Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Georges Simenon
‹Zegarmistrz z Everton›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZegarmistrz z Everton
Tytuł oryginalnyL’horloger d’Everton
Data wydania31 marca 2010
Autor
PrzekładAgata Szczepanowska
Wydawca C&T
ISBN978-83-7470-191-4
Format146s. 145×205mm
Cena19,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Urodzeni mordercy
[Georges Simenon „Zegarmistrz z Everton” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Zegarmistrz z Everton” przynależy do okresu amerykańskiego w twórczości Georges’a Simenona. Nie tylko dlatego, że pisarz francuski napisał tę powieść, mieszkając na farmie w stanie Connecticut, ale przede wszystkim z tego powodu, że akcja książki umiejscowiona została w Stanach Zjednoczonych. W duchu jest ona nie mniej amerykańska niż dzieła Erskine’a Caldwella, Johna Steinbecka czy Larry’ego McMurtry.

Sebastian Chosiński

Urodzeni mordercy
[Georges Simenon „Zegarmistrz z Everton” - recenzja]

„Zegarmistrz z Everton” przynależy do okresu amerykańskiego w twórczości Georges’a Simenona. Nie tylko dlatego, że pisarz francuski napisał tę powieść, mieszkając na farmie w stanie Connecticut, ale przede wszystkim z tego powodu, że akcja książki umiejscowiona została w Stanach Zjednoczonych. W duchu jest ona nie mniej amerykańska niż dzieła Erskine’a Caldwella, Johna Steinbecka czy Larry’ego McMurtry.

