Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Steven Erikson
‹Dom Łańcuchów›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDom Łańcuchów
Tytuł oryginalnyHouse of Chains
Data wydania11 stycznia 2013
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN978-83-7480-281-9
Format852s. 165×230mm
Cena59,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Dom, którego nie było
[Steven Erikson „Dom Łańcuchów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Dom Łańcuchów” jest wyraźną kontynuacją wydarzeń na skalę światową, które rozpoczęły się we „Wspomnieniu lodu”. Starcia między ascendentami i przygotowania do zakrojonego na wielką skalę konfliktu są tłem dla kontynuacji „Bram Domu Umarłych” i prób odbicia Siedmiu Miast z rąk armii sha’ik.

Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Dom, którego nie było
[Steven Erikson „Dom Łańcuchów” - recenzja]

„Dom Łańcuchów” jest wyraźną kontynuacją wydarzeń na skalę światową, które rozpoczęły się we „Wspomnieniu lodu”. Starcia między ascendentami i przygotowania do zakrojonego na wielką skalę konfliktu są tłem dla kontynuacji „Bram Domu Umarłych” i prób odbicia Siedmiu Miast z rąk armii sha’ik.

Steven Erikson
‹Dom Łańcuchów›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDom Łańcuchów
Tytuł oryginalnyHouse of Chains
Data wydania11 stycznia 2013
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN978-83-7480-281-9
Format852s. 165×230mm
Cena59,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Początek, podobnie jak w poprzedniej części serii, wydaje się być oderwany od całej reszty. Przynajmniej do czasu, w którym potężny wojownik toblakai zamiast ciągłej walki z ludźmi postanawia przyłączyć się do Tornada i staje się osobistym strażnikiem bogini Apokalipsy. Znamy to? Oczywiście – z toblakai, towarzyszem Leomana od Cepów mieliśmy już do czynienia w „Bramach Domu Umarłych”. Tutaj Erikson przemienia go z bohatera epizodycznego w jedną z głównych osób dramatu; poznajemy pełną historię jego wędrówek i kilka niejasnych sugestii dotyczących starożytności jego rasy. Co więcej, Karsa Orlong został również wplątany w potężny konflikt między ascendentami, lecz, na podobieństwo wielu innych bohaterów, których spotkał ten wątpliwy „zaszczyt”, nie zaakceptował swojej roli.
Poruszająca historia Karsy Orlonga zręcznie łączy się z wątkiem wewnętrznie skonfliktowanej armii Apokalipsy ukrywającą się za zasłoną Tornada w samym sercu Raraku. Nowa przywódczyni, Felisin, stopniowo zaczyna ulegać sile bogini Tornada i tracić swoją własną osobowość. Tymczasem towarzyszący jej Hebroic Lekki Dotyk nękany jest niepokojącymi wspomnieniami nefrytowego giganta; były sługa Dzika Lata nie może się pogodzić z wygnaniem, na które sam skazał swojego pana ani z zajęciem jego miejsca przez nowego ascendenta. Mamy też do czynienia z nowymi bohaterami, spośród których jedynie tajemniczy L’oric, wielki mag, zaczyna odgrywać istotną rolę w opowieści. Jednak armia Apokalipsy nie jest jednolita – nawet fanatyzm i pragnienie wyzwolenia się spod malazańskiej dominacji nie uczyniły wszystkich bezmyślnymi i posłusznymi Felisin wojownikami. Choć z początku nie sposób tego dostrzec, nad Raraku rozciągnął swoje macki Okaleczony Bóg pragnący stworzyć swoją własną armię wyklętych, dorzuconych i, nomen omen, okaleczonych. I tym razem dostajemy kilka dość obrzydliwych pomysłów, które nadają odpowiedniej realności szalonemu bogu i jego równie spaczonym sługom.
