Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja czyta: Wrzesień 2012
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Co czytaliśmy we wrześniu? Jak zwykle, po trochu wszystkiego. Opowiadania, powieści, reportaże i felietony – każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Wrzesień 2012
[ - recenzja]

Co czytaliśmy we wrześniu? Jak zwykle, po trochu wszystkiego. Opowiadania, powieści, reportaże i felietony – każdy powinien znaleźć coś dla siebie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jacek Jaciubek [20%]
Nie sposób dyskutować ze stwierdzeniem zawartym w tytule tego zbioru. Polski czytelnik nie ma raczej możliwości oceny, czy Richard Matheson faktycznie zasłużył na miano legendy, ponieważ jego tekstów w naszym języku ukazało się bardzo niewiele. Szkoda, bo wszystkie opowiadania składające się na zbiór „Jest legendą” stanowią rozwinięcie pomysłów autora lub ich dopełnienie. I jak to w zbiorach bywa, raz jest lepiej, raz jest gorzej, a najczęściej bardzo źle. W pamięć zapadają może ze trzy lub cztery opowieści, a i to chyba tylko dlatego, że jestem świeżo po lekturze. Najlepsze w mojej ocenie opowiadania to: „Powrót do piekielnego domu” Nancy Collins – historia o nawiedzonym domu i złowieszczym, straszącym zza grobu zwyrodnialcu Emeriku Belasco, „Dwa strzały w fotogalerii Fly’a” Johna Shirleya oraz „Samoistna wyspa” Barry’ego Hoffmana. Daleko w tych tekstach do znakomitości, ocierają się one często o banał, ale na tle stawki wypadają nieźle i przynajmniej zachęcają do sięgnięcia po oryginalne utwory Mathesona.
Stephen King znudził mnie swoją do bólu przewidywalną wersją „Pojedynku na szosie” (napisaną wraz z synem) i gawędziarską psychologią typową dla całej jego twórczości, choć ciekawa jest tu rywalizacja między ojcem a synem, mająca chyba odbicie w relacjach autorów. Opowiadanie Joe Lansdale’a o laleczce-zabójcy jest tak przewidywalne, że aż śmieszne. Tekst Whitleya Striebera wieńczący antologię to kompromitacja, coś à la historia narodzin Spidermana, który ratuje dzięki swym nadnaturalnym mocom starą farmę. Brzmi głupio? I takie właśnie jest. Wymienione powyżej teksty spełniają jednak przynajmniej pewne literackie standardy, czego nie da się powiedzieć o pozostałych opowiadaniach, które prezentują skandalicznie niski poziom i nie przynoszą chluby ich autorom. Nie sądzę, by Matheson (lub jakikolwiek inny pisarz) był zadowolony z takiego pomnika. Z ciekawego pomysłu wyszła straszna szmira, w dodatku zbierająca zadziwiająco pochlebne recenzje.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Miłosz Cybowski [70%]
Tematyka Holocaustu wielokrotnie powracała i będzie powracać w dziełach literackich i filmowych. W „Chłopcu w pasiastej piżamie” obserwujemy świat widziany oczami ośmioletniego syna niemieckiego oficera. Pewnego dnia Bruno, ku swojemu zdumieniu, dowiaduje się, że z tętniącego życiem Berlina cała rodzina będzie musiała przeprowadzić się na wieś. I choć sam Bruno nie zdaje sobie sprawy z tego, że trafił do Auschwitz, a jego ojciec jest komendantem obozu, czytelnik bardzo łatwo umieszcza druty kolczaste, ogrodzenia, baraki i ludzi w pasiakach w kontekście toczącej się wojny. Do pewnego stopnia nie sposób nie zazdrościć głównemu bohaterowi jego niewiedzy i naiwności, która jednak, w kontekście zakończenia, wcale nie chroni przed brutalnym światem. Perspektywa dziecka zgrabnie maskuje niedociągnięcia i braki w wiedzy autora. Można jednak zadać sobie pytanie, na ile naiwność głównego bohatera jest równoznaczna z naiwnością twórcy. Choć John Boyne przedstawił w swojej książce dość nietypową wizję Zagłady, „Chłopiec w pasiastej piżamie” nie do końca przekonuje. Tym dziwniejsze, że nakręcony na jego podstawie film, mimo sporych uproszczeń, wygląda na o wiele bardziej symboliczne i warte uwagi dzieło.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka [60%]
Niedawno pod jedną z recenzji dyskutowano, czy na książce można poznać się od razu, czy też zdarzają się przypadki albo obiecujące na początku, a potem rozczarowujące, albo odwrotnie – rozwijające się dopiero po pewnym czasie. Przykładem takiego, zyskującego w miarę czytania utworu okazała się dla mnie „Fizjonomika” Forda. Zawiązanie akcji – wyjazd głównego bohatera do górniczego miasteczka i śledztwo w sprawie skradzionego z lokalnej świątyni przedmiotu nie wydało mi się ani nowatorskie, ani zajmujące. Zresztą Fizjonomista Cley był wyjątkowo odrażającym typem – rasistą, szowinistą, karierowiczem, donosicielem, gwałcicielem, narkomanem, ślepcem i głupcem… listę można by długo ciągnąć. Oczywiście, że wszystko to zostało zamierzone, jednak portret tej postaci był