Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Sara Shilo
‹Krasnoludki nie przyjdą›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrasnoludki nie przyjdą
Tytuł oryginalnyשום גמדים לא יבואו
Data wydania30 stycznia 2013
Autor
PrzekładAgnieszka Podpora
Wydawca Czarne
SeriaProza Świata
ISBN978-83-7536-493-4
Format256s. 125×205mm
Cena34,—
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 28,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Pejzaż z katiuszami w tle
[Sara Shilo „Krasnoludki nie przyjdą” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zwyczajnie niezwyczajny obraz rodziny marokańskich imigrantów w Izraelu zaprezentowała Sara Shilo w powieści "Krasnoludki nie przyjdą". Jej debiutancka książka dla dorosłego czytelnika to mocny, zapadający w pamięć głos o świecie, w którym normalnym zjawiskiem są świszczące nad głowami rakiety.

Jacek Jaciubek

Pejzaż z katiuszami w tle
[Sara Shilo „Krasnoludki nie przyjdą” - recenzja]

Zwyczajnie niezwyczajny obraz rodziny marokańskich imigrantów w Izraelu zaprezentowała Sara Shilo w powieści "Krasnoludki nie przyjdą". Jej debiutancka książka dla dorosłego czytelnika to mocny, zapadający w pamięć głos o świecie, w którym normalnym zjawiskiem są świszczące nad głowami rakiety.

