Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 listopada 2022
w Esensji w Esensjopedii

Steven Erikson
‹Bramy Domu Umarłych›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBramy Domu Umarłych
Tytuł oryginalnyDeadhouse Gates
Data wydania7 września 2012
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN978-83-7480-259-8
Cena59,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Wędrówka ku oświeceniu
[Steven Erikson „Bramy Domu Umarłych” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć w drugim tomie „Malzańskiej Księgi Poległych” Erikson postanowił wykorzystać klasyczny motyw drogi, książka wzbudza w czytelniku o wiele więcej zainteresowania niż „Ogrody księżyca”. „Bramy Domu Umarłych” to jednak wciąż nie to, czego można by oczekiwać po tak zachwalanym autorze fantastyki.

Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Wędrówka ku oświeceniu
[Steven Erikson „Bramy Domu Umarłych” - recenzja]

Choć w drugim tomie „Malzańskiej Księgi Poległych” Erikson postanowił wykorzystać klasyczny motyw drogi, książka wzbudza w czytelniku o wiele więcej zainteresowania niż „Ogrody księżyca”. „Bramy Domu Umarłych” to jednak wciąż nie to, czego można by oczekiwać po tak zachwalanym autorze fantastyki.

Steven Erikson
‹Bramy Domu Umarłych›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBramy Domu Umarłych
Tytuł oryginalnyDeadhouse Gates
Data wydania7 września 2012
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN978-83-7480-259-8
Cena59,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W powieści obserwujemy długą, kilkusetstronicową podróż kilku grup nowych i starych bohaterów. Wątki ich wędrówek łączą się ze sobą, rozplatają i ponownie zbiegają. Początkowa wyprawa Skrzypka, Kalama, Apsalar i Crokusa przeradza się szybko w dwie osobne przygody. Jedna z nich łączy się z motywem wielkiego buntu i narodzin bogini koczowniczych plemion w Siedmiu Miastach, podczas gdy drugi zbiega się z historią dwóch potężnych, nieludzkich wojowników: Icariuma i Mappo Trella. Jednocześnie mamy okazję obserwować losy Siódmej Armii Imperium z perspektywy historyka Duikera, który wiernie towarzyszy nowej pięści, Coltaine’owi. Ostatnim elementem jest historia trójki niewolników zesłanych do kopalni otataralu.
Z bohaterów poznanych w „Ogrodach księżyca” w powieści mamy do czynienia jedynie ze Skrzypkiem, Kalamem, Crokusem i Apsalar. Jeśli w poprzedniej recenzji narzekałem na płytkość przedstawianych przez Eriksona postaci, to po lekturze tego tomu muszę przyznać, że dwie części cyklu dla Eriksona to nadal zbyt mało, by przedstawić ich w miarę wiarygodnie. Najwięcej można powiedzieć o dwójce Podpalaczy Mostów, odnoszę jednak wrażenie, że nie dzięki silniejszemu zarysowaniu ich charakterów, ile odwołaniem się do ich przeszłości (szczególnie u Kalama). Skrzypek nadal jest zwichrowanym saperem, którego umiejętności okazują się zbawienne dla całej wyprawy. Mimo oderwania go od reszty oddziału, nie można powiedzieć, by zyskał jakieś szczególne cechy charakteru.
Przeszłość Kalama nie jest jedynym przypadkiem, w którym Erikson postanowił sięgnąć do wydarzeń sprzed „Ogrodów Księżyca” w celu nadania głębi swoim bohaterom. Minione wydarzenia odgrywają istotną rolę przy kształtowaniu innych postaci, w szczególności Felisin i Hebroica, dwójki skazańców, którzy desperacko starają się uciec z morderczych kopalni otataralu. Niestety, Eriksonowa próba przedstawienia kobiecego charakteru po raz kolejny (jak w przypadku Tattersail, Apsalar i Przybocznej z „Ogrodów księżyca”) spaliła na panewce. Felisin, siostra nowej Przybocznej