Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Książki

Magazyn CC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

książkowe

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja czyta: Październik 2012
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W dzisiejszym podsumowaniu tego, co czytała redakcja „Esensji” w październiku 2012 prezentujemy 11 krótkich recenzji. Wśród autorów recenzowanych książek znaleźli się między innymi Musierowicz, Krajewski, Follet, Simmons, Ballard, Judt i Rushdie.

Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Październik 2012
[ - recenzja]

W dzisiejszym podsumowaniu tego, co czytała redakcja „Esensji” w październiku 2012 prezentujemy 11 krótkich recenzji. Wśród autorów recenzowanych książek znaleźli się między innymi Musierowicz, Krajewski, Follet, Simmons, Ballard, Judt i Rushdie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jacek Jaciubek [60%]
Lech Jęczmyk napisał, że kluczem do zrozumienia twórczości Jamesa G. Ballarda jest surrealizm. Czytając powieść „Wieżowiec” nie można o tym zapomnieć, inaczej książka może zupełnie rozczarować, jako absurdalna i niezrozumiała. Bo przecież trudno nam sobie wyobrazić, że najzwyczajniejsi w świecie ludzie, przedstawiciele przeciętnych zawodów, matki, ojcowie, dzieci itd. mogą nagle przemienić się w dzikie bandy zwalczające siebie nawzajem, dopuszczające się najróżniejszych aktów wandalizmu, atakujące pozostałe grupy, które różnią się od siebie tylko miejscem zamieszkania w ogromnym budynku. Ale właśnie to miejsce zamieszkania wyznacza w nim status – im wyżej jesteś, tym więcej znaczysz.
Można „Wieżowiec” czytać jak horror o ludziach zamkniętych, niejako na własne życzenie, w gigantycznym, bardzo nowoczesnym budynku, którzy dostają świra i zaczynają, delikatnie mówiąc, uprzykrzać sobie nawzajem życie. Ale jestem przekonany, że Ballardowi chodziło o coś więcej. Być może zamierzał odmalować portret naszej cywilizacji, chwiejącej się w posadach, na granicy powrotu do zupełnie dzikiego barbarzyństwa. Może chciał poddać ostrej krytyce wynaturzone wysokościowce, w których zupełnemu odwróceniu ulegającą hierarchie społeczne, a co za tym idzie również wszelkie normy moralne. A może zamierzał udowodnić, że w ludziach zawsze było i nadal jest ziarno dzikiego, nieokiełznanego prymitywizmu i tak naprawdę tylko niezwykle wątła, a do tego nienaturalna granica dzieli nas od porzucenia wszelkich praw i norm, i przemiany w barbarzyńców.
Szkoda tylko, że kosztem impresjonistycznych obrazów cierpi fabuła, pełna powtórzeń (najpewniej zamierzonych) i właściwie zdawkowa. Ballard nie stawia na akcję, co sugeruje okładkowy opis wydawcy, lecz na odczucia i przemyślenia bohaterów w skrajnych, niemożliwych sytuacjach: ciągłego zagrożenia życia, walki o pożywienie, bezustannej konfrontacji z innymi ludźmi. Czasem jednak aż chciałoby się ożywienia wydarzeń, bo czytanie w kółko o tym, ile wind jest aktualnie zepsutych może znudzić.
Ballard lubi męczyć czytelnika, bezustannie zasiewać w nim ziarno wątpliwości co do własnej natury, ale dla tego akurat autora warto zadać sobie nieco czytelniczego trudu, by zetknąć się z niecodziennymi wizjami. Nawet pomimo mankamentów powieści.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Joanna Kapica-Curzytek [80%]
