Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹W otchłani mroku›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW otchłani mroku
Data wydania11 września 2013
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-2777-4
Format320s. 144×205mm
Cena32,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Mrok to jednak nie Mock
[Marek Krajewski „W otchłani mroku” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie jest dobrze! „W otchłani mroku” – piąta odsłona cyklu powieściowego Marka Krajewskiego o lwowskim (oficjalnie), a następnie wrocławskim (już na własną rękę), detektywie Edwardzie Popielskim – nie jest w stanie niczym zaskoczyć. Autor w warstwie fabularnej powiela wciąż te same schematy, a fundując czytelnikowi rozwinięty wątek dyskursu filozoficznego, rozmywa to, co w powieści kryminalnej najważniejsze.

Sebastian Chosiński

Mrok to jednak nie Mock
[Marek Krajewski „W otchłani mroku” - recenzja]

Nie jest dobrze! „W otchłani mroku” – piąta odsłona cyklu powieściowego Marka Krajewskiego o lwowskim (oficjalnie), a następnie wrocławskim (już na własną rękę), detektywie Edwardzie Popielskim – nie jest w stanie niczym zaskoczyć. Autor w warstwie fabularnej powiela wciąż te same schematy, a fundując czytelnikowi rozwinięty wątek dyskursu filozoficznego, rozmywa to, co w powieści kryminalnej najważniejsze.

