Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Philip K. Dick
‹Druciarz Galaktyki›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDruciarz Galaktyki
Tytuł oryginalnyGalactic Pot-Healer
Data wydania24 lipca 2002
Autor
PrzekładJacek Spólny
Wydawca Rebis
ISBN83-7120-801-4
Format196s. 125×195mm
Cena23,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Odwieczna walka Dobra i Zła
[Philip K. Dick „Druciarz Galaktyki” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Tematyka teologiczna zawsze zajmowała w twórczości Philipa Dicka bardzo ważne miejsce. W ostatnich latach życia to właśnie poszukiwaniu jedynego prawdziwego Boga poświęcił swój umysł i talent. Nim jednak mogła powstać trylogia „Valis”, Dick musiał przejść etap długich i nie zawsze owocnych eksploracji. Jednym z jego efektów jest powieść „Druciarz Galaktyki” – znacznie jednak więcej niż katolicyzmowi, zawdzięczająca gnostyce i zoroastryzmowi.

Sebastian Chosiński

Odwieczna walka Dobra i Zła
[Philip K. Dick „Druciarz Galaktyki” - recenzja]

Tematyka teologiczna zawsze zajmowała w twórczości Philipa Dicka bardzo ważne miejsce. W ostatnich latach życia to właśnie poszukiwaniu jedynego prawdziwego Boga poświęcił swój umysł i talent. Nim jednak mogła powstać trylogia „Valis”, Dick musiał przejść etap długich i nie zawsze owocnych eksploracji. Jednym z jego efektów jest powieść „Druciarz Galaktyki” – znacznie jednak więcej niż katolicyzmowi, zawdzięczająca gnostyce i zoroastryzmowi.