wręcz karykaturalny (choć nie aż tak odległy od prawdy – przytaczane czasami w popularnonaukowych książkach cytaty badaczy z XIX wieku, rozwodzących się nad tym, jak to biały człowiek pod każdym względem przewyższa resztę ludzkości, zadziwiają tonem niezachwianej pewności), poza tym nie najlepiej czyta się książkę, życząc bohaterowi rychłego i najlepiej dramatycznego zgonu. Później Cley zmienia się – w gruncie rzeczy „Fizjonomika” fabularnie przetwarza kolejny raz motyw „wierny sługa Systemu, który w wyniku dramatycznych wypadków dostrzega jego zło i występuje przeciw niemu”. Gorzej, że owa przemiana nie przekonuje z uwagi na nader skrótowe przedstawienie tego procesu – kilka zdawkowych akapitów to zdecydowanie za mało, by można było wczuć się w sytuację bohatera. Podobnie scenom, w których odmieniony Fizjonomista udaje dawnego siebie nie zaszkodziłoby rozbudowanie. Bez tego Cley prezentuje się dosyć typowo – był zły, teraz jest skruszony, próbuje czynić dobrze, spłacić swoje długi i uzyskać przebaczenie. Przynajmniej nie odstręcza, ale też i nie pociąga. Tym, co w późniejszych rozdziałach podoba się bardziej jest sam świat. Ford wprowadza kolejne elementy – opisywana w retrospekcjach wyprawa górników na Rubieże w poszukiwaniu Ziemskiego Raju, czy Dobrze Skonstruowane Miasto są interesujące, w drugiej połowie powieści ciekawiej rysuje się także Drachton Nadolny – okrutny władca, wynalazca i czarnoksiężnik. Sądzę, że gdy „Fizjonomika” ukazała się po raz pierwszy kilkanaście lat temu, powieść wyróżniała się bardziej na tle innych utworów fantastycznych. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło. Jeśli chodzi o mnie, po lekturze książek Catherynne M. Valente – istnych eksplozji niezwykłych pomysłów, dziwacznych, barwnych obrazów, poplątanych wątków i kwiecistego stylu, „Fizjonomika” jawi się dosyć blado. Owszem, jest kilka ciekawych koncepcji, czy malowniczych wizji (np. wyspa-więzienie, czy opuszczone miasto Paliszyzja), jednak nie dziwią one aż tak bardzo. Również język jest oszczędny. Ogólnie, całość wydaje mi się materiałem na dobre opowiadanie – przede wszystkim ze względu na jednowątkową fabułę, oparcie na głównym bohaterze, czy ilość pomysłów. Rozwinięcie koncepcji do rozmiarów powieści osłabiło siłę oddziaływania utworu. Niemniej, gdy trzeba, Ford potrafi stworzyć intrygujący klimat, ponadto powieść czyta się bardzo płynnie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka [70%]
Niespodziewanie, drugi tom trylogii o Cleyu okazał się lepszy od „Fizjonomiki”. Przede wszystkim dlatego, że główny pomysł, na którym oparto powieść, okazał się bardzo malowniczy. Podobnie jak poprzednio, początek wydaje się wręcz klasyczny. Po upadku Dobrze Skonstruowanego Miasta i samego Drachtona, ocalali mieszkańcy założyli niewielką osadę Wenau. Były Fizjonomista zamieszkał razem z nimi i prowadził spokojny żywot lokalnego zielarza i uzdrowiciela. Sielanka nie trwała jednak w nieskończoność – któregoś dnia pokonany, lecz niestety wciąż żywy Drachton zsyła na swoich byłych poddanych tajemniczą chorobę. Cley decyduje się powrócić do ruin Dobrze Skonstruowanego Miasta, odnaleźć dawnego mistrza i zmusić go do wyjawienia receptury antidotum. Potem akcja rozwija się już zdecydowanie ciekawiej. Dotarłszy na miejsce, bohater spotyka uczłowieczonego przez Nadolnego demona Misrixa i dowiaduje się od niego, że Drachton zapadł w śpiączkę. Dzięki pomocy demona, Cley udaje się do wnętrza umysłu twórcy Miasta. To właśnie kreacja mieszczącego się tam świata stanowi najmocniejszy atut powieści. Ocean rtęci (wydaje mi się, że niepotrzebnie niemal za każdym razem pada w jej kontekście słowo „płynna”), odbijający w swoich wzburzonych falach fragmenty wspomnień Drachtona. Unosząca się nad nim wyspa pamięci, gdzie pośrodku lasu znajduje się kompleks budynków i ogrodów, w swoim sercu mieszczący panoptikum w kształcie latarni morskiej. Każdy obiekt w owym miejscu jest reprezentacją jakiejś informacji, na której świadomym zapamiętaniu szczególnie zależało jej twórcy. Wyspa ma także mieszkańców – są oni nośnikami idei i uosobieniem nieuświadomionych procesów twórczych, ale także zawierają odłamki osobowości Drachtona, co więcej, zostali stworzeni na podobieństwo znanych Nadolnemu osób i wyposażeni w strzępki wspomnień. Zabawne – postaci te wydały się mi ciekawsze i bardziej wyraziste niż sam Cley. Annotyna i jej towarzysze uważają się za naukowców, przybyłych na wyspę z misją badawczą. Niektórzy z nich przeczuwają, że nie są rzeczywiści, ale większość nie chce uznać tej teorii. Wszyscy próbują zrozumieć otaczający ich świat, zgłębić swoją naturę, a jeśli istotnie miejsce to