Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Eliza Orzeszkowa, Stefan Żeromski
‹1863›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1863
Data wydania19 kwietnia 2013
Autorzy
Wydawca Sic!
SeriaZapomniane skarby literatury polskiej
ISBN978-83-61967-46-0
Format272s. 135×205mm
Cena35,—
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Ten dziwny wiek XIX: Historii wściekłe kły
[Eliza Orzeszkowa, Stefan Żeromski „1863” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
150. rocznica powstania styczniowego zaowocowała licznymi publikacjami na temat ostatniego romantycznego zrywu niepodległościowego. Jedną z nich jest zbiór „1863”, do którego trafiły opowiadania dwóch klasyków literatury polskiej: Elizy Orzeszkowej i Stefana Żeromskiego.

Miłosz Cybowski

Ten dziwny wiek XIX: Historii wściekłe kły
[Eliza Orzeszkowa, Stefan Żeromski „1863” - recenzja]

150. rocznica powstania styczniowego zaowocowała licznymi publikacjami na temat ostatniego romantycznego zrywu niepodległościowego. Jedną z nich jest zbiór „1863”, do którego trafiły opowiadania dwóch klasyków literatury polskiej: Elizy Orzeszkowej i Stefana Żeromskiego.

Eliza Orzeszkowa, Stefan Żeromski
‹1863›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1863
Data wydania19 kwietnia 2013
Autorzy
Wydawca Sic!
SeriaZapomniane skarby literatury polskiej
ISBN978-83-61967-46-0
Format272s. 135×205mm
Cena35,—
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Ciężko oceniać zawarte w tej książce historie z dzisiejszego punktu widzenia. Z pewnością trauma związana z lekturą „Nad Niemnem” nie jest łatwa do przezwyciężenia i samo nazwisko Orzeszkowej potrafi działać odstraszająco. Nie można powiedzieć, by napisane przez nią okołopowstaniowe historie prezentowały się wyjątkowo ciekawie, czy to z ideologicznego, czy literackiego punktu widzenia. Orzeszkowa miała okazję obserwować wydarzenia roku 1863, znać Traugutta, a jej mąż został zesłany na Syberię za udział w powstaniu. Z tych doświadczeń narodziła się cała seria nowel związanych z powstaniem styczniowym właśnie. Cztery z nich („Oni”, „Oficer”, „Bóg wie kto” i „Gloria victis”) trafiły do tego zbioru.
Choć wszystkie dotyczą tego samego powstania, a nawet tego samego wydarzenia i kręcą się mniej lub bardziej wokół jednej potyczki oddziałów powstańczych w okolicy, w której zamieszkiwała sama Orzeszkowa, każde z nich prezentuje nieco odmienne spojrzenie na te wydarzenia. „Oni” i „Bóg wie kto” pisane są z perspektywy kobiety, nie tyle uczestniczki wszystkich tych wydarzeń, ile raczej świadka, który miał swój symboliczny udział w konflikcie. Najlepiej widać to w „Bóg wie kto”, gdzie okoliczne kobiety zostały obarczone misją przygotowania powstańczych czapek. Niestety, patrząc na to wszystko nie sposób nie zdumieć się nad przeraźliwą błahością spraw ówczesnych, kiedy to brak kawałka futra do czapki urastał do tragedii zajmującej naczelne miejsce całej noweli. Nieco odmiennie jest w przypadku „Oficera”, ale także i tam nie zabrakło solidnej dawki naiwnego podejścia do tematu. Oto bowiem ideologia powstania jest tak silna, a przekonanie co do słuszności polskiej walki o wolność tak głęboko zakorzenione w umysłach Polaków, że ugina się przed nim nawet surowy, rosyjski dowódca o polskich korzeniach.