Co było już widoczne we „Wspomnieniu lodu”, Erikson w trzecim i czwartym tomie swojej sagi odszedł od prezentowania czytelnikowi bogactwa swojego świata na rzecz bohaterów. Jest to bardzo dobra zmiana – nie dlatego, że nie wierzę w jego umiejętności kreowania fascynującego uniwersum (co zresztą pokazuje w kilku przypadkach w „Domu Łańcuchów”, przedstawiając chociażby wędrówkę pewnego T’lan Imassa i Tiste Edur przez zapomnianą grotę w pogoni za nieumarłymi renegatami), ale dlatego, że wydarzenia dojrzały wreszcie do tego, by skupić się właśnie na postaciach dramatu i nadać im więcej indywidualnych cech. Czy odniósł w tym sukces? Cóż, to zupełnie inna sprawa. Próby pogłębienia relacji między Crocusem (występującym tu pod nowo przybranym imieniem Nożownik) a Apsalar spełzają na niczym, bo oboje są przeraźliwie drętwi: ona przez swój jakikolwiek brak uczuć, a on przez swoją młodzieńczą naiwność. Nowy sojusz między malazańskim magiem i członkiem Szponu – Perłą – a wojowniczką Czerwonych Mieczy, choć rozgrywany na nieco innym poziomie, również pozbawiony jest realizmu. Typ babochłopa reprezentowany przez Lostarę Yil świetnie wpisuje się w trend wyznaczony przez inne kobiece postacie tego samego typu (jedna i druga Przyboczna, Srebrna Lisica, Apsalar). O wiele realniej wygląda stopniowo powiększająca się przepaść między Felisin a Hebroikiem czy kolejna silna przyjaźń między upadłym Imassem a odrzuconym Tiste Edur. Choć mężczyźni wydają się być o wiele bardziej faworyzowani przez Eriksona, to jednak nawet w opisywaniu ich silnych, męskich przyjaźni autor popada nie tyle w przesadę, co w brak realizmu i powtarzalność. Co prawda na samym początku, przy opisie wyprawy Karsy i jego dwóch towarzyszy, mamy zaprezentowane dobrze zarysowane i wyraziste charaktery, lecz ta tendencja nie utrzymuje się przez resztę powieści.
A szkoda, bo na scenę wraca kilku Podpalaczy Mostów, a „Dom Łańcuchów”, choć przedstawia bezpośrednią kontynuację wydarzeń z „Bram…”, łączy rozerwane wątki drugiego i trzeciego tomu; może jeszcze nie bezpośrednio (bo armia Dujeka nie zdążyła dotrzeć do Siedmiu Miast), ale pojawiają się pewne zapowiedzi tego, że fabuła wreszcie wróci na jeden tor. Co do Podpalaczy Mostów… Skrzypek (pod nowo przybranym imieniem Struny) z radością wrócił w szeregi malazańskiej armii, która pod przywództwem nowej przybocznej ruszyła na Raraku, by uporać się z wielkim buntem. Nie zabrakło scen z radosnego żołnierskiego życia (z pojedynkami skorpionów urozmaicającymi długą wędrówkę przez Siedem Miast) i przedstawienia nam nowych, jakże charakterystycznych postaci (Flaszka, Koryk, Śmieszka, Tarcz). Owszem, to nie Podpalacze, ale wygląda na to, że sam Erikson doskonale czuje się właśnie w takich żołnierskich klimatach – nie po raz pierwszy podczas lektury jego cyklu towarzyszymy wędrującej armii. Nie po raz pierwszy dobrze się przy tym bawimy i nie po raz pierwszy zakończenie tej wędrówki okazuje się być zaskakujące.
Nie muszę chyba powtarzać, że autor „Domu Łańcuchów” doskonale radzi sobie w kreacji świata zarówno w skali mikro, jak i makro. Co prawda nadal pozostawia nas z o wiele większą ilością pytań niż odpowiedzi na nie (a niekiedy, jak zauważył Eryk Remiezowicz, udziela nam odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie zdążyliśmy sformułować). Do tego jednak można się przyzwyczaić, a nawet uznać to za jeden z charakterystycznych elementów prozy Eriksona. Przedstawiając nam tak zróżnicowane wątki fabularne z każdym tomem odchodzi od prezentacji historii konkretnych bohaterów zamieniając swój cykl w wielką historię całego świata, który nie zostanie uratowany przez garstkę wybranych, ale będzie musiał stoczyć zaciętą walkę o swoje przetrwanie w obliczu nadchodzącej zagłady.
A tytułowy dom? To już dylemat nowego Władcy Talii, który musiał podjąć decyzję dotyczącą tego, czy ponowne pojawienie się Okaleczonego Boga zostanie usankcjonowane, a on sam wejdzie w skład Talii Smoków. I choć bezpośredniej odpowiedzi nie dostajemy, z wielu poszlak rozrzuconych po powieści widać wyraźnie, jaka decyzja zapadła i jakie są jej konsekwencje.
koniec
10 stycznia 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wszyscy jesteśmy neandertalczykami (w jakichś dwóch procentach)
Miłosz Cybowski