jest czyimś dziełem, poznać jego stwórcę. Autor „W labiryncie pamięci” nie stroni od refleksji na temat – jakżeby inaczej – wspomnień oraz postrzegania czasu. Pokazuje, jak przekłamujemy naszą przeszłość tak, by było nam wygodniej, poszukuje wciąż umykającej teraźniejszości. „Pielęgnujcie wspomnienia, lecz zachowujcie ostrożność: ich prawda kłamie” – stwierdza w pewnym momencie bohater. Ku swemu zaskoczeniu, wewnątrz myśli swojego wroga Cley znajduje namiastkę raju – ostatecznie jednak musi dokonać wyboru. Ford bardzo udanie przedstawił samą wyspę oraz inne miejsca, znajdujące się wewnątrz umysłu Drachtona, zgrabnie nakreślił też relacje pomiędzy bohaterami. Dzięki temu powstał utwór nastrojowy, skłaniający do przemyśleń oraz oryginalny – zdecydowanie wart poznania.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka [60%]
Kiedy „Idoru” została wydana po raz pierwszy, miałam tyle lat, co główna bohaterka i słuchałam swoich ulubionych piosenek na dwukasetowym magnetofonie. Czytając powieść Gibsona nieraz zastanawiałam się nad upływem czasu, który niektóre elementy wizji autora przekuł w rzeczywistość – z jednej strony można pochwalić trafność prognoz, z drugiej zaś siła oddziaływania utworu stała się przez to mniejsza. Wymieranie prawdziwych idoli, których zastąpili stworzeni przez media celebryci, „sztucznie” wylansowani i skrojeni pod gusta tłumów, czy sytuacja, gdzie zamiast twórczości danego artysty, główny „towar” stanowią szczegóły z cudzego życia a plotkarskie magazyny mogą zadecydować o czyimś być albo nie być – trendy z pewnością były widoczne już wcześniej, ale obecnie zjawiska te osiągnęły zasmucające rozmiary. Jakby dla równowagi w powieści Gibsona pojawia się niezależny muzyk – ekscentryk, zawdzięczający swoją sławę talentowi a nie wsparciu medialnych gigantów. Jednak o ile sam Rez niewiele uwagi poświęca sprawom tego świata, to dookoła jego zespołu powstała niemalże korporacja – sztab ludzi, zajmujących się sprawami organizacyjno-majątkowymi a przy tym czerpiących zyski z popularności artysty. Pomysł, by Japończycy stworzyli całkowicie wirtualną gwiazdę, która później zyskałaby sławę jest dobry ale w obecnych czasach wcale nie zaskakuje. Podobnie to, że ktoś mógłby zechcieć poślubić cyfrową idolkę – swego czasu przecież obiegały Internet – prawdziwe czy też nie, nie mnie sądzić, ale z pewnością stanowiące pewien znak czasów – wzmianki o Japończykach żeniących się z postaciami z gier, czy urządzających pogrzeby swoim tamagotchi. Wreszcie, bohaterka i jej koleżanki – nastolatki żyjące w globalnej wiosce, ale dysponujące nader mizerną wiedzą o świecie i zainteresowane przede wszystkim nowymi gadżetami. Oczywiście są też elementy nadal pozostające w sferze fikcji – nanotechnologia, czy sztuczna inteligencja. Sposób opisywania wirtualnej rzeczywistości wydaje się z kolei nieco retro (jak choćby niezwykłe zdolności drugiego głównego bohatera, który bardziej zasługuje na miano cyber-szamana, niż analityka danych) choć ma też swoisty urok, który z pewnością docenią fani cyberpunka. Z zalet warto wymienić też zabawne sportretowanie środowiska małoletnich fanek Reza – w szczególności zapada w pamięć scena z tłumem zrozpaczonych japońskich dziewczynek. Niewątpliwie powieść zawiera sporo barwnych pomysłów ze wskazaniem na tytułową idoru, cyfrową Yoko-Ono i boginkę wirtualnego świata zarazem. Również osadzenie akcji w Kraju Kwitnącej Wiśni przydaje całości interesującego kolorytu. Z drugiej strony wszystko to zostało przedstawione w bardzo specyficzny sposób, który kojarzy się z serią migawek. Akcja powieści obejmuje zaledwie kilkadziesiąt godzin, dwa przeplatające się wątki pozwalają zobaczyć jedynie skrawek życia bohaterów, którzy znikają ze sceny zanim czytelnik zdoła ich lepiej poznać (trzeba powiedzieć, że „Idoru” jest drugim tomem tzw. Trylogii Mostu, niemniej poszczególne tomy związane są ze sobą dosyć luźno i tylko niektóre postaci pojawiają się w więcej niż jednej części). Wizja Gibsona kreślona jest pośpiesznie, jakby nerwowo, świat objawia się w serii przebłysków, które aż proszą się o rozwinięcie. Fabuła jest bardzo prosta, wręcz wyrywkowa, stanowi raczej pretekst dla przedstawienia pomysłów, niektórych miejsc, scen czy obserwacji. Owa stroboskopowa maniera sprawia wrażenie zamierzonej przez autora i pasuje do charakteru świata przedstawionego. Osobiście wolę jednak, gdy pisarska wizja ma swoją wagę i powieść Gibsona pozostawiła mnie w poczuciu niedosytu, zarówno jeśli chodzi o obraz Tokio, jak i bohaterów, czy fabułę. Stąd taka a nie inna ocena.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Marzenie życia
Joanna Kapica-Curzytek

