Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Anna Kańtoch
‹Przedksiężycowi. Tom II›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPrzedksiężycowi. Tom II
Data wydania17 kwietnia 2013
Autor
Wydawca Powergraph
CyklPrzedksiężycowi
SeriaFantastyka
ISBN978-83-61187-76-9
Format470s. oprawa twarda
Cena42,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 39,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Czekając na akcję, poszukując celu
[Anna Kańtoch „Przedksiężycowi. Tom II” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Chciałbym napisać, że pierwszy tom „Przedksiężycowych” był zaledwie przygrywką, wstępem, preludium do akcji właściwej, która wreszcie nabiera tempa, nadając bohaterom i fabule konkretne cele. Niestety, choć druga część jeszcze niedokończonej trylogii Anny Kańtoch prezentuje się nieco lepiej od swojego poprzednika, nadal znajdujemy w książce więcej pytań niż odpowiedzi.

Miłosz Cybowski

Czekając na akcję, poszukując celu
[Anna Kańtoch „Przedksiężycowi. Tom II” - recenzja]

Chciałbym napisać, że pierwszy tom „Przedksiężycowych” był zaledwie przygrywką, wstępem, preludium do akcji właściwej, która wreszcie nabiera tempa, nadając bohaterom i fabule konkretne cele. Niestety, choć druga część jeszcze niedokończonej trylogii Anny Kańtoch prezentuje się nieco lepiej od swojego poprzednika, nadal znajdujemy w książce więcej pytań niż odpowiedzi.