18 X 2021

Do popularyzacji nauki niezbędne są dwie rzeczy: dogłębna znajomość tematu oraz umiejętność przystępnego pisania o nim. O ile tego pierwszego Rebecce Wragg Sykes nie sposób odmówić, to już w drugiej kwestii „Krewniacy” pozostawiają nieco do życzenia.

więcej »

Człowiek
Joanna Kapica-Curzytek

17 X 2021

Czy wydarzenia rozgrywające się w XII wieku mogą obudzić zainteresowanie nas, współczesnych czytelników? Po lekturze „Czerwonych tarcz” nie brakuje refleksji dotyczących naszych czasów, a także mechanizmów władzy i politycznych układów.

więcej »

Mała Esensja: Gwiazdy i piwo
Marcin Mroziuk

16 X 2021

W „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem” Anna Czerwińska-Rydel nie tylko w przystępny sposób przybliża młodym czytelnikom postać gdańskiego uczonego, ale również pozwala im poznać podstawowe informacje z zakresu astronomii. Lekturę dzieciom uprzyjemniają też znakomite ilustracje Asi Gwis.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Dlaczego trolle boją się nieba?
— Mieszko B. Wandowicz

Ociężały komisarz myśli dwa razy szybciej
— Sebastian Chosiński

Gdy starsza pani prosi o pomoc…
— Sebastian Chosiński

W małych miasteczkach nie lubi się obcych i bogatych
— Sebastian Chosiński

Manifestacja dumy
— Sebastian Chosiński

Gorzej być nie może – i to jest najlepsze!
— Sebastian Chosiński

Policjant w trakcie przejść
— Sebastian Chosiński

„Mroczny erotyzm, faszyzm, zbrodnie”
— Sebastian Chosiński

Różnymi drogami
— Wojciech Gołąbowski

Chcąc nie chcąc
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Nie ma izolowanych opowieści
— Miłosz Cybowski

I rozczarował się czytelnik niepomiernie
— Miłosz Cybowski

Czekając końca
— Miłosz Cybowski

Wszystkich Kaptur trafia
— Miłosz Cybowski

Wadliwość rozgrzeszona
— Łukasz Bodurka

Koniec jest bliski i dajcie autorowi coś na rozweselenie
— Łukasz Bodurka

Zmęczenie materiału, niestety
— Łukasz Bodurka

Moja śledziona chce mnie zjeść!
— Michał Kubalski

Szósty dobry
— Eryk Remiezowicz

Niezdrowa eksplozja imaginacji
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Wszyscy jesteśmy neandertalczykami (w jakichś dwóch procentach)
— Miłosz Cybowski

Cudzego nie znacie: Krew ojców
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Kto wygra?
— Miłosz Cybowski

Polowanie na czarownice
— Miłosz Cybowski

Do księgarni marsz: Październik 2021
— Miłosz Cybowski, Sławomir Grabowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

10 naj… : Zwierzęta
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 naj...: Żółty, jesienny liść
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o książkach: Koty, słowa, literatura
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Droga wojownika
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.