Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Michael J. Sullivan
‹Zdradziecki plan›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZdradziecki plan
Tytuł oryginalnyWintertide
Data wydania9 kwietnia 2013
Autor
PrzekładEdward Szmigiel
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklOdkrycia Riyrii
ISBN978-83-7839-493-8
Format408s. 125×195mm
Cena39,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Rzuć przez okno sercem, gdy twoje złamane
[Michael J. Sullivan „Zdradziecki plan” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Niestety, „Zdradziecki plan” to lektura tylko dla najzagorzalszych fanów cyklu Michaela J. Sullivana – a i oni mogą się cokolwiek rozczarować.

Beatrycze Nowicka

Rzuć przez okno sercem, gdy twoje złamane
[Michael J. Sullivan „Zdradziecki plan” - recenzja]

Niestety, „Zdradziecki plan” to lektura tylko dla najzagorzalszych fanów cyklu Michaela J. Sullivana – a i oni mogą się cokolwiek rozczarować.

Michael J. Sullivan
‹Zdradziecki plan›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZdradziecki plan
Tytuł oryginalnyWintertide
Data wydania9 kwietnia 2013
Autor
PrzekładEdward Szmigiel
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklOdkrycia Riyrii
ISBN978-83-7839-493-8
Format408s. 125×195mm
Cena39,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Pierwsze dwa tomy cyklu o duecie Riyria, choć zawierały kilka nieprzemyślanych kwestii i autorskich wpadek, stanowiły lekturę lekką i przyjemną. Zwracały uwagę udaną kreacją głównych bohaterów, wszelkie niedociągnięcia zaś można było tłumaczyć brakiem doświadczenia autora. W kolejnych dwóch częściach widoczna była wyraźna poprawa, jeśli chodzi o prowadzenie fabuły, postaci wciąż budziły sympatię, a akcja nadal toczyła się wartko.
Niestety tom piąty, czyli „Zdradziecki plan” rozczarowuje pod wieloma względami. Truizmem jest stwierdzenie, że „efekt świeżości” w którymś momencie cyklu się wyczerpuje. Trzeba też powiedzieć, że powieści o duecie Riyria nigdy nie grzeszyły oryginalnością. Autor powinien więc dokładać starań, żeby wyciągać z rękawa jeśli nie króliki, to przynajmniej nowe karty. A jeśli i tego nie ma, byłoby miło, gdyby przynajmniej pozostały elementy, które do tej pory wypadały nieźle.
Jedną z takich kwestii był humor, który w „Zdradzieckim planie” niemal całkowicie znika na rzecz… nazwanie tego patosem byłoby znacznym nadużyciem. Dramatyzm w wykonaniu Sullivana wypada niestety tragicznie.
Jako przykład pozwolę sobie przytoczyć fragmenty sceny, w której zły biskup grozi pojmanej dziewczynie. „Gdy się do ciebie dobierzemy zapragniesz szybkiej śmierci. (…) Lepiej, żebyś się nie dowiedziała, jak bardzo mogę cię poniżyć. – Pogłaskał ją delikatnie po głowie, a następnie chwycił ją za włosy – (…) Powiem strażnikom (…) żeby cię zgwałcili (…) będą zgłaszać się na dodatkowe dyżury, żeby gwałcić cię na okrągło (…) Gdy już będziesz całkowicie zhańbiona (…) poślę po głównego inkwizytora (…) Doznasz niewyobrażalnej udręki. Resztki twojej odwagi odejdą w niebyt (…), pozostanie śliniąca się bryła okaleczonego ciała”. Dodam, że scena owa ciągnie się przez parę stron, a ja czytałam ją z rosnącym zażenowaniem. Ostatecznie to nie fanfik czy blog jakiejś dziewczynki, tylko piąta już część cyklu autora, który oficjalnie udziela porad, jak pisać fantasy.
Żeby to jeszcze było wszystko… Tymczasem im dalej w powieść, tym więcej kwiatków. Pojawia się oto szlachetny rycerz bez skazy, który jako żywo przypomina błędnych rycerzy z Touissaint – tyle że jego kreacja nie jest drwiną z konwencji. Co więcej, z bohaterem tym związany jest nader drewniany wątek miłosny. A skoro już o miłości, Sullivan opisuje także, jak przetrzymywana w lochach bohaterka ubolewa nad nieodwzajemnionym uczuciem, a pewien krasnolud cierpi na zaawansowaną sztyletofilię.
Ogólnie zresztą psychologia postaci leży, kwiczy i nóżkami macha. „Ci źli” są karykaturalni, z „tych dobrych” mamy wyżej wspomnianego rycerza i więźniarkę, albo Modinę, której przemiana jest kompletnie niewiarygodna. Royce wypada gorzej, niż zazwyczaj. Niektóre pomysły dworskich intryg są doszczętnie głupie (choćby krótki wątek propozycji „odnalezienia” potomka), a przecież wątek łączący trzy ostatnie do tej pory wydane tomy jest przynajmniej w teorii polityczny. Wrażenie sztuczności, papierowości postaci, fabuły i świata zaczyna być nazbyt dojmujące (uczciwie przyznam, że pojawiało się już wcześniej, wtedy jednak pozytywne elementy przeważały).
Dodajmy do tego jeszcze drobiazgi w rodzaju złodziejaszka, który w cudzym domu znajduje zmieniającą kolory magiczną szatę i zwraca się do niej słowami „jesteś przetrzymywana wbrew własnej woli?”. Kuriozum, które w moim odczuciu stanowiło gwóźdź do trumny jest zaś wspomniane w tytule rzucanie sercem, czyli scena, dzięki której Sullivan położył ostatni rozdział i zmarnował istotny punkt węzłowy fabuły.
Przyznam, że gdy dotarłam do tego jakże pamiętnego momentu poczułam wstyd za autora. Później zaś wyobraziłam sobie plakat „Tenacious D: Pick of destiny 2. Jack Black as half-elf orphan assassin Royce Melborn and Kyle Gass as Hadrian Blackwater, supreme warrior of ancient order and The Last True Guardian of The Last True Heir of The Fallen Even More Ancient Empire.”
Reasumując, w „Zdradzieckim planie” cykl o przygodach duetu Riyria stał się niezamierzoną parodią konwencji. Drżę na myśl o tym, co stanie się w części ostatniej, kiedy to bohaterowie będą musieli przeciwstawić się starożytnemu-złu-które-nadchodzi najprawdopodobniej za pomocą magicznego rogu (albo i nieszczęsnego sztyletu Royce’a, o którym wzmianki pojawiały się dosyć często).
Rozumiem hasło „fantastyka rozrywkowa”, jednak uważam, że pewne wymogi taka literatura powinna spełniać i nie można traktować tego terminu jako usprawiedliwienia dla kiepskiej prozy.
PS. Już poza oceną samej książki – to, że ostatnie dwa tomy zostaną wydane rozłącznie sprawiło, że krócej trzeba było czekać na część piątą, niemniej „Nowe imperium. Szmaragdowy sztorm” mieszczące dwie części – łącznie 800 stron – kosztuje (wedle ceny okładkowej) niecałe 49 zł, podczas gdy o połowę krótszy „Zdradziecki plan” 39,90 zł, co jest mocno zniechęcające.
koniec
16 maja 2013

