Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

John Gribbin
‹Dlaczego jesteśmy. Cud powstania życia na Ziemi›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDlaczego jesteśmy. Cud powstania życia na Ziemi
Tytuł oryginalnyThe Reason Why. The Miracle of Life on Earth
Data wydania23 stycznia 2013
Autor
PrzekładAdam Tuz
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN978-83-7839-423-5
Format256s. 140×210mm
Cena32,—
Gatuneknon-fiction, podręcznik / popularnonaukowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nad niebieską planetą
[John Gribbin „Dlaczego jesteśmy. Cud powstania życia na Ziemi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Napisane przystępnym językiem „Dlaczego jesteśmy” Johna Gribbina sprawdza się jako zbiór ciekawostek i lekkie wprowadzenie do tematu, jednakże do lektury nie należy przystępować bezkrytycznie.

Beatrycze Nowicka

Nad niebieską planetą
[John Gribbin „Dlaczego jesteśmy. Cud powstania życia na Ziemi” - recenzja]

Napisane przystępnym językiem „Dlaczego jesteśmy” Johna Gribbina sprawdza się jako zbiór ciekawostek i lekkie wprowadzenie do tematu, jednakże do lektury nie należy przystępować bezkrytycznie.

John Gribbin
‹Dlaczego jesteśmy. Cud powstania życia na Ziemi›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDlaczego jesteśmy. Cud powstania życia na Ziemi
Tytuł oryginalnyThe Reason Why. The Miracle of Life on Earth
Data wydania23 stycznia 2013
Autor
PrzekładAdam Tuz
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN978-83-7839-423-5
Format256s. 140×210mm
Cena32,—
Gatuneknon-fiction, podręcznik / popularnonaukowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Przyznaję, że sięgając po „Dlaczego jesteśmy” liczyłam na przegląd hipotez na temat powstania życia na naszej planecie. Jednakże Gribbin, będąc z wykształcenia astrofizykiem, głównym tematem swojej książki uczynił kwestie związane z lokalizacją i strukturą Układu Słonecznego oraz Ziemi (choć trzy ostatnie rozdziały są już bardziej „biologiczne”, poświęcono je bowiem wielkim wymieraniom i ewolucji człowieka). Trzeba powiedzieć, że są to interesujące zagadnienia, co więcej, autor ma lekkie pióro, dzięki czemu lektura „Dlaczego jesteśmy” nie nuży. Wypada pochwalić dobre tłumaczenie i staranną redakcję tekstu. Należy także zaznaczyć, iż pozycja przeznaczona jest dla szerokiego odbiorcy, a wszelkie naukowe kwestie zostają wyjaśnione w sposób przystępny dla laika – co ma oczywiście dwie strony, gdyż np. w moim przypadku (z wykształcenia jestem biochemikiem) czytanie o tym, że wartościowość węgla można zobrazować „wyobrażając sobie, że z powierzchni atomu węgla wystają cztery haczyki”, a cząsteczka lipidu jest jak kijanka przyprawiało mnie o zgrzytanie zębów. Irytujący jest także zwyczaj powtarzania przez autora niektórych kwestii wielokrotnie (np. szacunkowa masa i wymiary znajdującej się we wnętrzu Drogi Mlecznej czarnej dziury padają aż trzykrotnie).