W porównaniu z tymi nowelami, dwie historie autorstwa Żeromskiego wydają się nie tylko ciekawsze, ale też po prostu przyjemniejsze w lekturze. Co wcale nie oznacza, że pozbawione są swojej symbolicznej wymowy. Jednak autor „Przedwiośnia”, urodzony w 1864, drugim roku powstania, miał o wiele większy dystans do tematu. I można powiedzieć, że wyszło to obu nowelom na dobre. Klasyczne już „Rozdziobią nas kruki, wrony” przedstawia nie tak fantastyczną wizję, która musiała spędzać sen z powiek wielu pozytywistom. Postawa polskich chłopów, tak wyraźnie skrytykowana przez Żeromskiego (występująca także tu i tak w nowelach Orzeszkowej, ale umykająca w natłoku niezbędnych opisów przyrody i życiowych dylematów szlacheckich bohaterów) nie była wcale tak odległą od rzeczywistości. Wystarczy wspomnieć wahania liderów powstania przed wydaniem decyzji o uwłaszczeniu chłopów – temat który nie był przecież nowy i był dyskutowany przez polityków w Polsce i na emigracji od czasów poprzedniego zrywu narodowowyzwoleńczego. Odrobinę inaczej, bardziej ironicznie, poczyna sobie Żeromski w drugiej z zamieszczonych nowel, w „Echach leśnych”. Mniej w tym wszystkim powstania, a o wiele więcej spuścizny po nim, pamięci zachowanej po ludziach, którzy zdecydowali się oddać życie za ojczyznę. Historia ta wyraźnie kontrastuje z niemal hurraoptymistyczną wizją Orzeszkowej z „Oficera” oraz przesadnie ckliwą opowieścią z „Gloria victis”.
Poza nowelami obojga autorów dołączono do książki dwa eseje. Tekst Jarosława Marka Rymkiewicza, wygłoszony po raz pierwszy w 1983 roku z okazji 120. rocznicy powstania i nie dopuszczony przez cenzurę do publikacji, można przełknąć (nie zapominając oczywiście o historycznym kontekście1)). Andrzej Nowak natomiast, mimo ciekawego przedstawienia zmian w interpretacji i podejścia do powstania w kolejnych epokach historii Polski, brnie tak boleśnie i tak niestrawnie w politykę, że naprawdę dziwi decyzja o dodaniu takiego eseju do zbioru. O wiele bardziej pasowałyby tutaj teksty przybliżające nam literacką stronę twórczości Żeromskiego i Orzeszkowej, jakieś bardziej kompleksowe omówienie roli powstania właśnie w literaturze – nie zaś w historii, jak czyni to Nowak i poniekąd także Rymkiewicz. Trochę szkoda, że wydawca nie zdecydował się iść tu tym samym tropem co chociażby w „Bouvardzie i Pécuchecie”.
Można oczywiście argumentować, że te dwa eseje idą tym samym tropem co zaprezentowane w „1863” nowele, czyli starają się przedstawić nam pewne ideologiczne spojrzenie na wydarzenia historyczne. U Orzeszkowej i Żeromskiego jest to usprawiedliwianie powstania styczniowego, nadawanie tej tragedii narodowej pozytywnego znaczenia i siły, z jaką miało oddziaływać na przyszłe pokolenia (w szczególności widoczne w „Gloria victis”). U Nowaka i Rymkiewicza natomiast wychodzi na pierwszy plan ideologia antykomunistyczna i, szczególnie u tego pierwszego, prawicowa i konserwatywna. Gdybym miał oceniać ten zbiór, owe dwa aneksy silnie zaważyłyby na ocenie. Ale nie mogę tego zrobić, bo nie sposób zachwalać szczegółowe opisy przyrody Orzeszkowej i przedstawione przez nią błahe wydarzenia urastające do rangi heroicznej opowieści o poświęceniu. Niech zarówno autorka „Nad Niemnem”, jak i Żeromski (daleki szczególnie w „Echach leśnych” od swoich najlepszych utworów prozatorskich) pozostaną klasykami których nie można oceniać z dzisiejszej perspektywy. Nade wszystko zaś niech pozostaną pozytywistami, którzy choć odrzucali powstania zbrojnie, uważali za niezwykle istotne podtrzymywanie pamięci o jakże znaczącym wydarzeniu historycznym
koniec
23 lipca 2013
1) Przyznaję, że owo łączenie historii Polski rozbiorowej z historią PRL-u do mnie jakoś nie przemawia. O ile w 1983 roku tekst Rymkiewicza mógł być ważnym i dotykającym istotnych spraw głosem, o tyle teraz jego publikacja najzwyczajniej nie pasuje do całości zbioru.

Komentarze

23 VII 2013   11:05:01

Czasami odnoszę wrażenie, że jestem jedyną osoba w tym kraju, która nie miała żadnej traumy związanej z lekturą "Nad Niemnem". Każdy jęczy na jej temat jakby miał co najmniej do czynienia z "Finnegans Wake" Joyce'a.

