Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Steven Erikson
‹Dom Łańcuchów: Dawne dni›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDom Łańcuchów: Dawne dni
Tytuł oryginalnyHouse of Chains
Data wydaniamarzec 2003
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN83-89004-38-0
Format503s. 115x185mm
Cena35,50
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Gaudi fantasy
[Steven Erikson „Dom Łańcuchów: Dawne dni”, Steven Erikson „Dom Łańcuchów: Konwergencja” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na nasz rynek trafiła czwarta część jego cyklu, zatytułowana „Dom Łańcuchów”, i można spokojnie stwierdzić, że autor nie obniża lotu ani o milimetr. To nadal jest ten sam Erikson – pasjonujący, piszący lekko, pełen wszystkich zalet, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić w ciągu trzech poprzednich tomów.

Eryk Remiezowicz

Gaudi fantasy
[Steven Erikson „Dom Łańcuchów: Dawne dni”, Steven Erikson „Dom Łańcuchów: Konwergencja” - recenzja]

Na nasz rynek trafiła czwarta część jego cyklu, zatytułowana „Dom Łańcuchów”, i można spokojnie stwierdzić, że autor nie obniża lotu ani o milimetr. To nadal jest ten sam Erikson – pasjonujący, piszący lekko, pełen wszystkich zalet, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić w ciągu trzech poprzednich tomów.

Steven Erikson
‹Dom Łańcuchów: Dawne dni›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDom Łańcuchów: Dawne dni
Tytuł oryginalnyHouse of Chains
Data wydaniamarzec 2003
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN83-89004-38-0
Format503s. 115x185mm
Cena35,50
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Łatwo zorientować się, że Steven Erikson pisze szybko i dużo – wystarczy uważnie oglądać księgarskie półki. „Malazańska księga poległych” ma nieco ponad trzy lata, a już składa się z czterech potężnych tomów. Rozmiar nie jest oczywiście zaletą samą w sobie, dalece istotniejsza od samych gabarytów jest zawartość książek, w końcu napisać dużo może każdy. Sztuką jest nadanie takiej masie tekstu formy i wypełnienie jej treścią, która zadowoli czytelnika. Należy więc bezwzględnie rozszerzyć opis Eriksona o jedno słowo – on pisze dużo, szybko i bardzo, bardzo dobrze.
Na nasz rynek trafiła bowiem czwarta część jego cyklu, zatytułowana „Dom Łańcuchów”, i można spokojnie stwierdzić, że autor nie obniża lotu ani o milimetr. To nadal jest ten sam Erikson – pasjonujący, piszący lekko, pełen wszystkich zalet, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić w ciągu trzech poprzednich tomów.
„Dom Łańcuchów” wychodził w dwóch częściach, zapewne z powodu potężnego tejże książki kalibru, mieliśmy więc czas porządnie zgłębić część pierwszą pt. „Dawne dni”, aby potem błyskawicznie wchłonąć drugą część pt. „Konwergencja”. „Dawne dni” rozpoczynają się historią zupełnie nową, z innej bajki zdawałoby się. Losy Karsy Orlonga (bo o nich mowa) z początku bardzo cieniuchno wiążą się z burzami trzęsącymi resztą świata, dopiero później bohater wplątuje się w wydarzenia na kontynentach Genabackis i Siedmiu Miast, aby odegrać tam swoją głośną i znaczącą rolę.
Ten wątek pokazuje jednak, niczym wzięta pod lupę nitka w gobelinie, całe mistrzostwo tkacza. Historia Karsy pozwala Eriksonowi wykazać się wyobraźnią i talentem. I tak, dzięki podróży naszego bohatera, mamy szansę podziwiać krajobrazy, które wyrosły w wyobraźni autora i zakwitły na kartach powieści. Takich gór i przesmyków nie spotyka się na ziemi, nie spotyka się w literaturze, to są światy powstałe w głowie autora, nieistniejące, a fascynujące swym obcym pięknem. Ta niewielka, choć istotna zdolność, jest jedynie przygrywką do prawdziwego powodu, dla którego Steven Erikson zasługuje na wysokie miejsce w panteonie pisarzy fantasy.
Otóż Erikson jest twórcą światów. Potrafi dać im geograficzną bazę, umie również zapełnić je inteligentnymi istotami. A na tym fundamencie buduje pisarską katedrę, której wieżami są bez wątpienia kreowane przez autora kultury. Jego bohaterowie są członkami swojego narodu, klanu, drużyny, razem z całym bagażem przesądów i rytuałów temu towarzyszącym. Są osadzeni w duchowej rzeczywistości narosłej dookoła nich przez wieki, znają swoje powinności wobec współplemieńców i kary, jakie towarzyszą złamaniu plemiennych tabu. Autor pokazuje nam w pełni uformowane cywilizacje wraz z nieprzeliczonymi szczegółami towarzyszącymi przestrzeganiu obowiązujących w nich reguł – i to się wszystko trzyma razem, ma sens; pomimo koniecznego chaosu towarzyszącego działaniu każdej inteligencji, jest w tym spójność.
W ogóle kreacja świata jest posunięta u Eriksona dalej niż u innych twórców, nawet dziadzio Tolkien byłby pod wrażeniem. Autor opracował sobie historię, religie, biologię, geologię i klimatologię tego świata, przemyślał ją dogłębnie – i dzięki temu mógł ośmielić się na wznoszenie w swoim cyklu tak niezwykłych budowli.
Buduje zatem nasz Gaudi fantasy swoją katedrę, z pozoru podobną do innych budowli – jest w końcu magia, są armie i miecze, w grę mieszają się bogowie, a i artefakty cudowne się plączą. Ale sposób ich złożenia i wykorzystania jest odmienny, coś jakby postawienie ołtarza na szklanej podłodze, i to bokiem. W „Domu Łańcuchów”, jak i w całym cyklu, jest brzydota, pewne szaleństwo, spaczenie sięgające setek tysięcy lat, pod niebo wznosi się zapach rozkładu i duchota paleozoicznych bagien.

