Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Tad Williams
‹Smoczy Tron›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSmoczy Tron
Tytuł oryginalnyThe Dragonbone Chair
Data wydania31 sierpnia 2010
Autor
PrzekładPaweł Kruk
Wydawca Rebis
CyklPamięć, Smutek i Cierń, Osten Ard
ISBN978-83-7510-553-7
Format824s. 150×225mm
Cena49,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Gamoń, Pielgrzym, Białowłosy
[Tad Williams „Smoczy Tron” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Smoczy Tron” Tada Williamsa, pierwszy tom trylogii „Pamięć, Smutek i Cierń” po latach doczekał się w Polsce kolejnego wznowienia. Tym razem w pięknym wydaniu, z przyjemną okładką i oprawą ze skrzydełkami. Książka z pewnością będzie ładnie prezentować się na półce – tylko czy jest warta tego, aby na niej stanąć?

Magdalena Kubasiewicz

Gamoń, Pielgrzym, Białowłosy
[Tad Williams „Smoczy Tron” - recenzja]

„Smoczy Tron” Tada Williamsa, pierwszy tom trylogii „Pamięć, Smutek i Cierń” po latach doczekał się w Polsce kolejnego wznowienia. Tym razem w pięknym wydaniu, z przyjemną okładką i oprawą ze skrzydełkami. Książka z pewnością będzie ładnie prezentować się na półce – tylko czy jest warta tego, aby na niej stanąć?

Tad Williams
‹Smoczy Tron›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSmoczy Tron
Tytuł oryginalnyThe Dragonbone Chair
Data wydania31 sierpnia 2010
Autor
PrzekładPaweł Kruk
Wydawca Rebis
CyklPamięć, Smutek i Cierń, Osten Ard
ISBN978-83-7510-553-7
Format824s. 150×225mm
Cena49,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Na początku przypomnę, że „Smoczy Tron” trafił do księgarń po raz pierwszy w roku 1988. Dlaczego zwrócenie uwagi na tę datę jest takie ważne? Ze względu na nią trudno oceniać „Smoczy Tron” tą samą miarą co powieści wydawane współcześnie. Choćby pewne motywy (na przykład pozornie zwyczajny chłopiec wplątujący się w wydarzenia absolutnie niezwyczajne) przed dwudziestu czterema laty nie były jeszcze tak wyeksploatowane jak obecnie. Trylogia Williamsa do pewnego stopnia wpisuje się jeszcze w ten tradycyjny nurt fantasy (którego najznamienitszym przedstawicielem był Tolkien) pełen smoków, pięknych księżniczek, dzielnych rycerzy, walki dość jednoznacznie postrzeganego dobra ze złem. Nurt, w tamtym okresie powoli schodzący na dalszy plan, wraz z wkraczającymi w latach 80. i 90. na scenę fantasy autorami takimi jak Terry Pratchett, Neil Gaiman, George Martin czy w Polsce Andrzej Sapkowski.
Głównym bohaterem „Smoczego Tronu” jest Simon, kuchcik pracujący w zamku wiekowego króla Johna. Ciekawski, nieposłuszny, dość niecierpliwy chłopiec zostaje uczniem tajemniczego doktora Morgenesa, a po śmierci Johna i koronacji Eliasa przypadkiem odnajduje w lochach Josuę, drugiego z królewskich synów. Tak zaczyna się podróż Simona, najpierw ku ziemiom należącym do księcia Josuy, następnie w poszukiwaniu jednego z trzech legendarnych mieczy. W konflikt pomiędzy Eliasem, który nie stanowi dobrego materiału na monarchę, a jego młodszym bratem i buntującymi się poddanymi szybko wtrącają się siły nadnaturalne z budzącym grozę Królem Burz na czele.
Niestety, choć pozornie dzieje się wiele, tak naprawdę akcja powieści sunie do przodu niczym ślimak. Wydaje się, że „Smoczy tron” stanowi zaledwie zapowiedź wydarzeń, które będą mieć miejsce w dalszych dwóch tomach – co może dziwić, bowiem liczy on sobie około osiemset stron. Książka została podzielona na trzy części, z których jedynie w trzeciej („Simon Białowłosy”) rzeczywiście dzieje się coś ciekawego. Pierwsza („Simon Gamoń”) dłuży się niemiłosiernie, a zapowiedzi nadchodzących straszliwych wydarzeń nie wystarczą, by rozproszyć nudę wywołaną śledzeniem umizgów Simona wobec służącej czy prób zaciągnięcia się do armii. Nieco lepiej jest w części drugiej, gdy spanikowany chłopiec ucieka z zamku. Pojawiają się sceny bardzo dobre, czytelnik ma okazję poszerzyć swoją wiedzę o uniwersum, niestety niektóre fragmenty wciąż mogą nużyć. Chwilami miałam ochotę zawołać: „No dobrze, wiem już, że Simon jest głodny, zmęczony i bolą go nogi, a poza tym uważa to wszystko za niesprawiedliwe. I co dalej?!”. Na szczęście im dalej w las, tym lepiej i w części trzeciej („Simon Pielgrzym”) dzieje się znacznie więcej.
Jeśli chodzi o bohaterów, jest ich wielu (chyba nawet zbyt wielu. Dość łatwo zapomnieć, kto jest kim), są dość sympatyczni, wiarygodnie wykreowani, wiadomo, co nimi kieruje, nie zachowują się sztucznie, posiadają zalety i przywary. Brak jednakże postaci naprawdę charakterystycznych, które pozostają w pamięci jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę, nad których postępowaniem i motywacjami można się zastanawiać i dyskutować z innymi. Wielu miłośników literatury z pewnością zna to uczucie, gdy w napięciu przerzuca się kolejne strony, trzymając kciuki za ulubionego bohatera, by nie padł ofiarą morderczych zapędów autora. Otóż w przypadku „Smoczego tronu” Williams mógłby każdą z postaci zabić, przedtem poddając okrutnym torturom, a co najwyżej zirytowałabym się, że opis rzeczonych tortur ciągnie się zbyt długo, niczego nie wnosząc do fabuły.
Pierwszy tom trylogii „Smutek, Pamięć i Cierń” to książka, którą można czytać z przyjemnością pod warunkiem, że przymknie się oko na parę rzeczy. Przede wszystkim przewidywalność i wykorzystywanie znanych motywów (dwie dekady temu jeszcze nie tak oklepanych jak obecnie). Nie jest też to raczej lektura dla osób lubiących powieści trzymające w napięciu, za to nie przepadających za opisami.
koniec
11 czerwca 2012

