Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Joanna Bator
‹Ciemno, prawie noc›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCiemno, prawie noc
Data wydania10 października 2012
Autor
Wydawca W.A.B.
ISBN978-83-7747-628-4
Format528s. 123×195mm; oprawa twarda
Cena49,90
Gatunekgroza / horror, kryminał / sensacja / thriller, obyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Alicja w Krainie Chichów
[Joanna Bator „Ciemno, prawie noc” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć ani tytuł, ani słowa autorki na okładce nie zapowiadają wesołej lektury, rozpoczynając przygodę z „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator nie spodziewałam się grozy, która nadciąga powoli, w trakcie czytania, by na finiszu zaowocować bezsennością. I to bezsennością błogosławioną, bo to, co mógłby przynieść sen, było znacznie gorsze.

Iwona Michałowska

Alicja w Krainie Chichów
[Joanna Bator „Ciemno, prawie noc” - recenzja]

Choć ani tytuł, ani słowa autorki na okładce nie zapowiadają wesołej lektury, rozpoczynając przygodę z „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator nie spodziewałam się grozy, która nadciąga powoli, w trakcie czytania, by na finiszu zaowocować bezsennością. I to bezsennością błogosławioną, bo to, co mógłby przynieść sen, było znacznie gorsze.

Joanna Bator
‹Ciemno, prawie noc›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCiemno, prawie noc
Data wydania10 października 2012
Autor
Wydawca W.A.B.
ISBN978-83-7747-628-4
Format528s. 123×195mm; oprawa twarda
Cena49,90
Gatunekgroza / horror, kryminał / sensacja / thriller, obyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Dziennikarka Alicja Tabor po wielu latach wraca do rodzinnego miasta, aby rozwikłać zagadkę seryjnych zniknięć dzieci. Służbowa podróż przeradza się w powrót do tajemnic i mroków własnego dzieciństwa, a Wałbrzych okazuje się siedliskiem wszystkich polskich bolączek i szaleństw. Ekstaza religijna przenika się z upodleniem, sacrum i profanum spacerują ręka w rękę, wspólnie odpierając ataki rozsądku i ludzkich uczuć. Jak w tym groteskowym świecie rozpoznać największe zło, jak je wyłowić z oceanu miernoty? Kto by się spodziewał Saurona lub Voldemorta, srodze się zawiedzie.
Pierwszym, na co zwraca uwagę czytelnik, jest bardzo plastyczny język oraz doskonała umiejętność naśladowania, a właściwie trawestowania dialogów – zarówno tych ulicznych, jak i internetowych. Jednym z najsmakowitszych kąsków książki są zapisy czatów, acz uspokajam tych, którym postmodernizm się przejadł, że to jedyny obecny tam przykład wplecenia innej konwencji (no dobrze, można wyodrębnić jeszcze drugi, ale o tym pod koniec). Konwencji, dodam, doskonale przez pisarkę zgłębionej. Z reporterską wnikliwością poprzez wypowiedzi anonimowych czaterów (fikcyjnych, lecz jakże prawdziwych) autorka ukazuje choroby drążące współczesne polskie społeczeństwo: ignorancję, zawiść, frustrację, podłość, a wszystko to podszyte niezłomnym przeświadczeniem o własnej wyższości. Z tych rozmów (które w istocie są monologami, bo żaden z rozmówców nie słucha innego, chyba że po to, by go po chwili zmieszać z błotem) wyłania się obraz świata, który w innej wersji poznajemy na wałbrzyskim rynku, a w skali makro na przestrzeni całej książki: świata istot, wśród których tylko nieliczne mają prawo nazywać siebie ludźmi.
Przez ten ocean szumowin w poszukiwaniu prawdy i nadziei przedziera się osobliwa drużyna sprawiedliwych – Alicja, właściciel sklepu z rybkami, transseksualna bibliotekarka, syn mordercy, a przede wszystkim sekta „kociar”. Pomaga im tajemniczy internauta pozostawiający Alicji wskazówki na czacie. Brzmi to trochę jak bajka, lecz jest to bajka, przy której bracia Grimm, Andersen, a nawet Orbitowski zdają się pogodnymi gawędziarzami. Nieprzypadkowo wymieniam to ostatnie nazwisko – książka Joanny Bator chwilami przypomina klimatem jego „Tracę ciepło”, lecz jest (nic nie ujmując Łukaszowi) dużo lepiej napisana i dużo bardziej drastyczna. Drastyczna w sposób specyficzny i bardziej szokujący, niż gdyby napisał to twórca horrorów. Nadprzyrodzoność ma tu raczej charakter umowny – może kotojady są, a może ich nie ma; może kociary są świętymi, a może nie – ale całe zło czynią ludzie, z ludzkich pobudek.
Zastanawiam się, w jakim stopniu ta powieść miała być dla autorki czymś w rodzaju katharsis. Katharsis człowieka, który nie potrafiąc zlokalizować źródła dręczącego go bólu, tnie się albo pisze taką książkę. Myślę tak nie dlatego, że uważam opisane tam rzeczy za wydumane bądź przejaskrawione (przejaskrawieniem jest jedynie ich zagęszczenie), lecz dlatego, że pisanie „Ciemno, prawie noc” musiało być dla niej trudnym przeżyciem. Czegoś takiego nie pisze się bez powodu, ot tak. I również nie bez powodu obdarza się bohaterkę nazwiskiem będącym anagramem własnego. Słodko-gorzką tajemnicą autorki jest, ile z siebie dała bohaterce, ale chyba trochę więcej, niż nakazuje instynkt samozachowawczy. To dobrze. Tak powstają książki wyjątkowe.
Światłość istnieje. Wiemy o tym od początku, od przeczytania na tylnej okładce słów samej autorki. Światłość istnieje i także dlatego warto tę książkę przeczytać. Książkę, w której znajdziemy kryminał i thriller, reportaż, powieść psychologiczną, a także groteskę rodem z Gombrowicza czy „Dnia świra”. Książkę o świetnie skonstruowanej fabule i nienagannym stylu, za którymi z pewnością stoi ciężka praca teamu autorka – redaktor (tym ostatnim jest Dariusz Sośnicki, skądinąd poeta i redaktor „Czasu Kultury”), bo nawet najlepszy pisarz potrzebuje kogoś, kto spojrzy na jego dzieło z pozycji czytelnika i pomoże je doszlifować.
Ponieważ jednak mottem omawianej książki mogłyby być Mickiewiczowskie słowa „Kto nie zaznał goryczy ni razu, ten nie zazna słodyczy w niebie”, dorzucę i ja na koniec ziarnko gorczycy (lekko spojlerując, więc kto nie chce psuć sobie smaku, niech nie czyta). Ideę kotojadów jako sposobu nazwania zła i kociar jako strażniczek dobra jestem w stanie przełknąć, choć bez zachwytu, natomiast nie podobają mi się nawiązania do „Alicji w Krainie Czarów” (to ten drugi postmodernistyczny trik). Jonathan Carroll w swojej „Krainie Chichów”, do której „Ciemno, prawie noc” też jest w jakiś sposób podobna, wymyślił przynajmniej fikcyjnego pisarza i fikcyjną książkę zamiast bawić się cudzym dziełem, którym bawiło się przed nim tylu innych. Zgrzytem w fabule jest też spotkanie Alicji z Dawidem. O ile wszystkie inne elementy fantastyczne możemy wytłumaczyć metafizyką/metaforą, snem, złudzeniem lub działaniem używek (ciasteczka Celestyny), a internetowe rozmowy z Dawidem tym, że pozostawił dla niej wiadomości w cyberprzestrzeni, o tyle spotkanie w realu jest już czystą fantastyką – a przecież nie może być snem, bo Alicja otrzymuje od niego konkretne informacje.
Mimo tych drobnostek, które mnie zdają się potknięciami, choć kto inny może się z tym nie zgodzić, „Ciemno, prawie noc” jest książką satysfakcjonującą fabularnie, fascynującą stylowo i porażającą wizją piekła, które ostatecznie okazuje się czyśćcem.
koniec
6 sierpnia 2013

