Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Orson Scott Card
‹Gra Endera›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGra Endera
Tytuł oryginalnyEnder’s Game
Data wydania8 października 2013
Autor
PrzekładPiotr W. Cholewa
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklEnder
ISBN978-83-783-9632-1
Format328s. 142×202mm
Cena32,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zaprogramowany chłopiec
[Orson Scott Card „Gra Endera” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Tytuł, który bez cienia zastanowienia poleca się osobom chcącym po raz pierwszy wejść w zagmatwany świat literatury science fiction; który wielu nazywa książką swojej młodości. Czy „Gra Endera” nadal posiada moc kształtowania czytelniczych gustów?

Agata Rugor

Zaprogramowany chłopiec
[Orson Scott Card „Gra Endera” - recenzja]

Tytuł, który bez cienia zastanowienia poleca się osobom chcącym po raz pierwszy wejść w zagmatwany świat literatury science fiction; który wielu nazywa książką swojej młodości. Czy „Gra Endera” nadal posiada moc kształtowania czytelniczych gustów?

Orson Scott Card
‹Gra Endera›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGra Endera
Tytuł oryginalnyEnder’s Game
Data wydania8 października 2013
Autor
PrzekładPiotr W. Cholewa
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklEnder
ISBN978-83-783-9632-1
Format328s. 142×202mm
Cena32,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Choć od premiery „Gry Endera” minęło już blisko 30 lat, powieść przeżywa aktualnie coś w rodzaju drugiej młodości. Wszystko za sprawą ekranizacji, która wejdzie do kin już 24 października (w Polsce 1 listopada) bieżącego roku. Z tej okazji wielu czytelników sięgnęło po tytuł ponownie, celem odświeżenia go w pamięci, a prawdopodobnie jeszcze większa ich liczba postanowiła zapoznać się z przygodami Endera po raz pierwszy. Trzy dziesięciolecia to sporo czasu, szczególnie dla książki należącej do stosunkowo młodego przecież literackiego gatunku, jakim jest fantastyka. Jak najsłynniejsza powieść Orsona Scotta Carda poradziła sobie z jego upływem?
Endera, a właściwie Andrew Wiggina, poznajemy jako genialnego sześciolatka, któremu przeznaczone są wielkie czyny – najmłodszy spośród trojga rodzeństwa w świecie, w którym prawo pozwala na posiadanie jedynie dwójki dzieci, urodził się nie po to, by być czyimkolwiek synem czy bratem, lecz by zostać bronią w rękach ludzi, mającą przechylić szalę zwycięstwa w wojnie z kosmicznymi najeźdźcami. I właśnie teraz rozpoczyna się jego droga – zostaje przyjęty do szkoły wojskowej, a tym samym opuszcza dom rodzinny, pozostawiając w nim ukochaną siostrę Valentine i znienawidzonego brata, Petera. Opuszcza jedynie pozornie, bo jak przekonamy się podczas lektury, cienie obojga stale będą chłopcu towarzyszyć.
Rozdziały opisujące początek jakże nietypowej edukacji Endera każą zadać sobie pytanie, czy omawiana powieść nie była przypadkiem jedną z inspiracji dla J. K. Rowling podczas pisania cyklu książek o Harrym Potterze. Szczęśliwie ten etap życia niezwykłego chłopca kończy się szybciej, niż można się było spodziewać, a sama opowieść prędko okazuje się być zupełnie nie tym, czym początkowo się wydawała. W dodatku opis tego, co dzieje się z Enderem w szkole wojskowej nie służy jedynie nakreśleniu zawartych przez niego znajomości i przeżytych przygód. Trudno zresztą w ogóle mówić tu o przygodach, gdyż Card od samego początku obchodzi się z cudownym dzieckiem cokolwiek niedelikatnie, raczej go doświadczając i kształtując, niż wrzucając w wir barwnych wydarzeń, i nie stroniąc od stosowania w tym celu metod takich jak przemoc fizyczna czy psychiczna.
Ender uczy się i odnosi sukcesy, zdaje się spełniać wszelkie pokładane w nim nadzieje, lecz… cały czas pozostaje tylko dzieckiem. Dlatego działania zmierzające do uczynienia go genialnym dowódcą przewodzącym całej ziemskiej flocie kosmicznej, który bez mrugnięcia okiem rozprawi się z tysiącami albo i milionami owadopodobnych obcych zanim jeszcze osiągnie pełnoletniość, słusznie budzą kontrowersje. Bo jakim prawem odbiera się małemu chłopcu dzieciństwo, w zamian ucząc go zabijać? Czy rzekome dobro czy wręcz przetrwanie całej ludzkiej cywilizacji aby na pewno stanowią wystarczające uzasadnienie? To właśnie wyobcowany kilkulatek jest jedyną nadzieją, nie ma innych sposobów? Doprawdy trudno w to uwierzyć. Na szczęście Card obudował taki stan rzeczy szeregiem w miarę przekonujących wyjaśnień.
