Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Sławomir Mrugowski
‹Strzygonia. Dziedzictwo krwi›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStrzygonia. Dziedzictwo krwi
Data wydania21 września 2012
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklStrzygonia
ISBN978-83-7574-704-1
Format656s. 125×195mm
Cena40,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Ballada o złych kobietach
[Sławomir Mrugowski „Strzygonia. Dziedzictwo krwi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Po lekturze „Strzygoni” Sławomira Mrugowskiego wydaje się, że na porządną fantasy w realiach mityczno-słowiańskich przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Beatrycze Nowicka

Ballada o złych kobietach
[Sławomir Mrugowski „Strzygonia. Dziedzictwo krwi” - recenzja]

Po lekturze „Strzygoni” Sławomira Mrugowskiego wydaje się, że na porządną fantasy w realiach mityczno-słowiańskich przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Sławomir Mrugowski
‹Strzygonia. Dziedzictwo krwi›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStrzygonia. Dziedzictwo krwi
Data wydania21 września 2012
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklStrzygonia
ISBN978-83-7574-704-1
Format656s. 125×195mm
Cena40,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Zgadzam się, że nie ma książki, która przekonałaby wszystkich. Z tego względu postaram się wyjaśnić, komu „Strzygonia” ma szansę się spodobać, a komu nie. Na początek tło „historyczne”, by lepiej zrozumieć naturę istotnego dla fabuły Ponownie Podnoszącego Łeb Zła, którym są… kobiety. W niedalekiej względem czasu akcji przeszłości rozmaite wiedźmy, rusałki i innego rodzaju magiczne istoty płci żeńskiej zawiązały przymierze celem zrzucenia jarzma męskiej dominacji. Przeciwko nim wyruszyło siedmiu bohaterów (sześciu kapłanów plus jeden zaangażowany w kwestie równouprawnienia bóg) i zgotowało ambitnym niewiastom pogrom (oczywiście niecałkowity).
Skoro zaś o kobietach mowa, w powieści pojawiają się trzy ich rodzaje: szpetne i wredne, piękne i złe oraz ładne i potulne. Brzydotę pierwszych oraz ich paskudny charakter autor opisuje dosadnie i ze szczegółami np. jedna z nich w zasadzie gwałci pewnego grajka. Druga kategoria obejmuje ważniejsze postaci – kobiety silne, bezwzględne i ambitne. Zwykle otaczają się one potworami lub szumowinami i lubują się w okrucieństwie. Dwie z nich mają kochanków, którzy pożądają ich do szaleństwa, nienawidząc jednocześnie, pozwalają się też poniżać i wykorzystywać. Kapryśne i nieprzewidywalne złe kobiety raz chcą kogoś wykastrować, innym razem zaś ulegają „prawdziwemu macho” i w łożnicy wykrzykują zdania w rodzaju „Bij mnie! (…) Bierz mnie (…) jak ogier klacz!” Z jednym, zostawionym na dalsze tomy wyjątkiem ponoszą one śmierć z ręki mężczyzn. Szansę na lepszy los mają za to niewiasty miłe, uległe i łagodne. Jest jeszcze strzyga, zakochana w głównym bohaterze potworzyca, która nieustannie ratuje mu życie, lecz nie opuszcza go ani na chwilę, jest zaborcza i zazdrosna. Wydaje się więc, że „Strzygonia” to powieść skierowana głównie do mężczyzn, żywiących ustalone przekonania na temat miejsca kobiet w świecie a przy tym nieświadomie obawiających się płci przeciwnej.
Inna sprawa, że zdecydowana większość bohaterów to łajdacy, więc i swojej płci autor laurki nie wystawia. W tym kontekście postaci dwóch protagonistek wypadają nawet bardziej wyraziście względem ich pognębionych kochanków oraz całej reszty zaludniającej karty powieści hołoty, tudzież kilku pojawiających się epizodycznie poczciwców.
Kolejną kwestią jest szeroko rozumiany klimat całości, ze szczególnym zapałem budowany w początkowych rozdziałach. Świat przedstawiony jest parszywym miejscem. Nieprzypadkowo powracającym wciąż motywem jest… sraczka, która nie tylko pojawia się w wypowiedziach i porównaniach, ale też bohaterowie co i rusz grzęzną lub ślizgają się na odchodach. Osady to miejsca tonące w nieczystościach, a autor raz za razem raczy czytelnika opisami rozmaitych odcieni smrodu oraz załatwiania czynności fizjologicznych. Poza grodami znajdują się pełne potworów lasy, jeziora, najczęściej zaś spowite mgłami mokradła. Kolejny wniosek zatem – grupą docelową są fani Młotka w wydaniu skrajnie jesienno-błotnistym1).