Szeroko zakrojona „Trylogia stulecie” obejmuje panoramę dziejów Europy w XX wieku. „Upadek gigantów” to pierwszy tom z tego cyklu. Liczy ponad tysiąc stron, ale to akurat nie powinno zniechęcać, bo lektura pochłania od pierwszych stron i nie dłuży się nawet na chwilę. Akcja rozpoczyna się w przededniu wybuchu I wojny światowej i toczy się jednocześnie w Wielkiej Brytanii, w Niemczech, Rosji i USA. Wraz z rozsianymi po świecie bohaterami powieści uczestniczymy w najważniejszych historycznych wydarzeniach pierwszej połowy minionego wieku. Gorączkowe dyplomatyczne negocjacje nie pomagają zapobiec wojnie, konflikt zbrojny komplikuje losy Brytyjki Maud i Niemca Ulricha. W Rosji narasta napięcie prowadzące do wybuchu rewolucji, a USA stara się wpłynąć na sytuację w Europie. Oprócz fikcyjnych bohaterów w książce dochodzą do głosu postacie historyczne, których działania i słowa autor opisuje możliwie jak najwierniej, po analizie historycznych źródeł. Follett interesująco pisze o codziennej egzystencji i obyczajowości brytyjskiej arystokracji, ubogich walijskich górników i rosyjskich robotników. Jak na sagę przystało – mamy tu (nieźle zarysowane) wątki miłosne, rodzinne dramaty i konflikty, polityczne i finansowe afery, a nawet zbrodnie. Follettowi bardzo dobrze udało się uchwycić w powieści zachodzące zmiany w europejskim porządku: kobiety w Wielkiej Brytanii zdobywają prawa do głosowania, zanika też surowość obyczajów oraz sztywne podziały klasowe i społeczne. Pierwszy tom „Trylogii stulecie” jest jak najbardziej obiecujący i daje nadzieję, że lektura drugiego tomu, który pojawi się u nas już niedługo, będzie równie satysfakcjonująca.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Anna Kańtoch [70%]
Jest tu wszystko, czego można od steampunku oczekiwać, czyli mnóstwo technicznych, niekoniecznie napędzanych parą gadżetów (niektóre ocierają się wręcz o cyberpunk), bohater będący połączeniem Allana Quatermaina z Sherlockiem Holmesem (sir Richard Burton, postać zresztą historyczna, choć o talentach detektywistycznych oryginału nic mi nie wiadomo), jest przytłaczające, wiktoriańskie miasto, w którym grasują potwory i przede wszystkim oczywiście mnóstwo przygód. Duży plus należy się Hodderowi za intrygę – wciągającą, a przy tym w ciekawy sposób łączącą tajemnicę tytułowego Jacka z powstaniem steampunkowego świata. Oryginalnym wkładem autora jest też obecna obok technologicznych nowinek bioinżynieria – w Londynie istnieją zamienione w ludzi wilki czy przenoszące listy psy. Można mieć podczas lektury takie czy inne wątpliwości (np. na ile takie genetycznie modyfikowane zwierzęta mają sens i czy istotnie rozwój techniki z powodu jednej zmiany w historii poszedłby w tak dziwnym kierunku ), jednak to książka z gatunku takich, w których wszelkie niedociągnięcia łatwo wytłumaczyć konwencją. Nie oczekujemy przecież od przygodowej, pulpowej z ducha książki żelaznej logiki czy przesadnej wierności prawdopodobieństwu, prawda? Przy takim podejściu nie przeszkadza nawet fakt, że Burton jest człowiekiem właściwie pozbawionym wad (ewentualnie jego wady opisane są tak, jakby były zaletami). Dlaczego więc mimo wszystko oceniam powieść tylko na 70%? Chyba jednak z powodu Burtona, jego doskonałość mi nie przeszkadza, ale… to po prostu nie jest bohater z gatunku tych, jakich najbardziej lubię. Wolę już poetę Algernona Swinburne’a (postać też historyczna), który, choć drobny i delikatny, świetnie się nadaje na kompana w różnych niebezpiecznych wyprawach, jest bowiem masochistą i przetrzepanie skóry przez Czarny Charakter odbiera jako wyjątkową przyjemność. Tak czy inaczej, po drugą część sięgnę na pewno.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Daniel Markiewicz
