Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Siergiej Sniegow
‹Galaktyczny zwiad›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGalaktyczny zwiad
Tytuł oryginalnyГалактическая разведка
Data wydania26 lutego 2013
Autor
Wydawca Solaris
CyklLudzie jak bogowie
SeriaGalaktyka Gutenberga
ISBN978-83-7590-098-9
Format364s.
Cena29,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Czy warto ginąć za Gdańsk?
[Siergiej Sniegow „Galaktyczny zwiad” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trylogia Siergieja Sniegowa „Ludzie jak bogowie”, której „Galaktyczny zwiad” (w poprzednich polskich wydaniach: „Dalekie szlaki”) stanowi tom pierwszy, powszechnie uznawana jest za najlepszą space operę w dziejach radzieckiej literatury science fiction. I wcale nie są to peany przesadzone. Powieść bowiem po dziś dzień zachwyca nie tylko bogatą wyobraźnią autora, ale także konsekwencją jego wizji naukowej.

Sebastian Chosiński

Czy warto ginąć za Gdańsk?
[Siergiej Sniegow „Galaktyczny zwiad” - recenzja]

Trylogia Siergieja Sniegowa „Ludzie jak bogowie”, której „Galaktyczny zwiad” (w poprzednich polskich wydaniach: „Dalekie szlaki”) stanowi tom pierwszy, powszechnie uznawana jest za najlepszą space operę w dziejach radzieckiej literatury science fiction. I wcale nie są to peany przesadzone. Powieść bowiem po dziś dzień zachwyca nie tylko bogatą wyobraźnią autora, ale także konsekwencją jego wizji naukowej.