Georges Simenon
‹Zegarmistrz z Everton›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZegarmistrz z Everton
Tytuł oryginalnyL’horloger d’Everton
Data wydania31 marca 2010
Autor
PrzekładAgata Szczepanowska
Wydawca C&T
ISBN978-83-7470-191-4
Format146s. 145×205mm
Cena19,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Georges Simenon spędził za Oceanem dziesięć lat życia. Opuścił Europę tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, a wrócił doń w połowie lat 50. Ten rozbrat ze Starym Kontynentem w żaden jednak sposób nie wpłynął na zmniejszenie zainteresowania czytelników francuskich czy belgijskich twórczością pomysłodawcy postaci komisarza Jules’a Maigreta. Głównie dlatego, że Simenon nie pozwolił o sobie zapomnieć. Nie zmienił trybu życia ani na jotę – wciąż pisał szybko i dużo, a gotowe maszynopisy wysyłał natychmiast do swego paryskiego wydawcy. W ciągu dekady spędzonej w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie stworzył kilkadziesiąt powieści i opowiadań, w tym tak udane jak „Trzy pokoje na Manhattanie” (1946), „Maigret w pensjonacie” (1951), „Maigret i starsza pani” (1951), „Rewolwer Maigreta” (1952), „Czerwone światła” (1953) i „Śmierć Belli” (1953). Akcja wszystkich, których bohaterem nie był słynny policjant z Paryża, rozgrywała się w USA, co świadczy o tym, że Simenon bardzo szybko wtopił się w nową rzeczywistość. Może to dziwić, ale nie powinno zaskakiwać, ponieważ wiele osób, które stykały się z pisarzem, podkreślało, że miał on niezwykły wręcz zmysł obserwacji. Dostrzegał szczegóły, które innym umykały; kilkoma zdaniami potrafił idealnie oddać klimat miejsca, charakter postaci. Z tego też powodu jego książki pisane po drugiej stronie Wielkiej Wody są nie mniej amerykańskie niż te, które wychodziły spod pióra rodowitych Amerykanów.
„Zegarmistrz z Everton” powstał w ciągu dziewięciu dni. Simenon przystąpił do pracy nad nim 16 marca 1954 roku, a już 24 powieść została ukończona (gwoli ścisłości dodajmy, że nie był to wcale rekord Belga). Pisarz mieszkał w tym czasie na farmie Shadow Rock nieopodal miasta Lakeville w stanie Connecticut. Książka doczekała się ekranizacji dwadzieścia lat później, na potrzeby kina zaadaptował ją Bertrand Tavernier, a główną rolę zagrał Philippe Noiret. Reżyser pozwolił sobie jednak, za zgodą autora, na dokonanie kilku istotnych zmian – przede wszystkim przeniósł akcję zza Oceanu do Francji, co automatycznie wymusiło konieczność przechrzczenia bohaterów. Zmianie uległ również tytuł filmu – na „Zegarmistrza od Świętego Pawła”. Fabuła natomiast, w ogólnym zarysie, pozostała nienaruszona. Powieściowe Everton to prowincjonalne miasteczko położone kilkadziesiąt mil od Poughkeepsie (w stanie Nowy Jork). Życie płynie w nim leniwie i spokojnie. Czterdziestotrzyletni Dave Galloway, miejscowy zegarmistrz, mieszka tu od niemal dekady z szesnastoletnim synem Benem. Wychowuje go samotnie od czasu, kiedy żona Dave’a, Ruth, w tajemnicy opuściła rodzinę, gdy chłopiec miał zaledwie sześć miesięcy. Mężczyzna stara się jak może – z jednej strony otacza chłopca opieką, z drugiej nie ingeruje nazbyt w jego życie osobiste, aby nastolatek nie czuł się kontrolowany i ograniczany. Zresztą do tej pory nie było takiej nawet konieczności, Ben nie sprawiał problemów wychowawczych, dobrze się uczył, trenował baseball.
Ale pewnego dnia wszystko to odchodzi w niepamięć. W sobotnie popołudnie, jak co tydzień, po zamknięciu warsztatu Galloway udaje się do swego przyjaciela, Franka Musaka, z którym przy szklaneczce whisky do nocy namiętnie grywa w tryktraka. Wróciwszy do domu przed północą Dave zaskoczony stwierdza, że syna nie ma w domu – łóżko w pokoju jest puste, z szafy zniknęła walizka, a z łazienki przybory toaletowe chłopaka. Ba! z garażu zabrana została furgonetka, którą zegarmistrz często dojeżdżał do klientów. Choć to zdarzenie niezwykłe, mężczyzna postanawia spokojnie czekać, wierząc, że jeśli to Ben zabrał z jakiegoś powodu samochód, to w końcu wróci. Niestety, jakiś czas później, jeszcze przed świtem, w mieszkaniu Gallowaya pojawia się Isabelle Hawkins, której informacje nie pozostawiają wątpliwości co do tego, co się stało – syn Dave’a uciekł z domu, zabierając ze sobą córkę Hawkinsów, Lillian, z którą, o czym ojciec nie wiedział, spotykał się od kilku miesięcy. Kolejna wizyta – już rano – jest jeszcze mniej przyjemna. Do drzwi warsztatu dobijają się dwaj policjanci, którzy zabierają coraz bardziej zdenerwowanego ojca do Hortonville. Tam mężczyzna dowiaduje się, że Ben i Lillian prawdopodobnie mają na sumieniu życie ludzkie. Uciekając, porzucili bowiem samochód Gallowaya, a ukradli inny, przy okazji mordując jego właściciela. Policja rozpoczyna polowanie na małoletnich przestępców, a zrozpaczony Dave dokonuje rachunku sumienia, szukając odpowiedzi na pytanie, jakie popełnił błędy w wychowaniu syna, które powiodły chłopca na drogę zbrodni i występku.
Jak to często bywa u Simenona, także w przypadku „Zegarmistrza z Everton” mamy do czynienia ze swoistym mariażem powieści psychologiczno-obyczajowej z kryminałem (w takiej właśnie kolejności). Autor nie ukrywa bowiem przed czytelnikami tego, co uczynił Ben; dzięki temu na plan pierwszy wybija się wątek związany nie tyle z dochodzeniem do prawdy, ile z poszukiwaniem korzeni zła, które tak nagle i niespodziewanie dało o sobie znać. Simenon – ustami przyjaciela Gallowaya, Musaka – stawia zresztą fundamentalne pytanie, czy naprawdę nie dało się przewidzieć tego, co się wydarzyło. Musak, sam doświadczony przez życie i patrzący na relacje Dave’a z synem z boku, a więc mogący pokusić się o obiektywną ocenę, zdaje się widzieć więcej, dostrzegać to, co umykało ojcu chłopca. Co dojrzewało, aż w końcu eksplodowało w najmniej spodziewany przez zegarmistrza sposób. W tym kontekście książka Francuza jest wiwisekcją życia rodziny dysfunkcyjnej, w której brak miłości macierzyńskiej okazuje się być nie do zastąpienia. To także opowieść o rozchodzeniu się dróg osób sobie bliskich i rodzącej się miłości, która do zaakcentowania swego istnienia potrzebuje buntu – i to w jego najskrajniejszej odmianie. Wątek ucieczki Bena i Lillian przypomina również historię Bonnie Parker i Clyde’a Barrowa – i raczej nie należy mieć wątpliwości co do tego, że Simenon inspirował się legendą o słynnej parze przestępców, którzy zginęli w policyjnej zasadzce dwadzieścia lat wcześniej. Z perspektywy czasu nastoletni bohaterowie „Zegarmistrza…” mogą skojarzyć się także z Mickeyem i Mallory z „Urodzonych morderców” (1994) Olivera Stone’a. Simenon nie poszedł jednak aż tak daleko w zohydzeniu stworzonych przez siebie postaci. Choć zrobił wiele, by czytelnik mimo wszystko nie odczuwał do nich szczególnej sympatii.
koniec
21 września 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Dieta kosmitów
Miłosz Cybowski