Jakkolwiek interesująca, lektura książki Gribbina wywołała szereg wątpliwości. Wystarczy spojrzeć na przedmowę o podtytule „Jedyna inteligentna planeta”, w której autor pisze „według tezy zawartej w niniejszej książce inteligentna cywilizacja istnieje tylko na Ziemi.” Dalej Gribbin nieco się ogranicza: „Ziemia to jedyna inteligentna planeta, przynajmniej w naszej galaktyce. (…) taki stan rzeczy oznaczałby, że stanowimy najbardziej zaawansowaną technologicznie cywilizację we Wszechświecie i jako jedyni obserwujemy sam Wszechświat, pojmując jego pochodzenie i naturę.” Tego rodzaju zdania pojawiają się w „Dlaczego jesteśmy” wielokrotnie. Hasła te zraziły mnie już na samym początku – a to dlatego, że to retoryka, a nie nauka. To, co Gribbin stawia we wstępie, należałoby raczej nazwać hipotezą. Hipotezy z założenia muszą być weryfikowalne – ta o „jedynej ludzkości” jest rozstrzygalna, tyle że na obecnym etapie rozwoju technologicznego nie mamy możliwości jej sprawdzić. W związku z tym, czy w ogóle można ją w ten sposób stawiać? Sądzę, że szanujący się naukowiec by tego nie zrobił, ponieważ ma za mało danych. Wydaje mi się też, że wszelkie rozważania naukowe powinna cechować pokora – o ile coś nie jest naprawdę dobrze udokumentowane, należy wypowiadać się ostrożnie. W tym konkretnym przypadku widziałabym to jako najpierw omówienie wszystkich cech Układu Słonecznego oraz wydarzeń z jego historii, które autor uważa za sprzyjające powstaniu życia, zaznaczenie tego, iż taki splot korzystnych okoliczności jest mało prawdopodobny i wreszcie ewentualnie na sam koniec pokuszenie się o uwagę, iż z dużym prawdopodobieństwem w Galaktyce Drogi Mlecznej nie ma innych gatunków inteligentnych.
Hasło „inteligentna planeta” nie brzmi precyzyjnie. Zdanie „Koncepcja Ziemi jako «żyjącej planety», wyrażona najbardziej klarownie w postaci hipotezy Gai (…) stała się częścią poważanej wiedzy naukowej.” jest oględnie mówiąc kontrowersyjne – że pozwolę sobie na cytat „Hipoteza Gai – celowo działającego superorganizmu – została odrzucona przez naukę” (January Weiner „Życie i ewolucja biosfery” PWN, Warszawa 1999 s. 280). Wprawdzie Gribbin odwołuje się do Gai głównie, gdy pisze o stężeniu tlenu w atmosferze, co kojarzy się z bardziej współczesnym rozumieniem tej koncepcji, jako układu, w którym istnieją sprzężenia zwrotne, dzięki którym warunki na Ziemi do pewnego stopnia podlegają samoregulacji, jednakże jest to kolejny przykład nieprzemyślanego wyrażania się.
Podobnych przykładów jest więcej - pojawiają się sformułowania nazbyt uproszczone, wprowadzające w błąd lub po prostu naciągane. „Struktury takie jak włos i mięsień są zbudowane z białek w postaci długich łańcuchów, nieróżniących się od długich łańcuchów cukru i fosforanu w cząsteczkach DNA” to przykład takiego rażącego uproszczenia. „Cząsteczki organiczne o złożonej strukturze mogą powstawać wyłącznie w chmurach molekularnych, gdyż chmury te zawierają pył oraz gaz” – w kontekście akapitu chodzi o to, że kondensacja zachodzi na powierzchni drobin pyłu, niemniej to „wyłącznie” źle brzmi, choćby dlatego, że wykazano, iż nieenzymatyczna synteza cząsteczek organicznych może zachodzić w środowisku ciekłym. „Cechą wody jest posiadana przez każdą jej cząsteczkę biegunowość magnetyczna (…) w świecie cząsteczek to niemal unikatowa cecha” (zastanawiam się, jak w takim razie autor rozumie słowo „unikatowy”). „Gdyby nie wpływ człowieka na skład atmosfery, w nieodległej przyszłości doszłoby do zużycia całego dwutlenku węgla” – to zdanie jest