Siergiej Sniegow
‹Galaktyczny zwiad›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGalaktyczny zwiad
Tytuł oryginalnyГалактическая разведка
Data wydania26 lutego 2013
Autor
Wydawca Solaris
CyklLudzie jak bogowie
SeriaGalaktyka Gutenberga
ISBN978-83-7590-098-9
Format364s.
Cena29,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Życie Siergieja Aleksandrowicza Sniegowa można podzielić na dwa etapy: dramatyczną młodość oraz nieco spokojniejsze, znaczone karierą literacką, wiek dojrzały i starość. Granicą rozdzielającą obie fazy był 1956 rok, kiedy to już nie najmłodszy, mający ponad czterdzieści lat na karku, naukowiec po przejściach zdecydował się poszukać ciszy i spokoju w oddalonym od centrum państwa Kaliningradzie (dawnym Królewcu). Jak czas pokazał, w dawnej stolicy Prus Książęcych dane mu było mieszkać i tworzyć do śmierci w 1994 roku. Urodził się natomiast niespełna osiemdziesiąt cztery lata wcześniej w czarnomorskiej Odessie – mieście kosmopolitycznym, w którym przenikały się wpływy różnych kultur. Jego ojcem był, mający w swoim żyłach krew grecką i niemiecką, Aleksandr Kozieriuk, aktywista polityczny, udzielający się w działającej wówczas jeszcze w konspiracji partii bolszewickiej, w przyszłości natomiast robiący karierę w organach policji politycznej (był między innymi zastępcą szefa CzeKa w Rostowie nad Donem). Krótko po narodzinach Sierioży ojciec jednak porzucił rodzinę; matka pisarza, Zinaida Siergiejewna, wyszła wówczas powtórnie za mąż za znanego odeskiego dziennikarza pochodzenia żydowskiego Józefa (Iosifa) Sztejna; jemu chłopiec zawdzięczał swoje właściwe nazwisko. Jako dwudziestolatek ukończył miejscowy Instytut Chemiko-Fizyko-Matematyczny, po czym decyzją ludowego komisarza oświaty Ukrainy został zmuszony do… dalszej nauki. Jednocześnie mianowano go docentem na katedrze filozofii, czego efektem była konieczność prowadzenia zajęć ze studentami.
Szybko okazało się, że Siergiej Aleksandrowicz robić tego nie powinien – nie dlatego, że miał zły kontakt z młodzieżą ani też z braku zdolności; zdecydowały względy polityczne – w przekazywanych przez niego treściach dostrzeżono niebezpieczne odstępstwa od ideologii marksistowskiej. Sniegow zdecydował się wtedy na opuszczenie Odessy. Trafił do Leningradu, gdzie zatrudnił się, jako inżynier, w fabryce „Pirometr” (w tamtym czasie produkowała ona głównie elementy samolotów). W 1936 roku, na samym początku rozpętanej przez Nikołaja Jeżowa na rozkaz Stalina Wielkiej Czystki, został aresztowany przez NKWD i skazany na dziesięć lat łagru. Po dziewięciomiesięcznym śledztwie, które spędził w kazamatach moskiewskiej Łubianki, trafiał teraz do kolejnych kręgów piekieł – więzień Butyrki i Lefortowo, na Wyspy Sołowieckie, wreszcie za Ural, do Norylskiego Obozu Poprawczego w Kraju Krasnojarskim, gdzie pracował w Kombinacie Górniczo-Metalurgicznym, będącym klasyczną – znaną chociażby z powieści „Krąg pierwszy” (1958) Aleksandra Sołżenicyna – „szaraszką”. Co ciekawe, zetknął się tam między innymi z astronomem i astrofizykiem Nikołajem Kozyriewem oraz słynnym historykiem, etnologiem i orientalistą Lwem Gumilowem, synem pary poetów Anny Achmatowej i Nikołaja Gumilowa. Tam też poznał swoją przyszłą żonę, młodszą o siedemnaście lat Galinę. Na wolność wyszedł w lipcu 1945 roku, nie wrócił jednak do europejskiej części Kraju Rad, pozostał w Norylsku. Na Zapolariu dziesięć lat później, już po śmierci Stalina, doczekał się pełnej rehabilitacji. Dopiero wtedy z czystą kartoteką zdecydował się zacząć życie od nowa i razem z małżonką wyjechał nad Morze Bałtyckie.
Jako były „wróg ludu” nawet w czasach Nikity Chruszczowa o pracy naukowej – czy to w dziedzinie filozofii, czy też fizyki – mógł jednak tylko pomarzyć. A przecież trzeba było z czegoś żyć, utrzymać rodzinę – żonę i dwójkę dzieci. Zdecydował się więc pisać. Wybór padł na science fiction (choć nie tylko) – i na pewno nie był to przypadek; w tym gatunku Sniegow mógł czuć się bezpiecznie, miał bowiem odpowiednią wiedzę, która pozwalała mu swobodnie poruszać się po poletku fantastycznonaukowym. Zadebiutował w drugiej połowie lat 50. XX wieku, zatem już po przeprowadzce do Kaliningradu. Publikował powieści i opowiadania. Popularność przyniósł mu głównie cykl kryminałów SF o braciach Roju i Henryku Wasiljewach, jednak nieśmiertelność zapewniła opublikowana pomiędzy 1966 a 1977 rokiem trylogia „Ludzie jak bogowie”. Jej pierwsze dwa tomy – „Galaktyczny zwiad” (1966) oraz „W Perseuszu” (1968) – ukazały się w Polsce w 1972 roku pod tytułem „Dalekie szlaki”; na trzeci – „Pętlę wstecznego czasu” (1977) – polscy wielbiciele Sniegowa musieli poczekać do 1988 roku, czyli momentu, gdy należące do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej wydawnictwo Współpraca zdecydowało się wydać całość. Problem w tym, że nie był to nad Wisłą najlepszy czas dla literatury rodem z Kraju Rad. Chwilę później runęła Polska Ludowa, potem Związek Radziecki; więzy, które łączyły oba kraje przez kilka dekad, rozpadły się. Straciliśmy z oczu rynek literatury rosyjskiej. Jeśli polskie oficyny decydowały się w ogóle na przybliżanie tamtejszej fantastyki naukowej, to sięgały głównie po sprawdzone nazwiska – braci Strugackich i Kira Bułyczowa.