Komentarze

11 VI 2012   12:02:27

Kurczę, recenzja pani Magdaleny przypomniała mi jedną z ukochanych lektur mojego poźnego ogólniaka. :) Recenzentka z całą pewnością ma rację punktując książkę Williamsa bez cienia litości. Ja jednak mam doń (jak do całego cyklu zresztą) sentyment - dostałem jej pierwsze polskie wydanie w prezencie na 19 urodziny (AD 1993). :) A jako że była to druga (po tolkienowskim "Władcy") wielka powieść fantasy czytana w moim życiu, więc po prostu nie mam jak jej nie lubić. Przecież w trakcie lektury po prostu byłem Simonem, naprawdę przeżywałem to, co on, dokonywała się we mnie przemiana analogiczna do przemiany bohatera... I na tym chyba polega siła i urok takich powieści - trzeba czytać je w odpowiednim punkcie życia, wtedy (i tylko wtedy!) działają. Ale nie daj Boże wracać do nich po 20 latach - popsuje sobie człowiek wspomnienia z młodości. :)

11 VI 2012   12:44:51

@Radek
I o to chodzi. Ale nic straconego bo ja wracam do lektur poprzez dzieci więc można bez przykrości a książka jest na tyle nieszkodliwa ze można ją już 8-10 latkowi podsunąć.