Philip K. Dick
‹Druciarz Galaktyki›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDruciarz Galaktyki
Tytuł oryginalnyGalactic Pot-Healer
Data wydania24 lipca 2002
Autor
PrzekładJacek Spólny
Wydawca Rebis
ISBN83-7120-801-4
Format196s. 125×195mm
Cena23,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Druciarz Galaktyki” po raz pierwszy wydany został w Polsce w połowie lat dziewięćdziesiątych (nosił wówczas nieco inny tytuł: „Galaktyczny druciarz”). Sześć lat później Dom Wydawniczy Rebis ponownie sięgnął po tę właśnie powieść autora „Słonecznej loterii”. Tym razem jednak ukazała się ona nie tylko pod nowym szyldem, ale również w nowym – dodajmy: lepszym – tłumaczeniu. Książka, napisana przez Dicka w ciągu kilku miesięcy przełomu lat 1967-68, ukazała się w znakomitym dla autora roku 1969. Znakomitym, ponieważ przynoszącym również jedno z licznych arcydzieł tego pisarza – „Ubika”. „Druciarz…” w hierarchii powieści Amerykanina nie zajmuje może aż tak ważnego miejsca, ale na pewno jest pozycją godną uwagi. I to z dwóch względów. Po pierwsze: z uwagi na wątki teologiczne stanowi swoisty most łączący wcześniejsze o cztery lata „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” z późniejszym o lat dwanaście – jeśli weźmiemy pod uwagę rok wydania, a nie powstania (1978) – „Valisem”. Po drugie natomiast: ponieważ jest to proza bardzo dobra, niezwykle finezyjna i wciąż zaskakująca niepowtarzalnymi, nawet jak na Dicka, pomysłami.
Bohaterem powieści jest życiowy nieudacznik Joe Fernwright. Opuszczony przez gardzącą nim żonę, kobietę bardzo inteligentną i pewną siebie, mieszka w samotności i popada w coraz głębszą depresję. Klaustrofobiczne mieszkanie i biuro, do którego przychodzi, aby spędzać czas przed monitorem komputera na grze w odgadywanie idiotycznych tłumaczeń tytułów książek i filmów – to praktycznie cały jego świat. Utrzymuje się z wypłacanego przez rząd niewielkiego zasiłku dla weteranów - pieniędzy wystarcza jednak jedynie na wegetację, bowiem państwo każe sobie płacić (i to niemało) za najdrobniejszą nawet usługę. Proceder ten przybiera tak duże rozmiary, iż pewnego dnia Fernwrightowi przychodzi do głowy pewna arcyciekawa myśl: „Nasze społeczeństwo stanowi idealną formę rządów. Prędzej czy później wszyscy zostają wyrolowani”. Te dwa zdania niezwykle trafnie charakteryzują ziemską rzeczywistość stworzoną przez Dicka na kartach „Druciarza…”. Ustrój, który zapanował na Ziemi po trzeciej wojnie światowej (to stały motyw w twórczości autora „Bożej inwazji”), to bowiem dość specyficzna mieszanka totalitaryzmu z socjalizmem. Obywatele poddani są całkowitej inwigilacji, praktycznie każdy ich ruch, każda rozmowa telefoniczna, każda czynność jest monitorowana.
Fernwright, chociaż znalazł się na dnie, pamięta jeszcze doskonale lepsze czasy. Jego rozgoryczenie potęguje fakt, iż posiada fach, który czyni go jedynym specjalistą w swojej dziedzinie – jest naprawiaczem ceramiki. Problem w tym, że na jego usługi nie ma żadnego zapotrzebowania. To kolejny powód do załamania psychicznego. I kiedy wydawałoby się, że nie wydarzy się już nic, co mogłoby wyciągnąć go z mroków przygnębienia, Joe odbiera w biurze niecodzienną wiadomość: „Potrzebuję cię, naprawiaczu. Zapłacę.” Kwota, która wchodzi w rachubę jako pensja za wykonaną pracę, jest niebagatelna – po przeliczeniu na dolary okazuje się, że Fernwright nie byłby nawet w stanie doliczyć się zer, które następują po pierwszej cyfrze. Wkrótce potem okazuje się, że nadawcą wiadomości jest niejaki Glimmung, kosmita pochodzący z Planety Oracza (tak w slangu określa się Syriusza pięć). Sposób, w jaki nowy znajomy Joego komunikuje się z nim oraz postać, w jakiej mu się po raz pierwszy objawia – dają wiele do myślenia. Chociaż Dick nie mówi tego wprost, a w niektórych miejscach nawet częściowo ustami swoich bohaterów stara się temu zaprzeczyć, można odnieść wrażenie, iż Glimmung jest istotą boską, a przynajmniej obdarzoną pewnymi ponadnaturalnymi cechami. W niczym jednak nie przypomina owych boskich inkarnacji, które pojawiają się w późniejszych powieściach autora „Boskiej inwazji”. Dlatego też kosmity w żaden sposób nie można utożsamiać z Bogiem katolickim.
Czego Glimmung oczekuje od Joego? Zresztą nie tylko od niego; Fernwright jest bowiem, jak się okazuje, jedynie maleńkim trybikiem w ogromnym planie zamierzonym przez kosmitę, który ma na celu wydobycie z przepastnych głębi syriuszańskiego Mare Nostrum zatopionej przed laty Heldskalli – starożytnej świątyni. Potrzebuje do tego całego zastępu specjalistów z każdej dziedziny. Joe, jedyny w całej kosmicznej menażerii Ziemianin, ma być odpowiedzialny za łatanie starożytnej ceramiki zatopionej wraz ze świątynią. Szybko się jednak okazuje, że Glimmunga łączy z Ziemianinem znacznie więcej – o czym dobitnie przekonuje ich tajemnicza Księga Kalendów, tworzona przez jedną z licznych ras zamieszkujących Planetę Oracza. Dick stawia w „Druciarzu Galaktyki” wiele pytań dotyczących istoty boskości, stara się jednak również nie udzielać na nie odpowiedzi. Dlatego niekiedy może się wydawać, iż powieść jest jakby na siłę udziwniona. Wrażenie to dodatkowo wzmacnia religijna symbolika, po którą pisarz sięga w „Druciarzu…” nader chętnie. Nie brak tu odwołań do Apokalipsy św. Jana, ale przede wszystkim do gnostycyzmu i zoroastryzmu. Świat wykreowany przez Dicka jest światem, którym rządzą zaledwie dwie siły: teza i antyteza, Dobro i Zło, prawda i kłamstwo, jasność i ciemność – długo by jeszcze można wymieniać – toczące ze sobą odwieczną walkę o panowanie we Wszechświecie. Jedynie przypadkiem świadkiem kolejnego starcia, do którego doszło na Planecie Oracza, stał się Joe Fernwright – narzędzie w ręku jednej z tych sił. Ale której?
Pomimo bardzo poważnej, religijnej wymowy „Druciarza…”, jest to również jedna z najzabawniejszych powieści Dicka. Takiej dawki humoru sytuacyjnego i słownego nie ma w żadnej innej jego książce. Sceny dyskusji Joego z własnym łóżkiem, jak również dywagacje, w jakie wdaje się z zainteresowanym teologią Willisem, syriuszańskim robotem podarowanym Fernwrightowi do pomocy przez Glimmunga, należą do najświetniejszych w całej twórczości Dicka. Nie da się jednak ukryć, że wiele akcentów humorystycznych to mniej lub bardziej zawoalowana krytyka amerykańskiej mentalności i sposobu bycia, a przede wszystkim wszechobecnej komercjalizacji, nie oszczędzającej nawet życia duchowego. I tutaj Dick na swój sposób wyprzedził czas. To, o czym pisał ponad trzydzieści lat temu, powoli bowiem staje się rzeczywistością – naszą rzeczywistością… Jeżeli więc niegdyś krytycy pisarza uważali jego literackie pomysły za wykwit chorego (schizofreniczno-paranoidalnego) umysłu, to należałoby sobie zadać z trwogą pytanie: w jakim my świecie żyjemy?
koniec
11 września 2004