Niedawna Pokojowa Nagroda Nobla dla Unii Europejskiej wywołała lawinę mniej lub bardziej sceptycznych komentarzy, a także niewielką liczbę opinii odnoszących się pozytywnie do uhonorowania właśnie tego tworu. Należy przypuszczać, że gdyby Tony Judt żył i zasiadał w noblowskim gremium, Unia nagrody by nie dostała. Może świadczyć o tym jego napisany ponad piętnaście lat temu esej „Wielkie złudzenie”, który – dzięki swojej tematyce, ale i dobrym rozeznaniu autora – nie stracił specjalnie na aktualności.
Na samym wstępie Judt tytułuje siebie mianem człowieka entuzjastycznie proeuropejskiego, ale już kilka zdań później dorzuca inne określenie: eurosceptyk. I to ono celniej określa ton jego wywodu. Wywodu, w którym z jednej strony widać poparcie dla osiągnięć integracji europejskiej, z drugiej zaś – co wybrzmiewa szczególnie mocno – odczuwa się ogromny dystans i realizm co do postępowania tego procesu. Autor cofa się do jego samych początków, odbrązawiając nieco wzniosłość idei, które legły u podstaw dzisiejszej Unii. Opisując powojenną sytuację naszego kontynentu wysuwa tezę, że wyłonienie się Europy Zachodniej w obecnym kształcie mogło dojść do skutku jedynie przez splot wyjątkowych i niemożliwych do powtórzenia okoliczności. Tymi okolicznościami miałyby być m.in. ogarniający kontynent defetyzm, powodowany zmęczeniem walkami. Wielki wkład wniósłby również Hitler, którego działania spowodowały niemożność czerpania otuchy z chwalebnej przeszłości, zatem nastąpić musiał zwrot ku przyszłości.
W swoim eseju Judt celnie zwraca uwagę na to, z jak czasami wprost gigantycznych paradoksów utkana jest obecna UE. Było już o znaczeniu Hitlera, nie zapominajmy też o Związku Radzieckim – powstrzymywał on słabiej rozwinięte kraje przed przystąpieniem do Wspólnoty, w efekcie czego pakt mógł rozwijać się w obrębie krajów bogatszych, niehamowanych przez te pierwsze.
„Esej o Europie” zawiera również garść faktów i przemyśleń, które bardzo dobrze wpasowują się w dzisiejszą sytuację. Judta niepokoi na przykład wysokie bezrobocie wśród młodych, wskazuje też na trudności w podejmowaniu decyzji (już wówczas, przy „zaledwie” 15 państwach członkowskich). Jedyne, czego autor nie docenił, to determinacja UE dla kolejnych rozszerzeń. Za to dziś jak na dłoni możemy zobaczyć, jaką cenę Unia musiała za to zdecydowanie zapłacić, a następnie skonfrontować ten obraz z obawami formułowanymi piórem autora. I to, obok skrótowego, ale trafnego nakreślenia tła historycznego, jest największą zaletą wydawnictwa co prawda niezbyt obszernego, ale zabierającego głos w zawsze aktualnej dyskusji o naszym kontynencie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Anna Kańtoch [50%]
O najnowszej powieści Marka Krajewskiego trudno powiedzieć coś odkrywczego. Popielski to niemalże klon Mocka, tło historyczne jak zawsze u tego autora odmalowane jest precyzyjnie i nader wiarygodnie, za to bohaterowie równie niezmiennie są raczej antypatyczni (Krajewski potrafi opisać dziecko w taki sposób, że czytelnik czuje do niego odruchową niechęć). Intryga tradycyjnie nie jest zbyt sensowna (zwłaszcza część fabuły rozgrywająca się po wojnie), a zakończenie… To chyba jedyna nowość, bo w finale „Rzek…” połyskuje jakby nieśmiały promyk nadziei. Poza tym oczywiście jest także znak firmowy autora czyli epatowanie „ciemną stroną życia” – w „Rzekach…” mamy nie tylko powojenny Wrocław i bohaterów, którzy stracili już chyba wszystko, co mogli stracić, ale też np. gwałt dokonany na niepełnosprawnej umysłowo czternastolatce, która zachodzi w wyniku tegoż gwałtu w ciążę. Wiem, czegoś takiego wcześniej nie było, ale znalazłyby się inne, bardzo podobne motywy – może stąd moje wrażenie, że czytam wciąż tę samą książkę. Dla miłośników prozy wrocławskiego pisarza to dobra wiadomość, pozostałych wypada ostrzec, że Krajewski jest dobry w niewielkich ilościach raz na jakiś czas, inaczej człowiek może poczuć przesyt.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Anna Kańtoch [90%]