23 VII 2013   11:14:31

Hihi, nie przepuszczę okazji do opowiedzenia swojej ulubionej anegdoty. "Nad Niemnem" czytałam w szkole na polskim, w trakcie... omawiania tej lektury. Siedziałam w pierwszej ławce, polonistka zwykle stała na wysokości trzeciej, żeby mieć oko na końcowe (ławki). W związku z tym moje zajęcie spostrzegła dopiero na ostatniej lekcji poświęconej omawianiu tego utworu. Podeszła. "Co ty tu czytasz?" [odchyliła okładkę] "O, 'Nad Niemnem'??" A ja na to półprzytomnie: "Tak, tak, już kończę!"
Kobietę tak zatkało, że nawet mi uwagi nie wpisała. :-)

23 VII 2013   16:26:10

U mnie "Nad Niemnem" nie wywołało takiej traumy. Podobały mi się te opisy przyrody, zwłaszcza, że miałam wydanie, gdzie ktoś opatrzył je skrupulatnymi przypisami zajmującymi niekiedy więcej miejsca na stronie niż tekst właściwy, w których wyjaśniano o jakie gatunki roślin chodzi i gdzie one występują. Nie podobały mi się głównie te beznadziejne postaci i nędzny wątek miłosny.
Za to z prawdziwą traumą kojarzą mi się "Ludzie bezdomni". Sienkiewicza też nie lubiłam.

23 VII 2013   19:36:22

o to, to - "Ludzie bezdomni" to jedna z nielicznych książek, których nigdy nie dokończyłem. Z Sienkiewiczem natomiast nigdy nie miałem problemów, pewnie przez całą tę przygodową otoczkę. Pamiętam jeszcze jak w liceum wszyscy psioczyli na "Cierpienia młodego Wertera", a ja się jakoś dziwnie czułem, bo mi się podobało. ;)

23 VII 2013   19:58:23

Jeśli chodzi o "Nad Niemnem" to z tego co mi wiadomo ludzi przeważnie odstraszają rozwlekłe opisy przyrody. Kiedy czytałem tą książkę, jako szkolną lekturę, nie znalazłem w niej nic odstraszającego, a na pewno nie w takim stopniu jak się zewsząd słyszy. Być może chodzi tutaj o to, że pochodzę ze wsi (choć jako jedyny w rodzinie urodziłem się już praktycznie i wychowałem w mieście), więc z takimi widokami o jakich czytamy w książce byłem zaznajomiony od dziecka i są mi one bliskie. W każdym razie sam tak to sobie tłumaczę. Może faktycznie coś w tym jest, że pełnokrwistym miastowym trudniej jest tą książkę przetrawić?

24 VII 2013   13:45:24

"Ludzi bezdomnych" zaczynałam trzy razy. Tam, na samym początku był zdaje się opis ulicy w lecie na którą "pył bezlitosny osypywał się". Skręcało mnie aż. A później ten idiotyczny wątek z odepchnięciem kobiety, żeby pomagać biednym. A cóż by mu ona zaszkodziła - więcej, pomogłaby. A przesuwając w wyobraźni akcję w przód o kilkanaście lat wyobrażam sobie zgorzkniałego głównego bohatera, szczerze nienawidzącego tych, którym chciał pomagać, obarczywszy ich winą za swoje samotne, życie.

A co do Wertera - początkowo raził mnie ten egzaltowany styl(czytałam w tłumaczeniu Staffa) ale potem się przekonałam. Chyba już gdzieś o tym pisałam - dla mnie tematem głównym nie jest owa wałkowana miłośćromantyczna, tylko portret człowieka, który okłamał siebie tak dogłębnie, że gdy jego iluzje zaczęły się sypać nie potrafił z tym żyć. Jest tam kilka znamiennych scen (w tym jedna świetnie napisana), w których pomimo tego, że czytelnik poznaje wszystko z perspektywy Wertera może między wierszami przeczytać, jak wyglądała sytuacja. Drobny przykład - Werter opisuje, jak to bawili się w coś w rodzaju nazwijmy to berka i on najwięcej razy został uderzony. Bohater bierze to za dobrą monetę, a czytelnik domyśla się, że był w owym towarzystwie kimś w rodzaju błazna.

24 VII 2013   15:14:50

Nie sądziłem, że jedna uwaga względem "Nad Niemnem" wywoła tak żywiołową dyskusję i wspominki, która z dziewiętnastowiecznych lektur szkolnych była strawna, a któej nie szło ścierpieć;-)

Co do wzmiankowanego "Nad Niemnem" - książkę przeczytałem. Może nie z wielką chęcią i przyjemnością, ale przeczytałem. A po lekturze "1863" muszę przyznać, że Orzeszkowej o wiele lepiej wychodziły te krótkie formy literackie, nawet jeśli były pozbawione całkowicie ciekawych postaci czy bardziej wciągających wątków. Bo historia opowiadająca szycie czapek powstańczych to koncept nad wyraz nowatorski, ale dlaczego od razu pisać o tym całą nowelę?!