Steven Erikson
‹Dom Łańcuchów: Konwergencja›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDom Łańcuchów: Konwergencja
Tytuł oryginalnyHouse of Chains
Data wydaniamaj 2003
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN83-89004-39-9
Format524s. 115x185mm
Cena35,50
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Przy całej tej dziwności oddać trzeba Eriksonowi, że ławki ma w katedrze wygodne. Umie nas naprawdę rozbawić i wzruszyć, potrafi rozjaśnić wydarzenia przezabawnym dialogiem (szczególnie błyszczą tu żołnierskie pogawędki) czy spiętrzyć uczucia w dramatycznej kulminacji. W tym przedziwnym świecie, gdzie ludzie zostają bogami, a po ziemi przechadzają się członkowie ras wymarłych eony temu – żyją ludzie tacy jak my, których losy możemy śledzić z prawdziwym wzruszeniem. Stajemy się ich towarzyszami w wędrówce przez te krainy dziwów, patrzymy ich oczami, starając się ułożyć otoczenie w sensowną całość. Autor stosuje tu pewien chwyt – chętnie przyciąga nas do bohaterów, budując między nimi przyjaźnie, nieoczekiwane i sięgające ponad barierami rasy i wieku.
W powieści często towarzyszymy obcym – głównie Karsie Orlongowi, jednemu z głównych bohaterów tego tomu – dzięki czemu mamy okazję popatrzeć na świat przez witraże, które tłuczono i klejono w przypadkowy sposób nieskończoną ilość razy. Erikson umie wejść w obcą duszę i przedstawić nam dylematy targające młodym Thelomenem Toblakai, oraz zmiany, jakie w nim zachodzą. Jego charakter bywa podobny do naszego, czasem można się z nim porozumieć, ale jest to zbieżność nikła, bo też i postać to niezwykła. Podobnie można by opowiadać o Onracku i Trullu Sengarze.
Jako budowniczy Erikson ma miłość do detalu. Ozdabia swoją historię mnóstwem niewielkich, wieloznacznych przypowieści i poetycznych nieomal dialogów. Pomimo swego porywającego tempa „Dom Łańcuchów” ma w sobie wiele momentów na zadumę, kapliczek, w których miło jest przystanąć i zadumać się na chwilę. Nie jest to jedynie galopująca do przodu militarna fantasy, Erikson pakuje na początek każdego rozdziału i księgi wiersz – i nie jest to jedynie zemsta niespełnionego liryka. Nad powieścią unosi się klimat tajemniczości i uczuć zastępujących rozsądek.
Od razu trzeba dodać, że tajemniczość w „Domu Łańcuchów” dwojakiego jest typu. O jednym przed chwilą napomknięto, drugi zaś to stary dobry dreszcz fascynacji, dobrze znany wszystkim miłośnikom Sherlocka Holmesa. Tak, pod katedrą są katakumby i nie – nie spenetrowano ich do końca. „Dom Łańcuchów” rozpoczyna się serią zagadek, a kończy rozwiązaniem części z nich. Nie wszystkich – nie ma tak dobrze, coś jeszcze zostanie, aby nas trapić. Natomiast dostaniemy odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie zdążyliśmy sformułować. Taki już autorski zwyczaj – część odpowiedzi zawisa w próżni, a w zamian często dostajemy rozwiązania pytań postawionych dużo wcześniej (sprawa areńskiego skarbca chociażby). Jednak pewność możemy mieć w jednym względzie – nie rozczarujemy się, za bardzo sobie ten cykl Erikson przemyślał.
Zazwyczaj w recenzjach pisze się co nieco o wydarzeniach zachodzących w książce. Nie sądzę, aby miało to sens w przypadku „Domu Łańcuchów”, tam dzieje się zbyt wiele i zbyt szybko. Powieść jest wielowątkowa, wieloświatowa, krąży po niezliczonych lokacjach, pojawiają się nowe sploty, Domy, Groty, postacie i dylematy, stare zaś i zapomniane wydarzenia dostają nowych barw. Cóż z pisania, że Okaleczony Bóg rozbudowuje swój Dom Łańcuchów, Dom Cienia gra swoje, a Imperium Malazu próbuje odzyskać Siedem Miast, skoro diabeł tkwi w szczegółach, a wydarzenia wykraczają daleko poza ten szkic? Może warto jedynie nadmienić, że opis panowania Malazu nad Siedmioma Miastami powinien koniecznie przeczytać każdy z nadzorców Iraku.
To trzeba wchłonąć samemu, przeczytać raz i drugi, przeczytać cykl jeszcze raz od początku w całości i popatrzeć z boku na panoramę całości, podziwiając kontrolę, jaką autor utrzymuje nad swoją powieścią. Polecam szczerze i serdecznie, moim zdaniem jest to najlepszy obecnie cykl fantasy wychodzący w Polsce, a może i na świecie.
koniec
10 sierpnia 2003

