Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Neal Stephenson
‹Reamde›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułReamde
Tytuł oryginalnyReamde
Data wydania27 lipca 2012
Autor
PrzekładWojciech Szypuła
Wydawca MAG
ISBN978-83-7480-257-4
Format1072s. oprawa twarda
Cena89,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 94,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Read me?
[Neal Stephenson „Reamde” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zapowiedzi „Reamde” donosiły o rosyjskiej mafii, hakerach, tajnych agentach, islamskich terrorystach oraz o rozległej grze sieciowej, która miała lec u podstaw całkiem realnej wojny między wyżej wymienionymi. I trudno powiedzieć, żeby te doniesienia kłamały. Niemniej najnowsze dzieło Neala Stephensona mocno rozczarowuje.

Daniel Markiewicz

Read me?
[Neal Stephenson „Reamde” - recenzja]

Zapowiedzi „Reamde” donosiły o rosyjskiej mafii, hakerach, tajnych agentach, islamskich terrorystach oraz o rozległej grze sieciowej, która miała lec u podstaw całkiem realnej wojny między wyżej wymienionymi. I trudno powiedzieć, żeby te doniesienia kłamały. Niemniej najnowsze dzieło Neala Stephensona mocno rozczarowuje.

Neal Stephenson
‹Reamde›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułReamde
Tytuł oryginalnyReamde
Data wydania27 lipca 2012
Autor
PrzekładWojciech Szypuła
Wydawca MAG
ISBN978-83-7480-257-4
Format1072s. oprawa twarda
Cena89,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 94,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
/Chyba największym negatywnym zaskoczeniem jest fakt, że mimo nadania swojej powieści gargantuicznych rozmiarów, Stephenson zupełnie nie wykorzystał najciekawszych pomysłów. Tylko pierwsze trzysta stron orbituje wokół tego, co w „Reamde” przykuwa uwagę najbardziej – a więc zrealizowanego z ogromnym rozmachem MMORPG-a. Niestety i tutaj autor jedynie zarysowuje znakomite rozwiązania, między innymi powiązanie znanych nam mechanizmów rynkowych obecnych w świecie realnym z analogicznymi w rzeczywistości wirtualnej. W tym wypadku gra potrafi oddać na przykład taniość siły roboczej w jednym kraju, co owocuje wykształceniem się tam specyficznego rynku pracy komputerowych maniaków, zarabiających na życie w wykreowanym przez programistów świecie. Oba poziomy – wirtualny i realny – oddziałują na siebie, a problemy występujące na jednym z nich można rozważać przez ich translację na drugi. Nie będę tu jednak zdradzał wszystkich smaczków, bo po pierwsze ich zsumowanie dałoby raptem kilkadziesiąt stron naprawdę znakomitej zabawy, po drugie – doszczętnie zepsułoby lekturę osobom, które zdecydują się po „Reamde” sięgnąć. Nie dlatego, że odkryłbym kluczowe elementy fabuły, ale dlatego, że poza tymi nielicznymi fragmentami książka ma do zaproponowania żałośnie mało. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, przez jakiego autora została stworzona.
Drugim potężnym rozczarowaniem jest bowiem fakt, że powieść należy zaklasyfikować jako sensacyjne, poprawnie skonstruowane czytadło. A to już dla twórcy choćby znakomitej „Peanatemy” powinna być obelga. Powinna, ale nie byłbym pewien, czy tak jest w istocie – ostatnie 2/3 tej książki wskazuje bowiem na to, że jeśli nawet Stephenson rozpoczynał pisanie z myślą o czymś więcej, to szybko tę myśl porzucił, koncentrując się na warstwie sensacyjnej. I dokładnie w tym momencie „Reamde” stała się wypełniaczem, czytelniczą watą, jakiej pełno na półkach księgarń. Mającej do zaoferowania dużo strzelanin, sporo planowania, ale niewiele więcej.
Co gorsza, w konwencji dreszczowca nie do końca sprawdza się specyficzny styl autora. Stephenson słynie z rozwlekłej narracji i nie zrezygnował z niej również tutaj. Efekt jest taki, że wartką akcję mamy tu tylko w teorii, w praktyce zaś zderzamy się nieustannie z wielostronicowymi opisami z perspektywy poszczególnych osób, nierzadko obszernie przy okazji streszczającymi życiorysy bohaterów. Wygląda to mniej więcej tak: akcja z udziałem Pana X – punkt kulminacyjny – zmiana punktu widzenia na perspektywę Pana Y – opowieść o dzieciństwie Pana Y – akcja – zetknięcie się z Panem X w punkcie kulminacyjnym poprzedniego wątku. I teraz wyobraźcie sobie, że powyższy schemat rozpisano na kilkadziesiąt stron.
Istnieje oczywiście możliwość, że znajdzie się ten i ów fan sensacji, któremu taka konstrukcja przypadnie do gustu – trudno przecież zakładać, że wśród czytelników procent masochistów jest drastycznie niższy niż w reszcie społeczeństwa. Taki czytelnik z pewnością doceni kunszt autora, bo jak już wspomniałem, „Reamde” jest skonstruowana w sposób poprawny. Stephenson doskonale panuje nad wątkami, dba o urozmaicenie scenerii, wprowadza interesujących bohaterów. Choć i tutaj nie obyło się bez potknięć – tak zwani „zwyczajni ludzie” nagle zaczynają zachowywać się jak Rambo, zaś arabski okazuje się na tyle łatwym do przyswojenia językiem, że kilka dni spędzonych w towarzystwie terrorystów pozwala jednej z postaci całkiem nieźle orientować się w tym, co mówią. Wreszcie potknięcie dla przyjętej konwencji najważniejsze: książka nie trzyma w napięciu. Sprawna narracja pozwala na bezproblemowe śledzenie losów bohaterów, ale większych emocji – być może wskutek przywołanego wyżej schematu opowiadania – już wzbudzić nie potrafi.
Wobec powyższych mankamentów na postawione w tytule pytanie należałoby udzielić odpowiedzi przeczącej. Stephenson ma w dorobku książki o dwie, trzy klasy lepsze, w dodatku takie, w których o coś – poza wątkiem sensacyjnym – chodzi. Wobec przyjętej konwencji bledną nawet zalety stylu pisarskiego, a z pozytywnych rzeczy zostaje chyba tylko świetny humor sytuacyjny. Choć wobec słabości całej powieści będący raczej opowiadaniem dowcipów przez skazanego na ścięcie, któremu do wykonania wyroku pozostało raptem kilka godzin.
koniec
4 października 2012