…czyli rok z życia dwunastoletniego chłopca dorastającego na amerykańskim południu. Jest tu miejsce na magię, przyjaźń, pierwsze zauroczenie, odrobinę grozy, a nawet na tajemnicę, która wdziera się w życie głównego bohatera pod postacią tonącego w jeziorze, zamordowanego mężczyzny. Kto z cichego, małego miasteczka jest zabójcą? To jednak tylko jeden z wątków, opowieść McCammona to nie kryminał, a barwna kronika dzieciństwa, ze wszystkimi jego radościami i smutkami, świat dorosłych też od czasu do czasu daje znać o sobie – mamy wszak lata sześćdziesiąte, czas, gdy w powszchnym przekonaniu Ameryka traciła niewinność. I ta książka jest trochę jak dzieciństwo, które po latach wspominamy z nostalgią. Piękna, wzruszająca, niezwykła opowieść – dla każdego, kto kiedyś miał dwanaście lat i jeszcze pamięta, jakie to uczucie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Agnieszka Szady [60%]
Dziewiętnasty tom „Jeżycjady” nie jest tak dobry jak „Stara Jeżycjada” (tak czytelnicy określają części cyklu napisane przed 1989 rokiem), ale na szczęście lepszy od „Żaby” czy „Czarnej polewki”, w których autorka wiele sympatycznych postaci zmieniła niemal w karykatury. Niestety, dostajemy dużą porcję patetycznych, koturnowych monologów na Ważne Tematy, w których tak lubuje się ostatnio pani Musierowicz. To jest jeden z problemów tej książki: bohaterowie rzadko rozmawiają, częściej przemawiają (a czasami dukają półsłówka). Niektóre wypowiedzi, a także opisy, są tak wzniosłe, że aż zahaczające o niezamierzoną śmieszność. W dodatku gdzieś się zagubił ten specyficzny musierowiczowski styl, pełen dowcipnych, zapadających w pamięć fraz.
Podobnie jak w „Sprężynie” tytułowa bohaterka wcale nie jest główną postacią. Fabuła podzielona jest na kilka równoległych wątków, a Magdusia – ledwie zarysowana, właściwie trudno powiedzieć o niej coś więcej poza tym, że jest rzeczowa, pewna siebie i nie lubi poezji (poezja klasyczna odgrywa w powieści istotną rolę, choć nie powiem, żeby to robiło dobrze całokształtowi). Nie zabrakło w książce ładnie opisanych scen, jak na przykład Gabrysia patrząca z korytarza na bawiącą się rodzinę, lecz czy równoważą one nachalny dydaktyzm i sentymentalizm – o tym każdy czytelnik musi sam zadecydować.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Anna Kańtoch [60%]
Początek skojarzył mi się z „Kwiatami na poddaszu”, w której to książce czwórka rodzeństwa przez lata więziona jest na strychu. I wiem oczywiście, że „Kwiaty…” to powieść dla dorosłych, podczas gdy „Wrzawa…” jest młodzieżówką, ale podobieństwo i tak rzuca się w oczy. W książce Nylunda występują piętnastoletnie bliźnięta, Fiona i Eliot, wychowywane przez babcię o mentalności obozowego kapo, która zabrania im m.in.: używania kupionych w sklepie kosmetyków, spotykania się z rówieśnikami, słuchania i grania muzyki (w tym także śpiewania „sto lat” na urodziny), używania urządzeń elektronicznych takich jak telefony czy internet, czytania czegokolwiek poza słownikami, biografiami i bodajże Szekspirem… To dopiero początek listy liczącej ponad sto punktów. Aha, chłopak i dziewczyna muszą także nosić szyte przez prababcię, okropne