nieprawdziwe, gdyż z uwagi na niedoskonałość kluczowej dla asymilacji CO2 karboksylazy/oksygenazy rybulozo-1,5-bisfosforanu przy dużym stężeniu tlenu znacząco wzrasta fotooddychanie, w wyniku którego CO2 jest wydzielany przez rośliny. Maksymalne stężenie tlenu jak do tej pory zostało osiągnięte w karbonie i wynosiło 35%. Nie można całkowicie wykluczyć, że w przyszłości powstałby bardziej wydajny mechanizm wiązania węgla, ale przez kilka miliardów lat istnienia organizmów fotosyntetycznych taki nie zaistniał, wreszcie tlen w wysokim stężeniu jest szkodliwy dla komórek. Albo „odkryto ślady (…) rodnika hydroksylowego (…) to rodzaj cząsteczki wody” – pokazuje, jak lekko autor traktuje nomenklaturę. „Enzymy (…) w zbyt wysokiej lub zbyt niskiej temperaturze rozpadają się, podobnie w środowisku zbyt kwaśnym lub zbyt zasadowym” (powinno być – denaturują). Co to znaczy „niekontrolowany efekt cieplarniany” na powierzchni Wenus? „Nieprzypadkowo głęboki ocean stanowi część globu najmniej dotkniętą zmianami związanymi z tektoniką płyt, a także wykazującą najmniejsze zróżnicowanie gatunków” – to zdanie zdaje się sugerować pararelę pomiędzy tymi dwoma zjawiskami, która wydaje mi się naciągana (istnieje związek pomiędzy aktywnością tektoniczną a istnieniem na dnie oceanów ekosystemów opartych na chemosyntezie, niemniej zasadniczym czynnikiem względnej „pustki” w głębinach oceanu jest nie docieranie tam światła słonecznego – większość znanych nam ekosystemów jest oparta na fotosyntezie). „Nie wiemy, dlaczego ssaki odniosły sukces [ewolucyjny], a ptaki przegrały”- jak mierzyć sukces w takim razie? Jeśli liczbą gatunków to wg danych z początku lat dziewięćdziesiątych szacowana liczba gatunków ptaków wynosi 9000, a ssaków 5000. Jeśli zajmowaniem środowisk – to ssaki opanowały wody w znacznie większym stopniu niż ptaki, żyją też pod ziemią, jednak w większości środowisk występują przedstawiciele obydwu grup.
Wreszcie mój prywatny numer jeden: „W obecnym momencie czasu kosmicznego podczas zaćmienia tarcza Księżyca niemal dokładnie przykrywa tarczę Słońca (…) Nikt nie był w stanie wyjaśnić, dlaczego inteligentne istoty, będące w stanie zauważyć ową osobliwość, pojawiły się na Ziemi w takim czasie, że mogły to zjawisko dostrzec. Jednak wydaje mi się, że większość ludzi (co mnie martwi) zupełnie się nad tym faktem nie zastanawia.” Ktoś może powiedzieć, że to pojedyncze przykłady. Ale ja odpowiem – to są te, które zauważyłam, na astrofizyce i geologii się nie znam, więc nie mogłam zweryfikować tego, co autor napisał i nie wiem, kiedy jego kolejne „nigdy”, „zawsze” i „unikatowy” faktycznie odzwierciedlają stan wiedzy, kiedy pobożne życzenia, kiedy wreszcie zostały użyte po to, by za ich pomocą przekonywać czytelników do własnych racji.
