Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jacqueline Carey
‹Santa Olivia›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSanta Olivia
Tytuł oryginalnySanta Olivia
Data wydania7 marca 2012
Autor
Wydawca Piąty Peron
CyklSanta Olivia
ISBN978-83-7686-106-7
Format145×205mm
Cena34,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Pippi Långstrump z Teksasu
[Jacqueline Carey „Santa Olivia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Santa Olivia” Jacqueline Carey sprawia wrażenie powieści dla młodszego czytelnika, do której na siłę wepchnięto kilka scen erotycznych i nieco przekleństw.

Beatrycze Nowicka

Pippi Långstrump z Teksasu
[Jacqueline Carey „Santa Olivia” - recenzja]

„Santa Olivia” Jacqueline Carey sprawia wrażenie powieści dla młodszego czytelnika, do której na siłę wepchnięto kilka scen erotycznych i nieco przekleństw.

Jacqueline Carey
‹Santa Olivia›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSanta Olivia
Tytuł oryginalnySanta Olivia
Data wydania7 marca 2012
Autor
Wydawca Piąty Peron
CyklSanta Olivia
ISBN978-83-7686-106-7
Format145×205mm
Cena34,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W przerwach pomiędzy pisaniem kolejnych trylogii ze świata Kusziela Jacqueline Carey zdążyła wydać kilka innych powieści. Jedną z nich, a zarazem pierwszą, która ukazała się po polsku, jest właśnie „Santa Olivia”. Streszczenie fabuły w kilku zdaniach brzmi nieco karkołomnie – oto dysponująca nadludzką siłą i szybkością córka genetycznie zmodyfikowanego żołnierza, mieszkająca w odciętym od reszty świata miasteczku, pragnie przywrócić jego mieszkańcom nadzieję na lepszą przyszłość, najpierw występując w charakterze zamaskowanego mściciela, potem zaś trenując boks. Dodajmy do tego jeszcze, że jest lesbijką, mieszkającą w sierocińcu prowadzonym przez dość nietypową parę, podającą się za księdza i zakonnicę.
Wszystko to dzieje się w świecie po katastrofie – jednak słowo „postapokaliptyczny” jakoś trudno przechodzi mi przez klawiaturę. Główny powód jest taki, że nakreślona wizja nie wydaje się dramatyczna. Poza tym istnieją przesłanki pozwalające sądzić, że reszta świata wygląda raczej normalnie i tylko mieszkańcy miasteczka Santa Olivia położonego w pasie ziemi niczyjej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem, znajdują się w nieciekawej sytuacji. Trzeba niestety powiedzieć, że niektóre pomysły są, delikatnie mówiąc, mocno niewiarygodne. Przede wszystkim to, że sposobem na rozprzestrzeniającą się grypopodobną zarazę oraz niepokoje na granicy miałoby być wybudowanie dwóch równoległych, ciągnących się pomiędzy USA a Meksykiem… murów.
W przeciwieństwie do książek z uniwersum Fedry, tym razem świat przedstawiony został nad wyraz skąpo. Carey ogranicza się jedynie do tytułowego miasteczka i pobliskiej bazy wojskowej. W pobliżu Santa Olivia znajduje się bowiem posterunek amerykańskiej armii. Dowodzący nią generał obiecał załatwić przepustkę na północ człowiekowi, który pokona jego kandydata w turnieju bokserskim. Jak nietrudno zgadnąć, od lat mieszkańcy łudzą się, iż pewnego dnia jeden z nich przedostanie się do lepszego świata za murem, a przy okazji poinformuje opinię publiczną, że oto rząd amerykański opuścił swoich obywateli w potrzebie.
O ile jednak koncepcja fabularna nie jawi się szczególnie świeżo ani tym bardziej zachęcająco, Carey udało się stworzyć całkiem sympatycznych i wiarygodnych bohaterów, którzy ratują tę powieść. Pojawia się jednak istotna kwestia – do kogo tak naprawdę skierowana jest „Santa Olivia”? Przeważająca jej część wygląda bowiem jak typowa książka dla nastolatków (a raczej nastolatek). Główna bohaterka, Loup Garron, jest młodą dziewczyną, szukającą własnej drogi. Chociaż nie jest zwykłym człowiekiem, ma kochającego starszego brata i grupkę wiernych, akceptujących ją przyjaciół. W miarę jak Loup dorasta, uczy się odpowiedzialności, wykazuje się także godną uznania determinacją. Czytelnik kibicuje dziewczynie, gdy ta poświęca swój czas i wysiłek, wierząc, że uda jej się pokonać system, a jednocześnie zdając sobie sprawę, jak niewesołe konsekwencje przyjdzie jej za to ponieść.
Muszę tu przyznać, że choć sama nie interesuję się żadnym sportem i generalnie trudno mi pojąć, po co ludzie go uprawiają, wątek treningu Loup wypadł w moich oczach bardzo dobrze. Oczywiście nie mogę stwierdzić, na ile autorka naprawdę zgłębiła temat boksu a na ile tylko szafuje terminologią. Niemniej, chyba udało jej się oddać sportowego ducha – wysiłek, pracę, chęć sprostania wymaganiom stawianym samemu sobie i satysfakcję z czynionych postępów.
Interesującym pomysłem na główną postać było to, że różni się ona od innych ludzi także pod względem psychiki, mianowicie nie może odczuwać strachu. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy nakreślony w powieści portret psychologiczny jest prawdopodobny z naukowego punktu widzenia, jednak sama Loup jako bohaterka literacka wypada ciekawie. W „Santa Olivia” nie chodzi o to, że dziewczyna jest dzielna – raczej pokazane zostaje, jak jej bliscy nieustannie się o nią martwią, a ona sama miewa problemy z komunikacją, nie potrafiąc zrozumieć innych.
Carey poświęca też sporo miejsca relacjom międzyludzkim i czyni to udanie, choć w zasadzie jednostronnie, gdyż przeważnie chodzi o uczucia pozytywne. Autorka odmalowuje rodzące się przyjaźnie, próby znalezienia sobie partnera, wreszcie pierwszy poważny związek. Czyni to dosyć wiarygodnie, całości nadają też wyrazu niezłe dialogi. Nie przedstawia też miłości wyłącznie jako stanu radosnego uniesienia. Loup staje przed dylematem – Sprawa, czy osobiste szczęście, a przecież nie chodzi tu tylko o nią. Punkt kulminacyjny tego wątku jest jedną z lepszych scen w powieści.
Niestety, znaczący zgrzyt stanowią sceny erotyczne, które odstają zarówno konwencją, jak i stylem. Ten ostatni sprawia wrażenie, jakby ktoś wyrwał kilkanaście kartek z taniego romansidła i powtykał je tu i ówdzie. Mamy więc rozmaite bezgraniczne podniecenia, fale rozkoszy i koszmarki w rodzaju „jego penis poruszał się w niej, jak gdyby został obdarzony własnym życiem”. Do tego dochodzą rozmowy w stylu: „Nie wiesz, (…) jakim darem jest twoje pożądanie. (…) Mam nadzieję, że przyjąłem go godnie”. Szczególnie bolesny jest pod tym względem początek książki, dotyczący okoliczności poczęcia głównej bohaterki. Później szczęśliwie Loup jest mała i przez długi czas można spokojnie czytać o jej perypetiach. Gorzej, że w końcu dorasta, a wtedy czytelnik na powrót jest raczony kolejnymi opisami „epickiego seksu”1).
Innym, kompletnie nieprzystającym do reszty rozwiązaniem jest stosowany (przede wszystkim na początku) wulgarny język. I nie chodzi mi tutaj o zgorszenie używaniem niecenzuralnych wyrazów. „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” zawierała sporo przekleństw i opisów „brudnego” seksu, ale tam miało to swój cel. Tymczasem, czytając „Santa Olivia” odnosi się wrażenie, jakby autorka najpierw napisała pokrzepiającą serca historyjkę o dzieciaku, który chciałby uczynić świat trochę lepszym miejscem, a potem uznała, że jednak wolałaby stworzyć niegrzeczną historię dla dorosłych. I znów, najgorzej wypadają pierwsze rozdziały. Ot, choćby zdanie „Przez długi czas była tylko śmierć i pieprzenie”. Miało być zapewne dramatycznie, tyle że wypada śmiesznie, a do reszty pasuje jak pięść do nosa. A już szczególnie kuriozalny efekt powstaje, kiedy styl „wulgarny” miesza się z „romansowym”: „Stało się tak z powodu pożądania płonącego pomiędzy nimi, gwałtownego, trudnego do zaspokojenia (…) Nic, k…, nie mogła z tym zrobić.”
Wyżej wspomniana niejednorodność i owe potwornie kulejące fragmenty są największą wadą książki, którą poza nimi czyta się całkiem gładko. Bardziej wyrobionym czytelnikom „Santa Olivia” wyda się raczej infantylna. Książki dla nastolatków zazwyczaj są oceniane łagodniej, z drugiej strony wydaje się, że autorka chciała napisać coś „dla dorosłych”. Chyba że jej głównym celem było przyciągnięcie młodocianych fanek romansów, na co akurat spore szanse są. Miałam więc duży dylemat w kwestii oceny – ostatecznie zdecydowałam się na taką, a nie inną ze względu na to, że 50% procent zostawiam sobie dla książek, które wydają mi się raczej nijakie, a „Santa Olivia” miała swoje lepsze momenty, sympatycznych bohaterów i pozytywne przesłanie. Niemniej jest to 60% w „skali młodzieżowej”.
koniec
9 czerwca 2012
1) Wedle określenia bohaterek.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Interpretacja interpretacji
Miłosz Cybowski