Sara Shilo
‹Krasnoludki nie przyjdą›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrasnoludki nie przyjdą
Tytuł oryginalnyשום גמדים לא יבואו
Data wydania30 stycznia 2013
Autor
PrzekładAgnieszka Podpora
Wydawca Czarne
SeriaProza Świata
ISBN978-83-7536-493-4
Format256s. 125×205mm
Cena34,—
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 28,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Rzecz dzieje się w niewielkiej izraelskiej miejscowości, na której niebie najczęstszym widokiem nie są ptaki, lecz katiusze. Nieistotne dla pisarki pozostają przyczyny, przebieg czy skutki konfliktu, ona bada jak wygląda życie zwyczajnych ludzi wplątanych w wojnę wyłącznie z powodu swego miejsca zamieszkania. Co szczególne, owej wojny na co dzień nie odczuwa się dotkliwie; na dźwięk alarmu mieszkańcy bloków uciekają do schronów (które znajdują się w każdym budynku), ale prędko je opuszczają, znudzeni biernym wyczekiwaniem. Działania zbrojne są tylko rozmazanym, niezbyt wyraźnym tłem, czasem uciążliwym, ale z gatunku tych, do których można się przyzwyczaić.
Głównym prądem, który ciągnie do przodu opowieść o rodzinie Dadonów, imigrantów z Maroka, jest śmierć jej głowy, Mas`uda, zwanego królem falafela. Wokół niego kotłują się w rwącym nurcie opowieści wdowy po mężczyźnie i ich dzieci, czasem stając okoniem względem siebie, innym razem doskonale się nawzajem dopełniając.
Mas`ud zmarł zostawiając swoją żonę w ciąży z bliźniętami Chaimem i Oszrim, którym z braku laku przydzielono nowego rodziciela, czyli najstarszego syna Kobiego. Chłopak kwituje to w następujący sposób: Dla mnie to jest żałosne i obrzydliwe. Są tacy, co po końcowym gwizdku sędziego biegną jeszcze do bramki kopnąć piłkę do środka, tak po prostu. W końcu ludzie wciąż siedzą na trybunach, to ostatnia szansa, żeby się pokazać na boisku. No to idą sobie strzelić – bez bramkarza, bez obrony, bez niczego, najważniejsze, żeby wbić gola. Nienawidzę takich obleśnych typów. Kobi zostaje mianowany pokazową głową rodziny, sypia w jednym łóżku z matką i opiekuje się maluchami. Zdarzenia te, brzemienne w skutkach, dają początek wielkiemu rodzinnemu kłamstwu, którego obecność najmocniej odczuwa jedyna w gronie dziewczynka Eti. Na koniec przypomniałam sobie o czymś, co ciągnie się za mną jak ogon, którego nie można odczepić – o kłamstwie w naszej rodzinie. Ono też stało się już domownikiem, jakby było niemowlęciem urodzonym zaraz po Chaimie i Oszrim. Ono zmieniło życie nas wszystkich mówi dziewczynka. Kłamstwo rośnie, żywiąc się rozpadającymi więzami rodzinnymi, aż w końcu wydaje się, że nigdy nie było świata przed jego narodzeniem, że zawsze było właśnie tak i nie inaczej. Dziwnym zrządzeniem losu wszyscy jednak pamiętają doskonale śmierć Mas`uda, która kładzie się dziwnym, koślawym cieniem na ich życiu.
Sara Shilo przydzieliła role w powieści pięciorgu członkom rodziny Dadonów. Każdy z bohaterów na swój sposób oswaja chropawą rzeczywistość i w każdym dokonuje się proces autorefleksji pod wpływem znaczących wydarzeń. Do nieufnego wobec innych Kobiego, którego jedynym marzeniem jest wyrwać się z prowincji, dociera, jak mocno krzywdzące było jego zachowanie. Wyjątkowo dojrzała jak na swój wiek Eti nie wytrzymuje ciężaru kłamstwa nagromadzonego w rodzinnym domu. Upośledzony fizycznie Etzik zostaje, w jego odczuciu, oszukany przez jedyną bliską mu istotę na świecie, czyli tresowaną pustułkę, a jego brat Dudi zostaje wbrew woli świadkiem tego dramatycznego zdarzenia. Z kolei ich matka Simona, nienawidząca własnego życia, wycofana, rozgoryczona, godzi się z losem i kładzie na piłkarskim boisku w symbolicznym geście oczekiwania na katiuszę. Opowieść każdej z postaci zostaje wyraźnie i jednoznacznie domknięta.
To, czym powieść „Krasnoludki nie przyjdą” zachwyca najmocniej jest język, żywy, idealnie współgrający z tonem poszczególnych opowieści, aż płonący od emocji. W dialogu czy w monologu, i tu, i tu sprawdza się doskonale. Co ważne, nie wyczuwa się w nim fałszywych nut, zbędnego koloryzowania, stylizowania, symbolizowania, to po prostu żywa opowieść, momentami bardzo emocjonalna, często bolesna, której łatwo dać się porwać jak rzece i zanurzyć w jej toni. Nurt nie jest jednak zwarty, ponieważ prawie za każdym zakrętem wpływają do niej kolejne strumyczki i potoki, budując pełny, drobiazgowy, słodko-gorzki obraz historii rodziny Dadonów, niezwyczajnej w swej zwyczajności.
Gdyby tak zadać sobie pytanie, o czym właściwie traktuje powieść Sary Shilo, odpowiedź mogłaby wydać się niebezpiecznie bliska banałowi. O radzeniu sobie ze stratą ukochanej, bliskiej osoby? O nienawiści i sensie konfliktów zbrojnych? O dojrzewaniu, często wymuszonym przez okoliczności? O relacji między prawdą a kłamstwem, między pozornym dobrem i nieoczywistym złem? Wszystko to prawda, ale jest w tej książce coś więcej, jakiś nieuchwytny pierwiastek, który sprawia, że z pozoru proste historie zostają w głowie i w sercu na znacznie dłużej.
Trudno się nie rozczulać, gdy Eti w końcu zbiera się w sobie i w świetnie rozegranej scenie, która jak klamra domyka powieść, przełamuje rodzinne tabu, wypędza z umysłów małych braci kłamstwo, na jego miejsce dając prawdę? Jak się nie wzruszać, gdy Kobi, czyli ten, który w kłamstwie odgrywał główną rolę, wchodząc w rolę zmarłego ojca, musi stanąć twarz w twarz ze swymi krzywdzącymi innych przekonaniami w jednej z najlepszych scen książki: gdy przybywa do arabskiej wioski z żądaniem zwrotu trzymanych w depozycie u księgowego pieniędzy. Młody mężczyzna przechodzi swoiste katharsis, w momencie gdy jak obuchem uderza uderza go po głowie jego własna podejrzliwość i małostkowość. Rozmawiają ze sobą po arabsku, nie chcę nic rozumieć. Nie staram się nawet łapać znanych słówek. Nie rozglądam się, gdzie zniknął woreczek z pieniędzmi, nie obchodzi mnie to. Chciałbym, żeby mnie wzięli, dali jeść i położyli spać, żeby ustalili, co ze mną robić, żeby mówili tylko w swoim języku. Żeby wysłali mnie do łóżka, obudzili rano i zawieźli do pracy. Żeby wzięli moją pensję i ją przechowali. Żeby mi przyprowadzili kobietę na żonę, żeby mi cały czas mówili, co mam robić.
Jak się nie przejmować, słysząc filozoficzne rozważania kalekiego Itzika: Co to w ogóle znaczy, że się kogoś nienawidzi? I jak ludzie zaczynają to czuć? W którym miejscu w człowieku siedzi nienawiść? I jak się ją tam wkłada, na przykład żołnierzom? Czy to jest tak, że wystarczy ją komuś podać raz, jak zastrzyk, i już ją będzie miał na zawsze, czy nienawiść jest bardziej jak jedzenie, że cały czas trzeba przynosić więcej?. Przed podobnymi dylematami staje bardzo młody człowiek mieszkający z rodziną na granicy dwóch nienawidzących się światów. Zaś jego głównym zajęciem, któremu nadaje pozór misji, jest ciągłe trenowanie trzymanej w domu pustułki, tak aby ptak w razie przyjścia terrorystów był w stanie ich powstrzymać, najlepiej wydziobując oczy. Terroryści mogą bowiem pojawić się w każdym momencie, wyjść zza wzgórz, gdzie czają się pewnie cały czas, czekając tylko na moment, w którym wszyscy się zapomną i odejdą od okien. Bo jak wiadomo, gdy zejdzie się z posterunku przy parapecie natychmiast pojawia się wróg.
Jako urodzony sceptyk nie zwykłem wierzyć wydawniczym tekstom na okładkach książek, bo się one w ostatnich latach zupełnie zdewaluowały, ale pisarce Justynie Bargielskiej muszę oddać rację, gdy pisze: Zacznijcie to czytać, a uświadomicie sobie, jak bardzo byliście złaknieni opowieści. Rzeczywiście byłem złakniony, stęskniłem się jak diabli za dobrą opowieścią. Na szczęście Sara Shilo całkowicie tę tęsknotę zaspokoiła.
koniec
14 maja 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Przy zaginięciu liczy się każda godzina
Marcin Mroziuk

