2012

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Nowy Rok dział ksiażkowy inauguruje przeglądem lektur z grudnia roku 2012. Wiemy że zgodnie ze zwyczajem powinniśmy opublikować go wczoraj, ale dosliśmy do wniosku że mało kto będzie miał czas na lekturę aż 15 krótszych lub dłuższych recenzji przygotowując się do Sylwestra.

Kamil Armacki, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Grudzień 2012

Nowy Rok dział ksiażkowy inauguruje przeglądem lektur z grudnia roku 2012. Wiemy że zgodnie ze zwyczajem powinniśmy opublikować go wczoraj, ale dosliśmy do wniosku że mało kto będzie miał czas na lekturę aż 15 krótszych lub dłuższych recenzji przygotowując się do Sylwestra.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka [30%]
To trzeci i – miejmy nadzieję – ostatni przypadek, gdy zachęcona ładną okładką (przedstawiającą najpewniej główną bohaterkę), sięgnęłam po książkę nieznanej mi autorki. Antologia „Steampunk” nie przypadła mi wprawdzie do gustu, ale uważałam, że w samej konwencji tkwi spory potencjał na malowniczą i lekką fantastykę rozrywkową. Zamieszczona z tyłu notka powinna była mnie ostrzec, jednak jakoś nie zdołała ostudzić mojego zapału – uznałam po prostu, że zapowiadany wątek romansowy wpisze się ładnie w klimat przygody w stylu retro. Nie doceniłam jednak rozmiaru tegoż wątku. Niestety, sukces cyklu Stephanie Meyer doprowadził do tego, że romanse w fantastycznym sztafażu stały się modne i konwencję do tej pory kojarzoną z czymś zgoła innym zalała fala tandety masowo produkowanej przez rozliczne autorki. Przykładem takiego „dzieła” jest właśnie „Żelazny Książę”.
Nie powiem, kilka pomysłów na świat mogłoby się sprawdzić pod zręczniejszym piórem, choć idea, by Europa została podbita przez władających nanotechnologią… Mongołów jakoś nieszczególnie mi leży. Może gdyby to byli słynący z dokonanych w starożytności wynalazków Chińczycy, wyglądałoby to sensowniej. Poza tym nano sąsiadujące z technologią typowo steampunkową wywołuje pewne wrażenie niespójności, pojawia się też pytanie, czemu Orda nie ulepszyła swojego wynalazku. Nieszczególnie przemyślanemu światu towarzyszy niespecjalnie wyszukana i miejscami szyta naprawdę grubymi nićmi fabuła. Niektóre potencjalnie malownicze sceny zostają w niej pominięte lub potraktowane bardzo skrótowo – najpierw jest mowa o poważnym zagrożeniu, ale gdy bohaterowie udają się na miejsce, nie natykają się na opór, albo podczas bitwy morskiej naraz okazuje się, że w konfrontacji biorą udział jedynie dwa okręty a reszta floty nie podejmuje działań ofensywnych. Z drugiej strony pojawiają się także sceny dosyć bezsensowne (końcówka wątku Archimedesa Foxa). Chociaż być może niepotrzebnie się nad tym rozwodzę, gdyż wszystko powyższe zdaje się tylko pretekstem dla tematu właściwego, to jest romansu Mary Sue… znaczy Miny Wenthworth z tytułowym Żelaznym Księciem.
Owszem, mamy wolność słowa i jeśli ktoś chce opublikować fantazje erotyczne w formie książki i jeszcze znajdzie sobie wydawcę, to jego sprawa. Ale niech przynajmniej potencjalny czytelnik zostanie poinformowany – jakiś podtytuł w rodzaju „Steamporno, czyli seks na sterowcu”, ewentualnie „Początkowo powściągliwa policjantka i przyrodzenie potężnego pirata” byłby bardzo przydatny. Osobiście bowiem wolę, gdy najważniejszym wątkiem jest – choćby i wyświechtane – ratowanie świata, a nie pokonywanie przez główną bohaterkę lęku przed orgazmem. Ze smutkiem muszę też stwierdzić, że w porównaniu z Brook wspomniana wyżej Meyer w „Zmierzchu” przedstawiła napięcie seksualne pomiędzy swoimi bohaterami w sposób bardzo wyrazisty i trafny. W „Żelaznym Księciu” sprawa wygląda tak – główny bohater spotyka dzielną policjantkę i z miejsca ogarnia go żądza… w związku z czym łazi za Miną, przystawia się do niej i raz po raz opisuje jej, jak to będzie ją brał na różne sposoby. W końcu ona mu ulega (gdzieś tak około 260tej strony) i od tej pory fabuła już zupełnie schodzi na plan dalszy. Warto tu nadmienić, że książę to dziwaczny konstrukt: w dzieciństwie seks-niewolnik, obecnie wcielenie idei macho, pirat, wielki chłop odkrywający w sobie wrażliwe serce, najpierw usiłujący bohaterkę zmusić czy zaszantażować, pożądający do szaleństwa ale ostatecznie nie wykorzystujący jej, gdy jest pijana i czekający, aż będzie gotowa, od pewnego momentu nieustannie deklarujący, jak to będzie swoją kobietę chronić, wreszcie na koniec wyznający Minie, że jest „tą jedyną, na całe życie”, którą chce poślubić. Do teraz czuję zdziwienie, że coś takiego mogło się urodzić w czyjejś głowie. Jak widać, mogło.