Komentarze

04 X 2012   14:07:42

To niezwykłe, że ta książka w stanach zbiera praktycznie same pozytywnie opinie... A w Polsce po zjechaniu jej przez Dukaja recenzenci wzięli sobie za cel kopiowanie opinii wyżej wspomnianego.
Jestem ciekaw jak recenzent ocenił by ww. książkę gdyby nie czytał wcześniej Stephensona...

04 X 2012   14:37:16

@Łukasz
1. Ostatnio rzeczywiście czytałem Dukaja, ale w "Science Fiction" Powergraphu nie było ani słowa o Stephensonie. Będę wdzięczny za link do tego, co ponoć kopiuję.
2. Problem polega na tym, że żaden tekst nie istnieje w próżni, taki już ich los.

04 X 2012   14:56:34

"zaś arabski okazuje się na tyle łatwym do przyswojenia językiem, że kilka dni spędzonych w towarzystwie terrorystów pozwala jednej z postaci całkiem nieźle orientować się w tym, co mówią"
to ta postać w dzieciństwie nie miała styczności z arabskim?

04 X 2012   16:53:29

@r4fau
Właśnie - w dzieciństwie. A tutaj jest mowa o "ogrommych postępach" między dniem, w którym ją schwytali, a dniem rozważań. Nie kupuję tego tym bardziej, że w przypadku kluczowej kwestii nawet nie widziała rozmówców, co powinno być kolejną przeszkodą w zrozumieniu. Ale to i tak drobiazg bez wpływu na ocenę książki.

04 X 2012   18:18:34

Ona sobie język przypominała. Nie uczyła się go od początku.