Zwłaszcza, że pojawiają się nieścisłości, jak np. gdy na str. 175 Gribbin pisze, że gdyby doszło do zlodowacenia obszarów bliskich równikowi „nigdy nie nastałaby odwilż” (z powodu wysokiego albedo śniegu), natomiast na 202 oznajmia, że w historii Ziemi dwukrotnie doszło do „epok lodowych o tak skrajnym nasileniu, że zamarzły nawet obszary tropikalne (…) w obu przypadkach zamarzła powierzchnia lądu na całej planecie”. Na stronie 110 pojawia się „nie ma nawet pewności, czy planety mogłyby powstać lub poruszać się po stabilnych orbitach w promieniu 5 milionów km od gwiazdy”, podczas gdy na stronie 21 możemy przeczytać „typowy przykład stanowi planeta COROT-7b, która obiega swoją macierzystą gwiazdę w odległości tylko 2,6 miliona km (…) Symulacje komputerowe sugerują, że COROT-7b rozpoczęła życie, jako gazowy gigant (…) krążący po orbicie o około 50% większej niż obecna” (co dalej daje mniej niż 5 mln km – istotnie, skoro to symulacje, nie ma pewności, że mogą powstawać, jednakże jakaś przesłanka jest, co osłabia argumentację na stronie 110). Zastanawia mnie – i nie podaję tego, jako przykład sprzeczności, tylko pytanie: jako argument na rzecz stosunkowo wąskiej „strefy sprzyjającej życiu” w naszej galaktyce (wedle informacji przedstawionych w książce mało sprzyjające warunki panują zarówno w pobliżu centrum, jak i na obrzeżach) Gribbin podaje, że planety skaliste powstają tam, gdzie jest sporo ciężkich pierwiastków, natomiast w centrum Galaktyki występują „gwiazdy stare i ubogie w metale” – skoro cięższe pierwiastki powstają w czasie istnienia gwiazdy, to czy w miejscu, gdzie jest sporo starych gwiazd nie powinno być ich więcej (stare gwiazdy zawierałyby cięższe pierwiastki i potem, wybuchając rozrzucałyby je dookoła)? Jeżeli nie, to dlaczego? Bardzo chętnie poznałabym wyjaśnienie tego zjawiska.
Zabawne jest to, jak Gribbin najpierw wylicza: „w dostrzegalnym Wszechświecie istnieją setki miliardów, a być może nawet biliony galaktyk (…) Rozsądnym rozwiązaniem wydaje się zaokrąglenie liczby gwiazd w naszej Galaktyce (w wielkim przybliżeniu) do biliona. (…) Wydaje się, iż spośród biliona gwiazd Drogi mlecznej wokół miliarda (…) krążą obiekty astronomiczne, które moglibyśmy nazwać «wilgotnymi planetami ziemiopodobnymi»”, a później próbuje te liczby zawężać, podając kolejne oszacowania, ograniczające ilość planet, na których warunki sprzyjają powstaniu życia i dopisując kolejne „warunki konieczne”. Tylko że nawet dzielenie wyżej wzmiankowanych liczb przez miliony wciąż zdaje się pozostawiać szeroki margines. Zastanawia mnie też fragment o galaktykach: „w stosunkowo bliskich regionach Wszechświata, które możemy szczegółowo badać za pomocą naszych teleskopów, cztery piąte wchodzi w skład galaktyk z natury rzeczy mniej wyraźnych niż Droga Mleczna. Ów brak wyrazistości wskazuje, że procesy rodzenia się i obumierania gwiazd (…) zachodzą mniej intensywnie, a ich ogólna metaliczność w porównaniu z Drogą Mleczną jest niższa”. Czy jednak w wielu przypadkach obrazy, które otrzymujemy, nie są obrazami sprzed kilku miliardów lat? Czy od tego czasu ów „stopień metaliczności” nie mógł wzrosnąć? A zresztą, nawet 20% z owych setek miliardów galaktyk i tak wydaje mi się dużą liczbą.
Nie wchodząc już w dalsze szczegóły – książka Gribbina jest ciekawa, jednak z powodów wyżej wymienionych nie wiem, na ile można polegać na prezentowanych tam wiadomościach. Z tego względu nadaje się bardziej jako luźne wprowadzenie w tematykę, przy założeniu, że do treści należy podchodzić z dużą dozą nieufności.
PS. Przy okazji - pozwolę sobie podać link do ciekawego artykułu na temat powstania życia: http://kosmos.icm.edu.pl/PDF/2009/501.pdf
koniec
7 marca 2013