ubrania, uczą się w domu, a na zewnątrz wychodzą tylko gdy idą do pracy w pobliskiej pizzerii. Część tych zakazów i nakazów znajduje potem uzasadnienie, nie zmienia to jednak faktu, że rodzina, opisana przez autora jako „dziwna”, wygląda raczej na patologiczną, a nastolatki biernie poddające się chorym regułom sprawiają wrażenie ofiar sekty po praniu mózgu. Mimo to (a może właśnie dlatego?) książka potrafi zaciekawić. Akcja rozwija się wolno, jest więc czas na budowanie napięcia związanego z pytaniami dlaczego babcia w tak osobliwy sposób wychowuje wnuki, jak umarli ich rodzice i kim właściwie byli (to co prawda zdradza już blurb, ale na szczęście przeczytałam go już po lekturze książki), czy też kim jest tajemniczy grajek, którego w pewnym momencie spotykają bohaterowie. Odpowiedzi na te pytania nie są zbyt oryginalne, dorośli czytelnicy pewnie odgadną wiele „niespodziewanych” zwrotów akcji, ale i tak czyta się to dobrze – zwłaszcza pierwsze kilkaset stron, kiedy nie wiadomo jeszcze dokładnie „o co tu chodzi”. Potem bywa różnie, bo zdarzają się Nylundowi pomysły całkiem interesujące (bohaterowie muszą w pewnym momencie stawić czoła potworom z miejskich legend), jak i rozwiązania bardzo banalne (jednego z tych potworów pokonują w iście bajkowym stylu). Przeszkadzać też może pomieszanie mitologii, występują tu bowiem bogowie z różnych panteonów (głównie greccy) oraz chrześcijańskie upadłe anioły (o tych, które nie upadły, słuch zaginął?). Całość oceniam jako niezłe czytadło, po które można sięgnąć, jeśli ktoś lubi ten gatunek i nie ma aktualnie na półce nic lepszego.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Daniel Markiewicz
Autobiografia Salmana Rushdiego to autobiografia nietypową – autor skupił się przede wszystkim na okresie życia w mniejszym lub większym ukryciu po tym, jak ajatollah Chomeini wydał na niego fatwę nakazującą zabójstwo pisarza. Powiedzieć, że w tym momencie świat autora „Szatańskich wersetów” diametralnie się zmienił, to nic nie powiedzieć. Rushdie opisuje swoje nowe życie pod kluczem, a raczej pod opieką brytyjskiej ochrony – konieczność zacierania śladów, mylenia ewentualnych zamachowców, radykalne ograniczenie wystąpień publicznych, ukrywanie miejsca zamieszkania. Przejmujące są fragmenty, gdy pisze o wstydzie, jaki towarzyszył mu, gdy musiał chować się w łazience tylko po to, by osoby postronne (robotnicy, sprzątaczki) nie zorientowali się, że przebywają w jego domu. Z koniecznością trzymania w tajemnicy miejsca pobytu wiązały się również częste zmiany adresu, co w połączeniu z wyżej wspomnianymi ograniczeniami sprawiło, że autor został w zasadzie pozbawiony domu w tradycyjnym tego słowa rozumieniu.
Rushdie swoje zmagania z zupełnie nową rzeczywistością opisuje w sposób niezwykle interesujący oraz sprawny i mimo, że nie stara się wykreować na bohatera thrillera, to „Josepha Antona” czyta się trochę jak powieść sensacyjną. Bo i nieczęsto zdarza się relacja kogoś, kto przez ponad 10 lat był pod opieką brytyjskich służb specjalnych. Oczywiście wiemy również, jak ta historia się skończy, ale na przyjemność z lektury wpływu nie ma to żadnego. Dużym plusem są również może niezbyt częste, ale satysfakcjonujące wycieczki w przeszłość – opowieści o trudnych relacjach z ojcem-alkoholikiem czy pracy zawodowej (ceniony copywriter, ale z początku beznadziejny pisarz). Autor „Dzieci północy” stworzył przy okazji swego rodzaju manifest wolnościowy – w niemal każdym miejscu snutej historii wyraźnie wypowiada, a czasem wręcz wykrzykuje przesłanie