Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Lauren Beukes
‹Zoo City›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZoo City
Tytuł oryginalnyZoo City
Data wydania7 sierpnia 2012
Autor
PrzekładKatarzyna Karłowska
Wydawca Rebis
ISBN978-83-7510-804-0
Format384s. 128×197mm
Cena35,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wycieczka do zoo
[Lauren Beukes „Zoo City” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Gdy na okładce książki widzę szumne zapowiedzi, ozdobione kilkoma patetycznymi przymiotnikami zawsze zapala mi się w głowie czerwona lampka ostrzegawcza. Zwłaszcza, gdy opinie są równie merytoryczne, jak ta Williama Gibsona: „Lauren Beukes jest bardzo, BARDZO DOBRA!!!” Gdyby nie wyróżnienie i nadprogramowa ilość przymiotników przeciętny czytelnik nie wiedziałby jak dobra jest autorka „Zoo City”.

Jacek Jaciubek

Wycieczka do zoo
[Lauren Beukes „Zoo City” - recenzja]

Gdy na okładce książki widzę szumne zapowiedzi, ozdobione kilkoma patetycznymi przymiotnikami zawsze zapala mi się w głowie czerwona lampka ostrzegawcza. Zwłaszcza, gdy opinie są równie merytoryczne, jak ta Williama Gibsona: „Lauren Beukes jest bardzo, BARDZO DOBRA!!!” Gdyby nie wyróżnienie i nadprogramowa ilość przymiotników przeciętny czytelnik nie wiedziałby jak dobra jest autorka „Zoo City”.

