Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Lucius Shepard
‹Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułModlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator
Tytuł oryginalnyA Handbook of American Prayer. Louisiana Breakdown. Viator
Data wydania16 sierpnia 2013
Autor
PrzekładWojciech Szypuła
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-368-7
Format560s. 135×202mm; oprawa twarda
Cena49,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Autostradą na zachód, gdzie kopalnie złota skrywają dzikie tajemnice
[Lucius Shepard „Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator”, czyli wydane w jednym tomie dwie powieści i opowiadanie Luciusa Sheparda powinny spodobać się wielbicielom nastrojowej i efektownej w formie prozy.

Beatrycze Nowicka

Autostradą na zachód, gdzie kopalnie złota skrywają dzikie tajemnice
[Lucius Shepard „Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator” - recenzja]

„Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator”, czyli wydane w jednym tomie dwie powieści i opowiadanie Luciusa Sheparda powinny spodobać się wielbicielom nastrojowej i efektownej w formie prozy.

Lucius Shepard
‹Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułModlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator
Tytuł oryginalnyA Handbook of American Prayer. Louisiana Breakdown. Viator
Data wydania16 sierpnia 2013
Autor
PrzekładWojciech Szypuła
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-368-7
Format560s. 135×202mm; oprawa twarda
Cena49,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Twórczość Luciusa Sheparda, często klasyfikowana jako realizm magiczny, odznacza się swoją specyfiką. W najnowszym, wydanym przez MAG-a w ramach Uczty Wyobraźni tomie utworów amerykańskiego pisarza uwagę zwraca przede wszystkim język i sposób narracji, w porównaniu z opowiadaniami o Griaule’u bardziej gawędziarski, pełen dygresji, wtrąceń i refleksji. Shepard jest także mistrzem tworzenia nastroju; potrafi przekonująco opisać zarówno emanujące nostalgią krajobrazy, jak i zatłoczone bary, ale też przedstawić stan ducha swoich bohaterów – czy będzie to napad irracjonalnego strachu, alkoholowe odurzenie, czy też chwila spokoju i zadumy. We fragmentach, w których dominują pierwiastki nadnaturalne (lub też urojenia bohaterów, jeśli komuś bardziej odpowiada taka interpretacja), rzeczywistość rozmywa się, ustępując płynnej i rozedrganej wizji. Wiele obserwacji psychologicznych, dialogów czy rozważań wydaje się celne i wiarygodne. Ujmując to krótko – Shepard pisze naprawdę dobrze.
Miewa jednak słabość do pewnych powtarzających się wątków i motywów. We wszystkich trzech, znajdujących się w tomiku utworach głównymi bohaterami są pary kochanków. Wardlin Stuart z „Modlitewnika amerykańskiego” jest byłym więźniem, z kolei Wilander z „Viatora” przez wiele lat był bezdomny. Bohatera „Luizjańskiego bluesa” z protagonistą ostatniego tekstu łączy z kolei przekonanie o pewnej emocjonalnej skazie. Wszyscy trzej mężczyźni przechodzili bądź przechodzą w swoim życiu okres „dryfu”. W końcu napotykają kobiety, które wydają im się szczególnie bliskie, wyjątkowe, wręcz stworzone dla nich i z jednej strony mają nadzieję na to, że związek nada ich życiu cel i znaczenie, z drugiej zaś obawiają się odpowiedzialności i ostatecznej deklaracji. Pewne podobieństwa można zauważyć także pomiędzy bohaterkami: to mieszkanki małych miasteczek, nie zasymilowane jednak ze swoimi sąsiadami, prowadzące własny interes, które niejedno w życiu przeszły, a teraz zdają się oczekiwać stabilizacji i spokoju. W każdej z nich jej partner dopatruje się tajemnicy. Czasami podobieństwa dotyczą także postaci drugoplanowych; Sedele z „Luizjańskiego bluesa” do pewnego stopnia przypomina Nancy Belliveau z „Modlitewnika…”. Powtarzają się drobiazgi – opisy, w których las z przyjaznego staje się wrogi, niektóre wzmianki czy sposoby ujęcia tematu (np. wrażenia podczas seksu „wydawało mi się, (…) że całe moje życie wlewa się w nią, a jej we mnie” i „przyszło jej do głowy, że w tej chwili przeniknęli się i rozpłynęli w sobie wzajemnie”). Jednak tylko od czytelnika zależy, czy uzna to za wadę, czy może raczej potraktuje trzy kolejne utwory jako swego rodzaju wariacje na temat.
W „Modlitewniku amerykańskim” na uznanie zasługuje sam pomysł wyjściowy na spełniające się wiersze-modlitwy. Sam tekst sprawił na mnie wrażenie, jakby Shepard najpierw zaczął myśleć nad tomikiem „amerykańskich modlitw”, potem jednak uznał to za zbyt awangardowe i „dobudował” naokoło fabułę. Same modlitwy bywają bardzo poetyckie, ale też są narzędziem satyry skierowanej na amerykańskie społeczeństwo, większość z nich bowiem dotyczy korzyści finansowych1). Nie do końca spójne wydają mi się zapewnienia bohatera o konieczności precyzji doboru słów, prostoty i konkretu – wszak jego teksty – układane także na zlecenie do odmawiania dla innych brzmią np. „Północ to godzina dziwnych porad. / Gwiazdy są jak diamentowe dzioby na napiętej czarnej skórze, / węże wciskają się w ziemię niczym korkociągi / w poszukiwaniu ukrytych głęboko smakołyków, / zwierząt bez imion, oczu i dusz (…) módl się, byś poznała rzeczy, które wiesz, / jakby zapisane były w błyskawicach” (gwoli wyjaśnienia, ten fragment pochodzi z modlitwy w intencji uwieńczonego szybkim sukcesem postępowania rozwodowego). Jeżeli tego rodzaju modlitwy-zaklęcia miałyby być skuteczne, nie sądzę, by technika ta była tak łatwa do powszechnego zastosowania2).