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Coś więcej niż dźwięki
Marcin Mroziuk

27 X 2021

W „Projekcie Bitoven” Joanna Wachowiak pokazuje młodym czytelnikom, że czasem warto zrezygnować z odgradzania się od rówieśników szczelnymi barierami ochronnymi. Wtedy pojawia się bowiem okazja, by znaleźć wspólny język nawet z kimś o zupełnie odmiennych zainteresowaniach i razem zrobić coś naprawdę wyjątkowego.

więcej »

Krótko o książkach: Kolejna hagiografia
Miłosz Cybowski

26 X 2021

Abraham Lincoln jest jedną z tych postaci historycznych, o których pisze się na dwa sposoby: albo w sposób bardzo krytyczny, albo przesadnie pozytywny. „Lincoln”, powieść Emila Ludwiga, zalicza się do tej drugiej kategorii.

więcej »

Mała Esensja: Z kociej perspektywy
Marcin Mroziuk

25 X 2021

W „Mruczandzie na trzy rodziny i jedną kamienicę” Grzegorz Kasdepke z poczuciem humoru sportretował mieszkańców pewnego dwupiętrowego budynku na warszawskiej Saskiej Kępie, których zachowania niejednokrotnie wprawiają w zdumienie pewnego szarego dachowca. Obserwując ich perypetie, młodzi czytelnicy będą z pewnością doskonale się bawić.

więcej »

Polecamy

Przeciętniak w swym zawodzie

Stulecie Stanisława Lema:

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Kronika śmierci niezauważonej
— Eryk Remiezowicz

Zamknąć Królikarnię!
— Eryk Remiezowicz

Książka, która nie dotarła do nieba
— Eryk Remiezowicz

Historia żywa
— Eryk Remiezowicz

Na siłę
— Eryk Remiezowicz

Wpadnij do wikingów
— Eryk Remiezowicz

Gdzie korekta to skarb
— Eryk Remiezowicz

Anielski kryminał
— Eryk Remiezowicz

I po co ten pośpiech?
— Eryk Remiezowicz

Nie zawsze szczęście
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.