W zdumienie wprawiła mnie także rozciągłość scen erotycznych – przedstawić opis jednego stosunku na jedenastu stronach to jest pewnego rodzaju sztuka. Ale tylko jeśli chodzi o ilość, gdyż owe strony wypełnione są zwrotami w rodzaju „ogień żądzy”, czy „gorący pal” – zresztą, pozwolę sobie zacytować kilka przykładów, pomijając te bardziej dosadne – „zawładnął jej ustami kolejnym pocałunkiem wygłodniałym, wilgotnym i gorącym”, „obnażył jej piersi, ukazując je swoim oczom”, „druzgocąca przyjemność wybuchła pod jej skórą”, „rozsypała się pod naporem rozkoszy”. I tak wciąż od nowa, aż do finałowego momentu oświadczyn (z drobnymi przerwami na odbijanie porwanego brata bohaterki, ustrzelenie przez wyżej wzmiankowaną krakena, pokrzyżowanie mrocznych a plugawych zamierzeń tajnej organizacji oraz scenę szlachetnego poświęcenia). Podsumowując – odradzam, chyba, że ktoś jest wyjątkowo złakniony kiczowatych seks-scenek.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jarosław Loretz [40%]
Uwielbiam space opery i chętnie je czytuję, ale najczęściej doznaję rozczarowania, bo mało kto potrafi napisać w tym gatunku powieść gęstą i wartką. Na ogół trafiają się dmuchane, lichutkie czytadełka o objętości wydatnie wspomaganej pustymi, szybkimi dialogami, których równie dobrze mogłoby wcale nie być, bo bez nich fabuła w najmniejszym stopniu by nie ucierpiała. Tak też jest ze „Star Risk”, pierwszym tomem cyklu o tym samym tytule. Z początku może nie wygląda to jeszcze tak tragicznie, zwłaszcza kiedy czytelnik zostaje wrzucony w wir kosmicznych ataków na rozsiane po pasie asteroid placówki górnicze, a potem jest świadkiem powoływania do życia malutkiej, ale rzutkiej firmy mającej za zadanie wytropić i zniszczyć agresorów. Przez pierwsze mniej więcej sto stron autor w miarę sensownie odmalowuje postaci i wyczarowuje umiarkowanie namacalne realia życia na kosmicznym pograniczu, dorzucając tu i ówdzie drobiny humoru. Jednak po przekroczeniu połowy książki, kiedy postaci są już odpowiednio wyrzezane, pionki z napisami „dobry” i „zły” porozstawiane po szachownicy, a uwaga czytelnika odpowiednio ukierunkowana, następuje wyraźne załamanie się jakości prozy. Dialogi przestają wnosić do fabuły jakiekolwiek nowe elementy, humor zaczyna nużyć, a intryga staje się irytująco linearna, źle wróżąc całemu cyklowi, który – jak na to wygląda po lekturze pierwszego tomu – jest po prostu kosmiczną mydlaną operą podrzędnego sortu, taką klasyczną konfekcją pociągową, którą czyta się może i bez obrzydzenia, ale też ze świadomością, iż nic konkretnego z tej lektury nie wyniknie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Anna Kańtoch [80%]
Kolejna, trzecia już część przygód najlepszego i zarazem jedynego maga w Chicago, czyli Harry’ego Dresdena. W porównaniu z wcześniejszymi chyba trochę mniej jest tu humoru, za to więcej dramatu i nawet tragedii, bo jak się okazuje magia nie ma nic wspólnego z prostymi wyborami, a życie Dresdena komplikuje się coraz bardziej. Zdecydowanie warto, podobnie jak wcześniejsze tomy: dla sympatycznego bohatera, wciągającej akcji, która nie pozwala oderwać się od lektury i w końcu, last but not least, dla zręcznej żonglerki typowymi motywami fantasy oraz kryminału noir.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jacek Jaciubek [70%]
Jakże jest ta książka różna od literatury, z którą najczęściej się stykam. Proza Eileen Chang nie należy do łatwych, takich, które można czytać dla czystej rozrywki. To literatura wysmakowana, zmysłowa, delikatna, koncentrująca się na uczuciach, emocjach, namiętnościach i czyniąca to w sposób wybitny.
Bohaterkami u Chang zwykle są kobiety, te z nizin i te z wyżyn, bogate i ubogie, piękne i brzydkie, zaradne i nieporadne. Ich życie najczęściej składa się z szeregu powtarzanych do znudzenia czynności, gestów, obrzędów. Powojenne Chiny, o których pisze Chang, to nie miejsce dla kobiety wyemancypowanej, w tym miejscu pojęcie to jest czystą abstrakcją. Kobieta (podobnie zresztą jak mężczyzna) jest przypisana do swojej rodziny i niemożliwe wydaje się życie bez niej. Hańba spadająca na człowieka obciąża wszystkich krewnych. Długi zaciągnięte przez jednego z domowników spłacać muszą pozostali. W Chinach przywiązanie do bliskich, współodpowiedzialność, wzajemne zależności tworzą strukturę kompletnie inną od tej, w której żyjemy my, Europejczycy. Rola rodziny jest niepodważalna, a jej głowa ma faktyczną władzę nad krewnymi.