Komentarze

06 VIII 2013   23:37:08

Straszna amatorszczyzna, ta niby recenzja. Poraża głupotą akapit o rzekomym katharsis autorki i gdzie, jakie na boga postmodernistyczne triki? W odniesieniu chyba do klasyków powieści XIX-wiecznej. A już zupełnie po pysku dostałem brakiem rozróżnienia ziarna goryczy od ziarna gorczycy. REDAKTORZE, jeśli jesteś, WRÓĆ Z URLOPU! Nie dopuszczaj dzieci do internetu!

07 VIII 2013   11:23:54

Polecam lekturę "Dziadów".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Spektaklu akt drugi
Beatrycze Nowicka

30 XI 2021

„Dziesięć Żelaznych Strzał” – kolejny tom cyklu Sama Sykesa o Sal Kakofonii – uważam za lepszy od pierwszego.

więcej »

Na wysokich obrotach
Joanna Kapica-Curzytek

29 XI 2021

Rezolutna Jaga, młoda czarownica, musi stawić czoło bandzie zmorów i uratować uprowadzonych rodziców. Powieść „Jaga i dom na orlich nogach” nie pozwala się nudzić i z humorem prowadzi młodych czytelników do granic wyobraźni.

więcej »

Urok małych książek: Sęp też człowiek
Wojciech Gołąbowski

27 XI 2021

Badacze uważają, że butlonosy nadają sobie imiona – określone dźwięki – i pamiętają o nich nawet po 20 latach rozłąki. Słonie urządzają pogrzeby zmarłym członkom stada, mają także swoje cmentarzyska, na które się udają, czując zbliżający się koniec. Czy tylko ludzie są obdarzeni inteligencją?

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Lipiec 2014
— Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady, Jacek Jaciubek, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka

Księżycowe żeglarki wbijają paznokcie
— Agnieszka Szady

Tegoż autora

Ersatz duszy
— Iwona Michałowska

Potęga podświadomości
— Iwona Michałowska

Serca wielkie i małe
— Iwona Michałowska

14. Tydzień Kina Hiszpańskiego - relacja
— Iwona Michałowska

Arlekin na barykadach
— Iwona Michałowska

Nakręcane anioły
— Iwona Michałowska

Szpiegowanie na ekranie
— Iwona Michałowska

Ciastko z dziurką
— Iwona Michałowska

Charlie Brown, Snoopy i spółka
— Iwona Michałowska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.