W „Modlitewniku…” jednak obmyślony przez Wardlina „modłostyl” odnosi oszałamiający sukces. Powieść staje się zatem także opisem sławy bohatera, telewizyjnych talk-show, publicznych wystąpień, w trakcie których Stuart napawa się władzą, jaką zdobył u zapatrzonych w niego wiernych, wreszcie konfrontacji z telewizyjnymi ewangelistami. To ostatnie zresztą służy ostrej krytyce ludzi – użyję słów z książki – sprzedających Boga. Sam Wardlin też miewa wątpliwości, zastanawia się, czy nie jest oszustem, na przemian gardzi swoimi zwolennikami i syci się ich uwielbieniem. Nie przeszkadza mu to jednak nieustannie bogacić się na swoim odkryciu. W pewnym momencie okazuje się również, że swoimi modłami najprawdopodobniej stworzył/ukształtował/przywołał istotę, do której zwracał się w szczególnie ważnych intencjach.
Wszystko powyższe brzmi bardzo zachęcająco i początkowo takie jest – Stuart odkrywa sekret skutecznej modlitwy, publikuje książkę, zyskuje popularność, co zostaje opisane celnie i interesująco. Potem jednak Shepard jakby znudził się swoim dziełem i zapragnął na szybko zamknąć fabułę. Zamiast dalej rozwijać pomysł (jakie konsekwencje globalne będzie miało upowszechnienie się modłostylu, co z modlitwami sprzecznymi, czy świat pogrąży się w całkowitym chaosie, czy nagle zmaterializują się setki prywatnych bóstw i co z tego wyniknie) wprowadził wątek psychopatycznego kaznodziei i zamknął wszystko pośpiesznym finałem, nieco przypominającym kulminację „Chinandegi”. „Modlitewnik…” sprawia przez to wrażenie uciętego w jednej trzeciej, choć takie, a nie inne zakończenie może także być ilustracją przedstawionej w utworze tezy o skarleniu religii.
Konstrukcja „Luizjańskiego bluesa” jest już bardziej dopracowana, choć znów siłą tego tekstu jest klimat – tym razem miasteczka na Południu USA, gdzie magia miesza się z codziennością. Nie mogę jednak powiedzieć, by przekonał mnie główny wątek oparty na seksualnych obsesjach (np. niemal tuż za otwierającym utwór opisem Grail następuje scena, gdzie bohaterka zostaje zgwałcona… przez cień bambusa – przyznam, że to przekracza poziom tolerowanej przeze mnie abstrakcji). Wreszcie motyw ofiary bardziej przypadł mi do gustu w „Córce żelaznego smoka” Swanwicka – historia Wiklinowej Królowej miała w sobie znacznie więcej drapieżności i dramatyzmu niż wątek Vidy i Dobrego Szarego Człowieka.
Ze wszystkich trzech utworów najbardziej spodobał mi się „Viator”, będący w zasadzie historią nawiedzonego wraku. Podobnie jak poprzednio fabuła jest prosta, a akcja rozkręca się powoli. Sam statek w pewnym momencie zaczyna budzić pewne skojarzenia z Griaule’em: „otulony pasmami tajemniczo szarej mgły nie był już olbrzymim metalowym absurdem (…) lecz przybrał monstrualny, na wpół mityczny aspekt uwięzionej w potrzasku potężnej żywej istoty, jak stary wieloryb, którego zanieczyszczone morze zwiodło i wyrzuciło na plażę, a on wciąż żył, jego niespokojna witalność tętniła pulsem ciszy ogarniającej całą okolicę”. To jednak nie zmienia faktu, że całość przesycona jest niezwykłym klimatem. Zagubienie głównego bohatera i jego powolne oddalanie się od rzeczywistości zostały bardzo plastycznie odmalowane. Kiedy pojawia się wątek ostatniego rejsu zniszczonego statku, aż chce się kibicować bohaterom, choć jednocześnie przeczucie każe powątpiewać w szczęśliwe dotarcie do celu. Trzeba też przyznać, że rozwiązanie fabuły nie jest realizacją dwóch najbardziej spodziewanych wariantów i pozostawia pewne pole do interpretacji, na uznanie zasługuje też wyobraźnia, z jaką Shepard kreśli swoje wizje.
Chwilami aż szkoda mi było, że wyszukanej formie nie towarzyszy bardziej skomplikowana treść. Amerykański pisarz wydaje się bardziej zainteresowany leniwym snuciem opowieści, przesyconej obserwacjami obyczajowymi i nadnaturalnymi wizjami, niż bogatą fabułą. O tym należy pamiętać, sięgając po „Modlitewnik amerykański…”. Jest to też jedna z tych książek, które – jako że oddziałują przede wszystkim za pomocą klimatu – muszą trafić w odpowiedni nastrój czytelnika. Jeśli tak się stanie, lektura powinna okazać się satysfakcjonująca.
koniec
3 listopada 2013
1) Choć może to i dobrze, że „Modlitewnik…” nie powstał w Polsce, wtedy bowiem musiałby stać się zapisem wypadków, katastrof i plag, spadających na głowy bogatych ludzi, zwłaszcza polityków, a także zbiorowej paranoi, każącej każdemu rozpaczliwie udawać, że nie powodzi mu lepiej niż ludziom z jego otoczenia.
2) Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miliony ludzi umiałyby z powodzeniem naśladować wyżej cytowany styl. Choć prawda – pojawia się przykład modlitwy ułożonej przez kogoś innego – już nie tak skomplikowanej, ale wciąż dosyć poetyckiej.