"Ludzi bezdomnych" przeczytałem nawet dwa razy (choć za drugim razem z pominięciem rozdziałów z pamiętnikami owej niedoszłej Judyma, tam dopiero był egzaltowany styl!), choć nie ma co ukrywać, że Żeromskiemu ów planowany portret człowieka zawieszonego między romantyzmem a pozytywizmem wyszedł o wiele gorzej niż Prusowi w "Lalce". Z drugiej strony: zastanawiam się teraz, na ile Judym nie był jakimś karykaturalnym ucieleśnieniem tego całego pozytywizmu, łącznie z odrzuceniem jakiejkolwiek miłości w imię wyższych idei.

Beatrycze, co do miłości romatycznej u Wertera, mnie wbijano do głowy, że to była raczej miłośc sentymentalna niż romantyczna. A jego "Cierpienia" czytało się nie najgorzej.

25 VII 2013   14:03:04

Dobrze to ująłeś - tak, Judym był taką personifikacją.

Nasza polonistka w liceum za to tłukła hasło "miłość romantyczna" na Werterze właśnie i Gustawie. Cierpienia i samobójstwa miały być jej wyznacznikiem.

26 VII 2013   02:01:42

"Chyba już gdzieś o tym pisałam - dla mnie tematem głównym nie jest owa wałkowana miłośćromantyczna, tylko portret człowieka, który okłamał siebie tak dogłębnie, że gdy jego iluzje zaczęły się sypać nie potrafił z tym żyć" -- to jest z grubsza ten sam temat.

26 VII 2013   13:57:25

Mnie osobiście miłość kojarzy się z nakierowaniem na konkretną osobę - więc tak, może i iluzje rozpadające się, ale dotyczące owej wybranki serca. Tymczasem Werter oszukiwał się także w kwestii postrzegania świata natury, innych ludzi - ogólnie (kapitalna scena obrazująca jego postrzeganie chłopów, czy pobyt w mieście, gdzie dano mu do zrozumienia, co o nim myślą tak zwane wyższe sfery i chyba to uczyniło pewną rysę) oraz jemu najbliższych.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Odważni, z pewnością siebie
Joanna Kapica-Curzytek

7 VII 2020

„Skoczkowie. Przerwany lot” przybliża nam piękny rozdział historii polskich sportów zimowych w latach międzywojennych, który po wybuchu wojny zmienił się w historię ruchu oporu przeciwko hitlerowskim okupantom.

więcej »

Niebezpieczna lektura
Marcin Mroziuk

6 VII 2020

Motyw przenoszenia się bohatera z naszego świata do innej rzeczywistości nie jest oczywiście niczym nowym. I chociaż wykorzystująca go powieść Alix E. Harrow nie może się równać choćby z dziełami Lewisa Carrolla czy C.S. Lewisa, to „Dziesięć tysięcy drzwi” okazuje się pozycją wartą uwagi.

więcej »

Suwerenność istoty rozumnej
Joanna Kapica-Curzytek

5 VII 2020

„Zew plemienia” to subiektywne credo politycznych poglądów Maria Vargasa Llosy, opowiedziane poprzez sylwetki ważnych dla niego intelektualistów.

więcej »

Polecamy

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej

Na rubieżach rzeczywistości:

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Ten drugi Piłsudski
— Miłosz Cybowski

Lepsze Hokkaido od Irkucka
— Miłosz Cybowski

Trudne początki
— Miłosz Cybowski

Przyczynek do historii
— Miłosz Cybowski

Praca odtwórcza
— Miłosz Cybowski

Syberyjska sielanka
— Miłosz Cybowski

Dramat postępu
— Miłosz Cybowski

Rolę cara gram
— Miłosz Cybowski

Demokratyczny tyran rewolucji
— Miłosz Cybowski

Klasyka bez daty ważności
— Miłosz Cybowski

Tegoż twórcy

Grzech nie zobaczyć
— Michał Hernes

Tegoż autora

Krótko o książkach: Kult jednostki to wiara
— Miłosz Cybowski

Powrót do Szmaragdowego Cesarstwa
— Miłosz Cybowski

Krótko o grach: Tylko dla dwojga
— Miłosz Cybowski

Krótko o grach: Niepokojąco niepotrzebne
— Miłosz Cybowski

Zaprogramuj swój mózg
— Miłosz Cybowski

Zdążyć na rocznicę
— Miłosz Cybowski

Choleryczny piłsudczyk
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Dieta kosmitów
— Miłosz Cybowski

Za garść zagadek
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Świat na opak
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.