Komentarze

07 III 2013   15:37:32

Po lekturze pzostaje mi przyklasnąć recenzentce skrupulatności i rzetelności opracowania materiału. Co do Gribbina mam w ogóle mieszane uczucia - bo jak takowych nie mieć w odniesieniu do człowieka, który popełnił grubo ponad 50 książek popularnonaukowych na tak odmienne tematy, jak astofizyka, kosmologia, mechanika kwantowa, biogeneza, psychologia ewolucyjna, genetyka, i co tam jeszcze (że nie wspomnę o powieściach s-f, książkach dla dzieci i futurologii...). Można się o tym zresztą łatwo przekonać sprawdzając artykuł o nim w angielskiej Wikipedii - ilość tytułó popełnionych przez Gribbina po prostu przytłacza...

07 III 2013   23:47:58

„Wreszcie mój prywatny numer jeden: „W obecnym momencie czasu kosmicznego podczas zaćmienia tarcza Księżyca niemal dokładnie przykrywa tarczę Słońca (…) Nikt nie był w stanie wyjaśnić, dlaczego inteligentne istoty, będące w stanie zauważyć ową osobliwość, pojawiły się na Ziemi w takim czasie, że mogły to zjawisko dostrzec. Jednak wydaje mi się, że większość ludzi (co mnie martwi) zupełnie się nad tym faktem nie zastanawia.””

To mi przypomina artykuł (http://www.csicop.org/sb/show/heres_looking_at_you/) o skądinąd inteligentnych ludziach i naukowcach, którzy fakt, że obraz w lustrze ulega „odwróceniu” w poziomie (ale nie w pionie) uważają za coś co jest zastanawiające i co wymaga jakiegoś „naukowego” wyjaśnienia.

15 III 2013   20:55:47

Rzeczywiście, recenzja bardzo solidna. W dodatku urozmaicona ciekawymi faktami naukowymi pochodzącymi od recenzentki.

>>w centrum Galaktyki występują „gwiazdy stare i ubogie w metale” – skoro cięższe pierwiastki powstają w czasie istnienia gwiazdy, to czy w miejscu, gdzie jest sporo starych gwiazd nie powinno być ich więcej (stare gwiazdy zawierałyby cięższe pierwiastki i potem, wybuchając rozrzucałyby je dookoła)? Jeżeli nie, to dlaczego? Bardzo chętnie poznałabym wyjaśnienie tego zjawiska.

15 III 2013   21:00:10

Dobrze, że użyłem Ctrl+A Ctrl+C.

No to trochę się powymądrzam.

Stare gwiazdy, jeśli już w wyjątkowych okolicznościach rzeczywiście wybuchną, nie obdarzają materii międzygwiazdowej metalami aż tak hojnie, jak te żyjące kilkadziesiąt milionów lat. Czyli jak te najmasywniejsze, żyjące krótko i intensywnie. Przecież właśnie podczas wybuchów "gwiezdnych jętek jednodniówek" powstaje największa ilość i rozmaitość ciężkich pierwiastków (hasło do wpisania w okno wyszukiwarki: r-process). Masywnych "jętek" próżno szukać w zgrubieniu centralnym. Wyginęły bardzo dawno temu. No, trochę przesadzam, występują w samym centrum, w niewielkiej ilości. Za to nie znaleziono populacji pośredniej -- pośredniej pod względem masy i skorelowanych z nią parametrów. To znaczy, że w zgrubieniu centralnym Drogi Mlecznej od dawna nie powstają nowe gwiazdy.

A wszak żeby istniały bogate, coraz bogatsze w metale gwiazdy, cóż, przede wszystkim muszą się urodzić, najlepiej, gdy wciąż rodzą się kolejne generacje. Muszą więc często zachodzić procesy odpowiednio zaburzające gęsty, obfitujący w ciężkie pierwiastki ośrodek międzygwiazdowy. Procesy może by się znalazły, zwłaszcza w centrach galaktyk takich jak nasza, z poprzeczką, ale mało jest w "bulwie" gazu i pyłu, mało gazowo-pyłowych zagęszczeń. W każdym razie skoro populacja zgrubienia centralnego jest stara, ma ponad 10 mld lat, to znaczy, że ośrodek, który ją otacza, nawet jeśli w międzyczasie wzbogacony w metale, od dawna nie produkuje nowych, pięknych słońc.