Na wątpliwościach dręczących ludzi, który zgotowali Enderowi taki los się nie kończy, bo i sam zainteresowany nie jest zachwycony tym, co go spotyka – izolacją, niechęcią czy wręcz wrogością ze strony rówieśników, niemożnością nawiązania jakichkolwiek stałych relacji, znalezienia punktów zaczepienia i oparcia w otaczającym go świecie. Niełatwe życie małego Andrew mamy okazję obserwować oczyma wszechwiedzącego narratora, ukazującego poczynania i myśli nie tylko samego protagonisty, ale i tych, którzy wywierają na niego wpływ, usiłują ukierunkować, często nie dbając o cenę.
Fabuła prezentuje się co prawda bardzo liniowo, wpadając w schemat „od zera do bohatera”, nie robi tego jednak w ten prostacki sposób, do którego jako odbiorcy współczesnej kultury masowej przywykliśmy. Wydarzenia są tu bowiem jedynie szeregiem sprawdzianów dla Endera, i wszystkie one odbijają się zwielokrotnionym echem w jego głowie, kształtującej się osobowości, podejmowanych decyzjach i działaniach. I właśnie te echa stanowią esencję powieści Carda. Bezpośrednio z tego wynika siła jej oddziaływania na emocje czytelnika. Jednak, choć „Gra Endera” potrafi być rzeczywiście i dogłębnie przejmująca, wiele jest w niej momentów, które zbyt łatwo odczytać jako zabiegi wykalkulowane na konkretny efekt. Nagromadzenie tego typu scen jest szczególnie widoczne chociażby na samym początku powieści, gdzie Andrew poddawany jest takiej ilości psychicznych i fizycznych tortur, że współczucie względem bohatera zamienić się może w niechęć wobec autora, jego tanich i szytych grubymi nićmi manipulacji. Wiele zresztą rzeczy dzieje się w książce „za bardzo” i to jest chyba jej główną wadą – te same wnioski są wyciągane po wielokroć i przedstawiane w sposób nazbyt dobitny, bohaterowie zdają się nieprawdopodobnie wybitni i dojrzali jak na swój wiek, to znów zbyt głupi jak na swoją wybitność, starć zakończonych druzgocącym zwycięstwem Endera nad każdym możliwym przeciwnikiem jest zbyt wiele, a dualizm postaw wobec jego osoby – zbyt jaskrawy.
Wszystko to stoi na przeszkodzie pełnemu wniknięciu w świat powieści, całkowitemu zawieszeniu niewiary. Jednak możliwy do osiągnięcia stopień immersji tak czy inaczej jest naprawdę wysoki. Realia, w których przyszło żyć Enderowi nie są nakreślone szczegółowo, szczątkowe informacje przewijają się tu i ówdzie w formie raczej strzępów i mignięć, ale taki sposób dawkowania wiedzy o futurystycznej Ziemi intryguje i zachęca do samodzielnego zapełniania luk. Za to wewnętrzny świat protagonisty, wszystkie wpływy i przemiany, którym ulega, jego wątpliwości, emocje oraz wartości opisano w sposób dogłębny i umożliwiający łatwe zawiązanie się więzi między nim a czytelnikiem.
Liniową fabułę przełamuje nieco przywoływany co jakiś czas wątek rodzeństwa Endera, Valentine i Petera, którzy także dorastają i nie mają zamiaru pozostać zwykłymi, niewiele znaczącymi dziećmi. To, jakie role przygotował dla nich Card, może budzić zdziwienie, wrażenie nieprawdopodobności, jednak w ostatecznym rozrachunku ta składowa powieści zdecydowanie nadaje jej rumieńców.
„Gra Endera” to jedna z tych książek, których odbiór zmienia się w zależności od wieku, w którym po nie sięgamy. Nastoletni odbiorca znajdzie w niej pasjonującą opowieść o przemianie małego chłopca w obrońcę ludzkości, będzie wraz z nim pokonywał przeciwności losu, zapewne gorąco mu przy tym kibicując, zachwyci się dynamicznymi opisami taktycznych i batalistycznych gier, w których bierze udział. Czytelnik starszy doceni z pewnością brak jednoznacznego podziału na dobro i zło, wciąż podkreślany relatywizm etyczny, umiejętnie oddaną gorycz i ciężar losu bohatera, przewrotność tego, co w powieści jest grą, a co zupełnie nią nie jest, bogatą warstwę symboliczną. Wartym docenienia jest również fakt, że Card nie należy do pisarzy w trudnych chwilach podpierających się mechanizmami typu deus ex machina. Atutem jest także to, że trudno o „Grze Endera” powiedzieć, by brzydko się zestarzała, gdyż warunek jej klasyfikacji jako science fiction, czyli aspekt naukowy, oparty jest w dużym stopniu nie na ideach płynących z nauk ścisłych, a na znacznie wolniej dezaktualizujących się koncepcjach humanistycznych.
Satysfakcję płynącą z obcowania z tą naprawdę dobrą powieścią może niestety skutecznie zmącić epilog, rozwiewający snujące się dotąd po scenie szarości i półcienie, usiłujący przekreślić całą skrupulatnie budowaną niejednoznaczność wydarzeń i decyzji bohaterów, ich słodko-gorzki wydźwięk, i zastąpić to wszystko lukrowanym happy endem. Zmącić, ale na szczęście nie rozwiać.
koniec
30 października 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Co nas nie zabije, to nas wzmocni
Joanna Kapica-Curzytek