Komentarze

03 XI 2013   12:19:32

Gdyby komuś doskwierał brak tej infomacji w Esensji: tlumaczył Wojciech Szypuła (podaję za stroną wydawcy).

03 XI 2013   22:52:46

Przecież ta informacja tu jest.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Zbrodnia bez trupa
Sebastian Chosiński

3 VII 2022

„Drugie wydanie powieści”, czyli środkowa część kryminalnej trylogii Romana Orwid-Bulicza o sprawach prowadzonych przez komisarza Śliwińskiego, jest lepsza od swojej poprzedniczki, ale słabsza od kończącej cały cykl. I to chyba najlepsze rozwiązanie dla czytelnika, który dotarłszy do finału całej historii, nie będzie czuł rozczarowania.

więcej »

PRL w kryminale: Skazany na śmierć
Sebastian Chosiński

1 VII 2022

Dzisiaj takie zjawisko już nie istnieje. Prasa codzienna nie drukuje powieści w odcinkach. Ale jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku były one czymś najzupełniej naturalnym. Dla wielu gazet stawały się niemalże gwarancją sukcesu. Czasami nawet na łamy regionalnych tytułów trafiały interesujące teksty. Przykładem tego „Nie chcę umierać!” Krzysztofa T. Rosy z 1959 roku.

więcej »

Ziemia obca, lecz swoja
Sebastian Chosiński

30 VI 2022

W momencie kiedy zostały już przetłumaczone na język polski wszystkie wydane w postaci książek teksty beletrystyczne Izraela Joszuy Singera, warto zapoznać się z nimi właśnie zgodnie z chronologią publikacji. A więc po „Perłach” – debiutanckim tomie opowiadań – sięgnąć po pochodzący z 1925 roku zbiór „Na obcej ziemi”. A dopiero potem po jego wyśmienite powieści. W ten sposób łatwiej będzie nam dostrzec i docenić eksplozję talentu żydowskiego pisarza.

więcej »

Polecamy

Seksapokalipsa

W podziemnym kręgu:

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Duże ilości magii naraz
— Daniel Markiewicz

Literacki test Rorschacha
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Marzec 2012
— Joanna Kapica-Curzytek, Michał Kubalski, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Tryby historii
— Beatrycze Nowicka

Imperium zwane pamięcią
— Beatrycze Nowicka

Gorzka czekolada
— Beatrycze Nowicka

Kosiarz wyłącznie na okładce
— Beatrycze Nowicka

Bitwy nieoczywiste
— Beatrycze Nowicka

Morderstwa z tego i nie z tego świata
— Beatrycze Nowicka

Z tarczą
— Beatrycze Nowicka

Rodzinna sielanka
— Beatrycze Nowicka

Wiła wianki i to by było na tyle
— Beatrycze Nowicka

Supernowej nie zaobserwowano
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.