Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Michael Swanwick
‹Córka żelaznego smoka. Smoki Babel›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCórka żelaznego smoka. Smoki Babel
Tytuł oryginalnyThe Iron Dragon’s Daughter. The Dragons of Babel
Data wydania26 października 2012
Autor
PrzekładWojciech M. Próchniewicz
Wydawca MAG
CyklCórka żelaznego smoka
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-270-3
Format720s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena55,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

W cieniu żelaznych skrzydeł
[Michael Swanwick „Córka żelaznego smoka. Smoki Babel” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Córka żelaznego smoka. Smoki Babel” – wydane w jednym tomie powieści Michaela Swanwicka zwracają uwagę bogactwem przedstawionego uniwersum i sprawnością narracji. Pozycja godna polecenia wielbicielom niebanalnych pomysłów, klimatycznych wizji i gier z konwencją.

Beatrycze Nowicka

W cieniu żelaznych skrzydeł
[Michael Swanwick „Córka żelaznego smoka. Smoki Babel” - recenzja]

„Córka żelaznego smoka. Smoki Babel” – wydane w jednym tomie powieści Michaela Swanwicka zwracają uwagę bogactwem przedstawionego uniwersum i sprawnością narracji. Pozycja godna polecenia wielbicielom niebanalnych pomysłów, klimatycznych wizji i gier z konwencją.