20 VI 2021

„Lecę” Jana Pelczara jest ciekawym zapisem wypowiedzi pilotów na temat różnych aspektów latania. Autor najbardziej koncentruje się na lotnictwie pasażerskim, co pozwala czytelnikom wniknąć w specyfikę tej obrosłej wieloma mitami dziedziny transportu. Książka jest także opowieścią o pasji i spełnianiu życiowych marzeń.

więcej »

Ech, ta magiczna młodzież
Sławomir Grabowski

19 VI 2021

„Scholomance. Mroczna wiedza” Naomi Novik otwiera intrygujący cykl fantasy dla trochę młodszego czytelnika. Znajdziemy w nim szkołę dla dzieci i młodzieży obdarzonej magicznymi zdolnościami… Brzmi znajomo? Owszem, choć powieść stara się nie popaść w sztampowość.

więcej »

PRL w kryminale: „Cygan” zobaczył, żołnierza powiesili…
Sebastian Chosiński

18 VI 2021

Tę książeczkę bardzo łatwo przegapić. Jej objętość i rozmiary są bowiem niewielkie. Seria, w jakiej się ukazywała, po zaledwie trzech latach znikła z rynku wydawniczego. A jednak warto zadać sobie trud i zapolować w antykwariatach na „Różową kopertę”. Powód jest być może tylko jeden, ale za to przekonujący – jej autorem jest dobrze znany z tej rubryki Zygmunt Sztaba.

więcej »

Polecamy

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie

W podziemnym kręgu:

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Pancho Villa i tequila
— Konrad Wągrowski

Za taki hołd dziękujemy
— Anna Kańtoch

Dwie podróże, jedna bardziej niezwykła od drugiej
— Anna Kańtoch

Esensja czyta: Luty-marzec 2010
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk

Wejście gromu
— Michał Kubalski

Fizjonomista na drodze do Raju
— Anna Kańtoch

Z tego cyklu

Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Tegoż autora

Marzenie życia
— Joanna Kapica-Curzytek

Ostatni bastion ludzkości
— Miłosz Cybowski

Sześć światów Hain: Świat piąty
— Miłosz Cybowski

Alfabet EURO 2020
— Joanna Kapica-Curzytek

Jak to na wojence… brzydko, czyli mały lisek w trybach wielkiej polityki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Jeszcze nowsza teoria wszystkiego
— Miłosz Cybowski

Anty-Catan
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Ucieczka przed zagładą
— Miłosz Cybowski

Tajemnica fatum
— Joanna Kapica-Curzytek

Świat pozbawiony sprawiedliwości i znaczenia
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.