głoszące, że prawo do opowiadania jest niezbywalne. Równocześnie wyłapuje paradoksy, jakie temu towarzyszą, a tych jest niemało. Pisze na przykład, że dla zyskania nieśmiertelności trzeba stracić lub przynajmniej zniszczyć życie codzienne, co w przypadku artysty z wyrokiem śmierci nabiera bardzo realnego znaczenia. Kolejną z pozornych sprzeczności widzi w korzeniach myśli islamskiej, która oglądając się z nostalgią ku zanikającej kulturze stała się jednocześnie rewolucyjną ideą. Najbardziej chyba jednak cierpi z powodu paradoksu ostatniego, gdy obserwuje, jak jego sprawa dzieli środowisko literackie, co musi być tragedią dla kogoś, kto swoim postępowaniem wolności literackiej chciał bronić.
Najnowsza książka Rushdiego jest znakomicie napisana, ale przy tym dwuznaczna etycznie. Pisarz czyni w niej mnóstwo wycieczek osobistych, ostro komentując zdarzenia z historii najnowszej, pozwala sobie także na daleko idące oceny postaw poszczególnych osób. Co jest o tyle niebezpieczne, że robi to w pozorującej bezstronność, trzecioosobowej narracji. Dlatego podczas lektury warto pamiętać, że pisarz jest tu adwokatem we własnej sprawie i do prezentowanych faktów oraz opinii podchodzić z dużą rezerwą. Ale jednak podchodzić, bo biografię czyta się świetnie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Anna Kańtoch [90%]
Kolejna rewelacyjna książka Dana Simmonsa, która, podobnie jak wcześniejszy „Terror”, utrzymana jest w klimacie grozy i wykorzystuje historyczne zdarzenia (tu: okoliczności powstania ostatniej, nigdy nie dokończonej powieści Charlesa Dickensa). Świetnie poprowadzona intryga, w której do końca nie jesteśmy pewni, kto tu właściwie przeciwko komu knuje (i czy w ogóle knuje), ani co jest realne, a co można uznać za wytwór znarkotyzowanej wyobraźni narratora – Wilkiego Collinsa. Ponadto jest to także znakomity portret literackiego światka drugiej połowy XIX wieku, zaś miłośnicy prozy z tamtego okresu znajdą tu sporo charakterystycznych wątków (mesmeryzm, tajemnicze sekty, lochy pod miastem itp.).
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Miłosz Cybowski [80%]
Evelyn Waugh, autor historii podróżniczych (m.in. przedstawionych w opisywanym jakiś czas temu zbiorze „When the Going Was Good” zasłynął w świecie literackim o wiele poważniejszymi utworami. Jednym z jego najważniejszych dzieł jest „Powrót do Brideshead”, opowieść o Anglii okresu międzywojennego i świecie, który już przeminął. Powieść napisana jest z perspektywy bohatera biorącego udział w manewrach podczas drugiej wojny światowej, który zupełnym przypadkiem trafia do tytułowej posiadłości Brideshead. Stanowi to początek długiego ciągu wspomnień związanych z jego przyjacielem z czasów studiów, Sebastianem, oraz rodziną zamieszkującą samo Brideshead. Jednocześnie „Powrót” stanowi opowieść o świecie, który nie tylko przeminął, ale (jak można sądzić), który także nigdy nie istniał. Choć na swój sposób główny bohater, Charles Ryder, nie szczędzi ironicznych komentarzy pod adresem napotkanych ludzi, nad wszystkim unosi się aura poważnej nostalgii. Waugh bardzo zręcznie przedstawia przedstawicieli angielskiej arystokracji, którzy nie potrafią pogodzić się z upływem czasu i zmianami zachodzącymi na świecie – najlepiej widać to w relacji między Sebastianem i jego siostrą, Julią a ich matką. Do pewnego stopnia cała rodzina zamieszkująca Brideshead to jedna wielka miniatura brytyjskiego społeczeństwa, a powieść można traktować jako jeszcze jedną próbę odnalezienia straconego czasu.
koniec
1 listopada 2012