31 V 2020

Tematyka UFO przeżywa ostatnio swoją kolejną (bo przecież ani drugą, ani trzecią) młodość. „Wszystko, co wiemy o UFO” nie jest jednak książką, która może zainteresować sceptyków. Ale również osoby wierzące w latające spodki mogą poczuć się rozczarowane.

więcej »

Mała Esensja: Yakuza, piraci i wścibskie dzieciaki
Marcin Mroziuk

30 V 2020

W „Klątwie złotego smoka” akcja początkowo toczy się w Wielkiej Brytanii, a pierwszoplanową rolę odgrywają młodzi Gardnerowie, którzy znajdują się w samym sercu kryminalnej intrygi. Fanów „Kronik Archeo” jednak z pewnością ucieszy to, że również w tym tomie nie zabraknie Bartka i Ani Ostrowskich oraz panny Ofelii, którzy bez wahania pospieszą z pomocą znajdującym się w opałach przyjaciołom.

więcej »

Kalejdoskop zdarzeń
Dominika Cirocka

29 V 2020

„Jak zatrzymać czas” przedstawia motyw długowieczności, w sposób, który trudno uznać za szczególnie odkrywczy i nowatorski. Powieść autorstwa Matta Haiga dostarcza jednak czytelnikowi nieco rozrywki, a momentami skłania także do refleksji.

więcej »

Polecamy

Myślę, ale czy jestem?

Na rubieżach rzeczywistości:

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Doktor spod mostu
— Sebastian Chosiński

Gangsterzy na ulicach Paryża
— Sebastian Chosiński

Lepiej byłoby już pozostać w Paryżu!
— Sebastian Chosiński

Przeczytaj to jeszcze raz: Detektywi wiecznie żywi
— Wojciech Gołąbowski

Anatomia upadku
— Sebastian Chosiński

Paryski słoń w składzie porcelany
— Sebastian Chosiński

Nikt nie jest bez winy, ale czy wszyscy są winni?
— Sebastian Chosiński

Zbrodnia zapowiedziana i nieunikniona
— Sebastian Chosiński

Jak żyć?
— Sebastian Chosiński

Nagi pułkownik i histeryczna hrabina
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Łotr łotra łotrem pogania
— Sebastian Chosiński

Na pogańskim globie
— Sebastian Chosiński

Samotnik bez Imienia
— Sebastian Chosiński

Dark Phoenix – Fatal Wonder Woman
— Sebastian Chosiński

W otchłani jazzu
— Sebastian Chosiński

W kraju zbożem i mlekiem płynącym
— Sebastian Chosiński

Strach z przeszłości
— Sebastian Chosiński

Od Cole’a Portera po Davida Bowiego
— Sebastian Chosiński

Bohaterowie z przypadku, zbrodniarze z wyboru
— Sebastian Chosiński

Wiele hałasu o nic, nic, nic
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.