oraz kapitana Parana, od samego początku jest postacią pustą i bezbarwną. Być może taki właśnie był literacki zamiar autora (zważywszy na jej los), lecz konieczność towarzyszenia jej oraz jej kompanom w wędrówce działa czytelnikowi na nerwy. I nie zmieniają tu zbyt wiele nadprzyrodzone zjawiska jak trafienie na pełen trupów statek (swoją drogą znakomita wariacja na temat Latającego Holendra!) czy zwiedzanie ruin starożytnego miasta. Rzecz się ma nieco inaczej w przypadku Hebroica, wyklętego kapłana dziczego boga Fenera. Dla tego pozbawionego dłoni historyka podróż u boku Felisin stanowi wyprawę, w której stara się odnaleźć ponownie swoją własną wiarę. Wielka szkoda że trzeci ze skazańców, osiłek Baudin, tak prędko znika z kart powieści i nie dowiadujemy się o nim praktycznie nic – jego historia, gdyby Erikson zdecydował się nam ją opowiedzieć, mogłaby dorównać przeszłości Hebroica.
Bogactwo świata „Malzańskiej Księgi Poległych” nie zawiera się jedynie w bohaterach występujących na kartach „Bram Domu Umarłych”, choć postaci takie jak Mappo Trell i Icarium stanowią żywe świadectwo prawdziwej antyczności zaprezentowanego uniwersum. Opisywane w powieści miejsca (miasto na pustyni, do którego zawitali Felisin i Hebroic), wydarzenia (wędrówka Trella i Icariuma) czy wreszcie wątki (bunt w Raraku i powiązana z nim starożytna przepowiednia) pokazują, jak dokładnie Erikson przemyślał historię swojego świata. Jest to też jeden z głównych powodów, dla których warto wybaczyć autorowi wciąż słabo zarysowanych bohaterów.
Jak gdyby zdając sobie sprawę z tego problemu związanego z postaciami, Erikson nie oszczędza ani starych, ani dopiero wprowadzonych na scenę bohaterów. Uwiadcznia się to głównie w opisie wędrówki Duikera w towarzystwie malazańskiej armii. Choć może wędrówka to nieodpowiednie słowo. Po wybuchu rebelii przeciwko Imperium, nowy dowódca imperialnej armii (wielka pięść) Wickanin Coltaine wiedzie dziesiątki tysięcy uchodźców wraz ze swoją armią, tocząc bezustanne, krwawe walki z buntownikami i starając się przebyć setki mil, by znaleźć bezpieczne schronienie w jednym z niewielu wciąż broniących się miast. Choć Coltaine i jego doradcy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że sama armia, pozbawiona tego „sznura psów” (jak obrazowo Duiker określił cywili), miałaby jakieś szanse na przetrwanie, nie zapominają o swojej podstawowej misji. Mimo olbrzymich strat ponoszonych w każdym starciu z przeciwnikiem (czyli fanatycznymi wojownikami Apokalipsy), armia Coltaine′a brnie wciąż naprzód. Erikson ich nie oszczędza, od początku ukazując tę wyprawę jako skazaną z góry na porażkę. Tym boleśniejsze będzie zakończenie, które, dla czytelnika przyzwyczajonego do happy endów i okupionych wielkim kosztem zwycięstw, może okazać się rozczarowaniem. Olbrzymim kontrastem dla krwawej i wyczerpującej drogi stają się tymczasem malownicze, ale też ulotne krajobrazy, jak choćby wypełnione kolorowymi motylami lasy.
Erikson, mimo barwnego przedstawienia świata i, nieudanych niestety, prób rozwinięcia bohaterów, nie posuwa w „Bramach Domu Umarłych” historii swojego uniwersum zbyt mocno do przodu. Co prawda mamy pewność, że bohaterowie i wydarzenia odegrają jakąś rolę w narastającym z wolna konflikcie, ale nie znamy jeszcze stron ani sojuszy. Ale po lekturze drugiego tomu o wiele chętniej sięgamy po kolejny.
koniec
19 października 2012

Komentarze

19 X 2012   04:11:56

Co do Baudina to wcale nie koniec jego losow :-P

19 X 2012   07:25:53

Kto to jest "Meppo Tell"?
Bo w Malazańskiej jest Mappo Trell, to jakaś rodzina?