Marek Krajewski
‹W otchłani mroku›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW otchłani mroku
Data wydania11 września 2013
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-2777-4
Format320s. 144×205mm
Cena32,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Przed czterema laty Marek Krajewski uznał, że formuła opowieści o Eberhardzie Mocku, komisarzu policji z przedwojennego Wrocławia, czyli Breslau, wyczerpała się. Dlatego też, choć Mock wciąż jeszcze odgrywał w niej bardzo istotną rolę, akcja „Głowy Minotaura” (2009) została przeniesiona do Lwowa, a do rangi postaci pierwszoplanowej urósł miejscowy detektyw – Edward Popielski. I to właśnie on w następnych książkach Krajewskiego – vide „Erynie” (2010), „Liczby Charona” (2011) i „Rzeki Hadesu” (2012) – zastąpił swojego wrocławskiego kolegę po fachu. Co prawda w ostatniej z wymienionych Mock powrócił, ale jedynie w epizodzie. Autor jednak przy okazji dokonał kolejnej wolty: po zakończonej wojnie światowej „przesiedlił” Popielskiego, jak zresztą wielu innych jego krajanów, na Ziemie Odzyskane, do stolicy teraz już polskiego Dolnego Śląska. W efekcie zatoczył wielkie koło i wrócił do punktu wyjścia. Finał „Rzek Hadesu” został rozegrany w zrujnowanym w wyniku działań wojennych (patrz: „Festung Breslau”) Wrocławiu we wrześniu 1946 roku. A już miesiąc później zaczęła się akcja kolejnej odsłony cyklu – „W otchłani mroku”, na którą spragnieni emocji czytelnicy musieli czekać niemal półtora roku.
Warto było? Niekoniecznie.
Piąta powieść o Edwardzie Popielskim to, nie licząc napisanej do spółki z Mariuszem Czubajem dylogii, jak do tej pory przynajmniej, o trójmiejskim nadkomisarzu Jarosławie Paterze („Aleja samobójców”, 2008; „Róże cmentarne”, 2009), najsłabsze dzieło beletrystyczne Krajewskiego. Z najbardziej wydumaną (w znaczeniu: mało prawdopodobną) fabułą, w której wątek dyskursu filozoficznego do tego stopnia zdominował intrygę kryminalną, że należałoby się poważnie zastanowić, na jakiej półce w księgarni należałoby książkę ustawić. Nie ma oczywiście nic złego w tym, że autor – tym bardziej jeśli ma ku temu odpowiednie predyspozycje, wynikające na przykład z wykształcenia – przekracza granice gatunkowe i uszlachetnia fabułę powieści nawiązaniami do różnych dziedzin nauki; grzechem jest jednak, gdy robi to w sposób obniżający jej atrakcyjność. Że można inaczej, przekonał chociażby przed dwudziestu laty szkocki pisarz Philip Kerr w znakomitym „Traktacie morderczo-filozoficznym” (1992). I nawet jeśli obie powieści więcej różni niż łączy, Brytyjczyk pokazał Polakowi, jak udanie wprząść w historię polowania na seryjnego mordercę rozważania o charakterze czysto filozoficznym. W najnowszej powieści Krajewskiego sprawiają one raczej wrażenie popisu erudycyjnego autora, bo dla wątku kryminalnego ich brak nie byłby większą stratą.
Jak to ostatnio ma Krajewski w zwyczaju, akcję powieści pisarz zawiązuje w czasach współczesnych. Mieszkający we Wrocławiu profesor filozofii Wacław Remus, narzekający na stan oświaty polskiej, postanawia stworzyć prywatne elitarne Lycaeum Subterraneum (czyli Liceum Podziemne), w którym najważniejszymi z przedmiotów byłyby historia, filozofia i łacina. Nie jest to pomysł nowy; nawiązuje on do istniejącego w tym samym mieście w czasach tuż powojennych Gimnazjum Podziemnego, w którym w warunkach konspiracyjnych wybranym uczniom przekazywano prawdziwą wiedzę na temat otaczającego ich świata. Remusowi zależy, aby wykładowczynią w prowadzonej przez niego szkole została doktor Małgorzata Olszewska-Biedziak, specjalistka światowej sławy od biologii teoretycznej. Kobiecie nie podoba się jednak fakt, że uczniami mają być jedynie chłopcy; żąda wyjaśnień i nie zadowala jej stwierdzenie, że jest to warunek postawiony przez patrona Liceum. Szacowny profesor, przyparty do muru, opowiada jej więc historię swojego życia, która w pewnym stopniu splata się z wydarzeniami mającymi miejsce we Wrocławiu jesienią 1946 roku, a której nieszczęsnymi bohaterami okazali się wychowankowie wspomnianego już Gimnazjum Podziemnego. I Edward Popielski.
Powojenny Wrocław nie należał do szczególnie bezpiecznych miejsc. Choć większość Niemców opuściło stolicę Dolnego Śląska przed nadejściem Armii Czerwonej, to jednak wielu wciąż pozostawało w mieście. Do dawnego Breslau docierali również przesiedleńcy bądź uciekinierzy z dawnych Kresów wschodnich, głównie z Lwowa i okolic; pielęgnując w sobie poczucie krzywdy z powodu konieczności opuszczenia ojcowizny, nie pałali oni sympatią ani tym bardziej miłością do Sowietów. Potencjalnych bądź rzeczywistych wrogów nowej komunistycznej władzy zatem nie brakowało. Nic więc dziwnego, że we Wrocławiu panoszyły się NKWD i UB, a krasnoarmiejcy, uważający miasto za niemieckie, traktowali je jako źródło łupów wojennych, które nierzadko odbierali sobie od mieszkających w nim kobiet w naturze. Mnożyły się napady bandyckie, brutalne gwałty, nawet zbrodnie. W krótkim czasie ich ofiarami padły dwie uczennice Liceum Podziemnego, które i tak borykało się z poważnym problemem związanym z inwigilacją przez tajną policję. To właśnie z tego powodu doktor Mieczysław Stefanus, niegdyś wykładowca na lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza, prosi znanego sobie sprzed wojny ekskomisarza Popielskiego o przeprowadzenie wewnętrznego dochodzenia i wskazanie, który z uczniów uczęszczających na „tajne komplety” jest donosicielem. Gdy Popielski podejmuje się tego zadania, nie wie jeszcze, że śledztwo przybierze wkrótce zupełnie inny obrót.
Oprócz postaci znanych z poprzednich książek Krajewskiego – vide kuzynka Popielskiego, Leokadia Tchórznicka, jego były współpracownik z czasów lwowskich komisarz Franciszek Pirożek czy pułkownik Placyd Brzozowski, szef wrocławskiego UB – pojawia się cała plejada nowych, wśród których prym wiodą nie tylko wykładowcy Liceum (Stefanus i jego główny adwersarz Henryk Murawski), ale nade wszystko kapitan Michaił Czernikow, zastępca dowódcy wrocławskiego garnizonu Armii Czerwonej. Misza to jedyny sprawiedliwy wśród tych, którzy na swoich bagnetach przynieśli Polsce komunizm. Ale też trudno się temu dziwić, skoro jest już na tyle wiekowy, że zdążył jako oficer armii carskiej wziąć udział w wojnie rosyjsko-japońskiej 1905 roku, ukształtował go zatem zupełnie inny system wartości. Czernikow to człowiek honoru, nie może więc znieść myśli, że trzech dezerterów z Armii Czerwonej bezkarnie grasuje po Wrocławiu, gwałcąc i mordując młode kobiety. Aby ich odszukać i przykładnie ukarać, wyciąga rękę nawet do tak zatwardziałego antykomunisty jak Popielski. W końcu co dwie głowy, to nie jedna. Główny problem polega jednak na tym, że obaj panowie niekoniecznie cieszą się poparciem miejscowych NKWD i UB, a to zdecydowanie utrudnia im śledztwo.
„W otchłani mroku”, jak wszystkie wcześniejsze powieści Krajewskiego, epatuje okrucieństwem i makabrą (choć mimo wszystko można odnieść wrażenie, że jest jej nieco mniej niż chociażby w „Rzekach Hadesu”); w powieści nie brakuje też opisów perwersyjnych praktyk seksualnych, ale i do tego pisarz zdążył przyzwyczaić swoich czytelników. Co więc jest nowego? Pojedynek – o tyle nietypowy, że orężem w nim są dwie skrajnie odmienne koncepcje filozoficzne. Pomysł, na pierwszy rzut oka, ciekawy. Ale co z tego, skoro pisarz użył go w zasadzie jedynie po to, aby udowodnić, że potrafi to zrobić? Jakby nagle zaczęło mu dużo bardziej zależeć na tym, aby dotychczasowy odbiorca powieści o Eberhardzie Mocku i Edwardzie Popielskim dostrzegł w nim nie tylko autora kryminałów, ale także bardzo elokwentnego filologa klasycznego. Dwaj wykładowcy Gimnazjum Podziemnego spierają się więc o swoją wizję świata, a czytelnika ani to ziębi, ani parzy. Prezentowane przez nich idee trudno bowiem uznać za szczególnie odkrywcze czy szokujące; na dodatek Krajewski – inaczej zresztą być nie mogło – prześlizguje się jedynie po temacie. Efekt jest taki, że wielbiciel sensacji uzna cały ten wątek za zupełnie niepotrzebne rozmycie intrygi kryminalnej, tych zaś, którzy gustują w filozofii, zrazi banalność nie tyle samych koncepcji, co jakość i sposób ich prezentacji. „W otchłani mroku” interesujące jest tak naprawdę zaledwie w dwóch obszarach – gdy autor, niestety w dużym skrócie, omawia dramatyczne wojenne losy Popielskiego i nie mniej tragiczną przeszłość Czernikowa.
koniec
8 października 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Jak brat z bratem
Marcin Mroziuk