30 III 2020

David Bell ma sporo ciekawych pomysłów na komplikowanie intrygi kryminalnej, ale niestety dużo gorzej radzi sobie z połączeniem wszystkich rozpoczętych wątków w spójną całość. W efekcie „Czyjaś córka” jest wciągającą lekturą, jednak po jej skończeniu pozostaje uczucie niedosytu.

więcej »

Więcej niż gole
Joanna Kapica-Curzytek

29 III 2020

„Miro” jest biografią niemieckiego piłkarza o polskich korzeniach Miroslava Klose, ale też niebanalnym, wielowymiarowym obrazem tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami świata futbolu.

więcej »

Krótko o książkach: Nieważne skąd, ważne po co
Miłosz Cybowski

28 III 2020

„Człowiek z sąsiedztwa” rozczarowuje na tak wielu poziomach, że dziwi decyzja wydania tej powieści w ramach „Uczty wyobraźni”.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe
— Jacek Jaciubek

Zabójczy ziemniak
— Jacek Jaciubek

Szpiega wynajmę
— Jacek Jaciubek

Suchość w ustach
— Jacek Jaciubek

Wszystkie odcienie szarości
— Jacek Jaciubek

Królestwo za kafelek
— Jacek Jaciubek

Historia wiary znaczona krwią
— Jacek Jaciubek

Człowiek-puzzle
— Jacek Jaciubek

Poprzez góry, poprzez lasy
— Jacek Jaciubek

Misja na Marsa
— Jacek Jaciubek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.