Anna Kańtoch
‹Przedksiężycowi. Tom II›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPrzedksiężycowi. Tom II
Data wydania17 kwietnia 2013
Autor
Wydawca Powergraph
CyklPrzedksiężycowi
SeriaFantastyka
ISBN978-83-61187-76-9
Format470s. oprawa twarda
Cena42,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 39,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Do mnożenia wątków, niejasności i pytań najczęściej potrzeba (jak pokazuje w swoim cyklu Erikson) planów na dziesięciotomową serię, w której jeden słabszy tom nie wpłynie zbyt boleśnie na całą resztę, a czytelnika można utrzymywać w niepewności niejasną obietnicą wyjaśnienia wszystkiego w kilku ostatnich tomach. Co ciekawe, w swojej poprzedniej powieści owo manewrowanie między pytaniami a odpowiedziami w konwencji realizmu magicznego udawało się Kańtoch o wiele lepiej niż tutaj. W przypadku „Przedksiężycowych” mamy do czynienia z zaledwie trylogią, ale drugi tom zupełnie nie wpisuje się w schemat drugich części, będących zwykle wypychaczami między początkiem a heroicznym finałem. Nie dzieje się tak z prostego powodu: tom pierwszy, mimo nakreślenia ciekawego miasta i o wiele mniej ciekawych bohaterów, w żadnym wypadku nie nadał fabule jakiegoś konkretnego celu. Bo koncept grupy idealistycznych „rebeliantów” ukrywających się w zrujnowanym, poskokowym mieście, pragnących nieść pomoc tym, którzy przez Przedksiężycowych zostali odrzuceni i spiskujących w celu czysto teoretycznego połączenia tych wszystkich światów przeszłych z teraźniejszym – on do mnie nie przemawia.
Pełna ideałów grupa jest tak niewyraźna, jak wypadkowa jej poszczególnych elementów. Poczynając od Kairy, która po odnalezieniu swojego niegdysiejszego mentora stała się równie naiwna co Finnen, przez dobrodusznego Dime, postać ze wszech miar realistyczną, ale irytującą, kończąc na ich mało inspirującym i jakże tajemniczym przywódcy. Pierwsze rozdziały, skupiające się na ich perypetiach i trudnościach związanych z przetrwaniem w zniszczonym mieście, stanowią męczącą lekturę. Szczęśliwie wzbogacono je innymi wątkami: mamy możliwość towarzyszyć Finnenowi przechodzącemu genozmianę i przekształcającemu się w wyszkolonego złodzieja, a także poznanej pod koniec pierwszego tomu Tellis, starszej pani detektyw, która stopniowo urasta do pozycji jednej z głównych postaci. Jej kolejne perypetie oraz dochodzenie, którego się podejmuje, stanowią ciekawą odskocznię od pozbawionych przekonania działań pozostałych bohaterów.
Jednak nowe talenty Finnena nie zmieniają jego losu ani nie wprowadzają go na ścieżki art-zbrodniarzy. Możemy przeczytać zalewie jeden rozdział (a rozdziały w obu tomach „Przedksiężycowych” są zazwyczaj wyjątkowo krótkie) związany z jego wyprawą po jakże cennego w Lunapolis żywego kota. Jego zdolności znajdują oczywiście zastosowanie w kilku śmiałych akcjach przeprowadzonych przez rebeliantów, ale nawet pojawiające się sporadycznie znamiona silniejszego charakteru (zwykle w rozmowach z rozchwianą emocjonalnie Kairą) nie zmieniają Finnena w postać ciekawszą niż w tomie pierwszym.
Z tego wszystkiego wspomniane już perypetie Tellis oraz więcej miejsca poświęcanego ojcu Kairy, miejscowemu mafiosowi Issie, stanowią najciekawsze elementy powieści. Te dwa wątki, powiązane ze sobą dzięki zacięciu pani detektyw, stopniowo odkrywają przed nami tajemnicę skrywaną przez despotycznego bogacza. A przynajmniej tylko jej część, bo tak do końca nie jesteśmy w stanie przejrzeć jego długofalowych planów oraz przeszłości. Wciąż nie wiadomo też, co sądzić o nim i jego kompanach, bodaj jedynych ludziach w całym Lunapolis, którzy wydają się zupełnie nie obawiać nadchodzących Skoków.
Właśnie, Skoki. Po raz drugi mamy możliwość obserwowania ludzkich zachowań podczas tego wydarzenia i oto nagle okazuje się, że po tylu dziesiątkach lat społeczeństwo zaczyna dostrzegać okrucieństwo całego procederu. Pojawiają się zaczątki buntu. Jakby tego było mało, obywate Lunapolis zaczynają wierzyć, że szansa na przetrwanie kryje się w zmiane zachowania i niejasno definiowanym dobru oraz wstrzemięźliwości. Na scenę wkracza nowy prorok, zdobywający sobie mnóstwo rozgłosu oraz popularności, nawołując do moralnego prowadzenia się i porzucenia dotychczasowych dróg. Na ile takie nagłe oświecenie wydaje się prawdopodobne? Do jakiego stopnia mieszkańcy Lunapolis, przez lata wychowywani w kulcie sztuki, kultury i zaspokajania własnych potrzeb mogli nagle porzucić to wszystko z prostego strachu przed kolejnym Skokiem? Dlaczego wszyscy nagle zaczęli wierzyć, że moralność może być jednym z czynników dających szanse na przetrwanie? Na ile to zwykłe chwytanie się brzytwy przez tonących, wiara, że w świecie bez idei ta jedna ideologia musi być słuszna? Choć w efekcie kolejnego Skoku i przemian zachodzących w mieście akcent „Przedksiężycowych” przesuwa się na historię o społeczeństwie bardziej niż o indywidualnych bohaterach (wiele postaci drugoplanowych pojawia się i znika w sposób dość nieprzewidywalny), to z wielu powodów nie jest to społeczeństwo w pełni realistyczne.
Jest jeszcze wątek przybysza z zewnątrz, Pantalekisa, który nauczył się radzić sobie z rzeczywistością zastaną w prawdziwym Lunapolis. Jednak ten motyw po prostu jest i nie wprowadza do fabuły jakichś szczególnie rewolucyjnych przemian. Astronauta zostaje schwytany i „zwerbowany” przez Issę, dołączając tym samym do zwyczajnych obywateli miasta, snując się po nim bez wyraźnego celu i dumając nad tym, czy współpraca z mafiosem okaże się rozsądnym wyborem.
Jak zatem podsumować drugi tom „Przedksiężycowych”? Na poziomie bohaterów wciąż mamy do czynienia z postaciami, które jakby do końca nie wiedziały, co ze sobą zrobić. Odkrywanie kolejnych elementów Lunapolis nie jest już aż tak pasjonujące jak w części pierwszej (bo im ich więcej, tym więcej niedociągnięć: chociażby ciągłe bezproblemowe wędrówki bohaterów między miastami). Na plus zaliczyć można samo zachowanie społeczeństwa i nagłe (choć zdecydowanie zbyt nagłe, by mogło być realistyczne) przemiany zachodzące wśród mieszkańców miasta. Ponury nastrój całości i treść pozostawiająca szerokie pole do interpretacji również zasługują na uwagę, choć muszę powtórzyć to, o czym pisałem w recenzji tomu poprzedniego: nie czuję się w pełni przekonany do wizji przedstawionej przez Kańtoch.
koniec
9 sierpnia 2013

Komentarze

09 VIII 2013   16:14:48

„Dlaczego wszyscy nagle zaczęli wierzyć, że moralność może być jednym z czynników dających szanse na przetrwanie?”

