Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 czerwca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Krzysztof Varga
‹Trociny›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrociny
Data wydania25 kwietnia 2012
Autor
Wydawca Czarne
ISBN978-83-7536-366-1
Format368s. 125×205mm; oprawa twarda
Cena39,90
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Piła poszła w ruch…
[Krzysztof Varga „Trociny” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Lektura najnowszej powieści Krzysztofa Vargi powinna – zdawałoby się – powodować głęboką depresję. Jest to wszak istna powódź żółci, eksplozja frustracji i bombardowanie czytelnika sarkazmem. Książka jest jednak pełna soczystej ekspresji, a kapitalnie wystylizowana synteza spraw oczywistych sprawia, że lektura jest całkiem przyjemna. Choć pewnie nie dla wszystkich.

Witold Werner

Piła poszła w ruch…
[Krzysztof Varga „Trociny” - recenzja]

Lektura najnowszej powieści Krzysztofa Vargi powinna – zdawałoby się – powodować głęboką depresję. Jest to wszak istna powódź żółci, eksplozja frustracji i bombardowanie czytelnika sarkazmem. Książka jest jednak pełna soczystej ekspresji, a kapitalnie wystylizowana synteza spraw oczywistych sprawia, że lektura jest całkiem przyjemna. Choć pewnie nie dla wszystkich.

Krzysztof Varga
‹Trociny›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrociny
Data wydania25 kwietnia 2012
Autor
Wydawca Czarne
ISBN978-83-7536-366-1
Format368s. 125×205mm; oprawa twarda
Cena39,90
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Trociny” – jak przewrotnie zatytułował swoje dzieło Varga – to zapis przeżyć i refleksji Piotra, 50-letniego mieszczucha o nasilających się cechach stetryczenia. Bohater od lat pracuje na nieważnym stanowisku w nieważnej firmie, wpasowany na stałe w rutynę codzienności. Być może z nudów, a być może z potrzeby rozliczenia się z samym sobą zaczyna snuć swoje rozważania na temat wszystkiego, co w życiu przeżył. Ma za sobą traumatyczne dzieciństwo, toksyczne małżeństwo i coraz głębiej pogrąża się w marazmie wieku średnio-starszego. Nie ma przed sobą przyszłości, nie ma też dobrych wspomnień. Jest tak pewien, że w jego życiu nie wydarzy się już nic istotnego, że gdy pewnego dnia los postanawia okrutnie sobie z niego zadrwić, popycha go to do pierwszego w jego życiu czynu niezwykłego.
Zanim do tego dojdzie, bohater wykłada nam swoje poglądy oparte na codziennej praktyce. „Trociny” to niezwykle precyzyjnie skomponowany, choć bardzo zniekształcony i złośliwy zapis polskiej historii ostatnich ok. 30 lat, widzianej oczami człowieka wiecznie odstawianego na boczny tor. Nie ma tu wielkich przełomów, są tylko codzienne, irytujące wydarzenia. Dostaje się wszystkim i wszystkiemu. Nasz frustrat pastwi się nad socjalizmem i nad korporacjonizmem, tnie na kawałki młodość i starość, działkowców i brzydotę polskiego krajobrazu, a także okrutnie szydzi z miejskości i wieśniactwa.
Krzysztof Varga, manipulując swoją postacią, zręcznie odwołuje się do tematyki, która każdemu musi się wydać mniej lub bardziej znajoma. Mamy tu piekło telewizyjnych reklam i marketingowego bełkotu, strach przed starzeniem się i chorobami, codzienne stresy i wredne rodziny, z którymi nawet na zdjęciach nie wychodzi się ładnie.
Brzmi znajomo? No tak, przecież to problemy większości z nas, poza stuprocentowymi szczęściarzami. Dodatkowo nie sposób uciec od skojarzeń z filmem „Dzień świra” Marka Koterskiego. Podobnie jak Miauczyński, Piotr jest niespełniony, nieprzystosowany do świata i wnerwiony na wszystko. Obaj panowie mają skłonności do desperackiej ucieczki w piękno – Miauczyński pisze swój nigdy nie dokończony poemat, a nasz korporacyjny biurokrata słucha muzyki klasycznej. Ciekawe jest jednak, że „Trociny” są jakby odbitą symetrycznie wersją kultowego filmu. Tam główna postać to inteligent posługujący się wyjątkowo prostackim językiem, tu bohater z inteligencją w najmniejszym stopniu się nie identyfikuje, wypowiada się za to w sposób niezwykle wyszukany.
Język jest najmocniejszą stroną powieści Krzysztofa Vargi. Nie chodzi tu nawet o słownictwo, ale o koronkowy sposób prowadzenia wywodów. Varga co prawda wcześniejszymi książkami przyzwyczaił już czytelników do doskonałej formy, tu jednak przeszedł sam siebie, co dla mnie było źródłem pewnego specyficznego oczyszczenia. Muszę bowiem wyznać, że często zdarza mi się, iż podczas lektury samoistnie przychodzą mi do głowy pomysły na zmiany, jakie miałbym ochotę wprowadzić do czytanego tekstu – uruchamiam własną, równoległą kreację. W przypadku „Trocin” było to jednak zajęcie całkowicie pozbawione sensu. Przewracając kartkę miałem w głowie słowa, które chętnie zobaczyłbym na następnej stronie i zawsze okazywało się, że Varga z dużym zapasem spełniał moje czytelnicze kaprysy. Pod tym względem jest to książka kompletna i totalna.
Niezwykle pomysłowy, chwilami wręcz genialny język, jakim napisane są „Trociny”, pozwala rozkoszować się prostymi nawet w swojej treści przemyśleniami. Pozwolę sobie przytoczyć tu jedną z refleksji bohatera: „Jest we mnie pewna urzędnicza skrupulatność, która ustawia śmierć na końcu kolejki, bo czekają inni, ważniejsi petenci” (słowa te przychodzą mu do głowy pewnej bezsennej nocy, gdy wszystko go boli i zastanawia się, czy właśnie zaczął umierać). Te diabelskie popisy elokwencji – a każda strona jest ich pełna – powodują, że książka traktująca o sprawach uniwersalnych i raczej niewesołych jest w gruncie rzeczy całkiem zabawna.
Zdania układają się w eleganckie dygresje, te zaś płynnie się przenikają – od nudnej pracy do śmierci, od gustów gawiedzi do artykułów w brukowcach, od wlokących się podróży polskimi kolejami do wielkomiejskiego blichtru i lansowania się w sieciowych kawiarniach.
Książka na pewno wielu osobom się nie spodoba. Varga bowiem (nieprzesadnie, ale zauważalnie) epatuje cynizmem i chętnie wypowiada kwestie mogące bulwersować, zwłaszcza osoby silnie identyfikujące się z radykalnymi nurtami religijnymi. Przykrych słów na temat Kościoła i rytuałów wiary jest w tej książce naprawdę sporo. Jeśli jednak odfiltrować akcenty ideologiczne, mamy smakowity koktajl literacki. Efekty masakry piłą łańcuchową, jakiej Krzysztof Varga poddał polską rzeczywistość, czyta się doskonale. Co prawda autor nie definiuje kwestii istotnych (czego jednak mnie jakoś nie brakowało), za to trafnie wskazuje rzeczy nieważne.
koniec
24 września 2012