Przaśno-gnojny sztafaż jest tłem, na którym rozgrywają się „odbrązowione” wersje historii – gdzie indziej były „Dziady”, teraz przyszła kolej na „Balladynę” oraz w mniejszym stopniu historię o Piaście i Popielu. Tylko że imiona w rodzaju Balladyna, czy Filon oraz cytowane fragmenty dramatu kłócą się z „quasi-realistyczno-słowiańską” konwencją i sprośnymi przyśpiewkami. Swoją drogą, ciekawe co powiedziałby Słowacki, czytając o Goplanie, Pani Jeziora urządzającej wraz z dwojgiem sadystycznych, biseksualnych elfów kończącą się rzezią orgię (a propos seksu, zastanawia mnie, czemu z dwoma wyjątkami wszyscy uprawiają go w pozycji „na jeźdźca”).
„Strzygonia” nie jest książką dla tych, którzy lubią przywiązywać się do postaci. Główny bohater jest mało wyrazisty, poza tym przez większość czasu snuje się na uboczu i pozwala biernie unosić się wydarzeniom. Na początku jest jedynie prześladowanym chłopcem, pod koniec zaczyna dojrzewać do ważkich decyzji. Pozostali zazwyczaj są źli, często giną, inni zaś pojawiają się jedynie na krótko.
Potencjalnie ciekawym wątkiem były rozgrywki o władzę pomiędzy lokalnymi kniaziami, jednak autor skupiał się bardziej na epizodach, przez co trudno stworzyć sobie dokładny obraz wszystkich stron, tymczasowych sojuszy i rozgrywek. Powieść wydaje się zbieraniną pomniejszych wątków, zazwyczaj rozwiązywanych w dwóch-trzech rozdziałach2). Fani rozbudowanych politycznych intryg oraz wielbiciele malowniczych bitew nie znajdą tu niczego dla siebie. Całość wydaje się bardziej prologiem, fundamentem czegoś większego, tyle że od ponad sześćset stronicowej powieści oczekiwałabym raczej, że wątek głównego bohatera rozwinie się bardziej.
W „Strzygoni” nie ma też wiele dla osób interesujących się słowiańską mitologią, wyjąwszy nazwy leśnych potworów oraz ciekawy wątek nawii i dość oryginalnie przedstawioną strzygę. Jeśli jednak komuś „słowiańskie fantasy” kojarzy się z Światowidem, Perunem, Trygławem, świętymi gajami, wróżebnymi końmi, ofiarnymi kołaczami, pitym z rogów miodem i temu podobnymi kolorowymi motywami, może poczuć się zawiedziony.
„Strzygoni” nie warto również polecać osobom lubiącym lekki styl – tej książki nie czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Choć nie można też powiedzieć, by język był rażąco niepoprawny, ot przyciężkawy nieco, trochę stylizowany, najsłabiej wypada we fragmentach w zamierzeniu wzniosłych („życie i śmierć złączyły ręce w tańcu”, „nie sztywniał w bliskim śmierci bezwładzie, nie czuł gorączki niezdefiniowanych pragnień”). Bohaterowie przedstawiani są dość topornie – tuż po tym, jak pojawiają się po raz pierwszy, autor zazwyczaj umieszcza jedno-dwuzdaniowe opisy ich wyglądu („kobieta o czarnych brwiach, prawie łączących się nad nosem prostym, wąskim, zakrzywionym jak u drapieżnego ptaka wykrzywiła wydatne usta w upiornym uśmiechu”, „mężczyzna o mocnej budowie, dużej głowie, dolnej szczęce wysuniętej nieco za mocno”). Kolejne fragmenty rozdziałów często rozpoczynają się od opisów, a imiona padają dopiero później, co za często stosowane nie potęguje napięcia a tylko rodzi niepotrzebne powtórzenia.
Dwa opowiadania Mrugowskiego (zresztą włączone w powieść) znałam z Science Fiction – i chociaż nie uznałam ich za świetne, z uwagi na „słowiańską” otoczkę zapadły mi one w pamięć. Dowiedziawszy się o wydaniu „Strzygoni”, ucieszyłam się, że kolejna osoba dostała szansę na debiut książkowy i nawet czekałam na kilkakrotnie odsuwaną premierę. Radość minęła mi jednak podczas lektury bardzo szybko. Trzeba oddać autorowi, że stworzony przezeń klimat jest wyrazisty i względnie spójny, podobnie fabuła, że pozwolę sobie tak to ująć, trzyma się kupy. Jednak świat nie budzi ochoty, by się w nim zanurzyć, bohaterów nie da się lubić, a czyta się to opornie i z rosnącą irytacją. Stąd taka a nie inna ocena.
koniec
17 grudnia 2012
1) Niewtajemniczonym czytelnikom należy się wyjaśnienie. Otóż wiele lat temu Ignacy Trzewiczek opublikował cykl artykułów zatytułowany „Jesienną gawędą”, który prezentował specyficzny, błotnisto-jesienny sposób prowadzenia popularnego systemu RPG Warhammer. I tak np. zgodnie z tą konwencją najczęściej akcja warhammerowych przygód toczy się jesienią, pada deszcz, gościńce toną w błocie, rany goją się trudno, a łatwo zakażają, jeśli się długo wędruje buty obcierają i powstają odciski, w karczmach trudno o nocleg itp.
2) Łącznie jest ich osiem.