11 VI 2012   13:00:49

Hmm, zastanawiam się nad tym potencjalnym 8-latkiem... Powiem szczerze, że postać sadystycznego Pryratesa i dokonywanych przezeń okrucieństw jakoś nie bardzo pasuje mi do edukacji wczesnoszkolnej. ;) Ale może tylko pamięć i wyobraźnia płatają mi figle. W końcu czytałem książkę dwie dekady temu.

11 VI 2012   13:47:04

Pamięć, Smutek i Cierń to, według mnie, chyba najlepsza klasyczna fantasy, jaka ukazała się na polskim rynku. Celowo pomijam postmodernę Sapkowskiego czy Gaimana, Kayowe zabawy z historią czy Martinowe gonienie własnego ogonka. Z mojego punktu widzenia ma sporo zalet. Bohaterowie są psychologicznie wiarygodni - widać, ze wojna i uganianie się za magicznym złomem nie sprawia im jakiejś wielkiej przyjemności, raczej stanowi niewdzięczną i niebezpieczną harówkę, która wykonują niezależnie, często nawet o sobie nie wiedząc. Simon to rzeczywiście alter ego młodego czytelnika, z początku trochę rozlazły chłopczyna przechodzący od uganiania się za kotami do wojaczki i oglądania się za dziewczętami. Nawet źli i brzydcy - jak Elias, czy Guthwulf maja swoje motywacje i w miarę złozoną osobowość rozwijającą się konsekwentnie w kolejnych tomach trylogii. Autor nie przesadził z ani z lukrem ani z okrucieństwem w przedstawianiu świata.
A największą zaletą jest to, że williams powieść ukończył, nie poszedł w popularną w fantasy "cyklofrenię".
Słowem, świetna książka dla młodzieźy, a i na starość można docenić w niej to i owo.

11 VI 2012   15:02:01

W pełni zgadzam się z Pająkiem. Do zalet książki dodałabym jeszcze niezwykle plastyczne opisy - a autorowi wyobraźni nie brakuje, że wspomnę choćby namiotowe miasto Sithów z jedwabiu i motyli, pięknie rzeźbioną starożytną komnatę w podziemiach, rozpadającą się w pył za dotknięciem, czy gigantyczny zamarznięty wodospad.

11 VI 2012   21:30:43

I dla mnie trylogia rozpoczynająca się od "Smoczego Tronu" to pieśń dość odległej młodości... Trudno więc spoglądać na nią dziś bez wspomnienia emocji jakie odczuwałem wówczas podczas lektury - pewnie dziś ta książka smakowałaby trochę inaczej. Pamiętam jednak, że po przeczytaniu "Smoczego Tronu" czekałem z niecierpliwością na ukazanie się każdego kolejnego tomu (swoją drogą wydawca pociachał trzeci tom straszliwie, już dobrze nie pamiętam ale chyba aż na cztery osobno wydawane części) i dziś, pomimo zatarcia przez czas szczegółów, mam wrażenie, że akcja całości cyklu przypominała strzał z bata - zaczynała się i rozwijała wprawdzie niespiesznie by ostatecznie zakończyć się spektakularnie i z hukiem ;) Myślę, że pomimo pewnych niedoskonałości to jedna z tych powieści po które naprawdę warto sięgnąć.

12 VI 2012   14:31:19

"Pamięć, Smutek i Cierń to, według mnie, chyba najlepsza klasyczna fantasy, jaka ukazała się na polskim rynku."

Pająk, oczywiście pomijasz też Tolkiena i cykl o Sparrowhawku Le Guin? ;) Jeśli chodzi o mnie, to bardziej od trylogii Tada Williamsa podobała mi się "Belgariada" Eddingsa i "Czarna Kompania" Cooka. A z nowo wydanych lepszy jest chociażby Erickson.

Dodałbym tutaj "Amber" Zelazny'ego, ale to w sumie można zaliczyć do postmoderny, Urban Fantasy czy New Weird (rzeczywistości alternatywne).

12 VI 2012   15:01:32

...muszę przyznać, że też wolę Tolkiena, Le Guin i Eddingsa od Williamsa, ale przy recenzji starałam się być w miarę obiektywna (bo całkowicie to się nie da). Nie punktowałam też tak strasznie nielitościwie, rzadko daję więcej niż 60%.