Renesans zainteresowania rosyjskim SF nastąpił dopiero na początku XXI wieku, kiedy to Amber wypuścił na półki księgarskie „Linię marzeń”, a potem następne dzieła Siergieja Łukjanienki. Minęła kolejna dekada i oto – dzięki Solarisowi – wróciliśmy niejako do punktu wyjścia. W ramach serii „Galaktyka Gutenberga” Wojciech Sedeńko postanowił bowiem przypomnieć trylogię Sniegowa. Nie da się ukryć, że była to decyzja obarczona mimo wszystko pewnym ryzykiem. Przecież od chwili publikacji „Galaktycznego zwiadu” minęło ponad czterdzieści pięć lat! W tym czasie ludzkość dokonała wielkiego skoku cywilizacyjnego; czas na niekorzyść zweryfikował wiele wizji pisarzy-fantastów, które okazały się, jeśli nie mrzonkami, to często zwyczajnymi bredniami. W przypadku Siergieja Aleksandrowicza okazał się on jednak bardzo łagodnym sędzią. Ba! „Galaktyczny zwiad” po dziś dzień czyta się z zapartym tchem. W czym zaś tkwi siła tej powieści? Przede wszystkim w nadzwyczaj udanym połączeniu klasycznej space opery z fantastyką militarną i utopią społeczną. I nawet jeżeli w idealistycznej wizji Sniegowa, dotyczącej głównie zasad funkcjonowania Sojuszu Międzygwiezdnego, można dostrzec pewne elementy typowe dla radzieckiego science fiction lat 50. i 60. ubiegłego wieku, to jednak pisarz miał tyle oleju w głowie, by powstrzymać się przed natrętną indoktrynacją polityczną. Jego bohaterowie nie chcą wcale szerzenia we Wszechświecie komunizmu czy socjalizmu, ich ideą jest nieść pokój i dobrobyt. Stwierdzi ktoś, że to w zasadzie to samo, ale przecież diabeł tkwi w szczegółach, a Siergiej Aleksandrowicz konsekwentnie tego diabła w swojej trylogii ignorował.
Akcja „Galaktycznego zwiadu” rozgrywa się pięć wieków po wielkiej przemianie, jaka dokonała się na Ziemi. Nastał wówczas koniec waśni narodowych, klasowych i państwowych; ludzkość zjednoczyła się w jedno społeczeństwo, dzięki czemu wprowadzono idealny ustrój społeczny. Brak wojen pozwolił też na swobodny rozwój, wiedza i talenty poszczególnych naukowców eksplodowały i znalazły ujście w kolejnych wiekopomnych wynalazkach; rozpoczęto również szeroko zakrojoną eksplorację kosmosu. Niezwykle przydatne okazały się zwłaszcza badania żyjącego na początku XX wieku, a więc jeszcze przed przemianą, fizyka Andrieja Taniewa, który, siedząc w więzieniu (jak sam Sniegow), odkrył sposób – nazwany potem „efektem Taniewa” – na przekształcanie masy w przestrzeń i na odwrót. Umożliwiło to w dalekiej przyszłości tworzenie światów z pustki oraz poruszanie się z prędkością nadświetlną. Dzięki temu powstała między innymi Ora – „mechanizm wyrosły do wielkości planety” i zarazem największy hotel galaktyczny; dzięki temu pracę ma również główny bohater trylogii Eli Gamazin, na co dzień zajmujący się budową sztucznych słońc na firmamentach dalekich planet. Wielu ludzi na stałe opuściło Ziemię; ci, którzy pozostali, mieszkają głównie w Stolicy – wielomilionowym mieście, które mimo swej wielkości jest bezpieczne jak piaskownica dla dzieci. Znajduje się w nim Zarząd Komputerów Państwowych, na który składają się trzy najważniejsze urządzenia ułatwiające życie ludziom i chroniące ich przed popełnieniem kosztownych błędów – Wielki Komputer Państwowy, Wielki Komputer Akademicki oraz Informacja. Każdy z mieszkańców planety ma swoją Opiekunkę, pełniącą rolę na poły nauczyciela, na poły przewodnika. Idealizm nowego ustroju polega także na tym, że wspomniane powyżej maszyny nie są przeznaczone do inwigilacji. Nie ma takiej potrzeby.