18 IX 2020

Wbrew temu, co mógłby sugerować tytuł, „O Stephenie Hawkingu, czarnej dziurze i myszach podpodłogowych” nie jest opowieścią o słynnym brytyjskim naukowcu. Zamiast tego w książce Katarzyny Ryrych poznajemy pewnego obdarzonego bujną wyobraźnią chłopca, który musi zmierzyć się z nietypowymi wyzwaniami.

więcej »

PRL w kryminale: Zbójnicki urok i wyrachowana bestia
Sebastian Chosiński

17 IX 2020

Czytelnicy mieli prawo być nieco skołowani, kiedy wzięli do ręki wydaną przez Czytelnika w 1972 roku „Czerwoną nitkę” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Wszak dotyczyła ona wydarzeń, o których autor wspominał – w formie retrospektywnej – w wydanej rok wcześniej przez Iskry powieści „Nawet umarli kłamią”. Zamieszanie prawdopodobnie wynikło z przedłużającego się procesu wydawniczego, który sprawił, że książka napisana wcześniej ujrzała światło jako druga.

więcej »

Perły ze skazą: Tyle wiemy o sobie…
Sebastian Chosiński

16 IX 2020

Od śmierci pisarza Wasila Bykaua (po rosyjsku Wasyla Bykowa) minęło w tym roku siedemnaście lat. Mimo to wciąż jest on istotną postacią w kraju naszych wschodnich sąsiadów – nie tylko jako jeden z najważniejszych przedstawicieli współczesnej literatury białoruskiej, ale również działacz społeczny i polityczny. Jego legendę podtrzymują wznawiane (niestety nie w Polsce) powieści oraz ich filmowe ekranizacje. „Sotnikow” to arcydzieło prozy wojenno-psychologicznej.

więcej »

Polecamy

Dick w starym stylu

Na rubieżach rzeczywistości:

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

W alkoholowo-hipnotycznym transie
— Sebastian Chosiński

Szpiegowska afera w wielkim stylu
— Sebastian Chosiński

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
— Sebastian Chosiński

Przygody Eberharda na Czarnym Lądzie
— Sebastian Chosiński

Popielski is dead, long live Mock!
— Sebastian Chosiński

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Drzewo złe owoców dobrych wydawać nie może
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Pedofil zawsze wraca na miejsce zbrodni
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Słowiańska dusza, amerykański szyk
— Sebastian Chosiński

Morskie opowieści w rytmie roots reggae
— Sebastian Chosiński

Po obu stronach Bałtyku
— Sebastian Chosiński

Internacjonalizm międzygalaktyczny
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Rotanowa pośle
— Sebastian Chosiński

„I po ch… pani robiła te badania?!”
— Sebastian Chosiński

Za siedmioma odległymi galaktykami…
— Sebastian Chosiński

W Rosji najgorzej być zakładnikiem…
— Sebastian Chosiński

Gdy Łazarze śpią, budzą się upiory
— Sebastian Chosiński

Religijni fanatycy i zblazowani zbrodniarze
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.