Lauren Beukes
‹Zoo City›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZoo City
Tytuł oryginalnyZoo City
Data wydania7 sierpnia 2012
Autor
PrzekładKatarzyna Karłowska
Wydawca Rebis
ISBN978-83-7510-804-0
Format384s. 128×197mm
Cena35,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W żadnym razie nie chcę być złośliwy, ale w przypadku tej powieści zadziałał u mnie, nie po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni, syndrom rozbudzonych oczekiwań. Książka była wielokrotnie nagradzana, w co najmniej kilku krajach, oczekiwałem więc, że jest świetna, niezwykle oryginalna, przełamuje gatunki i schematy i nie mogę się na niej zawieść. A jednak nie wszystko wygląda tak różowo.
Rzecz dzieje się w Republice Południowej Afryki, w czasach współczesnych, choć świat przedstawiony różni się nieco od znanej nam rzeczywistości. Poznajemy Zinzi December, młodą kobietę, zooluskę (czyli zanimalizowaną mieszkankę getta zwanego Zoo City – zdewastowanej dzielnicy Johannesburga), byłą dziennikarkę, która posiada niepospolity talent i spory bagaż niezbyt miłych doświadczeń. Jest cyniczna, pyskata, egoistyczna i odważna w nieco naiwny sposób. Utrzymuje się z wymuszania pieniędzy od naiwniaków za pośrednictwem internetu oraz odnajdywania na zlecenie zagubionych przedmiotów, w czym pomaga jej leniwiec, zwierzę zespolone z nią w dziwacznym rodzaju symbiozy. O jej przeszłości dowiadujemy się niewiele, ze strzępów informacji rozrzuconych po całej książce. Wiemy, że miała problem z alkoholem i narkotykami, jej przełożony był zarazem jej kochankiem, jak i kompanem narkotycznych imprez. Co najważniejsze jednak Zinzi miała udział w śmierci swojego brata (został zastrzelony), za co obwinia się do dziś i za co, jak możemy się domyślać, została obarczona towarzystwem leniwca. W świecie „Zoo City” bowiem zabójstwo skutkuje pojawieniem się przy boku zabójcy zwierzęcia (mashavi), które obdarza człowieka specjalnym talentem (także zwanym mashavi), ale w zamian nie odstępuje go na krok.
Kim lub czym jest leniwiec Zinzi? Ano niczym specjalnym. Towarzyszy bohaterce w jej wędrówkach, niczym modny terrier, czasem ktoś go pogłaszcze lub weźmie na ręce, czasem ktoś go zauważy lub uda, że nie widzi. Kobieta nie może się z nim rozstać, ponieważ grozi to poważnymi konsekwencjami, choć nie dostajemy w zasadzie odpowiedzi – jakimi. Tym bardziej, że w jednej ze scen Zinzi i Benoit, jej kochanek, zostawiają swoje zwierzęta w mieszkaniu i wchodzą na dach bloku, a nie dzieje się wtedy nic szczególnego. Sugeruje się, że zwierzę jest manifestacją ducha człowieka zmarłego daleko od domu i niepochowanego w odpowiedni sposób, choć podkreśla się też, że to tylko jedna z wielu teorii. To leniwiec obdarza Zinzi mocą odnajdywania przedmiotów, tyle że dla fabuły nie ma to właściwie żadnego znaczenia. Bohaterka używa tego talentu dosłownie jeden raz (poza tym kilkukrotnie dostrzega „chmury” zaginionych przedmiotów nad głowami ludzi).
Równie zagadkowa jest natura Cofki, przed którą drżą ze strachu wszyscy ludzie: „Japończycy wierzą, że to są głodne duchy. Scjentolodzy twierdzą, że to fizyczna manifestacja toksycznych śladów pamięciowych. (…) Na nagraniach wideo widać jedynie nieprzeniknioną ciemność. Osobiście wolę o tym myśleć jako o czarnej dziurze, zimnej i bezosobowej jak kosmos”. Cofka pojawia się po śmierci zwierzęcia-towarzysza, wraz z niewytłumaczalnymi zjawiskami akustycznymi, trwa raptem kilka sekund i ma jakiś związek z magią.
Jak prezentuje się element fantastyczny w „Zoo City"? Niestety kiepsko. Leniwiec ma na fabułę i na Zinzi wpływ niewielki, ot domowy zwierzak. Natura Cofki jest tak tajemnicza, że chyba sama autorka nie wiedziała, czym ona właściwie jest. Proces animalizacji nie zostaje wytłumaczony, bo ludzie nie wiedzą skąd wzięły się zwierzęta (proste i wygodne dla pisarza rozwiązanie). Wszystkie te elementy sprawiają wrażenie dekoracji, za którymi nic się nie kryje, mają jedynie przyciągać uwagę. Co gorsza, dwa kilkustronicowe fragmenty, które jakoś próbują wytłumaczyć charakter Cofki i relacje ludzi z ich zwierzętami… nie zostały napisane przez Lauren Beukes, lecz przez wynajętych autorów, do czego pisarka bez skrępowania przyznaje się w podziękowaniach.
Napotykamy w „Zoo City” wyjątkowo barwną galerię bohaterów: dilerów narkotykowych, bywalców modnych i podrzędnych knajp, dziennikarzy, fotografów, gwiazdy show-biznesu, morderców, szamanów i mnóstwo innych. Nieodparcie jednak czuje się, że Beukes skoncentrowała się na ich zewnętrznym przedstawieniu, które rzeczywiście jest wyjątkowe, zamiast na ich motywacjach i emocjach – o tych wiemy niewiele. Momentami Zinzi zachowuje się jak bohater gry komputerowej „Super Mario”, napotykając kolejną postać wdaje się z nią w chwilową interakcję, po czym przeskakuje dalej, do kolejnej. Niewiele z tego skakania jednak wynika. Jak barwni na zewnątrz są bohaterowie „Zoo City”, tak puści wydają się w środku. Wdają się ze sobą w miałkie konwersacje, rzadko targają nimi jakieś emocje. Są też zadziwiająco bierni i w tej bierności irytujący. Nawet gdy wydaje się, że właśnie teraz nastąpi jakiś punkt zwrotny (np. w scenie odnalezienia Songwezy lub wtedy, gdy do domu Zinzi zakrada się Vuyo) postaci wchodzą na scenę, wymieniają kilka zdań, by po chwili z niej zejść. A czytelnik przeskakuje do kolejnego epizodu. Najbardziej tajemniczy bohaterowie „Zoo City” – Marabut i Pekińczyk, czyli Amira i Mark – także zostali potraktowani po macoszemu. Od początku wiadomo, że ta para ukrywa jakąś tajemnicę, do której odkrycia Zinzi zostanie zmuszona. Wielka więc szkoda, że autorka nie wykorzystała ogromnego potencjału, jaki ta szalona dwójka w sobie kryła. Mniejsza o to, że nie dowiadujemy się kim naprawdę byli (może duchami?), ale dlaczego ilekroć pojawiają się na scenie, nie wnoszą nic interesującego (poza ostatnimi kilkunastoma stronami)? Aż prosi się, by między nimi a Zinzi iskrzyło, a tymczasem nawet scena odnalezienia Songwezy, kluczowa dla całej fabuły, rozmywa się bez większych emocji. Tak jakby Beukes budowała suspens i po wejściu na szczyt nie wiedziała co zrobić dalej, więc zwyczajnie nie robi nic. I ten manewr powtarza wielokrotnie.
Nie przekonała mnie również poszatkowana, chaotyczna fabuła, rozbita na wiele epizodów. W czasie lektury odnosiłem wrażenie, że czytam niespecjalnie ze sobą powiązane artykuły. Niektóre sceny są zupełnie niepotrzebne, zwłaszcza pościg po kanałach czy wizyta w ośrodku leczenia uzależnień. Do tego w dalszej części powieści autorka serwuje nam kilka rozwiązań ocierających się o absurd. Szczytem tego jest zesłanie na Zinzi wizji seryjnego mordercy i jego ofiar w czasie rytualnego spalenia wydrukowanego e-maila, dzięki czemu powieść przeskakuje na zupełnie inny tor bez logicznego uzasadnienia. Odniosłem wrażenie, że autorka nie zapanowała w pełni nad fabułą i w wielu momentach wybrała rozwiązania na skróty, jakby zabrakło jej sensownych pomysłów.
Spektakularne, brutalne zakończenie przynosi więcej akcji w tej momentami nużącej powieści i pospiesznie domyka wątki, ale nie jest satysfakcjonujące. Lauren Beukes wyjaśnia wprawdzie większość spraw, ale ponownie wybiera niestety drogę na skróty, a to, co szczególnie zajmujące w powieści (rola zwierząt w życiu ludzi i ich wpływ na relacje społeczne czy prawdziwa natura Marabuta i Pekińczyka) wyjaśnione zostaje powierzchownie. Możemy przypuszczać, że zwierzęta są dla ludzi rodzajem stygmatu (jak gwiazda Dawida dla Żydów z warszawskiego getta), przypomnieniem o winie, rodzajem pokuty, ale przecież w zamian dostają oni unikalny talent. Właśnie ten talent pozwala Zinzi zarabiać na życie. Więc czy na pewno chodzi o pokutę?
„Zoo City” rozbudziła moje oczekiwania, a okazała się przeciętną powieścią z wieloma niedociągnięciami i nierówno rozłożonymi akcentami. Nieuporządkowana, nie zawsze logiczna fabuła to jej największy minus, natomiast po stronie plusów należy zapisać klimat Johannesburga, pełen zagrożenia, magii, seksu, narkotyków i przemocy, szalony nastrój opowieści (przywodzący na myśl „Złe małpy” Matta Ruffa czy „Podziemny krąg” Chucka Palahniuka) i interesujących bohaterów. Intryga kryminalna jest jednak niesatysfakcjonująca, a wątek fantastyczny czysto pretekstowy i słabo umotywowany. Do tego wiele istotnych elementów świata przedstawionego zostało ledwie zarysowanych, przede wszystkim po macoszemu potraktowana została więź człowieka ze zwierzęciem, która wydawała się kluczowa dla powieści. Być może byłoby lepiej, gdyby Beukes zrezygnowała z fabuły, a napisała mocny reportaż o współczesnej Afryce, ma ku temu wszelkie środki i wiedzę.
koniec
20 sierpnia 2012