Eli jest absolwentem elitarnej szkoły mieszczącej się w Himalajach; tam zdobywali wykształcenie również inni bohaterowie „Galaktycznego zwiadu”, przyjaciele Gamazina: Andre Szerstiuk (artysta i wynalazca, twórca deszyfratora pozwalającego komunikować się z inteligentnymi istotami), Lusin (biolog, pracownik Instytutu Nowych Form, w którym drogą syntezy tworzy się nowe gatunki zwierząt), Olga Trondicke i Leonid Mrawa (kapitanowie wielkiej żeglugi kosmicznej) oraz Allan Croose (dowódca statków międzygwiezdnych). Wraz ze specjalistą od historii Ziemi, Pawłem Romero, mają oni wziąć udział w wyprawie na Orę, by spotkać się z zamieszkującymi Wszechświat Niebianami różnych gatunków. Eli, który pierwotnie nie został wytypowany przez komputer, uzyskał jednak zgodę na podróż po interwencji swojej starszej siostry Wiery, posiadającej wpływy w samej Wielkiej Radzie. Konferencja ma pomóc znaleźć odpowiedź na nurtujące od jakiegoś czasu Ziemian pytanie: Czy pojawiający się w snach Aniołów zamieszkujących jedną z peryferyjnych planet w Hiadach humanoidalni Galaktowie toczący śmiertelny bój z okrutnymi Zływrogami są jedynie mitem, baśnią, czy też pozostałością po rzeczywistych wydarzeniach, które miały miejsce w dalekiej przeszłości. Jest to o tyle istotne, że jeśli Zływrogi istnieją naprawdę, oznacza to, że osiągnęli wyższy poziom rozwoju cywilizacyjnego niż ludzie, a ich agresywna natura może doprowadzić do konfrontacji zbrojnej z Ziemianami, w której ci ostatni staną najprawdopodobniej na z góry straconej pozycji. Rozstrzygnięcie tej kwestii jest więc sprawą życia i śmierci.
„Galaktyczny zwiad” podzielony jest na trzy części. W „Wężopannie z Wegi” towarzyszymy bohaterom w wyprawie na Orę i bierzemy udział w dochodzeniu, które ma potwierdzić względnie wykluczyć istnienie Zływrogów. W „Rejsie Gwiezdnego Pługa” z kolei Sniegow zabiera czytelników w niebezpieczną podróż w głąb Wszechświata, gdzie ludzka stopa jeszcze nie stanęła, a gdzie czai się śmiertelne niebezpieczeństwo. Ten fragment książki to najczystsza fantastyka militarna najprzedniejszego gatunku. Opisy walk z Obcymi mogą kojarzyć się z wcześniejszą o kilka lat „Kawalerią kosmosu” (1958) Roberta A. Heinleina, ale prawdopodobieństwo, że Siergiej Aleksandrowicz znał dzieło amerykańskiego klasyka jest praktycznie równe zeru. A to sprawia, że Rosjanin zasługuje na jeszcze większy szacunek. Część ostatnia i najkrótsza, czyli „Ziemia”, wycisza emocje, ale jednocześnie zapowiada atrakcje, które pojawiają się w drugim tomie cyklu – powieści „W Perseuszu”. Czytając „Galaktyczny zwiad”, nie czuć wcale upływu czasu; Sniegow, ale także jego polski tłumacz Tadeusz Gosk, posłużyli się językiem niezwykle barwnym i żywym. Największym atutem dzieła jest jednak rozmach fabuły i wizja przyszłości, mająca gruntowną podbudowę naukową – przy wciąż oczywistym założeniu, że jest to mimo wszystko science fiction. Wymyślając najbardziej nawet nierzeczywiste założenia (vide „efekt Taniewa”), autor dba o to, aby uczynić je maksymalnie wiarygodnymi, tym samym wywołuje w czytelniku przekonanie, że ma do czynienia nie z jakąś prawdą objawioną, ale prawdziwą nauką przyszłości.
W „Galaktycznym zwiadzie” dają też znać o sobie zainteresowania filozoficzne i politologiczne pisarza. Z jednej strony stara się on rozważyć kwestię narzucania innym cywilizacjom idealnego ustroju wypracowanego przez (i głównie dla) Ziemian, z drugiej – i to wydaje się szczególnie interesujące – wybiega myślami znacznie dalej, niż większość ówczesnych pisarzy SF w Związku Radzieckim i innych demoludach, a jego przemyślenia wynikają z pogłębionej analizy współczesnego mu świata. Dotyczy to zwłaszcza sposobów ułożenia relacji z kosmicznymi bandytami po tym, jak uda się już ich pokonać (zakładając, że tak właśnie zakończy się starcie, co nie jest wcale takie pewne). Bo przecież skoro weszli na drogę wojny, musi to oznaczać, że przynosi im ona pewne korzyści, których nigdy nie osiągnęliby w czasach pokoju; zatem – należy się zastanowić, jak pomóc im zaspokoić ich potrzeby tak, aby już nigdy nie byli zmuszeni do sięgnięcia po broń. Sniegow szuka więc odpowiedzi na pytania, które dwie dekady wcześniej zadawali sobie alianci zachodni (zwłaszcza Amerykanie), planując demokratyczne przeobrażenia w Niemczech i Japonii. I które kolejne pokolenie polityków zza Oceanu stawia obecnie, rozmyślając nad przyszłością Iranu, Syrii czy – zwłaszcza – Korei Północnej. Wciąż aktualne są też rozterki historyka Pawła Romera, którego, stosując charakterystyczną dla nas nomenklaturę, można by określić mianem izolacjonisty. Bo czy warto narażać istnienie całej ludzkości, aby pomagać innym, Niebianom („hipopotamom z Aldebarana, pająkom z Altairu, wężom z Wegi, sennej galarecie z Arktura i tępym Aniołkom z Hiad”)? Czy nie jesteśmy zobowiązani przede wszystkim do tego, aby dbać o bezpieczeństwo swoich najbliższych (czytaj: ludzi)? Słowem: Czy należy ginąć za Gdańsk?
koniec
18 kwietnia 2013