Swych bohaterów wrzuca Chang najczęściej w codzienne, zwyczajne sytuacje. Nie tyle opowiada historie, co raczej portretuje pewne chwile w życiu ludzi, niekoniecznie przełomowe, jakby próbowała zachować na kliszy fotograficznej krajobraz i obudować go kontekstem. Autorka wchodzi głęboko w umysły wykreowanych postaci, przedstawiając targające nimi emocje i robi w to w sposób szczególny, bardzo wiarygodny, posługując się przy tym pięknym, bogatym językiem. Niektóre opowiadania wypadają lepiej, inne gorzej, czasem nużąc ospałą narracją, ale warto zapoznać się z prozą chińskiej autorki, ponieważ jest to osobliwe doświadczenie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski [60%]
Wydawanie takich pozycji jest ze wszech miar słuszne. Encyklopedyczne przewodniki po świecie popkultury są zjawiskiem bardzo popularnym na zachodzie i ich pojawianie się w Polsce świadczy o normalizowaniu się naszego rynku. Tematyka też słuszna – świat Marvelowskich Avengersów jest tak rozbudowany, że jakakolwiek próba jego uporządkowania zasługuje na pochwałę. Nie jestem jednak pewien, czy to dobry czas na takie albumy, boję się bowiem, że dla większości, która wiedzę o Mścicielach czerpie w filmu Whedona będzie to pozycja zbyt bogata (opisuje bowiem aż 203 bohaterów), a z kolei dla fanów (na razie nielicznych) raczej bardzo powierzchowna, bo opisy są jednostronicowe i dają bardzo ogólną wiedzę o bohaterze (czy łotrze). Merytorycznej strony nie podejmuję się oceniać. Dla mnie „Avengers” byli miłym wprowadzeniem do uniwersum, zachęcającym do sięgania po więcej – być może kolekcja obecnie wydawanych komiksów Marvela na to pozwoli.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Anna Kańtoch [70%]
W opisach powtarza się stwierdzenie, że to „łamiąca tabu” książka o policjancie-muzułmaninie, który nie zawsze przestrzega prawa i w dodatku pije. Cóż, pomyślałam sobie, że przeczytam, choćby po to, żeby przekonać się, jak zła musi być powieść, którą trzeba reklamować w tak desperacki sposób. I przeżyłam przyjemne zaskoczenie, bowiem „Opactwo” wcale nie jest złe. Wręcz przeciwnie, jest bardzo dobre, mimo iż przynależność etniczna i religijna głównego bohatera jest w dużej mierze pretekstowa (Ash Rashid to Arab, ale mocno już zamerykanizowany). Jeśli jednak nie szukać w książce na siłę nowatorstwa i taniej sensacji, otrzymamy zgrabnie skrojoną sensację z dynamiczną fabułą i interesującym, sympatycznym bohaterem. Właśnie sensację, nie kryminał, bo choć element zagadki tu jak najbardziej jest, autor nie poświęca mu wiele uwagi (nawet na końcu, gdy przychodzi do wyjaśnień), skupiając się głównie na szybkiej akcji. Fakt, wszystko to wypada z pamięci w pięć minut po lekturze, ale póki człowiek nie przewróci ostatniej strony, czyta się wyśmienicie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Daniel Markiewicz [60%]
Powieść o języku i jego konsekwencjach z tajemniczym kultem i morderstwami w tle. Garsteczka ciekawych rozważań nad tym, co determinuje nasze postrzeganie świata i mocy słów. Niestety wszystko to bez większego przełożenia na fabułę – książka, choć prowadzona w niespiesznym tempie, może sprawić sporo trudności. Tak, jakby autor chciał jeszcze dodatkowo w ten sposób uwypuklić rolę języka. Ten jest tutaj upoetyzowany, ale ciężkawy, miejscami wydaje się wręcz stworzony do tego, by pozwolić odbiorcy się zagubić. Szkoda, bo tematyka – pomieszanie religii z polityką, wspomniana kwestia siły słów – arcyciekawa i domagająca się ciekawszego, a na pewno sprawniejszego wykonania. Nawet, jeśli uznać celowość niektórych rozwiązań wymierzonych przeciwko czytelnikowi (jak wspomniany język, bo przecież w jego siłę jest jednocześnie wpisana niemoc i nietrwałość), „Nazwy” pozostają książką o kilka klas słabszą choćby od świetnego, trzy lata późniejszego „Białego szumu”. I to może być pewne wyjaśnienie faktu, że przetłumaczono ją dopiero 30 lat po premierze.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Ćwierćsaga
Jarosław Loretz