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pan Samochodzik po latach: Wehikuł do przygody
Marcin Mroziuk

30 X 2020

Nie da się ukryć, że w „Panu Samochodziku i Wyspie Złoczyńców” mimo wszystko najistotniejsze wydają się wyjaśnienia dotyczące pochodzenia i właściwości niezwykłego pojazdu głównego bohatera. Wprawdzie jego poczynania można obserwować z zainteresowaniem, ale trochę niedzisiejszy styl Zbigniewa Nienackiego utrudnia jednak młodym czytelnikom zatopienie się w tej historii, a pewne zastrzeżenia można mieć do samej konstrukcji samej intrygi kryminalnej.

więcej »

PRL w kryminale: Historia, która gdzieś się zawieruszyła
Sebastian Chosiński

29 X 2020

Gdzieś się musiała Zygmuntowi Zeydlerowi-Zborowskiemu ta powieść zawieruszyć. Pierwsze książkowe wydanie „W kręgu podejrzenia” pojawiło się bowiem w sprzedaży w połowie lat 70. ubiegłego wieku – i pewnie nie byłoby to aż tak dziwne, gdyby nie fakt, że akcja tego kryminału rozgrywa się w 1961 roku, a prowadzący śledztwo oficer Komendy Głównej MO Stefan Downar jest jeszcze kapitanem.

więcej »

Jak bitewki
Joanna Kapica-Curzytek

28 X 2020

„Lajla znaczy noc” to eseistyczno-reporterska książka o historii i współczesności muzułmańskiej Hiszpanii.

więcej »

Polecamy

Kochać to nie znaczy zawsze to samo

Na rubieżach rzeczywistości:

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Biegnąc w kilku kierunkach jednocześnie
— Magdalena Kubasiewicz

Niewidzialny człowiek
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Grudzień 2012
— Kamil Armacki, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Potwór z Londynu
— Jacek Jaciubek

Pedofil zawsze wraca na miejsce zbrodni
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Tegoż twórcy

Thriller nadprzyrodzony
— Miłosz Cybowski

Nie ma amerykańskiego mitu, jest fake
— Joanna Kapica-Curzytek

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

W alkoholowo-hipnotycznym transie
— Sebastian Chosiński

Spory, dogmaty, ideały i lęki
— Joanna Kapica-Curzytek

Szpiegowska afera w wielkim stylu
— Sebastian Chosiński

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
— Sebastian Chosiński

Szesnastowieczni agenci ich królewskich mości
— Wojciech Gołąbowski

Przygody Eberharda na Czarnym Lądzie
— Sebastian Chosiński

Amerykański koszmar
— Joanna Kapica-Curzytek

Tegoż autora

Jak bitewki
— Joanna Kapica-Curzytek

Sześć światów Hain: Świat pierwszy
— Miłosz Cybowski

Krótko o komiksach: Kwiaty wyrastają z oczu…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nieoczekiwane skutki walki z blokadą twórczą
— Joanna Kapica-Curzytek

To, co najsmutniejsze
— Joanna Kapica-Curzytek

Krótko o książkach: Pozostać człowiekiem
— Joanna Kapica-Curzytek

Liczy się mechanika, nie klimat
— Miłosz Cybowski

Powieść na serial!
— Joanna Kapica-Curzytek

Musi być jakaś alternatywa: Jak Piłsudski z Tarkowskim z caratem walczyli
— Miłosz Cybowski

Polski Manchester
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.