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Z kociej perspektywy
Marcin Mroziuk

25 X 2021

W „Mruczandzie na trzy rodziny i jedną kamienicę” Grzegorz Kasdepke z poczuciem humoru sportretował mieszkańców pewnego dwupiętrowego budynku na warszawskiej Saskiej Kępie, których zachowania niejednokrotnie wprawiają w zdumienie pewnego szarego dachowca. Obserwując ich perypetie, młodzi czytelnicy będą z pewnością doskonale się bawić.

więcej »

Chopin – globalny fenomen
Joanna Kapica-Curzytek

24 X 2021

Osiemnasty Konkurs Chopinowski właśnie przechodzi do historii, liczącej sobie już prawie sto lat. W „Wielkiej grze” przeżyjemy jeszcze raz wszystkie poprzednie edycje tej wielkiej imprezy. Ciekawostek, anegdot, emocji nie zabraknie!

więcej »

Duch czy Demiurg?
Sławomir Grabowski

23 X 2021

„Gnoza” Michała Cetnarowskiego nie rozczarowuje jako pełnoprawna powieść SF z trochę wyższej półki – może trochę epigońska, ale nadrabiająca ciekawym konceptem, choć dalekim od naukowej ortodoksji.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Narkotykowy trip z robalami w rolach głównych
— Sebastian Chosiński

Wasale i robale
— Katarzyna Piekarz

Wzloty i upadki
— Katarzyna Piekarz

Staronarodzeni i złowrodzy agenci Biblioteki
— Anna Nieznaj

Ziemia zginie. Na milion sposobów
— Jacek Jaciubek

Wyprawa poprzez umysły
— Jacek Jaciubek

Kopalnia pomysłów
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Moje paranoje
— Jacek Jaciubek

Tegoż autora

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Puma skacząca do gardeł wampirów
— Sebastian Chosiński

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.