18 VII 2018

„Elfy” Bernharda Hennena i Jamesa Sullivana byłyby całkiem przyzwoitą propozycją fantasy, gdyby nie to, że urywają się w połowie.

więcej »

Mała Esensja: Tuzin bajek pod poduszkę
Marcin Mroziuk

17 VII 2018

Nie ulega wątpliwości, że „Dobranocki na pogodę i niepogodę” rzeczywiście świetnie się nadają do czytania dzieciom przed snem. Znalazły się tutaj teksty zarówno stare, jak i nowe, ale wszystkie bez wyjątku naprawdę doskonałe.

więcej »

Krótko o książkach: Pierwsze zadanie Maggie
Joanna Kapica-Curzytek

16 VII 2018

„Przedsmak zła” jest kolejnym spotkaniem z Maggie O’Dell, bohaterką kilku innych książek, które napisała Alex Kava.

więcej »

Polecamy

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8

Przeczytaj to jeszcze raz:

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Przemiana fazowa
— Anna Nieznaj

Jaja jak atomowe berety
— Wojciech Gołąbowski

Furia ze Złotego Wieku SF
— Wojciech Gołąbowski

Niewystarczająco dobrzy dorośli
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Inne recenzje

Przeczytaj to jeszcze raz: Dresden-egzorcysta
— Miłosz Cybowski

Pod nieboskłonem siadłem i na kres cywilizacji czekałem
— Daniel Markiewicz

Potwór z Londynu
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Z tego cyklu

Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Tegoż twórcy

Cztery razy Oliver Sacks
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski

Znak firmowy
— Dawid Kantor

Rok ostrokrzewu
— Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Kolejne ratowanie świata
— Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Zabawa w wojnę
— Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Dresden-egzorcysta
— Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Dresden ma kłopoty
— Miłosz Cybowski

Nieustraszony
— Beatrycze Nowicka

Czytając (dobre) science fiction
— Daniel Markiewicz

Trzy miasta i trzej magowie – część pierwsza
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Z filmu wyjęte: Narodowy zombie
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: Ćwierćsaga
— Jarosław Loretz

Krótko o filmach: Bright
— Jarosław Loretz

Twarda niczym Chuck Norris
— Beatrycze Nowicka

Wojny nieustające
— Jarosław Loretz

Mała Esensja: Rysuj, pokazuj, opowiadaj
— Konrad Wągrowski

Z filmu wyjęte: Nasze mięso armatnie
— Jarosław Loretz

Niedojadki
— Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Nasi międzynarodowo
— Jarosław Loretz

Piłka w rękach tyranów
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.