Komentarze

18 IV 2013   11:38:38

"Pętla wstecznego czasu" wyszła wcześniej niż w 1988 tylko jako wkładka powieściowa do numerów Fantastyki nr 3-4/1984 pod zmienionym tytułem "W jądrze galaktyki"

19 IV 2013   08:45:08

Pamiętam lekturę Sniegowa z początku lat 90. Wykopany gdzieś z osiedlowej biblioteki niewielki tomik zawierający zachwycającą (wtedy) space-operę. I fakt, że niespecjalnie można było o tym z kolegami pogadać, bo o mówić dobrze rosyjskiej fantastyce było obciachem.

05 IX 2019   21:00:32

Dalekie szlaki była pierwszą książką jaką zakupiłem osobiście. Miałem dziesięć lat. Dziś mam prawie 60. Jest to najfantastyczniejsza ze space oper. Przez te lata poznałem setki, a może z tysiąc z uchem, opowieści przygodowych i nie tylko z tego gatunku. Nic i nigdy nie dorówna i nie wzbudziło mego zachwytu jak ta powieść i nie sprawiło, że wracam co jakiś czas choćby do urywków. Naturalnie SF ogarnia ważniejsze i głębsze tematy. Ale jak Winnetou jest tylko jeden, tak i Eli nie ma sobie równego.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka gryziona po kostkach
Jarosław Loretz

15 IX 2019

„Miła dziewczyna”, gromadząca kilkanaście opowiadań Fritza Leibera, miała być ucztą dla czytelnika spragnionego starszej, amerykańskiej science fiction. Niestety, zaproponowane dania są trudne do przełknięcia i grozi po nich solidna niestrawność.

więcej »

Kanibal z Niebuszewa
Sebastian Chosiński

14 IX 2019

Max Czornyj – adwokat i pisarz – pozazdrościł chyba Remigiuszowi Mrozowi i postanowił pościgać się z nim w liczbie wydawanych książek. Opublikowany w sierpniu „Rzeźnik”, w którym opisał losy i zbrodnie Józefa Cyppka, być może najokrutniejszego seryjnego mordercy w dziejach Polski Ludowej, jest jego czwartą powieścią w tym roku. I chociaż czyta się ją ekspresowo i z zainteresowaniem, prawdopodobnie zapomni się o niej tak samo szybko…

więcej »

Krok we właściwą stronę
Joanna Kapica-Curzytek

13 IX 2019

W książce „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” najważniejszy jest podtytuł: to molestowane ofiary własnym głosem mówią o tym, co je spotkało ze strony duchownych. Często jest to przerwanie milczenia po latach. Przełamywanie własnego wstydu i niezrozumienia ze strony tych, którzy słuchają. Pokonywanie strachu przed stygmatyzowaniem.

więcej »

Polecamy

Nowe rozdanie

Na rubieżach rzeczywistości:

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Kanibal z Niebuszewa
— Sebastian Chosiński

Olbrzym, którego nie należy się bać
— Sebastian Chosiński

Kim jestem? Czego chcę? Dokąd dążę?
— Sebastian Chosiński

Olof Palme musiał zginąć!
— Sebastian Chosiński

Hodowla Zła w centrum Londynu
— Sebastian Chosiński

Nekrofil z Poznania
— Sebastian Chosiński

Nieprzewidywalna przewidywalność
— Sebastian Chosiński

Wśród skorpionów
— Sebastian Chosiński

Pociągiem do Piekła
— Sebastian Chosiński

Kobra kąsa zawsze dwa razy
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.