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Diamenty to nie wszystko
Marcin Mroziuk

6 VI 2020

W „Zagadce Diamentowej Doliny” bohaterów „Kronik Archeo” czeka kolejna daleka wyprawa, a ich przygody niejednokrotnie mogą przyprawić czytelników o palpitację serca. Krótko mówiąc, Agnieszka Stelmaszyk znowu nie zawodzi fanów swej twórczości.

więcej »

Szwy rzeczywistości
Dawid Kantor

5 VI 2020

„Opowiadania bizarne” Olgi Tokarczuk są zbiorem krótkich tekstów zróżnicowanych pod względem klimatu, tematyki, a nawet ciężaru gatunkowego. Łączy je jednak unikatowe spojrzenie autorki na rzeczywistość i towarzyszące czytelnikowi podczas lektury wrażenie… bizarności.

więcej »

PRL w kryminale: Downar jak komisarz Maigret
Sebastian Chosiński

4 VI 2020

Gdy w 1975 roku wydawnictwo Iskry opublikowało kryminał Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego „Koty Leokadii Kościelnej”, mało kto wiedział, że powieść ta ma już swoje lata i pierwotnie ukazała się dekadę wcześniej na łamach jednej z regionalnych gazet. Tym samym chronologicznie była jedenastą „powieścią milicyjną”, w której jako jeden z głównych bohaterów pojawił się Stefan Downar.

więcej »

Polecamy

Myślę, ale czy jestem?

Na rubieżach rzeczywistości:

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.