Michael Swanwick
‹Córka żelaznego smoka. Smoki Babel›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCórka żelaznego smoka. Smoki Babel
Tytuł oryginalnyThe Iron Dragon’s Daughter. The Dragons of Babel
Data wydania26 października 2012
Autor
PrzekładWojciech M. Próchniewicz
Wydawca MAG
CyklCórka żelaznego smoka
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-270-3
Format720s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena55,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Nie tak dawno temu Mag przedstawił czytelnikom „Smoka Griaule’a”, teraz nadszedł czas na kolejną odsłonę smoków w wydaniu nietypowym. Podobnie jak u Sheparda, tak i tutaj istoty te – choć należałoby raczej powiedzieć „maszyny” – posiadają moc wpływania na umysły. Ich interwencje są przy tym zdecydowanie bardziej bezpośrednie, a zamiary okrutniejsze. Smoki Swanwicka wydają się personifikacją destrukcyjnego, a przy tym cynicznego oblicza ludzkiej natury.
Teoretycznie akcja „Córki…” i „Smoków Babel” toczy się w tym samym uniwersum, choć autor twierdzi, że pierwotnie tego nie planował. W wywiadzie udzielonym dla F&SF (nr 6) wyznaje: „dopiero gdzieś w połowie uznałem, że niektórym czytelnikom może to sprawić przyjemność”. Zapewne z tego powodu obie wizje w znacznym stopniu różnią się nie tylko szczegółami, ale przede wszystkim charakterem – świat „Córki…” jest duszny, ponury i zdegenerowany, natomiast ten ze „Smoków…” wydaje się bardziej baśniowy.
Każdy z nich został przedstawiony wyraziście i interesująco. Stanowi to jedną z głównych zalet obu powieści – pełne barwnych szczegółów i szalonych pomysłów uniwersum Swanwicka żyje, przemawia do wyobraźni czytelnika, wywołuje emocje. W „Córce…” pisarzowi udało się stworzyć obraz, który jednocześnie fascynuje i mierzi – świat faerie po rewolucji przemysłowej, gdzie elementy magiczno-mitologiczne przenikają się ze współczesnością. Zniewolone przy pomocy magii dzieci pracują w fabrykach mechanicznych smoków, rusałki mieszkają w slumsach, studentki alchemii snują się po modnych klubach. Mury zdobią graffiti z napisami w rodzaju „Elfy won! Krasnoludy pany”, opętani wieszczym natchnieniem wygłaszają teksty reklam i przemówień amerykańskich polityków, a przeznaczona na ofiarę dla bezwzględnej Bogini dziewczyna wiedzie (do czasu, oczywiście) życie telewizyjnej celebrytki. Elfy, należące tu do elity władzy, chadzają w garniturach i jeżdżą limuzynami, pozostając przy tym kapryśne, szalone i dekadenckie do granic groteski. Z kolei ze „Smoków Babel” dowiadujemy się, że krasnoludy mieszkają w państwie policyjnym, miejskie upiory domagają się równych praw politycznych i zawodowych, zaś kamienne lwy podczytują przeglądane na schodach biblioteki książki – a to jedynie niewielki ułamek wszystkich zaprezentowanych w powieściach smaczków.
Kolejną niezaprzeczalną zaletą jest styl – potoczysty, a przy tym charakterystyczny, gdy trzeba dosadny, w innych miejscach ocierający się wręcz o poetyckie metafory. Powieści Swanwicka są po prostu bardzo dobrze napisane i równie dobrze przetłumaczone. Gdzieniegdzie też tłumacz dodaje przypisy wyjaśniające pewne nawiązania, co korzystnie o nim świadczy i wzbogaca lekturę.
W „Córce…” i „Smokach Babel” można znaleźć postmodernistyczną zabawę z czytelnikiem, pomniejsze historie opowiadane przez bohaterów, które same w sobie stanowią udane miniaturki (np. opowieść o wiedźmie i jej karlejącym mężu), a także przygarść ciekawych refleksji: „Wszyscy jesteśmy żywymi narracjami, które na jakimś głębokim poziomie dają nam satysfakcję. Samo to, że jesteśmy z nich niezadowoleni, nie wystarczy, żeby się od nich uwolnić”, „Młodzi to świetni żołnierze i jeszcze lepsi męczennicy. (…) Zabijają bez wyrzutów sumienia i chętnie idą na śmierć, bo jeszcze nie do końca rozumieją, że śmierć jest możliwa”.
Tym, co mi się nie podobało w „Córce…”, były wątki i motywy erotyczne – oczywiście mają one swój udział w tworzeniu obrazu zdeprawowanego świata (według jednej z możliwych interpretacji będącego wizją szaleńca), ale było tego za dużo – zdarzało się, że odpychały (wynurzenia na temat hemoroidów, kaleki troll wystawiany na pokaz itp.), czasem bywały żałosne (scena z nadawaniem imienia… pochwie głównej bohaterki1), czy opis masturbacji z porównaniem włosów łonowych do lasu), a często po prostu zbędne. Autor zapewne chciał uczynić powieść skandalizującą, jednak w moim odczuciu umniejszył przez to wagę stawianych w wielu miejscach egzystencjalnych pytań.
Być może epatowanie seksualnością służyło podkreśleniu płci głównej bohaterki i przedstawieniu jej dojrzewania. To niestety autorowi nie wyszło – preferencje Jane czy opisy jej ciała nie wystarczą bowiem, by uczynić ją kobietą. Niektóre obserwacje są trafne, jednak protagonistka nie wydaje się wiarygodna jako dorastająca dziewczyna. Od czasu do czasu budzi współczucie, jednak trudno ją polubić. Swanwick opisuje ucieczkę Jane z fabryki (co rodzi nadzieję na pełną rozmachu fabułę), ale potem umieszcza ją w szkole, posyła na studia i w środowisko lokalnej bohemy, by wreszcie na szybko przedstawić punkt kulminacyjny. Przez większość czasu dziewczyna wykazuje denerwującą bierność, wikła się w toksyczne relacje, daje sobą pomiatać, szlaja się, ćpa, kradnie i puszcza. Zdanie „nie miała innego wyboru” powraca jak mantra. Rozumiem, że miało to być wyłamanie się z konwencji i być może krok w stronę pewnego rodzaju realizmu (i nie chodzi mi o owo ćpanie i seks, a raczej o to, jak łatwo dajemy się unosić życiu, koncentrując się na radzeniu sobie z teraźniejszością), jednak uczciwie mówiąc, wolę czytać o bohaterach, którzy biorą los w swoje ręce. Niezbyt wesoła wydała mi się też puenta 2).
W porównaniu z Jane postacie drugoplanowe wypadają zdecydowanie lepiej, lecz wszystkie one wydają się bardziej elementami ogólnej wizji niż osobowościami (co akurat pasuje do ontologii świata przedstawionego).
„Smoki Babel” z kolei są bliskie tradycyjnej fantasy (vide młody chłopak wyruszający w świat czy wątek zaginionego następcy tronu). Powieść stanowi rozwinięcie opowiadania, podobno też jej części bywały publikowane osobno. Z tego powodu „Smoki…” są zlepkiem kilku historii (w których główny bohater pełni rozmaite role): opowieści o władającym wioską potworze, wątku gromady mieszkających pod ziemią wyrzutków-rewolucjonistów czy kryminalnej zagadki morderstwa pewnej magicznej istoty. Całość sprawia wrażenie, jakby autor nie miał pomysłu na spójną fabułę, więc dał się ponieść swojej wyobraźni, podsuwającej mu kolejne scenariusze. Szkoda, że za szybko czytelnik domyśla się, kim są Nat i Will, niezbyt satysfakcjonujące jest także zakończenie. Co nie zmienia faktu, że powieść czyta się bardzo przyjemnie.
Wedle słów Swanwicka znajdujące się w „Smokach…” odniesienia do ataku na WTC odbyły się „w sposób jak najmniej oczywisty dla czytelnika”, a tymczasem w powieści pojawia się obraz metalowych smoków rozbijających się o wieże wielkiego miasta. Subtelność, nie ma co, iście amerykańska. Niezależnie jednak od utyskiwań, powieści Swanwicka są warte lektury.
koniec
14 grudnia 2012
1) Swoją drogą koncepcja idiotyczna, ale zapewne ludzkość miewała tego rodzaju pomysły
2) Odczytałam ją w ten sposób, że po wszystkich traumatycznych przejściach, ale też wątpliwościach i pytaniach, dorosła już bohaterka wiedzie płytkie życie, w którym główną atrakcją jest poznanie kolejnego „ciacha”.