19 VI 2012   12:44:20

Podtrzymuję swoje pochwały wobec trylogii Williamsa. Tolkien ma status prekursorsko-pomnikowy, niestety, czytany ponownie przypomina właśnie omszały i opaskudzony przez ptactwo (krytyków, ale też i apologetów) pomnik - robi wrażenie rozmachem ale i odpycha pustką przedstawionego świata (poza Shire w zasadzie niezamieszkałego przez osoby cywilne) zimnem i "marmurowością" postaci, które nie zostały obdarzone przez autora osobowością a tylko archetypicznymi cechami - masz Pan tu tylko Bohaterów, Zdrajców i Złego Władcę. Od czasu do czasu zdradzają oni przejawy życia biologicznego poprzez wcinanie lembasów. I tyle. Williams jednak pod powyższymi względami Tolkiena przebija, chociaż oczywiście z niego czerpie. Jeśli chodzi o Ursulę i Geda Krogulca to bliżej im chyba do opowieści filozoficznej niż klasycznej potolkienowskiej fantasy ale, rzeczywiście, są znakomite - w swoim osobnym rodzaju.
Eddingsa nie nie czytałem, zatem zmilczę. Cook, według mnie, napisał serię miłych przygodówek,(honorowi twardziele, szlachtowanie mieczami i przeróżne femme fatale), które równie dobrze mogłyby się rozgrywać na Dzikim Zachodzie lub w czasie Wellingtonowej kampanii hiszpańskiej. Przyjemnie się toto czytało, ale jakoś nie wyglądało to na kronikę zmagań prawdziwych postaci w rzeczywistym świecie. Za co właśnie chwalę Williamsa. Ericksona aż boję się zaczynać - wszystko co ma powyżej trzech tomów i miecze na okładce staram się trzymać na odległość bagnetu. Ot, taka blizna psychiczna po Kole Czasu.

20 VI 2012   11:48:14

Williamsa czytałam sto lat temu, ale pamiętam, że przytłoczyło mnie powolne tempo rozwijania się opowieści. O ile Tolkien wciągnął mnie od pierwszych stron, to czytając Williamsa, omijałam dłużyzny. Ciekawe, jak odbierałabym ten cykl przy ponownej lekturze.

Gdy chodzi o Tolkiena:
'zimnem i "marmurowością" postaci, które nie zostały obdarzone przez autora osobowością' - no, jeśli mowa o postaciach z "Władcy pierścieni", zupełnie się nie zgadzam :), ale to może być kwestia odbioru.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Spektaklu akt drugi
Beatrycze Nowicka

30 XI 2021

„Dziesięć Żelaznych Strzał” – kolejny tom cyklu Sama Sykesa o Sal Kakofonii – uważam za lepszy od pierwszego.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Stara szafa
— Beatrycze Nowicka

Jak epigon przerósł mistrza
— Agnieszka Szady

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Styczeń 2013
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Alicja Kuciel, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Esensja czyta: IV kwartał 2008
— Artur Chruściel, Ewa Drab, Jakub Gałka, Daniel Gizicki, Anna Kańtoch, Paweł Sasko, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Źle się dzieje w państwie eiońskim
— Agnieszka Szady

Smutek i ciernie
— Ewa Pawelec

Tegoż autora

Nie ma łatwych dróg
— Magdalena Kubasiewicz

Mistrzowie czarnego sportu
— Magdalena Kubasiewicz

Królewny i karliczka
— Magdalena Kubasiewicz

A na trakcie śpiewa bard
— Magdalena Kubasiewicz

Krucze opowieści
— Magdalena Kubasiewicz

Ciemny książę i drużyna bohaterów
— Magdalena Kubasiewicz

Witaj w ciemnym mieście Grimm
— Magdalena Kubasiewicz

Krąg zemsty ma swój koniec
— Magdalena Kubasiewicz

Trupy i pani Przecinek
— Magdalena Kubasiewicz

Czarownica wraca
— Magdalena Kubasiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.