Komentarze

16 V 2013   20:23:00

Wiele celnych uwag, choć ja bym dał jeszcze niższą ocenę. Ciekawe jak się sprzedają takie gnioty? Pewnie nieźle :(

17 V 2013   06:31:20

Książka tak dobra jak „Urth Nowego Słońca” Wolfe'a.

http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=14794

;)

17 V 2013   09:40:02

Nie za bardzo rozumiem żale recenzentki. Wszystko powyższe odnosi się także, w mniejszym lub większym stopniu, do poprzednich części cyklu, więc w tomie trzecim nie powinno już budzić zdziwienia.

Podejrzewam, że u gruntu złego odbioru „utworu” legło przekonanie, że mamy do czynienia z twórczością dla dorosłych (zdziwienie natomiast budzi, czemu wcześniej recenzentka tego nie zauważyła ani nie widziała w tym nic niestosownego).

„Żeby to jeszcze było wszystko… Tymczasem im dalej w powieść, tym więcej kwiatków. Pojawia się oto szlachetny rycerz bez skazy, który jako żywo przypomina błędnych rycerzy z Touissaint – tyle że jego kreacja nie jest drwiną z konwencji. Co więcej, z bohaterem tym związany jest nader drewniany wątek miłosny. A skoro już o miłości, Sullivan opisuje także, jak przetrzymywana w lochach bohaterka ubolewa nad nieodwzajemnionym uczuciem, a pewien krasnolud cierpi na zaawansowaną sztyletofilię.

Ogólnie zresztą psychologia postaci leży, kwiczy i nóżkami macha. „Ci źli” są karykaturalni, z „tych dobrych” mamy wyżej wspomnianego rycerza i więźniarkę, albo Modinę, której przemiana jest kompletnie niewiarygodna. Royce wypada gorzej, niż zazwyczaj. Niektóre pomysły dworskich intryg są doszczętnie głupie (choćby krótki wątek propozycji „odnalezienia” potomka), a przecież wątek łączący trzy ostatnie do tej pory wydane tomy jest przynajmniej w teorii polityczny. Wrażenie sztuczności, papierowości postaci, fabuły i świata zaczyna być nazbyt dojmujące (uczciwie przyznam, że pojawiało się już wcześniej, wtedy jednak pozytywne elementy przeważały).”