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jak szmirus ze szmirusem
Joanna Kapica-Curzytek

27 V 2020

Raptularz, dziennik, łże-dziennik – tak właśnie nazywał autor tom swoich zapisków wydanych pod tytułem „Kalendarz i klepsydra”. To bez wątpienia coś więcej, a to „coś” okazuje się w dodatku zaskakująco aktualne.

więcej »

Krótko o książkach: Świat na opak
Miłosz Cybowski

26 V 2020

Nominowany do Hugo i nagrodzony BSFA „Odwrócony świat” Chrostophera Priesta to solidna porcja fantastyki w stylu retro, która jednocześnie zadaje jak najbardziej aktualne pytania o naszą percepcję rzeczywistości.

więcej »

Algorytm jest sztuką?
Joanna Kapica-Curzytek

25 V 2020

Technologie cyfrowe rozwijają się nader dynamicznie i w wielu dziedzinach naszej działalności ułatwiają życie. A co z twórczością artystyczną, do tej pory zarezerwowaną dla ludzi? „Kod kreatywności” przekonuje, że i tutaj algorytmy zaczynają mieć wiele do powiedzenia.

więcej »

Polecamy

Wszyscy jesteśmy androidami

Na rubieżach rzeczywistości:

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Lipiec 2014
— Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady, Jacek Jaciubek, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe
— Jacek Jaciubek

Zabójczy ziemniak
— Jacek Jaciubek

Szpiega wynajmę
— Jacek Jaciubek

Suchość w ustach
— Jacek Jaciubek

Wszystkie odcienie szarości
— Jacek Jaciubek

Królestwo za kafelek
— Jacek Jaciubek

Historia wiary znaczona krwią
— Jacek Jaciubek

Człowiek-puzzle
— Jacek Jaciubek

Poprzez góry, poprzez lasy
— Jacek Jaciubek

Misja na Marsa
— Jacek Jaciubek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.