Komentarze

14 XII 2012   07:16:45

Pospolitość bohaterki "Córki" według mnie dosyć dobrze pasowała do przyjętej przez autora konwencji typu "życie codzienne w niecodziennym świecie". Jane jest oportunistką i konformistką, przeciętnie inteligentną i przeciętnie uczciwą - zachowuje się tak, jak czytelnik, gdyby znalazł się na jej miejscu. Właściwie jedyną jej szansą na samodoskonalenie (tak ważne w fantasy, która zwykle opiera się na schemacie "od zera do bohatera") jest Smok. Tyle, że może on nauczyć wyłącznie niszczenia wszystkich naokoło - niczego innego nie potrafi, bo jest wyłącznie ożywioną bronią, a nie typowym, oczekującym na moralne przebudzenie, łotrzykiem-kompanem. Odrzucenie Smoka oznacza osunięcie się w przeciętność, przyjęcie jego rad - krótki, wspaniały lot do trumny lub za kratki. I tylko taki wybór stoi przez dziewczyną. Smutna puenta, bo też Swanwickowy świat jest taki. W każdym razie autorowi udało się uniknąć wielu typowych dla fantasy klisz.

14 XII 2012   12:26:17

Bardzo trafne podsumowanie.

Pomyślałam sobie teraz - jako dzieciaki nie pracowaliśmy w fabrykach (mówię tu o mieszkańcach krajów rozwiniętych), ale większość z nas marzyła o wolności postrzeganej podobnie, jak to czyniła bohaterka - jakimś nagłym uwolnieniu, otworzeniu się świata, własnych decyzjach. Smok unoszący się w powietrze ponad mury jest nośnym symbolem (tyle że i on okazuje się innym rodzajem więzienia).
A poza tym - w końcu następuje ten moment, kiedy decyzje zaczynają zależeć od nas i wtedy niestety nie otwiera się jakaś cudowna kraina nieograniczonych możliwości. Faktycznie - studia, kwestia pieniędzy i tak to się toczy pomału i nieuchronnie, bez fajerwerków.

Pomyślałam też sobie o takiej nadinterpretacji, że "Córka..." jest wyobrażeniami dziewczyny siedzącej w psychiatryku po próbie samobójczej.

14 XII 2012   13:59:39

Rzeczywiście, ten magiczny świat nieprzyjemnie przypomina nasz własny - i w ten sposób szlag trafia eskapistyczną przyjemność z czytania fantasy. Za to można połechtać własny czytelniczy snobizm. :) Na marginesie, jak świetnie byłoby, gdyby wznowiono u nas "Stacje przypływu" i przetłumaczono "Próżniowe kwiaty" Swanwicka - to są świetne powieści, jednocześnie wpisujące się w gatunek (space opera i cyberpunk) i dalekie od banału.

14 XII 2012   14:37:58

"Stacje przypływu" maja ponoć ukazać się w Uczcie Wyobraźni. Pisano o tym na forum Mag-a.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
Beatrycze Nowicka

3 III 2021

Otwierająca serię o bracie Godfrydzie „Pęknięta korona” oraz tom drugi „Czarcie słowa” mogą zapewnić przyjemną rozrywkę na kilka wieczorów.

więcej »

Lekkość ruchów okupiona ciężką pracą
Marcin Mroziuk

2 III 2021

Wiele dziewczynek i niektórzy chłopcy marzą o tym, by kiedyś podziwiano ich, gdy będą z gracją tańczyć na scenie. To właśnie dla nich „Mój balet” będzie lekturą nie tylko interesującą, ale również pożyteczną. Aneta Wira-Ostaszyk i Joanna Kończak przedstawiają bowiem wiele informacji, które z jednej strony mogą być przydatne dla młodych czytelników poważnie myślących o karierze baletowej, a z drugiej z pewnością zaciekawią też wielbicieli tańca klasycznego.

więcej »

Mała Esensja: Różnorodny świat zwierząt
Joanna Kapica-Curzytek

1 III 2021

Mała małpka zgubiła swoją mamę. Z pomocą przychodzi motylek. Musi tylko się dowiedzieć, jak mama wygląda.

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Świat mrocznych baśni
— Magdalena Kubasiewicz

Tegoż autora

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
— Beatrycze Nowicka

Poczytajmy o ogrodach
— Beatrycze Nowicka

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.