20 IX 2021

Susan Green, główna bohaterka „Kaktusa”, nie daje się lubić. Ale i ją dotykają problemy, jak każdego z nas. Jaki będzie wynik jej konfrontacji z tym, co przynosi życie?

więcej »

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
Beatrycze Nowicka

19 IX 2021

„Powiernik mieczy” Kel Kade czyli dlaczego raczej nie jest to książka której szukacie.

więcej »

Gdy z łańcucha zrywajom się wsyskie okropności…
Joanna Kapica-Curzytek

18 IX 2021

Brawurowy miks gatunków i konwencji, podszyty absurdem i humorem, daje w powieści fińskiego pisarza „Polowanie na małego szczupaka” efekt wprost znakomity!

więcej »

Polecamy

Jezus na miarę naszych czasów

W podziemnym kręgu:

Jezus na miarę naszych czasów
— Marcin Knyszyński

Imitacje
— Marcin Knyszyński

„Wolność”
— Marcin Knyszyński

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Skoki czasowe i puszczanie bąków
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Nadduszo, zlituj się!
— Jędrzej Burszta

Bliski krewny Endera
— Konrad Wągrowski

Żony i mężowie
— Jędrzej Burszta

Napisane ręką apologety
— Jędrzej Burszta

Kosmiczna sielanka
— Beatrycze Nowicka

Cudzego nie znacie: Jadą, jadą Mleczną Drogą siostrzyczka i brat…
— Michał Kubalski

Cień…izna
— Jakub Gałka

Ach ten Card!
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Podróż poprzez przestrzeń i czas
— Agata Rugor

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.