Komentarze

« 1 2
18 XII 2012   10:26:50

No więc jeśli zostałem wywołany; po pierwsze świat przedstawiony – otóż pamiętając wspaniałe utwory z akcją w nibylandiach, świetnie że pojawia się kolejny utwór (niewiele ich, oj niewiele…), gdzie jest mowa o miejscach które znamy, możemy odwiedzić, przeżyć przygodę w przestrzeni rozpoznawalnej. Może tu i ówdzie warto by poprawić opis, dodać go trochę więcej, ale też żeby nie wyszło „Nad Niemnem” . Może zresztą podobało mi się dlatego, że mieszkam w okolicy, w małej miejscowości, o której nikt nigdy nie napisze (a może jednak…). Jesień i słota, mgły i brud choć częste w powieściach tego typu nadają klimatu, choć oczywiście akcja mogłaby równie dobrze toczyć się na słonecznym brzegu jeziora i zalanych słońcem łąkach, to byłoby wyzwanie dla autora mrocznej prozy… Po drugie, bohaterowie – zróżnicowani, czytelni z pasjami i namiętnościami, takich lubię. Były złe i dobre kobiety, źli i dobrzy mężczyźni. Byli też trudni do określenia bohaterowie, o których chętnie poczytałbym więcej, ot na przykład Czestra, czy Renard. Za mało poświęcono uwagi głównemu bohaterowi, tu zgodzę się z recenzją (choć może kolejne tomy to zmienią), ale Balladyna odpowiadała mi dużo bardziej niż ta u Słowackiego. Po trzecie intrygi, momentami trochę niejasne (jak to intrygi), ale w gruncie dające się rozszyfrować uważnemu czytelnikowi – ciekawy wątek Pałuki (może znów z racji bliskości geograficznej). Po czwarte i ostatnie w tym poście; słowiańska mitologia. Potraktowana jak dla mnie trochę powierzchownie, ale np. postać Żywii bardzo oryginalna, a bunt Goplany mógłby być kanwą osobnej powieści. Bóg Nyja, rzadko wspominany w kronikach (bodaj raz) ryzykownie użyty, ale czemu nie? Za to związek Nyjana i Strzygi rodzi niezwykle ciekawe możliwości. Fajna koncepcja. Ciekaw jestem jak się rozwinie.
Myślę, że jakoś podparłem swoje "mnie się podobało i basta!"
Pozdrawiam wszystkich przedświątecznie!

18 XII 2012   10:38:10

Szacun. :-)

24 XII 2012   10:49:14

jako zapowiedź cyklu książka jest dobra. ale czemu taka rozbudowana? zirytował mnie strzygonia, który przez całość opowieści pęta się z kąta do kąta i nie wie, co ze sobą zrobić. de facto, był tylko pretekstem do opowiedzenia historii Goplany i Balladyny, ale dlaczego w takim razie ksiązka ma taki, a nie inny tytuł? Bohater nie ogarnia i jest to po prostu męczące.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Poszukiwacze przygód łatwo nie rezygnują
Marcin Mroziuk

30 XI 2020

W „Sekretach starej szkoły” przekonamy się, że bohaterowie cyklu Anieli Cholewińskiej-Szkolik mimo dotychczasowych niepowodzeń wciąż pragną odnaleźć cenny naszyjnik, który należał niegdyś do rodu von Borgów. Dowiadujemy się też, że niezwykle interesujący trop w tej sprawie uczniowie mieli cały czas tuż pod nosem!

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: Chcąc nie chcąc
Wojciech Gołąbowski

29 XI 2020

Drugi tytuł cyklu o krzyżowcach, „Król trędowaty”, nie jest bezpośrednią kontynuacją czterotomowej historii zdobycia Ziemi Świętej i utworzenia Królestwa Jerozolimskiego. Od tamtych wydarzeń minęło niecałe sto lat…

więcej »

O wewnętrznej wolności
Joanna Kapica-Curzytek

28 XI 2020

Z dystansem, humorem, ale bez nadmiernego odsłaniania swojej prywatności – taki jest legendarny dziennikarz, autor kultowych radiowych audycji, w książce „Głos. Wojciech Mann w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską”.

więcej »

Polecamy

Dick jak Dickens

Na rubieżach rzeczywistości:

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Za cenę najwyższą... – część 2
— Sławomir Mrugowski

Za cenę najwyższą... – część 1
— Sławomir Mrugowski

Tegoż autora

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Z kamerą wśród idiotów
— Beatrycze Nowicka

Pieśń ucichła
— Beatrycze Nowicka

Demony i magowie albo jeźdźcy smoków z Furii
— Beatrycze Nowicka

Dozwolone do lat osiemnastu
— Beatrycze Nowicka

Ku pognębieniu serc
— Beatrycze Nowicka

Pożądanie do znudzenia
— Beatrycze Nowicka

W cieniu Hauru
— Beatrycze Nowicka

Login i logos
— Beatrycze Nowicka

O dziewczynie która igrała z ogniem
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.