Zgrubienie centralne Drogi Mlecznej jest tak stare i od tak dawna bezpłodne, że nie obserwuje się tam gwiazd masywniejszych od Słońca. Już ich nie ma lub występują bardzo nielicznie -- kiedyś być musiały, ale nim zgrubienie skończyło 10-12 mld lat, pogasły, zamieniły się w stygnące białe karły. Zaś ich rozpraszające się mgławice planetarne zawierają trochę ciekawych izotopów, ale raczej nie takich, o jakie nam chodzi, poza tym co z tego, skoro izotopy owe dryfują sobie bezcelowo w przestrzeni.

Kiedyś wszelako centrum Galaktyki dało życie ogromnej ilości całkiem bogatych chemicznie gwiazd. Wiadomo, że nie tak znowu trudno znaleźć metal w gwieździe zgrubienia centralnego. Nie wiem czy to najlepszy moment, ale przypomnę, że w astrofizyce metalem nazywa się każdy pierwiastek cięższy od H i He.

Wszystko wskazuje na to, że zgrubienie centralne Drogi Mlecznej powstało w okresie krótszym niż miliard lat. Najwyraźniej nie było to nudne miliardlecie, ale gwałtowna erupcja aktywności gwiazdotwórczej, w której rodziły się między innymi liczne obiekty masywne, potem, krótkowieczne, eksplodowały, wzbogacały glebę, na której wyrastały nowe nadolbrzymy, i tak trwała ta istna feeria supernowych, a z ich wielokrotnie przetrawionych popiołów powstał trzon żyjącej do dziś w centrum Galaktyki populacji gwiazd.

Już od końca lat pięćdziesiątych mówi się, że populacja zgrubienia centralnego (ang. bulge population) zawiera obiekty stare, lecz bogate, właśnie -- bogate! -- w metale. Bo już wtedy astronomowie mieli przesłanki, by wierzyć w ów stan rzeczy. O co chodzi Gribbinowi? Dziś na podstawie coraz liczniejszych danych, a także rosnącej wiedzy teoretycznej, ocenia się, że metaliczność gwiazd populacji ZC jest duża w porównaniu z innymi starymi gwiazdami, ale nadal ok. 2-3 razy mniejsza od słonecznej -- w tym sensie można powiedzieć: mała. Jednak to wartość średnia, a rozkład (gaussowski) metaliczności dla populacji ZC ma dużą dyspersję. Co oznacza, że w "bulwie" jest sporo słońc bardzo bogatych w metale. W dodatku ostatnie wyniki sugerują, że gwiazdy zgrubienia związane z poprzeczką Drogi Mlecznej mają średnią metaliczność ok. 2 razy _większą_ od Słońca. Tutaj mogę dać bezpośredni link do tekstu źródłowego:
http://arxiv.org/pdf/1107.5199v1.pdf.

Co ciekawe przytoczone przeze mnie metaliczności dotyczą standardowego wskaźnika [Fe/H]. To znaczy ilości żelaza. Okazuje się, że np. tlenu i magnezu występuje w gwiazdach ZC nieproporcjonalnie dużo -- wskaźniki [O/Fe] i [Mg/Fe] są dla nich znacznie większe niż dla Słońca. To potwierdza, że ciężkie pierwiastki znajdowane w widmach gwiazd ZC pochodzą z masywnych supernowych (chodzi głównie o SN typu II). Czyli z czasów, kiedy stare gwiazdy jeszcze nie wzbogaciły materii międzygwiazdowej w duże ilości żelaza (chodzi o gwiazdy kończące żywot jako SN typu Ia).

Wyszedł mi długi wykład. Podsumuję go jednym, odpowiednio długim zdaniem: Pierwotny gaz i pył zgrubienia centralnego został prawie całkowicie zużyty dawno temu, a resztki starych gwiazd to za mało, żeby go odtworzyć i żeby ewolucja materii międzygwiazdowej wbudowała przetrawioną -- lecz wcale nie oszołamiającą wysoką metalicznością -- substancję w nowe ciała niebieskie. Dobra jeszcze drugie zdanie, krótkie: W istniejących ciałach zgrubienia -- metali jest jednak sporo.