Fatalne te recenzje. Powyższe zdanie jest symptomatyczne i obrazuje modus operandi recenzenta polegający na budowaniu bzdurnych tez w oparciu o wyssane z palca argumenty.

Czy rzeczywiście wszyscy nagle zaczęli wierzyć, że moralność może być jednym z czynników dających szanse na przetrwanie?

Nie. Nie nagle. I nie wszyscy. A właściwie rzadko kto. Nowa ideologia znalazła poparcie głównie wśród elit, czyli grupie społecznej będącej z definicji mniejszością. A przez znalazła poparcie należy rozumieć jakiekolwiek poparcie, bo „nowy prorok” ma wśród przedstawicieli wyższych sfer co najmniej tylu zagorzałych wrogów, co zwolenników. I to zwolenników (w przeciwieństwie do wrogów) raczej na pokaz, dla których obnoszenie się z rzekomo nowo nabytą skromnością i pobożnością jest (jak sami przyznają) jedynie przejawem kolejnej mody i nie wynika z głębszych przekonań.

Dokładnie ilu mieszkańców Lunapolis naprawdę „nawróciło się”? Trudno powiedzieć, ale treść powieści nie pozwala domniemywać, aby odsetek nawróconych przewyższał 5%. Twierdzenie, że wszyscy nagle nawrócili się nie jest nawet ćwierćprawdą.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jak dorośli?
Joanna Kapica-Curzytek

14 XII 2019

Największy kłopot jest z polskim tytułem i opisem wydawcy. Uwaga: „Gorączka świątecznej nocy” to wcale nie świąteczna komedia! Z takim nastawieniem lepiej docenimy jej wartość.

więcej »

Stanisława dalsze perypetie z historią (i nie tylko)
Joanna Kapica-Curzytek

13 XII 2019

U rodziny Bielskich dawne czasy wdzierają się (dosłownie!) do ich mieszkania. „Puk, puk! Otwórzcie drzwi!” to dalszy ciąg ich zmagań z historią.

więcej »

PRL w kryminale: Milicjant na stercie złomu
Sebastian Chosiński

12 XII 2019

To, jak na razie, ostatni z przypomnianych w tej dekadzie kryminałów Jacka Wołowskiego z lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Miejmy jednak nadzieję, że specjalizujące się w „powieściach milicyjnych” wydawnictwa Wielki Sen i CM sięgną również po jego późniejsze książki. Pochodząca z 1966 roku „Akcja Jaśmin” jedynie podsyca apetyt.

więcej »

Polecamy

„Bycie” jest kalejdoskopem

Na rubieżach rzeczywistości:

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Z zegarmistrzowską precyzją
— Marcin Mroziuk

Śmierć na plaży
— Marcin Mroziuk

Upalne lato po Czarnobylu
— Anna Nieznaj

W białym domu
— Marcin Mroziuk

Zbrodnia w cieniu elektrowni atomowej
— Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Październik 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zabójczy ziemniak
— Jacek Jaciubek

Zło czające się w lesie
— Marcin Mroziuk

Wybrańcy aniołów
— Marcin Mroziuk

Koniec z lekka magiczny
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Wojny klanów
— Miłosz Cybowski

Jeszcze nowsza Heloiza
— Miłosz Cybowski

Czy to człowiek?
— Miłosz Cybowski

Lokajska dusza
— Miłosz Cybowski

Nic nowego pod słońcem
— Miłosz Cybowski

Zazieleniając czerwoną planetę
— Miłosz Cybowski

Parcie na szkło
— Miłosz Cybowski

Czy to jeszcze biografia, czy już publicystyka?
— Miłosz Cybowski

Aż posypie się tynk
— Miłosz Cybowski

Czy w Rosji można być stoikiem?
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.