Bo to jest po prostu literatura dla nastolatków, a dokładniej chłopców (przez to rozumiem nie koniecznie coś, co sami chłopcy chcieliby czytać, raczej co nadopiekuńczy rodzice pozwolą im czytać). Taka konwencja.

Jak bohater negatywny, to całkowicie odrażający. Jak bohater pozytywny, to tak porządny, uczciwy i honorowy, że aż wywołujący mdłości. Nawet bohaterowie w zamyśle niejednoznaczni, otoczeni złą sławą i posiadający (rzekomo) mroczne oblicze, jakoś zawsze znajdują jakiś pretekst, aby nawet śmiertelnym wrogom przypadkiem nie wyrządzić żadnej krzywdy, tylko po to, aby owi wrogowie dalej mogli knuć swoje niecne intrygi. Papierowy świat, papierowa psychologia, papierowe dylematy etyczne.

17 V 2013   11:37:16

Na tej zasadzie o każdej książce w której mamy papierowych, nieprzekonujących bohaterów można powiedzieć: bo wiecie, rozumiecie, to taka książka dla młodzieży, dlatego jest słaba. Nawiasem mówiąc przytoczony przez recenzentkę fragment o gwałceniu, faktycznie typowa literatura dla młodzieży...

17 V 2013   12:04:36

@Algorytm genetyczny: To ty... malakh?

14 VI 2013   10:52:11

Lubię takie powieści. Przy nich dobrze się bawię i wypoczywam. Przenoszą mnie do świata pełnego przygód. O to przecież w fantastyce chodzi, czyż nie? Malkontenci mogą sobie narzekać, ale fantastyka do bólu realna nie byłaby już fantastyką, lecz naukową fikcją. A ja lubię baśnie. Światy, gdzie smoki latają i zioną ogniem. Odwiedzam je, otwierając książkę na wybranej stronicy. A malkontenci niech sobie obliczają równania ze wzoru na wyporność skrzydeł i obwieszczają triumfalnie światu, że smok nie ma prawa latać. Że to niemożliwe, by zionął ogniem. Ba, że smok nie ma prawa istnieć! Nie obchodzi mnie to. Wszystko jest kwestią gustu. Ale może i tego, że gdzieś tam, w środku nas, jakaś nasza część, niewyrosła z dzieciństwa, nadal marzy o wymyślonym świecie, spragniona baśni. Czasami się z tego wyrasta, czasami nie. Dla dorosłych są inne historie. Z rachunkiem prawdopodobieństwa, wzorami i liczbami. Z pogłębioną do bólu psychologią postaci. Oparte na dziedzinach naukowych, których nazwy nawet trudno wymówić. Dorosły rozpatruje baśń przez pryzmat niewiary; rozpaczliwie szuka czegoś, co przypomina mu jego własny, dorosły, poważny świat. Świat Wattsa, Stephensona, Clarke'a, Lema. A ja lubię te moje Baśniobory, Szerery i hyboryjskie czasy. Światy Sullivana też.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Sen o słodkiej Francji
Beatrycze Nowicka

7 XII 2021

Tym razem nietypowo – słów kilka o powieści obyczajowej czyli „Madame” Antoniego Libery.

więcej »

Pada śnieg, pachną świąteczne wypieki…
Joanna Kapica-Curzytek

6 XII 2021

W powieści „Kochany Święty Mikołaju” odnajdziemy wszystkie tradycyjne bożonarodzeniowe motywy. I nawet jeśli dobrze wiemy, co w niej znajdziemy, nic nie szkodzi; bo przecież w święta szczególnie chętnie wracamy do tego, co dobrze znamy.

więcej »

Każdy ma swoje demony
Marcin Mroziuk

5 XII 2021

Dla młodych czytelników lektura „Chuligani” jest okazją do poznania problemów rówieśników, którym życie nie rozpieszcza. Katarzyna Ryrych kreśli tutaj z dużą empatią intrygujący portret nastolatki muszącej stawić czoło światu po śmierci rodziców.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Las w podziemiach, w lesie lisz
— Beatrycze Nowicka

Przyczajony Hadrian, ukryty Royce
— Beatrycze Nowicka

Ich dwoje
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Sen o słodkiej Francji
— Beatrycze Nowicka

Spektaklu akt drugi
— Beatrycze Nowicka

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.