19 X 2012   10:29:46

w recenzji dwa razy użyto "Trell", raz "Tell". domyślny użytkownik domyśliłby się literówki.

19 X 2012   16:30:21

@pollo
Bez spojlerów ;)
Ja tylko mogę zgodzić się z oceną zakończenia - w momencie gdy czytałem książkę dawno nie miałem do czynienia z lekturą, która sprawiłaby że chciałbym rzucić nią w diabły i nigdy nie dokończyć czytania by zakończenie nigdy nie nastąpiło.

19 X 2012   16:37:40

[wiki] - Meppo Tell to odległy krewniak Wilhelma Tella, chodziło oczywiście o Mappo Trella, litrówka poprawiona.

Virgo - nie do końca rozumiem, co masz na myśli.

19 X 2012   17:21:57

@Virgo C.
Wybaczcie. 4 rano, 3 zmiana w robocie, człowiek zaspany nie zawsze zdaje sobie sprawę co robi ;).

Też zgadzam się co do zakończenia. W moim przypadku to było brnięcie od zdania do zdania i nadzieja, że to wcale się tak nie skończy, po prostu nie może... . Podobnie zresztą miałem kolejnym tomem.

19 X 2012   17:37:08

@Miłosz
Wybacz, pisałem w pośpiechu i też z pracy.
Ogólnie chodzi mi o to, że czytając zakończenie miałem ochotę rzucić książką w cholerę by nie doczytać do końca i by zakończenie nigdy nie nastąpiło. Dawno wówczas nie czytałem książki, która wywołała we mnie takie uczucia. Baa, czytane wówczas Gwiazdo Światów z premedytacją przeczytałem do końca (kto zna, ten wie o czym pisze).

19 X 2012   19:26:08

Też miewam ten syndrom i też dokończyłam "Gniazdo Światów" z mściwą premedytacją. Ra Mahleine miało w sobie po prostu coś wrednego ;P Od Malazańskiej właśnie mnie odstrasza śmiertelność bohaterów.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tytus, Balbinka i inni
Marcin Osuch

26 XI 2022

Ten rok był wyjątkowo obfity w zakresie komiksowej publicystyki. Otrzymaliśmy monumentalny „Komiks polski” Adama Ruska, „Każdy komiks jest fantastyczny” nieodżałowanego Macieja Parowskiego, drugi tom „Moich komiksów” Pawła Ciołkiewicza, że przez skromność o Konrada Wągrowskiego i moich więcej »

PRL w kryminale: Tajemniczy pan Robert
Sebastian Chosiński

25 XI 2022

Najpierw była powieść Jerzego Siewierskiego („Spadkobiercy pani Zuzy”), a krótko potem nakręcony na jej podstawie sensacyjny film Pawła Komorowskiego z Ryszardem Filipskim w roli głównej („Brylanty pani Zuzy”). Oba dzieła, choć nie należą do idealnych, na pewno zasługują na uwagę i pochwały. Książka wydaje się zresztą nieco bardziej udana, zwłaszcza gdy czyta się ją po oglądnięciu filmu.

więcej »

Czarownicy żyć nie dopuścisz
Joanna Kapica-Curzytek

24 XI 2022

Akcja historyczno-obyczajowej powieści „Makowa spódnica. Siostry” toczy się w XVII wieku i osnuta jest wokół ówczesnych polowań na czarownice. Niestety, taka była ówczesna smutna rzeczywistość.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Inne recenzje

Anatomia zdrady
— Eryk Remiezowicz

Tegoż twórcy

Dialogi i monologi
— Miłosz Cybowski

Nekromanci kontratakują
— Miłosz Cybowski

Dwóch panów w drodze (nie licząc lokaja)
— Miłosz Cybowski

Nie ma izolowanych opowieści
— Miłosz Cybowski

I rozczarował się czytelnik niepomiernie
— Miłosz Cybowski

Czekając końca
— Miłosz Cybowski

Wszystkich Kaptur trafia
— Miłosz Cybowski

Wadliwość rozgrzeszona
— Łukasz Bodurka

Koniec jest bliski i dajcie autorowi coś na rozweselenie
— Łukasz Bodurka

Zmęczenie materiału, niestety
— Łukasz Bodurka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.