Wiele o gwiazdach, podsystemach gwiazd, Galaktyce i jej ewolucji chemicznej można dowiedzieć się z książki "Alchemia nieba", wydanej przez Prószyńskiego dość dawno, bo w 1997 roku. Natomiast jeśli chodzi o najnowsze rewelacje na temat zgrubienia centralnego -- tu już radzę poszukać w internecie naukowych artykułów. Znaczy polecam tym, którzy głęboko się tematem interesują, bo to jednak bardziej hardkorowa lektura. Hasła: "galactic bulge", "metallicity", "galactic bar".

Beatrycze, mam nadzieję, że nie uznasz mojej odpowiedzi za bezwartościową. Może niektóre zawarte w niej zdania są zbędne albo niejasne. Ale namęczyłem się, żeby to napisać :-)

15 III 2013   21:06:49

Tak serio to pisałem ten tekst w notatniku, ale ostatnie poprawki robiłem już w okienku komentarza, więc Ctrl+C naprawdę oszczędził mi trochę frustracji ;-)

17 III 2013   20:47:37

Bardzo dziękuję za obszerne wyjaśnienia! Przeczytałam z przyjemnością.

Czyli jeśli dobrze zrozumiałam - w centrum galaktyki powstało nieco cięższych pierwiastków, ale obecnie jest to obszar gdzie niewiele się dzieje, nie powstaje dużo nowych gwiazd. Ale czy nie może tam być trochę starszych skalistych planet?

18 III 2013   13:42:00

"Czyli jeśli dobrze zrozumiałam - w centrum galaktyki powstało nieco cięższych pierwiastków, ale obecnie jest to obszar gdzie niewiele się dzieje, nie powstaje dużo nowych gwiazd."
Tak. Co do pierwiastków, powiedziałbym: powstało dużo "skalistych", mniej "żelaznych". Cieszę się, że mój napędzany entuzjazmem, nieco chaotyczny komentarz okazał się jednak zrozumiały :-)

"Ale czy nie może tam być trochę starszych skalistych planet?"
Moim zdaniem -- jak najbardziej może. Co więcej odkryto już w zgrubieniu centralnym kilkanaście planet masywnych. A specjaliści od planetogenezy twierdzą, że masywne gazowe olbrzymy potrzebują skalistych lub metalowo-skalistych zaczątków; w środku schematu wnętrza Jowisza od dawna umieszcza się dużą ziemię.

19 III 2013   13:25:54

Dziękuję raz jeszcze!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Z kociej perspektywy
Marcin Mroziuk

25 X 2021

W „Mruczandzie na trzy rodziny i jedną kamienicę” Grzegorz Kasdepke z poczuciem humoru sportretował mieszkańców pewnego dwupiętrowego budynku na warszawskiej Saskiej Kępie, których zachowania niejednokrotnie wprawiają w zdumienie pewnego szarego dachowca. Obserwując ich perypetie, młodzi czytelnicy będą z pewnością doskonale się bawić.

więcej »

Chopin – globalny fenomen
Joanna Kapica-Curzytek

24 X 2021

Osiemnasty Konkurs Chopinowski właśnie przechodzi do historii, liczącej sobie już prawie sto lat. W „Wielkiej grze” przeżyjemy jeszcze raz wszystkie poprzednie edycje tej wielkiej imprezy. Ciekawostek, anegdot, emocji nie zabraknie!

więcej »

Duch czy Demiurg?
Sławomir Grabowski

23 X 2021

„Gnoza” Michała Cetnarowskiego nie rozczarowuje jako pełnoprawna powieść SF z trochę wyższej półki – może trochę epigońska, ale nadrabiająca ciekawym konceptem, choć dalekim od naukowej ortodoksji.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Styczeń 2015
— Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Przewodnik gwiazdowy
— Daniel Markiewicz

Tegoż autora

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Przekraczając granice lecz nie limit znaków
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.