05 X 2012   01:38:50

"ostatnie 2/3 tej książki wskazuje bowiem" - takie sformułowanie wydaje mi się trochę... hmmm.... dziwne... i na tyle niezręczne, że zignoruję opinię kogoś, kto takim sformułowaniem posługuje się w recenzji... :)

05 X 2012   12:11:55

Ja się na przykład w dzieciństwie rosyjskiego uczyłem a potem miałem 100% odcięcie i po ponad 20 latach gdy czegoś zaczynam słuchać to się nagle okazuje, że pamiętam, więc dla mnie jest zrozumiałe.
Manifestacja wiary w indywidualizm, przewaga więzi budowanych oddolnie, w sposób wolny i spontaniczny nad odgórnymi kreowanymi przez instytucje, ludzkie strategie przetrwania w świecie sztucznych barier budowanych przez państwa - to jest chociażby sensem książki (a nie sensacja) i mnie to satysfakcjonuje.
I sorry, to że rzecz nie dzieje się do końca w T'Rainie, naprawdę jesteś skłonny bardziej przejąć się wędrówką Edgoda niż marszem Richarda przez góry?

06 X 2012   11:50:32

Niedobrze, że Stephenson nadal nie korzysta z nożyczek, albo chociaż surowej redakcji - miałem nadzieję, po nadmiernie i niepotrzebnie rozdętym cyklu barokowym, na coś bardziej treściwego. Druga dosyć irytująca na dłuższą metę cecha jego twórczości - to fakt, że w żadnej z dotychczasowych powieści, jakkolwiek by nie były dobre nie uczynił bohaterem tzw. szarego, prostego człowieka (Nell z "Wieku" należy do takiej kategorii jeno przed nabyciem Lekcyjonarza). Tak, tak wiem taka jest konwencja powieści dla nerdów - bohater musi być genialnym programista i poliglotą dorabiającym się w wieku siedmiu lat miliardowej fortuny lub własnej stacji orbitalnej. I tak pryska możliwość zawieszenia niewiary. Bo trudno przeżywać w napięciu perypetie nastoletnich geniuszy-miliarederów.

07 X 2012   11:28:19

była "Zamieć" - jest Second life... jest "Reamde" - ciekawe, kiedy będzie T'Rain?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Z Bożej łaski król
Joanna Kapica-Curzytek

21 I 2020

„Król, który uciekł” to zwariowana komedia historyczno-erotyczna z Henrykiem Walezym w roli głównej. Pośmiać się można, ale trzeba też z powagą dostrzec, że był to początek całkiem nowych czasów dla ówczesnej Rzeczpospolitej.

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: Upadek Ikara
Miłosz Cybowski

20 I 2020

Walter Tevis nie miał zbyt wysokiego mniemania o ludzkości. Jego „Człowiek, który spadł na Ziemię” to nie tylko książka o samotności. To również bardzo pesymistyczna wizja tego, jaka przyszłość może nas czekać.

więcej »

Zginął w walce jak mężczyzna
Joanna Kapica-Curzytek

19 I 2020

„Władca cieni” to ciekawie opowiedziana historia członków rodziny autora w szerokim kontekście rozliczeń z latami dyktatury Franco w Hiszpanii.

więcej »

Polecamy

Droga bez powrotu

Na rubieżach rzeczywistości:

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Barok w pigułce
— Kamil Armacki

Siła spokoju
— Daniel Markiewicz

Esensja czyta: Grudzień 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Marcin T.P. Łuczyński, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Monika Twardowska-Wągrowska, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Teologia Matrixa
— Michał Foerster

Środek, co rumieńców nabiera
— Michał R. Wiśniewski

Zimny początek
— Eryk Remiezowicz

Rozszyfrować świat
— Eryk Remiezowicz

Techno-thriller
— Janusz A. Urbanowicz

Krótko o książkach: Marzec 2002
— Magda Fabrykowska, Wojciech Gołąbowski, Jarosław Loretz, Eryk Remiezowicz

Poradnik myślącego ekologa
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Zapomną o nas
— Daniel Markiewicz

Mistrzostwo formy
— Daniel Markiewicz

Walc nasz (zbyt) powszedni
— Daniel Markiewicz

Odmienne stany moralności
— Daniel Markiewicz

Czytając (dobre) science fiction
— Daniel Markiewicz

Całodobowe szczęście
— Daniel Markiewicz

Nieustające wakacje
— Daniel Markiewicz

Trudna miłość
— Daniel Markiewicz

Szeptanie traumy
— Daniel Markiewicz

Magiczna apokalipsa
— Daniel Markiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.