21 IV 2021

W ten sam sposób, w jaki – nie znając języka chińskiego – Ursula Le Guin podjęła się przed laty przekładu (czy też interpretacji) „Tao Te King”, tak polscy „spolszczacze”, jak sami siebie określają, zabrali się za udostępnienie tej książki rodzimemu czytelnikowi.

więcej »

Teoria wszystkiego po trochu
Sławomir Grabowski

20 IV 2021

Mark Brake w „Teorii Teorii wielkiego podrywu” zasypuje czytelnika lawiną fascynujących ciekawostek związanych z nauką i science fiction. Jeśli jednak ktoś oczekuje przewodnika do popularnym sitcomie, mocno się zawiedzie, ponieważ związek treści książki z serialem jest wybitnie pretekstowy.

więcej »

Mała Esensja: Niebezpieczne pragnienia
Marcin Mroziuk

19 IV 2021

„Abrakadabra… Mamy problem!” to sympatyczna powieść, w której Katarzyna Majgier z poczuciem humoru uświadamia młodym czytelnikom, jak bardzo opłakane mogą być skutki spełnienia się nie do końca przemyślanych życzeń.

więcej »

Polecamy

„Sen bowiem jest istnością też…”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Lipiec 2011
— Anna Kańtoch, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Cierpienia młodego Imriela
— Beatrycze Nowicka

Czy to już fantastyka kobieca?
— Miłosz Cybowski

Świat według Fedry
— Agnieszka Kawula

Tegoż autora

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
— Beatrycze Nowicka

Poczytajmy o ogrodach
— Beatrycze Nowicka

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.